Mojej Joan, za to, że spełnia moje marzenia ;*
Od samego rana Jenny panikowała, szukając odpowiednich ubrań na pierwszy dzień pracy. Nigdy nie pracowała w takim miejscu, nie zapytała Kate o żadną wskazówkę. „Właśnie, Kate” – pomyślała. Postanowiła, że nie będzie do niej dzwonić, pewnie uznałaby ją za idiotkę. Jednak jej obraz przedstawiła sobie w myślach. Wyszperała z dna szafki czarną, ołówkową spódnicę przed kolano. Naciągnęła czarne rajstopy, a w spódnicę wkasała czerwoną koszulę. Jak na złość nie posiadała kolekcji kolorowych szpilek, którą Kate zapewne miała, więc wyciągnęła jedne z najpiękniejszych z szafki Sary. Nie poznawała się lustrze. Kobieta przed nią była dojrzała i zupełnie inna niż wcześniejsza Jenny. Nie powiedziała Brianowi o nowej pracy, więc wieczorem będzie miała mu do powiedzenia dwie bardzo ważne rzeczy.
Kate podjechała po nią punktualnie o dziewiątej.
-Dzień dobry Jenny. Wyglądasz cudownie. Wczoraj zapomniałam ci powiedzieć, żebyś wyglądała raczej elegancko, ale jak widać sobie poradziłaś.
-Chyba nie sądziłaś, że wyskoczę w glanach i zespołowej koszulce? – Sama zaczęła śmiać się z tej wizji.
-Szczerze, to trochę się bałam. Gates mówił mi, że można się po tobie spodziewać wszystkiego.
-Wszystkiego? Co mówił jeszcze? – wzdrygnęła się Jenny.
-Nie mówił o tobie dużo. Tyle, że jesteś bardzo zdolna, że na pewno poradzisz sobie w tej pracy i że niezłe z ciebie ziółko. Mówił jeszcze, że zawsze byłaś bliżej z innymi chłopakami z A7X.
Jenny skrzywiła się na te słowa. Haner wciąż okłamywał Kate. Mówił jej, że praktycznie się nie znajdą, nigdy nie przyznał się, że coś ich łączyło. Ale może to i lepiej. Kate miała tutaj tylko Gatesa, pewnie bałaby się, że ktoś go jej odbierze.
Redakcja nie była nawet trochę komercyjna. Na ścianach wisiały genialne fotografie najróżniejszych zespołów wraz z autografami. Większość gabinetów było zaszklonych, tylko biura dyrektorskie były odizolowana. Kate przeprowadziła ją przez długi, wąski korytarz, aż do drzwi z napisem : Redaktor Naczelny.
-Tylko się nie denerwuj, masz ta pracę w kieszeni. – Dała jej kopniaka na szczęście i uchyliła drzwi do biura – Pani redaktor, przyprowadziłam Jennifer.
-Niech wejdzie.
Za ogromnym, dębowym biurkiem siedziała kobieta w średnim wieku, ubrana w czarną koszulę. Była dystyngowana, a jej policzki różowiały uroczo, co nie pasowało zupełnie do jej wyrazu twarzy. Miała piękne, kasztanowe włosy, opadające na ramiona.
-Dzień dobry. – Jenny niepewnie usiadła w fotelu przy biurku.
-Czego u nas szukasz Jennifer?
-Kate powiedziała mi, że szukacie redaktora do rubryki z wywiadami. Słyszałam, że naprawdę potrzebujecie kogoś, więc...
-Masz jakieś doświadczenie – przerwała jej.
-W pisaniu nie... to znaczy byłam w liceum na profilu dziennikarskim, uczęszczałam na kółko literackie i...
-Sądzisz, że to wystarczy? – uśmiechnęła się sceptycznie – A matura? Masz przy sobie dokumenty?
-Ja... – Zaczerwieniła się po same uszy – Nie mam matury.
-Nie zdałaś? – bardziej stwierdziła niż zapytała.
-Nie, po prostu... nie podeszłam do matury, bo ... – Teraz jej policzki miały już barwę koszuli – wyjechałam w trasę z In The Darkness. Byłam ich techniczną.
Wyraz twarzy kobiety zmienił się w sekundzie.
