wtorek, 30 października 2012

29. Only hope...



Cześć kochane moje. No dobrze, ostatnie były takie nijakie, a ten odcinek idealnie współgra z moim nastrojem od jakiegoś tygodnia. Dedykuję go Wam wszystkim misie i mam nadzieję, że się spodoba..mimo wszystko.

-Czy ty zwariowałeś ?! – Jenny wymierzyła mu marny cios w ramię – Dzwoniliśmy do ciebie jakieś tysiąc razy. Gdzie ty byłeś? Za chwilę wychodzisz na scenę!
-Nie denerwuj się Jenn. – Dał jej szybkiego całusa – Wszystko opowiem ci później.
-Hala jest już pełna, biegnij się przebrać. Czemu ja cię muszę niańczyć, co?
-Bo mnie kochasz. Poza tym... na pewno zrozumiesz.
Jenny nie wiedziała, o co może chodzić Brianowi, dopóki nie zobaczyła Sainta, wjeżdżającego na wózku na back stage. Jej oczy natychmiast zaszkliły się na widok jego bezwłosej główki. Podeszła do chłopca i przytuliła go przyjaźnie.
-Cześć Saint, dawno się nie widzieliśmy.
-To prawda, jesteś jeszcze piękniejsza – powiedział, a ona zarumieniła się uroczo.
Zza sceny wyszedł Garry, za nim Suzy razem z Toddem oraz chłopaki.  Brian uśmiechnął się do Sainta i spojrzał w zdziwione oczy Jenny.
-Powodzenia! –Chłopiec mocno zacisnął kciuki.
     Koncert przebiegł nieco inaczej niż każdy. Brian wciąż myślał o Saincie. Jenny i Emily przejmowały się szczególnie, bo wszystko co działo się na scenie, było wynikiem wkładu ich pracy. Mówiąc sobie, ze gitary i bębny brzmią świetnie, głaskały po ramieniu przeszczęśliwego Sainta.  W tle głosu Davida brzmiały także chórki, które Jenn i Em wraz z Lilly , Court i Luise nagrywały jeszcze wiosną. Płyta sprzedawała się świetnie więc nie było zaskoczenia, że pierwszy koncert trasy ją promującej będzie udany. Nie tylko strona muzyczna, ale również dekoracja i efekty były godne światowej klasy zespołu. To co działo się na scenie, było wspólnym sukcesem wszystkich na niej i za nią.
-Jak ci się podobało? – spytał już po koncercie Sainta.
-Brian, jesteście piekielnie dobrzy. Jestem szczęśliwy, że mogłem was usłyszeć.
-Masz tutaj podpisaną przez nas płytę. Jutro zanim ruszymy w dalszą trasę przyjdę cię odwiedzić.
-Teraz musimy wracać już do szpitala – powiedział lekarz – Saint, na pewno jesteś zmęczony.
-To prawda. Brian... – Odwrócił się jeszcze – Gdyby jednak jutro coś się zmieniło, chciałbym się z tobą pożegnać.
Wszyscy objęli go serdecznie.
-Trzymaj się chłopie – powiedział Patrick, a Maks po nim powtórzył.
-Pamiętaj, choćby nie wiem co się działo, przyjdę – powiedział Brian i spojrzał mu głęboko w bystre oczy.
     Do hotelu wrócili dopiero późną nocą.
-Jak wrażenia? – spytał Brian kładąc Jenny do łóżka.
Szpilki z dżetami tak otarły jej nogi, że nie była w stanie chodzić nawet na boso.
-Cieszę się, że to nasza wspólna sprawa. Jesteście co raz lepsi.
-Dopiero dzisiaj zaznałaś, co to znaczy prawdziwa muzyka. Praca z nią to nie taka sielanka jak większości się wydaje.
-Ma nadzieję, że nie idzie ona na marne – westchnęła i przytuliła się do jego ramienia.
-Żartujesz? Chyba nigdy nie mieliśmy tak dobrze przygotowanych instrumentów. Mój „granatowy szatan” aż mruczał przy każdym wydobywanym z niego dźwięku. Razem z Emi jesteście niezastąpione. – Dał jej słodkiego całusa.
-Przez to całe zamieszanie nie miałam nawet czasu zatęsknić za domem.
-Ale dzwoniłaś do rodziców?
-Gdybym tego nie zrobiła, tata zapewne byłby zdolny przyjechać tutaj po mnie. Podoba mi się tutaj, cały czas jesteś blisko. Chociaż teraz trochę nieobecny. – Spojrzała na niego pytającym wzrokiem.
