sobota, 20 października 2012

27. Avenged Sevenfold in Las Vegas !



     Jenny obudziła się pod ciężarem jego silnej ręki, wypełnionej kolorowymi tatuażami. Wymknęła się spod niej zgrabnie i otworzyła okno. Dzień był słoneczny, a z dołu już dało się słyszeć głośne „Californication”. Zbiegła na parter, gdzie jej rodzice już krzątali się nerwowo w poszukiwaniu ostatnich rzeczy do spakowania.
-John, nie widziałeś mojej lokówki? – Sarah biegała od szafki do szafki.
-To tylko dwa dni skarbie, nie musimy zabierać ze sobą całego domu. Jenny gdzie ustalono zbiórkę? – uśmiechnął się pod nosem.
-Na lotnisku w Long Beach, po południu. Ja pojadę z Brianem i Em, a wy się tutaj nie pozabijajcie.
-Śniadanie na stole ! –krzyknęła w przedpokoju Sarah.
Jenn zabrała na górę tackę ze świeżo zaparzoną kawa, kilkoma truskawami i ciepłymi tostami z masłem. Zjedli śniadanie razem. Później Jenny obsypywana słodkimi pocałunkami Briana, z trudem zdołała włożyć na siebie cokolwiek. Ubrała seksownie podziurawiony, duży t-shirt i spodenki z motywem amerykańskiej flagi. Do torby spakowała koszulkę Avenged Sevenfold i czarne rurki. Aby dopełnić dzieła, na głowę wsunęła ulubiony, czerwony kapelusz i razem z Brianem ruszyli do jego domu.
Na miejscu panowała atmosfera podobna jak w mieszkaniu Jenny. Em nerwowo biegała w kółko, pakując do walizki wszystko, co spotkała na swojej drodze. Na chwilę zamknęli się w pokoju Briana, a kiedy zbliżała się już godzina wyjazdu, Jenny pomogła mu spakować torbę.
O omówionej godzinie cała rodzina In The Darkness już czekała na lotnisku w Long Beach. Chwilę później pojawili się Syn z Mattem i Valery , potem Zacky z Geną, Arin i na końcu Christ ze swoją Lacey.
-Czy ty zawsze musisz być ostatni? - spytał go Shadows.
-Pretensje kierujcie do Lacey.
-Johnny, kochanie, to w końcu Las Vegas. Muszę wyglądać olśniewająco.
-Nie wystarcza ci, że jesteś żoną gwiazdy? – Mocno chwycił ją za biodra.
-Kochanie, coś ci się pomyliło. Jestem twoją żoną.  – Wystawiła język, ale widząc jego naburmuszoną minę, pocałowała go namiętnie.
Wtedy na pasie startowym pojawił się prywatny samolot A7X. Najpierw liczna ekipa spakowała do niego sprzęt muzyków, dopiero później pozwolono im wejść na pokład. Podczas lotu raczono ich szampanem i przekąskami.
-Podoba ci się Jenn? Chciałabyś żyć właśnie tak? – spytał Brian.
-Nie potrafię wyobrazić sobie piękniejszej przyszłości.
-Nie ważne, czy będziemy sławni, bogaci i będziemy koncertować na całym świecie, czy też rozpoczniemy karierę naukową i otworzymy jakiś mały interes w Huntington Beach. Ważne, że to będzie nasza, wspólna przyszłość.
Z lotniska odebrał ich zespołowy autobus, który zawiózł ich do najpiękniejszego hotelu w całym Las Vegas.
-Gates powiedz mi, kto za to wszystko płaci? – spytał John.
-Organizator koncertu – uśmiechnął się – Mamy to zapewnione w umowie. Niczym nie musicie się martwić. Jesteście VIP’ ami.
-Tu jest nieziemsko – westchnął Patrick – Nie macie wrażenia, że trochę tu nie pasujemy?
Nikt jednak nie zdążył mu odpowiedzieć, bo bardzo elegancka recepcjonistka rozdała im klucze do pokoi. Apartament Jenny i Briana łudząco przypominał ten w hotelu w Paryżu. Na myśl o tym uśmiechnęła się jedynie w duchu. Razem z rozpoznawalnymi chłopakami z Avenged, wszyscy zeszli do hotelowej restauracji. Okazało się, że nie tylko Shadows ze swoją zgrają byli proszeni o autografy i zdjęcia, ale chłopaki z In The Darkness również. Odnajdującym się dopiero w tej sytuacji Jenn, Em, Luise, Lill i Court wcale nie było głupio, nie były zazdrosne, wręcz przeciwnie – napawała ich duma ze swoich ukochanych. Same chętnie pozowały do zdjęć z fanami.
Popołudnie całą ekipą spędzili nad basenem, racząc się drinkami z palemką i śmiesznymi opowieściami Zackiego i Syna. Kiedy mężczyźni ruszyli na „morską bitwę”, dziewczyny dużo rozmawiały na najróżniejsze tematy
-Nie ważne, że mają czterdzieści, trzydzieści czy dwadzieścia lat. W każdym przypadku to nadto wyrośnięte dziecko z masą tatuaży – westchnęła Sarah.
-To prawda – Valery podała Jenny szklankę z intensywnie pomarańczowym drinkiem – I jak Jenn? Wątpliwości już zniknęły?
-Leżąc nad basenem w Las Vegas, do którego przyleciałam tu prywatnym samolotem, stwierdzam, że życie  w trasie wcale nie jest takie złe – uśmiechnęła się do reszty.