-Techniczną In The Darkness? W takim razie dlaczego już nią nie jesteś i szukasz pracy?
-Bo... jestem w ciąży.
Pani Jackman znów powrócił groźny wyraz twarzy.
-W ciąży?
-W czwartym miesiącu, dlatego mam mnóstwo czasu i znam wiele osób, które na pewno zgodziłyby się udzielić mi wywiadu. Później mogłabym pracować w domu i wysyłać artykuły.
-No taa... To może zostaniesz dziś na dzień próbny, a potem zobaczymy.
Jenny wyszła z biura ze spuszczoną głową.
-I co? – Kate dopadła ją od razu.
-Nie mam szans Katy! Ta baba jest wredna! Dopytywała o doświadczenie i maturę, a przecież wiesz, że tego nie mam. Wiesz jak mi było wstyd?
-Nie gorączkuj się tak. Mamy nóż na gardle, na pewno cię przyjmie. Chodź, pokażę ci twoje biurko.
-Jeszcze nie moje.
-Ale z ciebie pesymistka. Wyluzuj. Wszystko będzie dobrze.
W zaszklonym pomieszczeniu znajdowało się kilka biurek z komputerami i różnymi, wielokolorowymi segregatorami. Ludzie zawzięcie coś pisali i słuchali dobrej muzyki. Uśmiechali się i rozmawiali ze sobą. Jedno biurko stało puste i właśnie przy nim usiadła Jenny. Ludzie spoglądali na nią, aż w końcu jeden z chłopaków – ten siedzący naprzeciw jej biurka – powiedział:
-Koleżanko, jestem tu za Marca? No przedstaw się. – Uśmiechnął się zabójczo.
-Jestem Jenn. A moje miejsce tutaj nie jest jeszcze pewne.
-Sprawdź skrzynkę. – Mrugnął do niej zielonym oczkiem.
„1 wiadomość od : Redaktor Naczelny”
„Twoje zadanie : Szybki wywiad telefoniczny z Mattem Tuckiem”
Powodzenia.
Caroline Jackman”
Otworzyła oczy ze zdziwienia. Przecież dla osoby spoza wewnętrznego świata muzyki byłoby to niemożliwe. Wszyscy wiedzą, że Tuck jest nieuchwytny. Jednak dla niej była tu bułka z masłem, w końcu Matt był jej kumplem, nie raz pili razem w trasie i palili czerwone Marlboro. Uśmiechnęła się do samej siebie i przypomniała sobie, że gdyby nie nieznajomy to nawet nie zajrzałaby na swoją skrzynkę. Wychyliła się zza komputera.
-Dzięki...właściwie to nawet nie wiem jak masz na imię?
-Robert. Co ci kazała zrobić?
-Wywiad z Mattem Tuckiem. – Wywróciła oczami.
-Jak masz zamiar to zrobić?! – Szeroko otworzył oczy ze zdziwienia.
-Mam swoje sposoby.
Wyciągnęła z torebki telefon i podekscytowana znalazła w nim numer.
-Zacky, musisz mi pomóc – szepnęła do słuchawki.
-Co tam Jenn?
-Pilnie potrzebuję numeru do Tucka.
-A po co ci?
-Długa historia. Opowiem ci jak się spotkamy. To co z tym numerem?
-Już ci wysyłam. Przy okazji, jesteś w mieście?
-Stacjonuję tu już miesiąc.
-Co powiesz na kawę i plotki?
-Zacky, nic się nie zmieniasz. Co powiesz na poniedziałek? Przy okazji opowiesz mi, czy moi chłopcy byli grzeczni w Graspop.
-Jak na razie wszystko tylko wynoszą sprzęt i leczą kaca po wczorajszej pokoncertowej imprezie. Piliśmy razem do białego rana. –Zaśmiał się do słuchawki.
-Mam nadzieję, że nie sprowadzacie chłopaków na złą drogę Vangeance. A i nie mów Brianowi, że dzwoniłam.
-Ale któremu? – znów usłyszała jego sarkastyczny chichot.
-Obu. Zresztą, najlepiej nie mów nikomu. To będzie taka nasza tajemnica.
-Spoko. Wyślę ci sms z adresem na poniedziałek. Na razie.
