Próba przed koncertem znacząco różniła się od innych. Jenny
zamiast biegać jak szalona, wciąż dostawała od Briana upomnienia, uśmiechali
się do siebie tajemniczo, a chłopak nie spuszczał jej z oczu nawet na chwilę.
Wzbudziło to zaskoczenie i podejrzenia w ekipie, bo przecież Jenny zazwyczaj
robiła na próbie najwięcej : po sto razy sprawdzała wszystkie gitary i ich
nagłośnienie, pilnowała organizacji na zapleczu, a nawet nie uchylała się od
pracy fizycznej. Chętnie nosiła statywy oraz pomagała Em i Maksowi składać w
całość perkusję. Tym razem chowała się po kątach z dala od wszystkich, z gitarą
Briana.
-Nastrajałaś ją dzisiaj już trzy razy...w ciągu dwóch godzin. – Emily znalazła ją po zawziętych poszukiwaniach przy tylnym wyjściu z amfiteatru – Może chociaż napijesz się ze mną kawy
-Mhh, przepraszam Emi, ale nie mam ochoty – powiedziała i wskazała jej miejsce obok siebie.
-Co się dzieje Jenn? Cały czas gdzieś znikasz, Brian nie pozwala ci nic robić i nie masz ochoty na kawę? – Jenn spojrzała na nią wielkimi oczami, unosząc brwi. Z czułością dotknęła dłońmi swojego brzucha, a Emily otworzyła usta ze zdziwienia – O rany ! Czyli to jednak ciąża?!
-Tak. Na razie wiesz tylko ty i Brian.
-I jak on zareagował?
-Zachował się jak prawdziwy mężczyzna. Prawdę mówiąc, tylko on myślał racjonalnie i zachował spokój.
-W końcu zmajstrował dzieciaka, więc...
-Emily! – Dała jej cios w ramię i poczochrała włosy – Teraz wszystko się zmieni.
-Mimo wszystko szczęściara z ciebie Jenn.
-Szczęściara?
-Pewnie! Masz cudownego narzeczonego, który kocha cię ponad życie, maleństwo w drodze i pewnie ślub za pasem, a ja? Jestem z Maksem tak samo długo jak ty z Brianem, a ona nawet nie myśli o zaręczynach, a co dopiero o reszcie tych rzeczy. – Zrezygnowana spuściła głowę i wbiła wzrok w ziemię.
-Skąd wiesz, że o tym nie myślał? Sama wiesz, że Maks po prostu jest nieśmiały i nie tak łatwo zdecydować mu się na takie odważne kroki. – Pogłaskała przyjaciółkę po ramieniu – No już Emi, będzie dobrze.
-Chciałabym, żeby wreszcie coś zrobił.
-A wiesz co mi to przypomina? Kiedy te kilka lat wstecz nie mogłaś doczekać się, aż Maks zrobi ten pierwszy krok. Poradziłam ci wtedy, żebyś wzięła sprawy w swoje ręce.
-Przecież mu się nie oświadczę!
-Ale zawsze możesz mu to zasugerować, prawda? – Uśmiechnęła się promiennie.
-Prawda. Wracajmy do chłopaków...mamusiu.
-Przestań Emi! – Wymierzyła jej lekki cios – Idziemy.
Na tak zwanej przez In The Darkness „chwili spokoju” przed samym koncertem, chłopaki wpatrywali się w bledziutką Jenny. Cała ekipa zgromadziła się w pokoju na zapleczu amfiteatru. Suzi wykonywała ostatnie poprawki w strojach chłopaków, Garry odstresowywał się surfując po Internecie, a chłopaki rozgrzewali palce na solówkach swoich kawałków. Maks stukał pałkami w co się da. W końcu sam trapiony ciekawością, dlaczego Jenny dziś nie pracowała, spytał:
-Jenny, źle się czujesz?
-Nie, dlaczego? – spytała rozbawiona.
-Jesteś jeszcze bledsza niż zazwyczaj, migasz się od roboty, a kiedy już za coś się zabierasz, to Brian karze cię spojrzeniem. O co w tym wszystkim chodzi?