-Myślę o Saincie. Zaskoczyło mnie to, że pełen życia chłopiec nagle dowiaduje się, że ma raka i absolutnie nic się w nim nie zmienia.
-Nie martw się. Na pewno pokona chorobę. – Wtuliła się w niego i zamknęła oczy – Cuda się zdarzają.
-Spójrz tylko, na niebie ani jednej gwiazdy. Jenn naprawdę myślisz, że ...
Nie dokończył, ponieważ zauważył, że Jenny wykończona dzisiejszym dniem spała słodko, obejmując jego rękę. On sam bił się z myślami i kiedy tylko zamknął oczy, w ciemności ukazywał mu się obraz bladego jak ściana Sainta z sinymi ustami. Czemu musiało to spotkać właśnie tego, nad wyraz mądrego i zdolnego chłopca, pełnego życia? W tym wszystkim tkwiła jakaś tajemnica. Na próbę wystawiano zawsze najsilniejszych. Życie od zawsze miało swoje kaprysy.
O świcie Brian wymknął się z pokoju, nie budząc nawet Jenny. Widział, że żeby pożegnać się z Saintem, musi iść do szpitala bardzo wcześnie, gdyż planowany odjazd z Malibu miał odbyć się już o ósmej rano. Na recepcji również nie dostrzeżono jego zniknięcia, a na ulicach nie było żywnej duszy, więc nie musiał się martwić, że ktoś go zatrzyma. Od razu skierował się do sali oddziału, gdzie leżał Saint. Bał się, że mogą go teraz nie wpuścić, lecz recepcjonistka spała w najlepsze. Ogarnął go ogromny niepokój, kiedy łóżko zajmowane dotąd przez Sainta stało puste. Pomyślał, że pewnie zabrano go na jakieś badania. Z błędu wyprowadziła go babcia Sainta.
-To stało się dziś w nocy...
-Niemożliwe.
-Saint opuścił nas dokładnie o drugiej. – Otarła łzy z pomarszczonych starością policzków – Bardzo cieszył się, że mógł pożegnać się z tobą wczoraj oraz zobaczył cię przed śmiercią. Tutaj jest jego gitara i jakaś paczka. Kazał , aby ci to dać. Tak jakby wiedział, że już umiera. Proszę, weź. – Podała mu pakunek i instrument.
-Nie mogę, to należy teraz do pani.
-Mnie na nic się nie zda. Saint będzie żył w moim sercu. Wiesz jakie były jego ostatnie słowa? „Chciałbym żyć w sensie życia Briana”. Powiedział, że będziesz wiedział co z tym zrobić.
Wracając do hotelu z gitarą w jednej dłoni i tajemniczym pakunkiem w drugiej, czuł niezwykłość w powietrzu.  Ukradkiem zajrzał do wnętrza pudełka, lecz kątem oka zauważył w nim jedynie dominujący kolor czerwony. Kiedy dotarł już do swojego hotelowego pokoju, Jenny stała w balkonowym oknie.
-Gdzie byłeś?
-W szpitalu. Chciałem pożegnać się z Saintem, ale... nie zdążyłem.
-Tak mi przykro. – Objęła go wpół i położyła dłoń na jego policzku.
-Mnie również. Był niesamowicie mądrym chłopcem i dojrzalszym człowiekiem, niż nie jeden dorosły.
-To jego gitara? Skąd ją masz?
-Saint chciał, żebym ją wziął. – Spojrzał w stronę akustyka, obok którego wciąż leżało nierozpakowane pudełko – Zupełnie zapomniałem...
Brian obrócił je w dłoniach, po czym zdjął wieko. W środku znajdowały się czerwone trampki Sainta, ozdobione znakiem anarchii po obu stronach. „Trampki?” – pomyślał. Wtedy przypomniał sobie ostatnie słowa chłopca, przekazane mu przez babcie.
-„Żyć w sensie życia Briana” – szepnął jakby sam do siebie.
-O co chodzi kochanie? – Jenny zmierzyła go wzrokiem.
-To prezent dla ciebie od Sainta Jenn. Trampki są twoje. – Podał jej malutkie buty.
-Nie rozumiem... dlaczego dla mnie?
W odezwie uśmiechnął się tylko i powiedział:
-Ciężko to zrozumieć. Ważne, że ja i Saint wiemy o co chodzi. A teraz przymierz.
Pasowały idealnie. Jenny nie mogła pojąć całej tej sytuacji, lecz wiedziała, że teraz nie jest to istotne i przestała próbować. Brian nachylił się nad pudełkiem, w którym było coś jeszcze: mała paczka ze strunami i liścik :