-Pa Zack.
Robert przysłuchiwał się tej rozmowie z uwagą.
-Jenny, mam takie pytanie – zaczął niepewnie.
-Tak? – Wychyliła się zza ekranu monitora.
-Czy ty rozmawiałaś z TYM Vangeancem? – zaakcentował.
-No nie wiem, znam tylko jednego – zaśmiała się wymownie.
-Zacky Backer z Avenged Sevenfold? Matt Tuck? Skąd ty ich wszystkich znasz?
-Mój drogi, jak ty nic nie wiesz...
-W takim razie mi opowiedz. – Spojrzał prosto na jej dekolt i poprawił mankiety marynarki – Kawa?
-Mam dużo pracy. Może innym razem.
-Będziesz pracować nawet w czasie przerwy? No nie gadaj, że ambitny pracoholik z ciebie? – Uśmiechnął się, ale nie odpowiedziała.
Odczytała wiadomość od Vangeance’ a i wybrała numer. Podczas trwania sygnału zastanawiała się co ma powiedzieć Tuckowi. W końcu odezwał się jego aksamitny głos.
-Słucham?
-Hej Matt. Tu Jenny, narzeczona Briana z ITD.
-O, cześć Jenny. Co tam?
-Słuchaj, mam do ciebie taką małą sprawę. Znalazłam pracę w „Kerrenga” i moim zadaniem jest zrobić z tobą wywiad.
-Ty pracujesz w gazecie? Mało z tego rozumiem – westchnął zdezorientowany – No ale dobrze, gdyby to był ktoś inny nawet bym z nim nie gadał, ale jeżeli to ty, to pytaj, odpowiem.
-Powiedz mi w takim razie w jakim momencie cię zastaję? Piszesz może słowa do nowej, cudownej piosenki? Wiem z pewnych źródeł, że pracujecie nad nowym projektem.
-Zależy czy pytasz o Axewound czy BFMV? Aktualnie podpisuję płyty Voltures dla ukochanych fanów razem z chłopakami.
-No właśnie – Voltures. Płyty słuchałam z ciarkami na rękach. Czy tysiące ludzi na koncertach poczuje to samo?
-Mamy nadzieję, że płyta wzbudza emocje, a nasi fani przyjdą na koncerty. Zresztą, zapraszamy nie tylko ich, ale wszystkich, którzy chcą nas poznać. Płyta jest już w sprzedaży.
-A koncerty? Kiedy ruszacie w trasę?
-Już w grudniu pierwszy koncert w Kalifornii, potem Nowy York, Manhattan, Chicago , Waszyngton. Następnie Kanada, Argentyna i Portugalia. Później ruszamy do Europy.
-Jakie miasta odwiedzicie?
-Będzie można przyjść na koncerty w Londynie, Berlinie, Paryżu, Sztokholmie, Oslo, Amsterdamie, Soczi i Warszawie.
-Fani, którzy wiedzą o koncertach pewnie są wniebowzięci?
-Prawdę mówiąc jesteście pierwszymi mediami, które o tym wiedzą. To z sympatii do ciebie Jenn.
-Bardzo mi miło Matt. Powiedz mi jeszcze czy planujecie jakieś niespodzianki na koncertach?
-Pewnie, ale jak sama stwierdziłaś, będą to „ niespodzianki”.
-Uchyl rąbka tajemnicy!
-Jenn, nie mogę oprzeć się twoim prośbą – zaśmiał się do słuchawki – więc szykujcie się na niesamowitą, mrożącą krew w żyłach scenografię, efekty specjalne, nas z nową energią , a na jednym z koncertów pojawi się gość specjalny, ale tego już nie mogę zdradzić.
-Kto słuchał płyty na pewno domyśli się kto to może być. Powiedz jeszcze gdzie można nabyć płytę z waszymi podpisami?
-Można znaleźć ją na naszej stronie internetowej.
-A co z Bullet For My Valentine?
-Materiał na płytę mamy już gotowy i kiedy tylko skończy się trasa Voltures , Bulleci wydają płytę i ruszają w trasę.
-W takim razie jest to dla ciebie bardzo intensywny czas?