Już chciała mu odpowiedzieć, czując na sobie spojrzenia pozostałych, jednak w tym momencie ciężka dłoń spoczęła na jej ramieniu. Nie musiała długo się domyślać, że był to Brian, zresztą, kątem oka zauważyła tatuaż kończący się przy nadgarstku. Znała go na pamięć, ze wszystkimi szczegółami. Potrafiła odtworzyć w głowie najmniejszy jego wzór i barwę. Teraz tak bardzo skupiła uwagę na idealnej dłoni Briana, że zupełnie straciła wątek. Dopiero zmysłowy głos narzeczonego przywrócił ją do życia. Symfoniczny, grany na jeden rytm, brzmiący w całym pomieszczeniu.
-Nie wiem jak wam to powiedzieć...Jenn nie może się przepracowywać, ani za długo przebywać w takim hałasie jak na back stage’ u , bo... - spojrzał na nią, a ona dodała mu odwagi promiennym uśmiechem, który zarumienił jej policzki - ...będziemy mieli nowego członka In The Darkness.
-Będziemy pierwszymi rodzicami w zespole. – Jenny nieśmiało objęła rękami swój brzuch, a Brian otulił ją ramieniem.
Zapadła chwilowa cisza. Wszyscy zdawali się być wyraźnie zaskoczeni, co wcale nie zdziwiło pary. Również milczeli, spoglądając co chwila to na siebie, to na przyjaciół.
-To przecież świetnie miśki! – Simon poderwał się z miejsca i czule objął Jenny. Potem chwycił Briana w ramiona i podniósł do góry. Reszta chłopaków zaraz do niego dołączyła, podrzucając chłopaka w porywie radości.
-Gratulację Jenn! – Suzy dała jej całusa w policzek – Wasze dziecko będzie pewnie piękne i zdolne – powiedziała, po czym dodała szeptem – teraz to już na pewno Brian będzie twój na zawsze. Kiedy ślub? – na co Jenn zachichotała i puściła jej oczko.
-Kiedy się dowiedzieliście, że będziecie rodzicami? – Patrick usiadł naprzeciw nich ze swoim basem.
-Wczoraj. Nie możemy się doczekać, kiedy poznamy płeć dziecka. – Brian położył dłoń na brzuchu Jenny, a ona spojrzała na niego z czułością.
-Nie mogę się na was napatrzeć. Wyraźnie promieniejecie. Jenn wypiękniała, a Brian gra na gitarze jak natchniony. – David popił łyk piwa – Powiedzieliście już rodzicom?
-Nie chcieliśmy tego robić przez telefon. W przyszłym tygodniu zatrzymamy się w Huntington, wtedy wszystko im powiemy – Jenn podniosła się z miejsca i zajrzała na back stage – Chyba możemy zaczynać. No już chłopaki, zawładnijcie Anglią.
Brian pocałował ją namiętnie, przyciskając do siebie jedną ręką, a drugą kurczowo trzymając gryf „szatana”
-Ta wczorajsza noc – wychrypiał do jej ucha – nigdy nie byłaś tak namiętna Jenn. Obudziło się w tobie zwierze. – Przygryzł jej ucho, a wchodząc na scenę klepnął ją w pupę i uśmiechnął się seksownie.
-Idź już mój ostry metalu. Fani na ciebie czekają. – Mrugnęła do niego i przygryzła wargę, a on wrócił do niej jeszcze na sekundę - kiedy chłopaki byli już na scenie - i wpił się w jej usta.
Kiedy dołączył do nich, zapanowała wrzawa. Słychać było okrzyki, piski dziewczyn i gromkie oklaski. Jenny uśmiechnęła się do siebie, a Brian nie spuszczał z niej wzroku. Gestem ręki wskazała mu, żeby odwrócił się w stronę publiczności, a z jej ust popłynęło nieme : „skup się kotku”. Posłała mu przy tym pobłażliwy uśmiech.