„Oddaję ci pieniądze, które mi pożyczyłeś, w nieco innej formie. Mam nadzieję, że nie jesteś zły. W podziękowaniu za wszystko , czego mnie nauczyłeś, obiecuję, że będę się wami opiekował.
Twój kolejny sens życia
Nadzieja”

 
Jenny wtuliła się w niego, a on obdarzył ją najpierw ciepłym uśmiechem, potem przenikliwym spojrzeniem oraz zmysłowym pocałunkiem, przyprawiającym ją o ciarki na całym ciele. Schował karteczkę do kieszeni spodni, a już godzinę później siedzieli w autobusie zespołu In The Darkness . Ruszyli dalej, w nieznane, przy delikatnych dźwiękach „Gunsliner” , zostawiając w Malibu wszystkie złe wspomnienia. Spalili już mosty za błędami przeszłości, a w dalszą podróż zabrali ze sobą Nadzieję, zadomawiającą się w dźwiękach gitary Sainta i na nóżkach Jenny oraz w kieszeni Briana.
Ta mała wszywka nauczyła ich już wiele. Przede wszystkim, że niezależnie od tego, czy w naszym życiu jest źle, czy też jest ono obsypane największymi skarbami, ważne jest, aby być razem, blisko siebie. Również tego, że zaufanie wcale nie ucieka, jeżeli oddalimy się na odległość większą, niż ramiona ukochanej osoby. Pokazała im, że prawdą jest, iż umiera ona ostatnia, a póki jeszcze trwa – wszystko jest możliwe. Można pokonać śmierć. Można zwyciężać. Można spełniać swoje marzenia. Można wracać do ukochanych osób. Można wierzyć w cuda, bo zdarzają się one naprawdę. Można liczyć na swoich przyjaciół. Można kochać i tęsknić nawet wtedy, kiedy z całej siły trzaskamy drzwiami przed nosem bliskich.
Tak naprawdę można wszystko, jeżeli tylko żyje w nas Nadzieja.

Koniec części 2

5 komentarzy:

  1. BromptonCocktail, jak mogłaś to zrobić?!?! Zabiłaś Sainta!!!! ;( Czemu ten młodzian umarł?!?! No przecież on był takim cudownym misiem!! <3 Taki pozytywny człowieczek?!?! ;( Świetnie grał na gitarze i był takim mądrym dzieckiem! A do tego taki optymista!!! No ŁAAAAAAAJ?!?! ;( Smutać teraz będę!!! Piosenki osi Ficiton - So Far Away - Tonight The World Dies będą!!!! I Black na dobitkę!!! Kurde, bo Saint zmarł!! Mój misiu Saint nooo <3 ;(((
    I słodko że Jenny tak się martwiła o Briana! Hah, dziewczyny pewnie się świetnie sprawdzają! Spisały się na medal heh ^^ No i kuurde, Saint to taki miły chłopak!!! Skomplemencił Jenny tak ładnie <3 I jeszcze się na koncercie bawił!! No cholera, czemu on!!!! ;( Oprócz tego no to się cieszę, że koncert był udany i wgl. Wiadomo że musiał się udać skoro taka promocja była a płyta bardzooo udana!! Kuurde, i jeszcze się Saintowi tak podobał ;( Płytę dostał łeee ;( Cholera, czemu się żegna z Brianem?!?! Czemu ma się coś stać?!?! Saint, no chłopie błagaaam :( Brian, wbijaj i nie daj mu umrzeeć! Widzem, że dziewczyny też się świetnie spisują! Instrumenty chodzą jak należy i wszystko genialnie brzmi. ^^ Kurde, Brian, ja też się martwię jak ty :/ Ja pierdole, no i umaaarł! Ale czemu Saint nooo?!?! Czemu tacy dobrzy ludzie umierają?!?! ;( CZEMUUUU??!?!?! Nie ma że to "życie"!! Ma wrócić <33 Cholernie współczuję babci :/ Kurde, i jeszcze podarował Brianowi akustyka i trampki!! Nie no, glebłaaam ;( I jeszcze pasują na Jenn!!! Cholera, no taki mądry był ;( Ja piedziele...wiem, że teraz to jest Nadzieja..Ale to nie ten sam Saint na murku ;( NO CHOLERAAAA!
    Brompt, wiem że miało być dramatycznie ale dałaś czadu...Czemu Saint?!?! ;( Jóleczka teraz umiera ;(