-To prawda. Teraz otaczam się muzyką i nie mam czasu na nic oprócz niej. Na szczęście moja dziewczyna i synek są przy mnie i kiedy wracam ze studia mogę ich przytulić. To daje mi siłę i chęć do dalszej pracy.
-Zgodzisz się, że to właśnie miłość jest w tym wszystkim najważniejsza? Że gdyby nie ona, muzyka nie byłaby nic warta?
-Dokładnie.
-Dziękuję ci za wywiad Matt. Życzę ci mnóstwo sukcesów, w każdym podjętym projekcie.
-Dziękuję. Do usłyszenia Jenn.
Odetchnęła głęboko po odłożeniu słuchawki. Sama nie wiedziała jak jej poszło. Zestresowała się tak samo jak wtedy, kiedy rozmawiała z nim po raz pierwszy. Nagle zauważyła dłonie oparte na jej biurku i męską sylwetkę.
-To co Jenny, może jednak kawa? – usłyszała głos Roberta.
-Nie dasz mi spokoju?
-Zdecydowanie nie.
Kawiarnia mieściła się tuż za budynkiem redakcji. Otoczona kwiatami i zielenią, z uroczymi, niskimi pufkami i stolikami. Kelnerki też były miłe, w dodatku bardzo młode i ładne. Robert puszczał do nich oczka i zagadywał je wszystkie. Widocznie bywał tu często.
-Wytłumaczysz mi? – zapytał znad ogromnego, zielonego kubka.
-Skąd ich znam? Nie pamiętam dokładnie. Zackiego z Huntington, Tucka z Long Beach, a...
-Nie żartuj sobie ze mnie – zareagował na jej uśmiech.
-Byłam techniczną w ITD. przez 5lat. I jestem narzeczoną gitarzysty tego zespołu. Znam ten świat od wewnątrz.
-Nie gadaj? To co ty tu robisz?
-Staram się o pracę tutaj, bo jestem w ciąży.
-Wow... Ale dziewczyno, ty jesteś gwiazdą!
-Gwiazdami są chłopaki, ja jestem tylko ich techniczną.
-Pewnie sami nie potrafią nawet dobrze nastroić gitar. Bez ciebie by zginęli. – Uśmiechnął się cudnie, a ją oblał różowy rumieniec.
-Bez przesady. Teraz na pewno świetnie sobie radzą.
Przyjrzał jej się dokładnie, zatrzymując wzrok na zarysowanym brzuszku.
-Który to miesiąc?
-Czwarty – powiedziała i poprawiła koszulę.
-Za pięć też wciąż tu będziesz, czy znów ruszysz w trasę?
-Za pięć nie, bo należy mi się trochę urlopu po porodzie – zaśmiała się – ale oczywiście pisałabym w domu. O ile w ogóle pani redaktor mnie przyjmie. Nie mam zamiaru zostawić dzieci i ruszyć w trasę.
-Zniesiesz tak długą rozłąkę z narzeczonym?
-Dziś wraca, bo będą tu nagrywać płytę. Bardzo bym chciała, żeby został chociaż do porodu. A potem... zobaczymy jak to będzie. No dobrze, chyba pora wracać do pracy?
-Panno Stone, panna się obija pierwszego dnia w pracy? – ściągnął brwi, a ona znów mimowolnie się zarumieniła.
-Dlaczego pytałeś mnie, czy zostanę tu po porodzie? – zagadnęła go już w windzie.
-Bardzo chciałbym cię poznać. – Oparł się o ścianę blisko niej.
Z potrzasku uratowały ją otwierające się drzwi windy. Minęła go zgrabnie i ruszyła korytarzem prosto do swojego biurka.
Rzuciła się do klawiatury i zabrała za obróbkę tekstu wywiadu z Mattem. Straciła poczucie czasu, kiedy stukała w klawiaturę. Przypomniały jej się czasu liceum, a nawet wcześniejsze, kiedy wiązała z dziennikarstwem przyszłość i tak bardzo chciała, żeby jej marzenie się spełniło. Spełniało się właśnie teraz. Zdała sobie sprawę, że ma cholerne szczęście. Kiedy zdawało jej się, że ma już wszystko, dostawała jeszcze więcej. Rozmyślania przerwał jej głoś Kate.