-Cześć Anglio! – zaczął David, a tłum odpowiedział krzykiem – Mamy wam do przekazania coś ważnego. Nasz gitarzysta Brian może być dzisiaj lekko zdekoncentrowany, bo wczoraj dowiedział się, że wkrótce zostanie tatusiem! – Znowu ogromna wrzawa i skandowanie imienia Briana. On sam rozłożył ręce i uśmiechnął się speszony, co zdarzało mu się nieczęsto. Miał wtedy takie rozbiegane oczy i małe dołeczki w policzkach – Może pokażesz się nam Jenn?! – krzyknął do mikrofonu David , a ona przecząco pokiwała głową, karząc mu się przy tym puknąć w głowę.
Brian jednak zszedł na back stage i wziął ją na ręce, wnosząc na scenę.
-Poznajcie Jenn – powiedział – Moją narzeczoną i matkę mojego dziecka. – Ucałował ją w czoło, a ona schowała głowę w jego ramionach. Tym razem w całym amfiteatrze rozległ się dźwięk imienia Jenny, potem znów Briana, głośne okrzyki i oklaski.
Jenny odwróciła twarz w stronę fanów, uśmiechnęła się zawstydzona i pomachała w ich kierunku. Brian odstawił ją ostrożnie, dając przy tym słodkiego całusa. W sali słychać było rozczulające „oooo!”, co znów zawstydziło parę.
-Zabiję cię za to – powiedziała Brianowi na ucho, a już za kulisami gestem wskazała Davidowi, że go udusi.
-Jazda ! – krzyknął, dając znak do rozpoczęcia koncertu.
-Nastrajałaś ją dzisiaj już trzy razy...w ciągu dwóch godzin. – Emily znalazła ją po zawziętych poszukiwaniach przy tylnym wyjściu z amfiteatru – Może chociaż napijesz się ze mną kawy
-Mhh, przepraszam Emi, ale nie mam ochoty – powiedziała i wskazała jej miejsce obok siebie.
-Co się dzieje Jenn? Cały czas gdzieś znikasz, Brian nie pozwala ci nic robić i nie masz ochoty na kawę? – Jenn spojrzała na nią wielkimi oczami, unosząc brwi. Z czułością dotknęła dłońmi swojego brzucha, a Emily otworzyła usta ze zdziwienia – O rany ! Czyli to jednak ciąża?!
-Tak. Na razie wiesz tylko ty i Brian.
-I jak on zareagował?
-Zachował się jak prawdziwy mężczyzna. Prawdę mówiąc, tylko on myślał racjonalnie i zachował spokój.
-W końcu zmajstrował dzieciaka, więc...
-Emily! – Dała jej cios w ramię i poczochrała włosy – Teraz wszystko się zmieni.
-Mimo wszystko szczęściara z ciebie Jenn.
-Szczęściara?
-Pewnie! Masz cudownego narzeczonego, który kocha cię ponad życie, maleństwo w drodze i pewnie ślub za pasem, a ja? Jestem z Maksem tak samo długo jak ty z Brianem, a ona nawet nie myśli o zaręczynach, a co dopiero o reszcie tych rzeczy. – Zrezygnowana spuściła głowę i wbiła wzrok w ziemię.
-Skąd wiesz, że o tym nie myślał? Sama wiesz, że Maks po prostu jest nieśmiały i nie tak łatwo zdecydować mu się na takie odważne kroki. – Pogłaskała przyjaciółkę po ramieniu – No już Emi, będzie dobrze.
-Chciałabym, żeby wreszcie coś zrobił.
-A wiesz co mi to przypomina? Kiedy te kilka lat wstecz nie mogłaś doczekać się, aż Maks zrobi ten pierwszy krok. Poradziłam ci wtedy, żebyś wzięła sprawy w swoje ręce.
-Przecież mu się nie oświadczę!
-Ale zawsze możesz mu to zasugerować, prawda? – Uśmiechnęła się promiennie.
-Prawda. Wracajmy do chłopaków...mamusiu.
-Przestań Emi! – Wymierzyła jej lekki cios – Idziemy.
Na tak zwanej przez In The Darkness „chwili spokoju” przed samym koncertem, chłopaki wpatrywali się w bledziutką Jenny. Cała ekipa zgromadziła się w pokoju na zapleczu amfiteatru. Suzi wykonywała ostatnie poprawki w strojach chłopaków, Garry odstresowywał się surfując po Internecie, a chłopaki rozgrzewali palce na solówkach swoich kawałków. Maks stukał pałkami w co się da. W końcu sam trapiony ciekawością, dlaczego Jenny dziś nie pracowała, spytał:
-Jenny, źle się czujesz?