    OdpowiedzUsuń
  2. No kurcze, jednak uśmierciłaś Sainta :( Smutam... Przynajmniej był na ostatnim koncercie i mógł się pożegnać z bliskimi mu osobami. Prezent z trampkami super pomyślany. Jeszcze oddał pieniądze Brianowi w postaci strun... Kurcze ale fundujesz nam huśtawki emocjonalne raz super pozytywny odcinek raz dołujący na maksa. Czekam na nexta!

    OdpowiedzUsuń
  3. Cholera, dziewczyno, ale Ty grasz na emocjach.. Nie wiem, który raz z kolei czytając Twoje rozdziały, mam łzy w oczach. Biorąc pod uwagę to, że rzadko tak prawdziwie płaczę, musi być w Tobie coś takiego genialnego, że poruszasz nawet takie małpy jak ja ;) Nie muszę chyba mówić, że odcinek świetny, bo to w zasadzie codzienność u Ciebie - mając taki talent, nie można napisać słabego odcinka. Strasznie mi smutno, że Saint nie żyje, bo miałam nadzieję, że jednak jakoś uda mu się pokonać chorobę. Dobrze, że przynajmniej zdążył być na koncercie In The Darkness, i chociaż częściowo pożegnać się z Brianem, chociaż wiadomo, że nigdy nie można się z kimś tak do końca pożegnać, zawsze zostaje coś do zrobienia, powiedzenia, i nagle jest za późno. Pomysł z trampkami jak dla mnie jest genialny. Ogólnie koncert, wiadomo że świetny, skoro chłopaki znają się na tym, co robią i mają do tego serce, nie może być inaczej. Bardzo podoba mi się ostatni akapit [tak do końca to nie jest chyba akapit, ale nie wiem jak inaczej to określić, chodzi o te ostatnie 10 linijek] - świetnie opisane. To chyba najdłuższy komentarz w moim życiu, ale chyba napisałam tu wszystko, co chciałam napisać. Czekam na kolejny odcinek. ;)

    OdpowiedzUsuń
  4. Nie dziwię się Jenny, że w jej oczach pojawiły się łzy na widok Sainta. Ten udany koncert i jego radość dawały taki wesoły promyczek, w szarej rzeczywistości życia. Przy ich pożegnaniu po prostu beczę. Wiadomość o jego śmierci rozwala mnie do reszty. "Chciałbym żyć w sensie życia Briana" i już ryczę jak głupia. I już nie mogę przestać. Niezależnie co by się stało Saint już na zawsze będzie częścią ich życia, ponieważ Nadzieja zawsze umiera ostatnia. Życie nigdy nie jest sprawiedliwe i zabiera osoby, które najmniej na to zasługują. Niejeden z tych co żyją zasługuje na śmierć, a niejeden z tych co odeszli zasługuje na życie. Ale my nie jesteśmy w stanie im go podarować.
    Żeby opisać, co czuję musiałabym przepisać cały ten cudowny koniec, ponieważ czuję tak samo. Nie wiem, co mam więcej napisać. Ten odcinek jest cudowny pomimo tego smutku. Magiczny i dający nadzieję. Właśnie pod jego wpływem odnalazłam w sobie zdolność do pisania o uczuciach. Dziękuję Ci za ten cud Kochana. Twoje opowiadanie jest cudowne i już na stałe zapuściło korzonki w moim sercu. Wracam do niego bardzo często i oni naprawdę stali się częścią mojego życia. I pomimo całego smutku zawsze zostaje Nadzieja. Z niecierpliwością czekam na kolejne wspaniałe odcinki.
    Twoja Joan

    OdpowiedzUsuń
  5. znakomicie opisujesz emocje. KOCHAM CIĘ I TWOJE OPOWIADANIE. po prostu rozjebałaś mi system pod koniec dnia. weź jakąś książkę napisz, pracę na konkurs oddaj czy coś, takie talenty trzeba nagradzać i pchać dalej!
    love, adrienne :)

    OdpowiedzUsuń