--Jenn, zaraz trzeba wychodzić. Długo nad tym pracujesz? – Zajrzała jej przez ramię i podała kubek z czarną kawą – Wywiad z Tuckiem? Chcesz, żebym na to zerknęła?
-A mogłabyś? – Przetarła oczy.
-Całkiem niezłe. Dobra robota Jenn. Masz talent dziewczyno.
-Sądzisz, że to się nadaję?
-Jasne! Marc pisał na bardzo podobnym poziomie. Szefowa jest u siebie – poklepała ją po ramieniu – Czekam na ciebie w samochodzie.
Wydrukowała kartki z wywiadem i spięła je estetycznie. Ruszyła do biura Jackman i zapukała nieśmiało.
-Proszę.
-Przygotowałam wywiad, o który mnie pani prosiła. – Wyciągnęła kartki w jej stronę.
Czytając materiał, naczelna uśmiechała się pod nosem.
-Jennifer, jutro zaczynasz o dziewiątej. Dobranoc.
Pobiegła do windy stukając obcasami, a potem pędem ruszy łado samochodu Kate ( a raczej Hanera ) na parkingu.
-I jak ci poszło? – spytała zaciekawiona.
-Dostałam tą pracę!
-Tak się cieszę!
-Wszystko dzięki tobie! Dziękuję Kate! – Dała jej całusa w policzek.
-Nie ma za co – uśmiechnęła się – Może chociaż to pomoże.
-O czym ty mówisz? – Jenny otworzyła oczy ze zdziwienia.
-Jenn, ja o wszystkim wiem... Pomogłam ci z tą pracą, bo na pewno byłoby ci ciężko, a ja cię lubię, naprawdę. Nie rozumiem cię tylko. Masz wszystko, jesteś szczęśliwa, po co ci jeszcze mój Syn? – Spojrzała na nią szalenie smutnymi oczami.
-Ale Katy... to nie tak.
-A jak?
-Nie będę cię okłamywać, między mną a Hanerem coś było, ale dawno. Mamy do siebie słabość, ale potrafimy się przyjaźnić, ja w to wierzę. Kocham swojego Briana, będziemy mieli dzieci. A Gates kocha ciebie. Jesteś teraz dla niego wszystkim. Kate, nigdy nie chciałam dla ciebie źle i życzę ci wszystkiego cudownego z Gatesem. Zasługujesz na niego, a raczej on na ciebie, pamiętaj o tym.
-Dziękuję Jenny. Właśnie to chciałam usłyszeć od ciebie przed dzisiejszym wieczorem.
-Ale o czym ty mówisz?
-Sama zobaczysz.
Tymczasem Brian podążał wolnym krokiem za Hanerem po złożeniu sprzętu za kulisami sceny Graspop.
-Haner! – krzyknął za nim.
-Hm? – Odwrócił się i stanął naprzeciw niego, twarzą w twarz.
-Słuchaj, musimy pogadać.
-Tutaj, na środku ulicy?
-Do wyjazdu zostało nam 15 minut. Sądzę, że to wystarczy. – Zmierzył go wzrokiem.
Usiedli w zatłoczonym barze, na samym jego końcu, tuż przy zapleczu.
-Dwa razy setkę – powiedział Brian, przechodząc obok baru.
Milczał chwilę, patrząc w skupione oczy Hanera. Przechylił kieliszek na raz i nie skrzywił się nawet.
-Ciągnie się to za mną sześć lat Gates, ale teraz to już nie zabawa. Powiedz mi, czego ty chcesz od Jenny?
Tym razem to Gates przechylił kieliszek i odetchnął głęboko.
-Jest piękna, mądra i zdolna.
-I moja ! – warknął.
-Wiem to. Wiem, że jest twoja. Wiem też, że nie widzi poza tobą świata. Wiesz, że ją kochałem. – Przełknął ślinę i schował twarz w dłoniach – Ale ona zawsze kochała tylko ciebie.
-A teraz? Jak jest z tobą teraz?
-Kocham Kate. Jest wszystkim co mam, a i ja jestem dla niej wszystkim. Nie bój się o Jenn, nie chcę ci jej odebrać. Szanuję cię Connor i jestem pewien, że będziesz świetnym ojcem.
