piątek, 19 października 2012

26. After every nightmare comes in a blissful morning



Przyroda zaczęła żyć intensywnie. Już nie tylko drzewa zieleniły się uroczo, ale i pąki kwiatów przybrały różnokolorowe ubranka. Niebo od dawna nie było tak nieprzyzwoicie błękitne, a pod jego sklepieniem wciąż przybywało masy turystów wylegujących się na plaży. Większość kalifornijskich dziewcząt wychodząc z domu, przybierało różnokolorowe, kuse spódniczki, lub skąpe t-shirty, a w ochronie przed ostrym słońcem na nos zakładały ciemne okulary. Wyglądały jednocześnie uroczo i prowokująco, przez co łatwo zdobywały idealnych chłopaków ze swoich najpiękniejszych marzeń. Była to jednak uwięziona w swoich przesłodzonych życiach większość. Jenny codziennie na nowo zdobywała mężczyznę, który był całym jej życiem. Walczyła. Nie miała dosyć, chociaż każdy dzień przynosił nowe wyzwania. Teraz również nie mogła spocząć na laurach. Brian trzymał w swoich rękach ich wspólną przyszłość.
Pierwszy raz od początku ciągu tragicznych wydarzeń, Jenny uśmiechnęła się na myśl o wizycie w szpitalu. Mimo całego bólu i cierpienia, które się w nim znajduje, wiedziała, że jest to również miejsce nieśmiertelnych nadziei. Zbliżając się do sali, w której leżał Brian, usłyszała jakąś rozmowę. Stanęła przy drzwiach, zerkając z ukrycia. Ku swojemu zdziwieniu zobaczyła tam Michelle przy łóżku Briana. Mówiła mu o czymś, gestykulując przy tym, a on słuchał jej z uwagą i miną sceptyka. Postanowiła nie denerwować się na zapas, poczekać na rozwój wypadków i zaufać Brianowi do samego końca.
-Jeszcze raz przepraszam – zwróciła się do Briana dziewczyna – To nie miało być tak.
-Rozumiem. Jedynie w delikatny sposób chciałaś się mnie pozbyć?
-Może nie w taki delikatny. Wiem, że moje marne, zepsute od pierwszej litery „przepraszam” nic nie zmieni. Liczą się czyny, nie słowa. Wyjaśniłam sprawę z ojcem, możesz wrócić do zespołu bez żadnych obaw i tłumaczeń. Musisz z nimi grać. Jesteście jednością.
-A co będzie z tobą?
-Jeszcze dzisiaj wieczorem wyjeżdżam na Alaskę. Ojciec wysyła mnie do ciotki. Zawsze to robi, kiedy sobie ze mną nie radzi – westchnęła –To trochę przykre, że praktycznie nie znam swojego ojca, a on nie ma na mnie wpływu, ale najwyraźniej obydwoje sobie na to zasłużyliśmy. Obiecuję ci, że ani ty, ani żadne z was już nigdy mnie nie zobaczy.- Wstała i raz jeszcze spojrzała na Briana.
-Nie musisz tego robić.
-Muszę. Chyba za dużo zła tutaj wyrządziłam. Żegnaj Brian.
 W drzwiach minęła Jenny, która  została zaskoczona spontanicznym uśmiechem byłego wroga.
-Żegnaj Jenny. Godna z ciebie rywalka i silna kobieta.
-Już nie dziewczynka?
-Po walce, którą stoczyłaś, z małej Jenn w moich oczach zmieniłaś się w Jennifer. Może kiedyś mi to wybaczysz. Nie żebym na to liczyła. – Uśmiechnęła się tak, że ciężko było tego nie odwzajemnić.
-Do widzenia Michelle. – Jenny podała jej rękę, po czym zgrabnie wyminęła i usiadła obok Briana.
-Jenn, wiesz o wszystkim ?
-Tak. Wiem, że mnie nie zdradziłeś. Wiem, że Michelle wyjeżdża i wiem, że wracasz do zespołu. Wiem coś jeszcze.