-Nie, dlaczego? – spytała rozbawiona.
-Jesteś jeszcze bledsza niż zazwyczaj, migasz się od roboty, a kiedy już za coś się zabierasz, to Brian karze cię spojrzeniem. O co w tym wszystkim chodzi?
Już chciała mu odpowiedzieć, czując na sobie spojrzenia pozostałych, jednak w tym momencie ciężka dłoń spoczęła na jej ramieniu. Nie musiała długo się domyślać, że był to Brian, zresztą, kątem oka zauważyła tatuaż kończący się przy nadgarstku. Znała go na pamięć, ze wszystkimi szczegółami. Potrafiła odtworzyć w głowie najmniejszy jego wzór i barwę. Teraz tak bardzo skupiła uwagę na idealnej dłoni Briana, że zupełnie straciła wątek. Dopiero zmysłowy głos narzeczonego przywrócił ją do życia. Symfoniczny, grany na jeden rytm, brzmiący w całym pomieszczeniu.
-Nie wiem jak wam to powiedzieć...Jenn nie może się przepracowywać, ani za długo przebywać w takim hałasie jak na back stage’ u , bo... - spojrzał na nią, a ona dodała mu odwagi promiennym uśmiechem, który zarumienił jej policzki - ...będziemy mieli nowego członka In The Darkness.
-Będziemy pierwszymi rodzicami w zespole. – Jenny nieśmiało objęła rękami swój brzuch, a Brian otulił ją ramieniem.
Zapadła chwilowa cisza. Wszyscy zdawali się być wyraźnie zaskoczeni, co wcale nie zdziwiło pary. Również milczeli, spoglądając co chwila to na siebie, to na przyjaciół.
-To przecież świetnie miśki! – Simon poderwał się z miejsca i czule objął Jenny. Potem chwycił Briana w ramiona i podniósł do góry. Reszta chłopaków zaraz do niego dołączyła, podrzucając chłopaka w porywie radości.
-Gratulację Jenn! – Suzy dała jej całusa w policzek – Wasze dziecko będzie pewnie piękne i zdolne – powiedziała, po czym dodała szeptem – teraz to już na pewno Brian będzie twój na zawsze. Kiedy ślub? – na co Jenn zachichotała i puściła jej oczko.
-Kiedy się dowiedzieliście, że będziecie rodzicami? – Patrick usiadł naprzeciw nich ze swoim basem.
-Wczoraj. Nie możemy się doczekać, kiedy poznamy płeć dziecka. – Brian położył dłoń na brzuchu Jenny, a ona spojrzała na niego z czułością.
-Nie mogę się na was napatrzeć. Wyraźnie promieniejecie. Jenn wypiękniała, a Brian gra na gitarze jak natchniony. – David popił łyk piwa – Powiedzieliście już rodzicom?
-Nie chcieliśmy tego robić przez telefon. W przyszłym tygodniu zatrzymamy się w Huntington, wtedy wszystko im powiemy – Jenn podniosła się z miejsca i zajrzała na back stage – Chyba możemy zaczynać. No już chłopaki, zawładnijcie Anglią.
Brian pocałował ją namiętnie, przyciskając do siebie jedną ręką, a drugą kurczowo trzymając gryf „szatana”
-Ta wczorajsza noc – wychrypiał do jej ucha – nigdy nie byłaś tak namiętna Jenn. Obudziło się w tobie zwierze. – Przygryzł jej ucho, a wchodząc na scenę klepnął ją w pupę i uśmiechnął się seksownie.
-Idź już mój ostry metalu. Fani na ciebie czekają. – Mrugnęła do niego i przygryzła wargę, a on wrócił do niej jeszcze na sekundę - kiedy chłopaki byli już na scenie - i wpił się w jej usta.
