No dobrze dziewczyny, dodaję odcinek, bo nie mam bladego pojęcia kiedy będzie następny.
Dla mojej najdroższej Joanny, która mnie inspiruje, zachwyca, daje natchnienie do pisania i udowadnia, że warto, bo ...warto. Dla Martensika, której komentarze kocham, bo zawsze śmieje mi się do nich buzia. Dla Adrienne, której opowiadanie po prostu rozwala mnie na łopatki i raz doprowadza do spazmatycznego śmiechu, a raz do płaczu. Dla Jólcyny, za której epopejami straasznie tęsknie. Dla Hope, której blog już mnie zaciekawił. Dla Vis, Unicorn, Fallen, Sysi . Dziękuję, że jesteście.
Ps. Od rana chodzi za mną kawałek "Behind Blue Eyes" Limp Bizkit. Odpalcie go sobie, jest trafny z odcinkiem. Albo po prostu włącznie "So Far Away" .
Dla mojej najdroższej Joanny, która mnie inspiruje, zachwyca, daje natchnienie do pisania i udowadnia, że warto, bo ...warto. Dla Martensika, której komentarze kocham, bo zawsze śmieje mi się do nich buzia. Dla Adrienne, której opowiadanie po prostu rozwala mnie na łopatki i raz doprowadza do spazmatycznego śmiechu, a raz do płaczu. Dla Jólcyny, za której epopejami straasznie tęsknie. Dla Hope, której blog już mnie zaciekawił. Dla Vis, Unicorn, Fallen, Sysi . Dziękuję, że jesteście.
Ps. Od rana chodzi za mną kawałek "Behind Blue Eyes" Limp Bizkit. Odpalcie go sobie, jest trafny z odcinkiem. Albo po prostu włącznie "So Far Away" .
Ciepły, pogodny piątek. Jenny zdecydowała się nie iść do
szkoły i zrobić generalny porządek w pokoju. Przez tą całą sytuację bardzo
zaniedbała nie tylko siebie, ale również obowiązki domowe. Nie pamiętała nawet
kiedy ostatnio wyszła na spacer z Jimmym, czy pomogła mamie przy obiedzie. Tak
jak ostatnio poradziła jej Sarah, wzięła długą kąpiel, potem wyrzuciła
wszystkie ubrania z szafek i ułożyła je od nowa. W ręce wpadła jej bluza
Briana, której nie zdążyła mu jeszcze oddać. Przytuliła ją do siebie i usilnie
skontrolowała łzy. Niezdarnie wciągnęła jeden rękaw, potem drugi i odetchnęła
głęboko.
-Jenny – do pokoju wszedł John – Masz gościa.
-Gościa? – spytała, lecz nie musiała czekać na odpowiedzieć, bo w progu pojawiła się Michelle.
Wyglądała inaczej niż zwykle. Miała na sobie bojówki i luźny t-shirt.
-Zostaw nas same tato – powiedziała, a za Johnem zamknęły się drzwi.
-Jenny, ja...
-Ty, ty. Wszędzie ty. Jeszcze ci mało? Dosyć już zrobiłaś.
-Pozwól mi coś powiedzieć. Jenny, wiem już o wszystkim.
-Wiesz? I co, jak się z tym czujesz? Pewnie znakomicie. Wracaj już do swojego idealnego świata, gdzie możesz mieć wszystko, co tylko zechcesz.
-Czy ty zawsze tyle mówisz ? Jenny, okłamałam ciebie i całą resztę. Tego wieczora dosypałam Brianowi prochy do drinka. Nie powiem, chciała, żeby się skusił, jednak nawet po takiej dawce był nieugięty. Majaczył coś o tobie, mówił, że nie może tego zrobić, wiec zostawiłam go w tym studiu. To wszystko.
Jenny poczuła, jakby jej serce przestało bić na kilka chwil. Najpierw chwilowa ulga. Potem za szyję złapało ją poczucie winy, że nie uwierzyła, kiedy Brian zapewniał ją o swojej wierności. Zapomniała, że może mu ufać.
-Po co to wszystko?
-Podobała mi się perspektywa bycia gitarzystką w In The Darkness. Nie chodziło o ciebie mała Jenny, zakończenie waszego związku było tylko dodatkiem do zabawy.
-Niszczenie czyjegoś życia nazywasz zabawą?
-Jenn, ty jesteś naprawdę dobrym dzieciakiem, ja nie. Przykro mi, że Brianowi stała się krzywda, jednak teraz nic już nie mogę zrobić. Ty chyba też nie.
-Mylisz się. Ja mogę przy nim być, ty zostaniesz sama.
Zmierzyły się wzrokiem. Jenny zauważyła w oczach Michelle coś dziwnego. Strach? A może niepewność?
-Pójdę już – powiedziała dziewczyna.
-Poczekaj Michelle. Odnoszą dziwne wrażenie, że ty wciąż w coś grasz. Udajesz. Może ty wcale taka nie jesteś...
-Jeszcze raz przepraszam Jenny. To nie miało być tak. Naprawdę nie planowałam tego. Żegnaj.
Jenn długo nie mogła pozbierać się po tym, co usłyszała. Uśmiechnęła się podświadomie, pomimo, że zdawała sobie sprawę, że ten fakt niczego nie odmieni. Teraz jednak wierzyła w Briana jak nigdy dotąd i czuła się bezpieczna, mimo śmierci zakładającej ręce na jego ramiona.
Do pokoju wbiegł Jimmy. Rzucił się na nią i radośnie lizał po nogach. Potem snuł się po pomieszczeniu; wszedł pod biurko, za łóżko i w szczelinę obok szafy, z której dobył się niezgrabny dźwięk.