Pod namową Luise, wskoczyły do wody dla chwilowego orzeźwienia. Poszamotały się trochę z chłopakami, Lilly „popisowo” skała z rampy do basenu. Miała się czym chwalić, skoki były idealne, a to dlatego, że Lill była mistrzynią, jeżeli chodzi o pływanie. W liceum zdobyła wiele nagród wygrywając zawody stanowe. Kelner przyniósł jeszcze przekąski, które w pięć minut pochłonął Johnny.
Wrócili do swoich hotelowych pokoi. Jenny wzięła długą kąpiel, po czym zaczęła przygotowywać się do koncertu.
-Brian podaj mi koszulkę – powiedziała dokańczając już makijaż.
Chłopak wyszedł z łazienki. Miał na sobie podarte gdzieniegdzie, wąskie spodnie i koszulkę z pierwszego spotkania, ze wzorem „Nightmare”.
-Wyglądasz cudownie. – Ucałowała go w różane usta.
-Ty również. Zakładaj koszulkę, zaraz wychodzimy.
-Mamy trochę czasu... – Przesunęła dłonią po jego klatce piersiowej, a on energicznie chwycił ją za pośladki.
-Jenn...
-Tak?
-Autobus czeka przed hotelem. – Uśmiechnął się prowokująco i ściągnął z ramion jej ręce – Zakładaj koszulkę, bo za chwilę spóźnisz się na koncert swoich ukochanych Avengedów.
-Dobra ! – Rzuciła w niego ręcznikiem wiszącym na krześle – Tylko się odwróć prowokatorze !
Chwilę później byli już w zespołowym autokarze. Gates i Zacky rozgrzewali palce różnymi ćwiczeniami i ulubionymi solówkami, Arin razem z Johnnym konsumowali kolejne z rzędu piwo, za to Shadows przewiązywał przez głowę szarą bandamkę.
-Z tego co wiem, tylko Jenn była na naszym koncercie? – zapytał – W dodatku gdzieś w ostatnich rzędach.
-A właśnie – wtrącił Steven – My, ludzie w podeszłym wieku odpuścimy sobie zabawę w pierwszych rzędach.
-Może nie jesteśmy aż tacy starzy, ale to prawda – zgodził się John – Wolelibyśmy nie mieszać się z tłumem groźnej młodzieży.
-Nie ma sprawy, obejrzycie koncert zza kulisów – powiedział Zacky – No dobra, jesteśmy na miejscu.
     Hala była już wypełniona po brzegi. Ekipie In The Darkness z trudem udało się zając swoje miejsca w pierwszym rzędzie. Na scenie rozbłysły czerwone światła, po czym napis „Nightmare” został oświetlony niebieskimi neonami. Z jej podłoża wydobyła się gęsta mgła, w której nagle pojawił się skład Avenged Sevenfold. Ogromna wrzawa, krzyki i piski. Rozbrzmiały dźwięki „Critical Acclaim”, a tłum za plecami osób w pierwszym rzędzie zaczął szaleć. Głośno śpiewali i skakali. Zaraz potem z instrumentów popłynął „Nightmare”, następnie „Bat Country”, „Afterlife”, „Buried Alive”  , „Unholy Confessions” i „God Hate us” . Później „Save me”. W głośnikach zabrzmiał męski głos Shadowsa.
-Jak się bawicie? – na co tłum odpowiedział krzykiem – Ten kawałek jest dla naszych przyjaciół, którzy poważnie wchodzą  w ten muzyczny świat.  „Welcome to the Family” motherfucker z In The Darkness! Chodźcie do nas!
Gates wskazał im machnięciem ręki, żeby weszli na scenę.
-Umiecie ten kawałek, prawda? – Zacky zadał im retoryczne pytanie.
-Jasne – odpowiedzieli razem.
-W takim razie scena należy do was ! – Shads poklepał Davida po plecach i wskazał mu miejsce przy mikrofonie, a chłopaki podali swoim zmiennikom instrumenty . Po występie In The Darkness rozbrzmiały gromkie oklaski i prośby o bis, na co jednak nie było czasu. Na scenę ponownie wkroczył Matt.
-Chłopaki ruszają w drugą trasę już we wrześniu i czekają na was na koncertach. Zdolni są, prawda? Dobrze chłopaki, możecie wrócić do swoich ukochanych. Ostatni kawałek dedykujemy naszemu kumplowi Brianowi, którego przed chwilą widzieliście na scenie. „Second Heartbeat”, bo to, że tu jest, zawdzięcza swojemu walecznemu sercu!
Po koncercie obyło się after party, po czym cała ekipa wróciła do hotelu.
Jenny i Brian przysiedli na balkonie. Widok z dwudziestego czwartego piętra wieżowca był nieziemski.   Księżyc w parze z neonowymi szyldami oświetlał Las Vegas, miasto grzechu.
-Było cudownie, prawda Brian? – Jenny położyła głowę na jego ramieniu.
-Prawda. Cholernie podoba mi się perspektywa bycia na scenie. Ostatnia trasa była jedynie zapowiedzią, kariera zaczyna się właśnie teraz. To niesamowite, że najważniejsze dla mnie osoby , mogą być w tym momencie przy mnie i będą obok, kiedy zacznę spełniać swoje kolejne marzenia.
-To będzie cudowne życie. – Przybliżyła twarz do jego chłodnego policzka.
-Czasem mam wrażenie, że to wszystko mi się śni. Dostałem od życia to, co najlepsze, a kiedy los chciał mi to wszystko odebrać, dostałem kolejną szansę. To jak drugie bicie serca – spojrzał na nią bystrymi oczami.
 -Ktoś na górze musi nas bardzo lubić. – Uśmiechnęła się uroczo.
-Kto wie, może tam również lubią czasem posłuchać metalu.