Kiedy dołączył do nich, zapanowała wrzawa. Słychać było okrzyki, piski dziewczyn i gromkie oklaski. Jenny uśmiechnęła się do siebie, a Brian nie spuszczał z niej wzroku. Gestem ręki wskazała mu, żeby odwrócił się w stronę publiczności, a z jej ust popłynęło nieme : „skup się kotku”. Posłała mu przy tym pobłażliwy uśmiech.
-Cześć Anglio! – zaczął David, a tłum odpowiedział krzykiem – Mamy wam do przekazania coś ważnego. Nasz gitarzysta Brian może być dzisiaj lekko zdekoncentrowany, bo wczoraj dowiedział się, że wkrótce zostanie tatusiem! – Znowu ogromna wrzawa i skandowanie imienia Briana. On sam rozłożył ręce i uśmiechnął się speszony, co zdarzało mu się nieczęsto. Miał wtedy takie rozbiegane oczy i małe dołeczki w policzkach – Może pokażesz się nam Jenn?! – krzyknął do mikrofonu David , a ona przecząco pokiwała głową, karząc mu się przy tym puknąć w głowę.
Brian jednak zszedł na back stage i wziął ją na ręce, wnosząc na scenę.
-Poznajcie Jenn – powiedział – Moją narzeczoną i matkę mojego dziecka. – Ucałował ją w czoło, a ona schowała głowę w jego ramionach. Tym razem w całym amfiteatrze rozległ się dźwięk imienia Jenny, potem znów Briana, głośne okrzyki i oklaski.
Jenny odwróciła twarz w stronę fanów, uśmiechnęła się zawstydzona i pomachała w ich kierunku. Brian odstawił ją ostrożnie, dając przy tym słodkiego całusa. W sali słychać było rozczulające „oooo!”, co znów zawstydziło parę.
-Zabiję cię za to – powiedziała Brianowi na ucho, a już za kulisami gestem wskazała Davidowi, że go udusi.
-Jazda ! – krzyknął, dając znak do rozpoczęcia koncertu.
Nad Huntington
Beach zebrały się burzowe chmury. Chłodny wiatr rozbujał fale, które z ogromną
siłą rozbijały się na zimnym piasku. Nieczęsto było tutaj tak lodowato. Trudno
było się do tego przyzwyczaić. Jenny wzdrygnęła się wychodząc z zespołowego
autobusu, otulona obszerną bluzą Briana, w której pewnie zmieściliby się we
dwoje. Jimmy skomlał i machał radośnie
ogonem na widok domu. Popędził w jego kierunku, w odróżnieniu od Jenny i
Briana, którzy spojrzeli na siebie z niepokojem.
-Nie mówmy im od razu. – Brian rzucił jej błagalne spojrzenie.
-Myślałam raczej, że zaprosimy twoich i moich rodziców na kolację, i powiemy im w jednym czasie. – Zasunęła się pod samą szyję i wtuliła w jego ramiona.
-W takim razie ja nie wchodzę! Widzisz jaki jestem zestresowany? Jeszcze palnę coś głupiego.
-Czego ty się tak boisz?
-Chyba kogo... Jak John się dowie, że wywinąłem ci dziecko, to mi wszystko powyrywa! Serio...wszystko!
-Weź się w garść ! – Stuknęła go w masywne ramie – Jak nie wejdziesz to wzbudzisz podejrzenia. A tak poza tym, to pewnie nie wyrwie ci wszystkich członków przy rodzicach. Mogą jedynie polecieć Twoje śliczne włosy ...i ząbki. – Pomierzwiła go po fryzurze, ale widząc jego naburmuszoną minę, dała mu słodkiego buziaka.
Drzwi mieszkania otworzyły się, a z jego wnętrza wyłoniła się Sarah, obskakiwana na werandzie przez Jimmiego.
-Jenny, Brian? A co wy tu robicie? – spytała zaskoczona.
-Nie cieszysz się mamo? – Jenny rzuciła się jej w ramiona.
-Cieszę się córciu, tylko nie jestem przyzwyczajona do tak częstych wizyt. Rozpieszczasz nas. A ty Brian, co tak stoisz w bramie? Chodź się przywitać!