-Co takiego?
-Wiem, że to piękny, nowy początek.
-Wciąż zastanawia mnie jedna rzecz... Wiesz dlaczego Michelle zachowuje się tak, a nie inaczej? Mogła przecież zostać naszym technikiem, w między czasie poznać jakiś muzyków i stworzyć swój własny zespół, tak samo, jak Larry. Jednak ona tego nie zrobiła. Wydaję mi się, że Michelle udaje.
-Kiedy przyszła do mnie wczoraj, też odniosłam takie wrażenie.
-Być może robi to wszystko na złość Garremu. On cały czas jest w trasie, nie ma dla niej czasu, ani żadnej kontroli nad tym, co robi. Myślę, że ona potrzebuję trochę uwagi, a zdobywa ją właśnie w taki sposób.
-Nic z tym nie możemy zrobić.
-Wręcz przeciwnie. I mam już pewien pomysł.
-Chcesz pomóc komuś, kto prawie zniszczył twoje życie? – Jenny nie ukrywała zdenerwowania i zdziwienia.
-To będzie jednorazowy kredyt pomocniczy. Mnie nic to nie kosztuje, a może uratować niedoszłe ofiary jej knowań i gierek.
Spojrzała na niego z podziwem. Był niesamowicie dojrzałym i mimo stylu, i opinii, jaką sobie kreował, był naprawdę dobrym człowiekiem. Potrafił pomagać bezinteresownie - jak widać – również dotychczasowym wrogom. Był idealny i mimo szorstkiego usposobienia, gromadził w sobie wszystko co najlepsze. Moment refleksji przerwał doktor Smith.
-Jak się dziś czujecie dzieciaki? – powiedział i spojrzał w kartę Briana – Jenny – promieniejesz. A ty chłopie?
-Czuję się dobrze. Chciałbym już stąd wyjść.
-Na to będziesz musiał poczekać. Masz naprawdę silny organizm, jednak musisz się oszczędzać. Czas dojścia do siebie żeber to nie kilka godzin. Nie zapominaj, że przez całe dwa tygodnie nie oddychałeś samodzielnie. Wiem, że chciałbyś mieć to wszystko za sobą, jednak trzeba czekać.
-Jak długo?
-Jeżeli dobrze pójdzie, będziesz mógł osobiście odebrać świadectwo ukończenia szkoły. Dobrze, zostawiam was. Idę do tych, którzy wciąż oczekują na cud.
 Po południu znów spotkała ich szokująca niespodzianka.
-Cześć synku. – W drzwiach pojawił się Garry – Jak się czujesz?
-Tak jak widać.
-Nie denerwuj się i nie gniewaj już na mnie. Michelle wytłumaczyła mi wszystko. Przepraszam. Jak tylko stąd wyjdziesz, od razu wracaj do studia. In The Darkness bez ciebie nie istnieje.
-A co z Michelle? Sądzisz, że to dobre podejście uciekać od problemów? Myślisz, że wszystko załatwisz, wysyłając ją na drugi koniec  Stanów?
-Z nią nie da się inaczej...
-Założę się, że nawet nie próbowałeś. Garry, masz cholernie zagubioną córkę. Michelle robi to wszystko, bo próbuje zwrócić na siebie uwagę. Zastanawiałeś się, dlaczego chciała się mnie pozbyć?
-Aby zając twoje miejsce.
-Właśnie. Zrób coś dla niej. Może wyjazd do zupełnie innego środowiska faktycznie dobrze jej zrobi. W Kalifornii czuła się jak ryba w wodzie. Tylko pomóż jej, aby nie wyrządziła więcej zła.
-W jaki sposób?
-Jeżeli kocha muzykę i chce grać, a ty jesteś znanym menagerem, to załatw jej miejsce w jakimś zespole. Będzie czuła się ważna i komuś potrzebna.