4 komentarze:

  1. Ale faaaaajnie :D Mmm, prywatny samolot, luksusowy hotel, bajka! I ten koncert, świetnyy.. Akurat słuchałam "Welcome to the family", czytając. :) Nie no, życie jak marzenie, mam nadzieję że teraz już im się będzie cały czas układać :] Chłopaki z In The Darkness są chyba stworzeni do bycia na scenie, jak Sevenfoldzi, skoro tak dobrze i pewnie się tam czują, i podobają się publiczności :D Popularność zespołu gwarantowana, mam nadzieję :)
    Czekam na kolejny. ^^

    OdpowiedzUsuń
  2. Dodałaś zdjęcia bohaterów! Super, najbardziej podoba mi się Simon i David ;) Koncert a7x niesamowity, chciałabym jeszcze raz to przeżyć ( a w LV byłoby cudownie ;) ) Czekam teraz na trasę In the Darkness, ciekawe co się będzie działo.

    OdpowiedzUsuń
  3. Melduję się. Miałam takiego doła,że nie byłam w stanie napisać sensownego komenta. Dziś nadrabiam :) W końcu nadszedł ten upragniony koncert w Las Vegas. Sarah przeżywa ten wyjazd, jak nastolatka :) Mhhh też chcę takie poranki z pysznym śniadankiem i ukochanym facetem w łóżku. Mhhh prywatny samolot. Jenny chyba w końcu zrozumiała, że życie z muzykiem wcale nie jest takie złe ;)No i jak się okazało In The Darkness jest już rozpoznawalne. Zdjęcia, autografy i fani:) Zaczyna się nowy rozdział w ich życiu. Aż mi się gęba śmieje, gdy sobie wyobrażę tą całą zgraję w basenie. Pewnie nieźle się działo. Ile ja bym dała, żeby tak jak oni oglądać Avenged pod samą sceną!!! I jeszcze ten moment, gdy zaprosili In The Darkness na scenę i dali i m pole do popisu. Mistrzostwo!!! Widać, że się zaprzyjaźnili. I to jak zadedykowali Brianowi "Second Heartbeat" to było takie wzruszające!!
    "-To będzie cudowne życie. – Przybliżyła twarz do jego chłodnego policzka.
    -Czasem mam wrażenie, że to wszystko mi się śni. Dostałem od życia to, co najlepsze, a kiedy los chciał mi to wszystko odebrać, dostałem kolejną szansę. To jak drugie bicie serca – spojrzał na nią bystrymi oczami.
    -Ktoś na górze musi nas bardzo lubić. – Uśmiechnęła się uroczo.
    -Kto wie, może tam również lubią czasem posłuchać metalu." - piękne to!! I tak mnie chwyta za serce!! Mam nadzieję, że w końcu wszystko się będzie układać. I że Nadzieja na zawsze pozostanie w ich życiu. Ty dobrze wiesz o czym myślę. Czekam z niecierpliwością na nexta, bo zbliża się nowa podróż, która dla mnie jest jedną wielką niewiadomą. Mam nadzieję,że jak najszybciej poznamy z Tobą nowe, nieznane dotąd ścieżki. Czekam z utęsknieniem.
    Your foREVer and Always

    OdpowiedzUsuń
  4. No ja nie wiem co się z tymi ludzikami dzieje!!! Gdzie oni są??? Bo ja z niecierpliwością czekam na nexta:D

    OdpowiedzUsuń