Chłopak pobladł na widok Johna w drzwiach domu. Po serdecznym, ojcowskim uścisku Jenny, powiedział:
-Chłopie, stało się coś? Będziesz tam tak stał do wieczora? Chodź do przyszłego teścia ! – Rozłożył ramiona. Brian ciężko przełknął ślinę i spotkał wrogi wzrok Jenny. Uśmiechnął się z trudem, a John obdarzył go ojcowskim uściskiem,
-Wchodźcie, obiad gotowy. – Sarah zniknęła w głębi mieszkania, a reszta podążyła za nią.
Brian minął niepewnie korytarz i zajął miejsce w kuchni, blisko Jenny. Chwyciła go za dłoń i ze stoickim spokojem powiedziała:
-Wieczorem wszyscy idziemy na kolację do Briana. Już dawno nie spotkaliśmy się wszyscy razem.
-Dobrze kocie – powiedział John – ale tylko po to przyjechaliście do Huntington? Żeby zjeść kolację ze staruszkami i porozmawiać o niczym? – Na te słowa Brian zakrztusił się konsumowaną przez siebie zupą – Chłopie, coś ty dzisiaj taki niemrawy? Nic nie mówisz, na nikogo nie patrzysz? To do ciebie niepodobne.
-Brian kiepsko się dziś czuje, poza tym, oboje najchętniej położylibyśmy się spać i obudzili się za tydzień. Mamy za sobą masę ciężkich koncertów, a jeszcze więcej przed nami. A jesteśmy tu dlatego, że czeka nas występ w Nowym Yorku i na Grassop, więc głupio byłoby nie pojawić się w domu.
-A jak udał się koncert w Londynie? W końcu byliście tam pierwszy raz – John zagadnął Briana.
-Był wyjątkowy. Myślę, że zapamiętamy go na długo . – Uśmiechnął się delikatnie – Muszę już iść. Do zobaczenia wieczorem.
Kiedy już zamknęły się za nim drzwi, John zapytał:
-Jenn, serio nic złego się z nim nie dzieje?
-Sam się przekonasz – mruknęła – Pójdę na górę się zdrzemnąć.
-Przecież jest środek dnia. Myślałam, że wybierzemy się na spacer po plaży – powiedziała Sarah.
-Przepraszam mamo, ale jestem przemęczona podróżą. Jutro pójdziemy nad morze.
-Nie mówmy im od razu. – Brian rzucił jej błagalne spojrzenie.
-Myślałam raczej, że zaprosimy twoich i moich rodziców na kolację, i powiemy im w jednym czasie. – Zasunęła się pod samą szyję i wtuliła w jego ramiona.
-W takim razie ja nie wchodzę! Widzisz jaki jestem zestresowany? Jeszcze palnę coś głupiego.
-Czego ty się tak boisz?
-Chyba kogo... Jak John się dowie, że wywinąłem ci dziecko, to mi wszystko powyrywa! Serio...wszystko!
-Weź się w garść ! – Stuknęła go w masywne ramie – Jak nie wejdziesz to wzbudzisz podejrzenia. A tak poza tym, to pewnie nie wyrwie ci wszystkich członków przy rodzicach. Mogą jedynie polecieć Twoje śliczne włosy ...i ząbki. – Pomierzwiła go po fryzurze, ale widząc jego naburmuszoną minę, dała mu słodkiego buziaka.
Drzwi mieszkania otworzyły się, a z jego wnętrza wyłoniła się Sarah, obskakiwana na werandzie przez Jimmiego.
-Jenny, Brian? A co wy tu robicie? – spytała zaskoczona.
-Nie cieszysz się mamo? – Jenny rzuciła się jej w ramiona.
-Cieszę się córciu, tylko nie jestem przyzwyczajona do tak częstych wizyt. Rozpieszczasz nas. A ty Brian, co tak stoisz w bramie? Chodź się przywitać!
Chłopak pobladł na widok Johna w drzwiach domu. Po serdecznym, ojcowskim uścisku Jenny, powiedział:
-Chłopie, stało się coś? Będziesz tam tak stał do wieczora? Chodź do przyszłego teścia ! – Rozłożył ramiona. Brian ciężko przełknął ślinę i spotkał wrogi wzrok Jenny. Uśmiechnął się z trudem, a John obdarzył go ojcowskim uściskiem,
-Wchodźcie, obiad gotowy. – Sarah zniknęła w głębi mieszkania, a reszta podążyła za nią.