Garry zamyślił się nad słowami, z którymi właśnie się zderzył. Bolało. Dopiero teraz zdał sobie sprawę, że karał Michelle po przewinieniach, zamiast codziennie zwracać na nią uwagę. Musiał to naprawić, aby jej nie stracić.
-Do dobrze synku, trzymaj się. Czekamy na ciebie w studiu – uśmiechnął się lekko przygaszony i wyszedł pospiesznie.
-Myślisz, że dzięki temu Michelle również znajdzie szczęście? – zapytała Jenny, która była obserwatorem całej tej rozmowy.
-Być może Jenn... – westchnął, głaskając jej ciemne włosy na małej główce złożonej na jego ramieniu.
     Późnym wieczorem, kiedy słońce chyliło się ku zachodowi, Jenny przybrała skórzaną kurtkę i ulubione martensy, po czym wyszła razem z Jimmym przed dom. Umówiła się z Em na wieczorny spacer, który niegdyś był ich tradycją. Później zaniechały tego, ponieważ zarówno jedna jak i druga wieczorną porą bardzo tęskno oczekiwała na swojego mężczyznę. Teraz, kiedy Jenny potrzebowała pomocy do przyswojenia rzeczywistości, Emily była bardzo blisko niej.
Już na samej plaży Jenny popuściła smycz z Jimmym, a potem całkowicie puściła go na wolność.
-Nawet nie wiesz, jak wyglądały te dwa tygodnie w naszym domu – Emily uzewnętrzniła ostatnie już emocje związane ze śpiączką Briana.
-Było nerwowo.
-Ale poradziliśmy sobie.
-Razem – objęła przyjaciółkę w pół –Powiedz mi Em, jak doszliście do tego, że cała sytuacja z Michelle to jeden wielki przekręt z jej strony?
-Maks wpadł na to po rozmowie z Johnnym, który tym samym bardzo nam pomógł. Okazało się, że wykorzystała go w ten sam sposób co Briana, tyle, że w przypadku Christa chodziło jej o czystą przyjemność.
-Była napalona na słynnego Christa z Avenged Sevenfold ? Kto by pomyślał – zaśmiała się głośno pierwszy raz od dłuższego czasu.
-Też mnie to dziwi. Na szczęście mamy to już za sobą.
-W dodatku, nie będziemy musieli obawiać się kolejnych zagrywek Michelle. Garry wysłał ją do ciotki na Alaskę.
-Po każdym koszmarze nachodzi błogi poranek.
-To wszystko zasługa twoja i Maksa. Dziękuję.
-Przestań Jenn, to wspólna sprawa.
Jenny spojrzała na nią niezidentyfikowanym wzrokiem. W pewnym sensie dziwiło ją, że może być dla kogoś tak ważna. Były razem niezależnie od chwili, miejsca czy okoliczności. Pierwsza taka przyjaźń w jej życiu. Emily była dla niej jak siostra i to właśnie dzięki niej miała teraz Briana i całą górę szczęścia. Wszystko było w niej cudowne. Każda chwila spędzona z nią wyjątkowa i spontaniczna. Jej pomysły, wsparcie, wariacje i to całe urocze szaleństwo oczach ciemnych jak węgielki. Rock w każdym kawałku jej ciała. Wrażliwość gdzieś między pasmami jej rozwianych włosów. Ogromne serce, a w nim wszystko, co najlepsze.
-Cieszę się, że tu jesteś – przytuliła ją mocno.
-A ja, że jakimś dziwnym zbiegiem okoliczności się tu zjawiłaś. Warto wierzyć w cuda. 