-Wiesz?
-Wiem. I życzę wam wszystkiego dobrego, tuzina dzieci, sukcesów, szczęścia i miłości.
-Na życzenia przyjdzie czas. Słuchaj, musze ci coś powiedzieć. Za tydzień się żenię.
-No to gratulację – uśmiechnął się i zawołał kelnera.
-Jenny o tym nie wie.
-Jak to?
-To taka... niespodzianka. Wszystko jest już zorganizowane. Chciałem to wszystko z tobą wyjaśnić zanim zaciągnę Jenn do ołtarza.
-Macie moje błogosławieństwo – powiedział i zwrócił się do kelnera – Jeszcze raz to samo – poczym znów przeniósł wzrok na Briana – Skoro Jenn o niczym nie wie, to co z sukienką?
-Zamierzałem poprosić Emi o pomoc. – Podrapał się po głowie.
-Nie musisz, wujek Syn ci pomoże. – Kelner podał im wódkę – Wasze zdrowie! – powiedział Haner i stuknął kieliszkiem w kieliszek Briana.
-A ty Gates? Kiedy się ustatkujesz?
-Już to zrobiłem.
-Ale sam pomyśl, Kate nie jest niczego pewna.
-Już niedługo będzie.
Już myślałam, że Jenny nie dostanie tej pracy, tak się zapowiadało.. No ale dobrze, że jednak się udało. Podoba mi się podejście Gatesa, mimo wszystko dojrzałe i sensowne. Stara się nie wracać do tego, co było z Jenny i skupić się na Kate.. Męskie zachowanie ;) Jestem ciekawa jak Kate zareaguje na tę Hanerową niespodziankę, a Jenny na ślub. Czekam na kolejny.
OdpowiedzUsuńKochana Ty moja!!! Jaka zapchaj dziura?? Co ty w ogóle bredzisz???To po tej randce z Shadsem ci na Twą zacną główkę padło!!! Rewelka!! Mi się podoba. Ja chyba bym padła ze strachu na rozmowie z taką pania panią redaktor. Cwaniara dała Jenny niewykonalne zadanie. Ale panna Stone jest niczym tajny agent i potrafi złapać nieuchwytnego Tucka :) Dobra robota Jenny. Jest wywiad jest impreza??? Czy to jakoś inaczej było?? Panie Robert możesz sobie być najsympatyczniejszym facetem pod słońcem, ale spieprzaj pan w podskokach. Dobrze radzę, bo inaczej buźka przefasonowana, kosteczki porachowane i takie tam inne nieszczęśliwe wypadki, które chodzą po ludziach. Dobrze, że Jenny w końcu wyjaśniła Kate co jest między nią i Gatesem, a raczej czego nie ma. Fajnie, bo to w końcu oczyści atmosferę. No i Brian rozmówił się z Synem. Nie ma to jak seta i męska rozmowa. dobrze, że syn w końcu dostrzegł, że Kate jest dla niego wszystkim a on dla niej. I potrafi się cieszyć szczęściem Jenny i Briana. Pomimo tego ich szczęścia szkoda mi go, bo jednak przeżył zawód i to gdzieś tam w nim będzie siedziało do końca. Ale Kate go pocieszy<3 Brian i ślub niespodzianka. Lubię to!! Już się nie mogę doczekać. I ciekawa jestem, co wymyśli wujek Synio!!!!
OdpowiedzUsuńDziękuję za dedykację, cudowny odcinek i z niecierpliwością czekam na ten cudowny slub!!!!!!
Dawaj nexta sister, bo Cię będę dręczyć!!!
Your Joan <3
Też myślałam, że Jenny nie dostanie tej pracy. Wielka mi Pani redaktor, wrr.... Ale najbardziej mnie zaskoczyłaś bliźniakami! I do tego jeszcze dziewczynki! Brian padnie jak się dowie. W pewnym momencie bałam się że Gates dostanie po mordzie ale obeszło się bez rękoczynów ;) Nie wiem czy ślub niespodzianka to dobry pomysł, aj bym chyba zabiła faceta na miejscu i akurat takiej niespodzianki bym nie chciała... No zobaczymy co z tego będzie ;) Czekam na nexta
OdpowiedzUsuń