Brian minął niepewnie korytarz i zajął miejsce w kuchni, blisko Jenny. Chwyciła go za dłoń i ze stoickim spokojem powiedziała:
-Wieczorem wszyscy idziemy na kolację do Briana. Już dawno nie spotkaliśmy się wszyscy razem.
-Dobrze kocie – powiedział John – ale tylko po to przyjechaliście do Huntington? Żeby zjeść kolację ze staruszkami i porozmawiać o niczym? – Na te słowa Brian zakrztusił się konsumowaną przez siebie zupą – Chłopie, coś ty dzisiaj taki niemrawy? Nic nie mówisz, na nikogo nie patrzysz? To do ciebie niepodobne.
-Brian kiepsko się dziś czuje, poza tym, oboje najchętniej położylibyśmy się spać i obudzili się za tydzień. Mamy za sobą masę ciężkich koncertów, a jeszcze więcej przed nami. A jesteśmy tu dlatego, że czeka nas występ w Nowym Yorku i na Grassop, więc głupio byłoby nie pojawić się w domu.
-A jak udał się koncert w Londynie? W końcu byliście tam pierwszy raz – John zagadnął Briana.
-Był wyjątkowy. Myślę, że zapamiętamy go na długo . – Uśmiechnął się delikatnie – Muszę już iść. Do zobaczenia wieczorem.
Kiedy już zamknęły się za nim drzwi, John zapytał:
-Jenn, serio nic złego się z nim nie dzieje?
-Sam się przekonasz – mruknęła – Pójdę na górę się zdrzemnąć.
-Przecież jest środek dnia. Myślałam, że wybierzemy się na spacer po plaży – powiedziała Sarah.
-Przepraszam mamo, ale jestem przemęczona podróżą. Jutro pójdziemy nad morze.
Aj tam Kochana ma Ty mi tu głupot nie gadaj, bo żadnej lipy nie ma. Chyba ino w lesie albo we fraszkach Kochanowskiego. Mi się osobiście ten odcinek podoba. Fajna reakcja chłopaków :D W końcu będą wujkami :) I to jak David powiedział, na scenie, że Brian i Jenny będą rodzicami, to było naprawdę słodkie. I to jak Jenny się tak słodko zawstydzała :)
OdpowiedzUsuńHa ha Brian boi się Johna?? Z resztą ja mu się trochę nie dziwię :D Ciekawe jak zareagują rodzice??? Z niecierpliwością czekam na nexta!!!
Your Joan :)
Kurczaczek zapomniałam no!!! Kurczę czemu Maksio się tak ociąga?? Nie dziwię się Emily, że jest jej przykro widząc taką pełnię szczęścia brata i najlepszej przyjaciółki. Są zaręczeni, będą mieli dziecko, zbliża się ślub. A Emi?? Maks rusz tą mózgownicą i po pierścionek leć, a później do ukochanej. Padnij przed nią na kolana i błagaj by za ciebie wyszła!! Bo jak nie to Achmeda z widłami naślę!!!
OdpowiedzUsuńAle faajno, będzie kolejny mały metal w zespole :3 Chłopaki jacy ucieszeni, będą wychowywać dzieciaka wszyyscy razem i będzie dziecko idealne. Fajnie to wyszło z tym "ogłoszeniem nowiny" na koncercie, ale zastanawiam się, czy ich rodzicom nie będzie przykro, że dowiadują się ostatni.. Oj taam, głupio myślę, są fajni i nie będą się o byle co ciskać :D Podoba mi się podejście Briana, rozsądnie myśli, jest okej ;) Odcinek wcale nie jest lipny, pieprzysz baje Kasiu :* Czekam na kolejny.
OdpowiedzUsuńAle słodko się zrobiło ;) News o dziecku na scenie to zajebisty pomysł. Brian jest słodki jak się tak denerwuje. Ciekawe jak zareagują rodzice na wieści, że zostaną już dziadkami. Czekam na szybkiego nexta ;)
OdpowiedzUsuń