      Gdy czerwiec zbliżał się już do końca, Brian opuścił szpital. Przez tydzień nie wolno było mu wychodzić z domu, dlatego dziewczyny zajmowały się nim na zmianę, Jenny jednego, a Emily kolejnego dnia. Proroctwo lekarza sprawdziło się – mógł osobiście odebrać dyplom ukończenia liceum. Wrócić również do studia, gdzie wraz z chłopami doszlifowywali ostatnie już elementy na płytę. Garry posłuchał jego sugestii i pomógł swojej córce w przekładaniu emocji na pozytywne zajęcia. Została gitarzystką w hardrockowym zespole, z którego wokalistą pracował kiedyś Garry. Pewnego zadzwoniła nawet do Briana i podziękowała, podkreślając, że nie zasłużyła na to, lecz mimo wszystko dziękuje. Bardzo szybko mogli powrócić do dotychczasowej, pięknej egzystencji, zachwianej przez los. Znów on, Jenny, przytulna weranda, akompaniament „małej J.”, kilka piosenek Avenged Sevenfold, całe mnóstwo pocałunków i rumiane policzki Jenny.
-Wiesz już, gdzie odbędzie się pierwszy koncert promujący płytę? – spytała go pewnego dnia.
-Namówiliśmy Garrego, żeby było to Malibu. Obiecałem Saintowi.
-Mam dla ciebie niespodziankę kochanie. Ja i Emily odwiedzimy Sainta razem z wami.
-Chyba nie rozumiem? – spytał niepewnie.
-Rodzice zgodzili się, żebyśmy razem z Em pojechały z wami w swoją pierwszą trasę! Jeżeli będziemy sobie radzić i nam się spodoba, po ukończeniu liceum możemy być odpowiedzialne za sprzęt w In The Darkness.
-To cudowna wiadomość! – Pocałował ją czule – Wszystkiego was nauczymy i zajmiemy się wami. Szkoda, że dopiero po tym wszystkim potrafimy iść na kompromis.
-Przepraszam Brian, wtedy kierowały mną emocje. Nie sądziłam, że fala nieszczęść rozbije się tak daleko.
-Najważniejsze, że już po wszystkim. Już jutro czeka nas noc w Las Vegas!
-Nie mogę się doczekać lotu prywatnym samolotem. Cieszę się, że lecimy tam wszyscy razem. Tyle czekaliśmy na ten koncert. Zdajesz sobie sprawę, że jesteśmy posiadaczami biletów ponad siedem miesięcy?
-Czas płynie jak szalony Jenn. Czuję się, jakbym poznał cię wczoraj, jednak minął już prawie rok od naszego pierwszego spotkania na plaży. Tak, chyba uzależniłem się od ciebie. To szaleństwo.
-Przez ten czas tak wiele się zmieniło. Jesteśmy ta silni. – Wtuliła się w jego ramiona.
Bliskość odnalazła swoje źródło. Mimo wielu błędów i sromotnych porażek byli teraz razem, objęci i nieoczekujący na nic więcej. Wystarczyła im jedynie obecność. Nie była to już młodzieńcza miłość, ale bardzo dojrzałe uczucie.
-Zostań dziś ze mną. – Pogłaskała go po policzku .
-Jeżeli tylko chcesz.
Długa wymiana spojrzeń i kilka szybkich oddechów. Brian w miarę swoich sił przyciągnął ją do siebie i musnął ustami jej szyję.
-Tęskniłem – wyszeptał.
Przejechała dłonią po jego włosach i chwyciła go za ramiona. Delikatnie ściągnęła z niego koszulkę, aby nie urazić jeszcze obolałego ciała. Stykali się już głowami. Brian przesunął kciukiem po nowym tatuażu Jenny. Ciemność otuliła ich nagie ciała, tak bliskie sobie. Namiętność była najpiękniejszym dopełnieniem całej tej relacji. Za oknem rozciągała się gwieździsta noc, razem z którą wróciło do nich miliony marzeń.


  

5 komentarzy:

  1. Dobrze, że ta sytuacja z Michelle wyjaśniła się już tak do końca.. W sumie teraz trochę zaczynam ją rozumieć, każdy inaczej by sobie radził w takiej sytuacji, w jakiej ona była.. No i ogólnie, jakoś tak w tym odcinku wszystko jest tak jak powinno, z Emily i Brianem.. Lubię to :) Zakończenie świetnie napisane, ładnie to ujęłaś :)
    Fajne te zdjęcia z boku, Jenny idealna, mniej więcej tak ją sobie wyobrażałm, i David świetny *-*
    Nie mogę doczekać się kolejnego odcinka. :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Nie wiem ale jakoś nie szkoda mi Michelle, nawet biorąc pod uwagę okoliczności łagodzące. Nie lubię jej i koniec!! Za wszystko, co zrobiła!! Brian chce jej pomóc. No cóż ma chłopina dobre serce, niech mu będzie!
    Chciałabym odnaleźć taką przyjaźń jaka jest między Jenny i Emily. Kiedyś myślałam, że znalazłam. Myliłam się. Zazdroszczę dziewczyną tego, że mają siebie i mogą na siebie liczyć w każdej sytuacji. Rozumieją się, a to jest w przyjaźni najważniejsze. Bo jeśli spotkają się dwie bratnie dusze to może być naprawdę piękny początek cudownej przyjaźni. I tak właśnie jest w przypadku dziewczyn!
    Między Brianem i Jenny znowu zaczyna się układać, jest tak cudownie jak przedtem. A może nawet jeszcze lepiej, ponieważ oboje sobie uświadomili jak boli strata ukochanej drugiej połówki. Ich miłość jest dojrzalsza, trwalsza bo zahartowana w ogniu cierpienia.
    Odcinek jak zawsze piękny i chwytający mnie za serce. Dziękuję Ci za te cudowne chwile :D

    Your FoREVer and Always

    OdpowiedzUsuń
  3. zgadzam się z Dżej Dżi- Michelle mi nie szkoda. Zobaczymy jak Brian sobie poradzi z pomaganiem jej... cholera gdzie takiego dobrego kolesia znajdę? Tracę wiarę, że jakiegokolwiek sobie znajdę.
    Te zdjęcia zburzyły mi wizję świata urojonego, ale cholera!, świetnie pasują heh... Powiedziałabym, że jest to fajny odcinek, ale mam awersję do tego słowa... więc powiem,że był zajebisty. Fajny kojarzy mi się z taką bylejakością, to nie jest byle jakie...
    Napisałabym komentarz wczoraj ale PEWNE osoby :P zmusiły mnie do napisania odcinka, więc kiedy już skończyłam jakaś niewidzialna siła ciągnęła mnie już po podusi...

    OdpowiedzUsuń
  4. mi również, nie jest szkoda Michelle. ja bym ją zakopała żywcem, na szczęście Brian wymyślił coś innego i zapewne lepszego :) ten pierwszy koncert w Malibu to będzie coś! Saint będzie wniebowzięty.. a i jak już wcześniej kiedyś pisałam, bardzo lubię Maksa, ale teraz, po wstawieniu zdjęć, to normalnie go kocham :P
    genialny odcinek, opisy zwalają z nóg!
    czekam na kolejny :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Trololo, Jóleczka się melduje..Boże, aż się tu boję pisać normalnie O_O Tak mnie dawno nie było... W każdym bądź razie strasznie przepraszam, to po części wina braku czasu i też trochu mojego lenistwa. Ale od teraz będę komentować na bieżąco i nadrabiać sobie stare odcinki, tak sobie obiecałam :) Kasiu, jesteś miszczem.. dzięki za tamtą dedykację! ;*
    Zdjęcia genialne, cudowne i zajebiste nfdjnvejedihwf! Jenny przeładna, no po prostu pjenkna a Simon też taki megaa *-* MRĘ <3
    Wiosna, wooow... a ja pamiętam jeszcze jak jesień była..Jak ten czas szybko leci (tekst moherków :D)Świetnie ujęte: "była to uwięziona w swych przesłodzonych życiach większość" No dokładnie, Jóleczka Approved ^^ Wszystkie panieneczki w spódniczusiach wybierające codziennie(!) swoje nju miłości życia.. -.- Kurde, cieszę się że Brian z tego wyszedł! Przecież jak on leciał z tymi kwiatkami i nagle ta ciężarówka...no to myślałam, że jebne po prostu X.X WHY?! Skoro mieli się pogodzić?! :( No ale wracając do tematu, to kurna zajebiście że tak im się ładnie poukładało..Że tak sobie wybaczyli, bo to musi być naprawdę piękna miłość :) MICHELLE?! W takim razie podziwiam opanowanie Jenn bo ja bym ją za kłaki wytargała! I dobrze że wyjeżdża na Alaskę! BYLE DALEEJ! Szczęśliwej drogi już czas XD Dobrze chociaż że zdaje sobie sprawę jaka jest pusta i zepsuta. " Byłaś godną rywalką"?! Oh błagam, ona całe życie w coś gra?!?! Dobra, ja rozumiem że jej ojciec nie poświęca czasu i nie okazuje zainteresowania ale to nie jest powód do tego żeby tak się zachowywać! No sorry bardzo! Jej akurat nic nie usprawiedliwia. Bo nie ma prawa niszczyć komuś życia tylko dlatego że potrzebuje więcej uwagi.. I podziwiam Briana że mimo tego, co Michelle zrobiła ma jeszcze chęć żeby jej pomóc, naprawdę. Dobry z niego facet, Saint na niego wpływa ;D E noo, co tak długo! Ma już Brian do domciu wracać z Jenn a nie że doktorek nie pozwalaa :( Woow..odebranie świadectw, A TO ULGA -.-
    Ohoho, pan wielki Garry się pojawij..Nono, a cóż to się stało? Nagle miał zapotrzebowanie na dobrego gitarzystę pewnie. Porażka, moim zdaniem to nie jest wina Garrego że Michelle jest tak zepsuta. Bo zachowuje się jak dziecko zwracając uwagą w taki sposób :/
    Oooo, jaki fajny spacerek <3 Ale to musi być zajebiste wychodzić na spacer na plaże łoo *-* I to jeszcze z takim Jimmym i best przyjaciółką aww ^^ Kurde, no pewnie przerąbana była atmosfera jak Brian był w śpiączce, nawet nie chce myśleć co czuli rodzice i Em ;( O JAAA! Biedny Chrystusek, też go Michelle wjebała! Kill Her All XD No dokładnie, rozkapryszona Michi miała ochotę na Johnnego Christa? Haha, ale gupia XD Ej noo, też chcę taką przyjaciółkę jak Emi i Jenn! One są takie kochane, pomagają sobie zawsze noo! Awww *-* Taka prawdziwa przyjaźń foREVer <3
    Łiiii! Nareszcie Brian opuścił ten cholerny szpital! I jeszcze nowa płyta, Matt Gusta xD Jezuu..Michelle w zespole..już współczuję członkom :D Gdyby nie to, że to zespół hardrockowy to miałabym nadzieję, że wwalił ją do jakiegoś Green Daya albo 30 Seconds To Mars, wiecie, te najlepsze tró rockowe zespoły hah :D Ahh..genialne takie życie, weranda, gitara, piosenki A7x i kochający chłopak nooom ^^ OOOOOOO! Pierwszy koncert w Malibuuu?! O jaaa, Saint <3 Genialnie, cudnie że Brian dotrzymał tego słowa!! Hah, już sobie wyobrażam radość Briego na wieść o tym, że laski jadą z nimi w trasę..oj tak, dziko ^^ Las Vegas..kurna, kurna, kurnaaa! Jakie szczęście noo.. I to już jutro, to jest w następnym odcinku :D Zajefajowo! Hehe, no i mi się podoba takie podsumowanie dnia..if you know what I mean :D No i takie ogólne podsumowanie tej chorej sytuacji z Michelle..
    Kurcza, odcinek geniuszowy! Cieszę się, że im się wszystko tak dobrze poukładało a Michelle wreszcie się odpierdoliła! Naprawdę, dzięki Kasiu ;* A no i przepraszam za te moje braki ;)

    OdpowiedzUsuń