-Co tam masz Jimmy? – Podeszła do niego i wyciągnęła zza szafy zakurzoną „małą J.”. Fala najpiękniejszych wspomnień uderzyła ją i pokaleczyła serce. Nic tak bardzo jak jej ukochany akustyk nie kojarzyło się jej z Brianem. Miała ją przy sobie, kiedy ta historia się rozpoczęła. Wciąż stawał jej przed oczami obraz, kiedy Brian trzyma ją w swoich silnych ramionach, lekko muskając struny palcami. Wytarła jej pudło ściereczką, którą miała pod ręką. Rozgrzewając palce na dźwiękach solówki „Natural Born Killer”, zwróciła uwagę, że jest zupełnie rozstrojona. Wpadła na pomysł, jak może umilić Brianowi sen. Znalazła stary jak sama „mała J.” futerał i wpakowała ją do środka. Z dołu usłyszała głośne „Paradise City”, co znaczyło, że John jest w domu i szykuje pyszny obiad.
-Tato, muszę ci przeszkodzić. Zawieziesz mnie do szpitala?
-Z Schecterem raczej cię tam nie wpuszczą... – Zerknął na futerał.
-Wyciągnęłam z kąta „małą J.”. Chciałabym trochę przybliżyć mu muzykę.
-Cudowny pomysł kocie. – Objął ją delikatnie – Nie spodziewałem się nawet, że taka silna i dojrzała z ciebie dziewczyna. Naprawdę świetnie sobie radzisz.
-Ktoś musi. Dobrze, jedziemy?
Na oddział weszła sama, niefortunnie mijając doktora Smitha.
-Dzień dobry Jenny. Co tu masz?
-To gitara. Mówił pan, że oni wszystko słyszą, więc chciałam przynieść Brianowi trochę muzyki.
-Oj Jenn, kiedyś mnie przez ciebie wyrzucą. Zmykaj już i nikomu nie mów, że widziałem cię tutaj z tą gitarą.
Skierowała się do sali, w której już od dwóch tygodni stacjonował Brian.
-Cześć metalu. – Mocno ujęła jego dłoń – Mam coś dla ciebie. Pewnie bardzo za tym tęsknisz. Przywiozłam „małą J.”, przy okazji wymieniłam jej struny. Nie masz pojęcia, jak bardzo była rozstrojona. – Zmieszała się lekko na przeraźliwy dźwięk respiratora. Nie umiała udawać, że radzi sobie z tym wszystkim, co ją spotkało - Brian, ja oszaleje. Nie wiem co robić, kiedy tu leżysz i nie oddychasz. Przepraszam cię za wszystko. Wiem już, że nie tknąłeś tej całej Michelle. Nie mogę poradzić sobie z tym, że ci nie ufałam, że nikt ci nie uwierzył. Nie zasłużyłeś na to. Jesteś tu przeze mnie, przez nas wszystkich. Brian, proszę, wróć. My zawiedliśmy, ale żyj proszę. Kolejny raz proszę cię o ostatnią szansę.
Najpiękniejsze dźwięki „So Far Away” popłynęły z wnętrza „małej J.”. Jenny przez szklące się w jej oczach łzy zaśpiewała mu nieśmiało :
-Jenny – do pokoju wszedł John – Masz gościa.
-Gościa? – spytała, lecz nie musiała czekać na odpowiedzieć, bo w progu pojawiła się Michelle.
Wyglądała inaczej niż zwykle. Miała na sobie bojówki i luźny t-shirt.
-Zostaw nas same tato – powiedziała, a za Johnem zamknęły się drzwi.
-Jenny, ja...
-Ty, ty. Wszędzie ty. Jeszcze ci mało? Dosyć już zrobiłaś.
-Pozwól mi coś powiedzieć. Jenny, wiem już o wszystkim.
-Wiesz? I co, jak się z tym czujesz? Pewnie znakomicie. Wracaj już do swojego idealnego świata, gdzie możesz mieć wszystko, co tylko zechcesz.
-Czy ty zawsze tyle mówisz ? Jenny, okłamałam ciebie i całą resztę. Tego wieczora dosypałam Brianowi prochy do drinka. Nie powiem, chciała, żeby się skusił, jednak nawet po takiej dawce był nieugięty. Majaczył coś o tobie, mówił, że nie może tego zrobić, wiec zostawiłam go w tym studiu. To wszystko.
Jenny poczuła, jakby jej serce przestało bić na kilka chwil. Najpierw chwilowa ulga. Potem za szyję złapało ją poczucie winy, że nie uwierzyła, kiedy Brian zapewniał ją o swojej wierności. Zapomniała, że może mu ufać.
-Po co to wszystko?
-Podobała mi się perspektywa bycia gitarzystką w In The Darkness. Nie chodziło o ciebie mała Jenny, zakończenie waszego związku było tylko dodatkiem do zabawy.
-Niszczenie czyjegoś życia nazywasz zabawą?
-Jenn, ty jesteś naprawdę dobrym dzieciakiem, ja nie. Przykro mi, że Brianowi stała się krzywda, jednak teraz nic już nie mogę zrobić. Ty chyba też nie.
-Mylisz się. Ja mogę przy nim być, ty zostaniesz sama.
Zmierzyły się wzrokiem. Jenny zauważyła w oczach Michelle coś dziwnego. Strach? A może niepewność?
-Pójdę już – powiedziała dziewczyna.
-Poczekaj Michelle. Odnoszą dziwne wrażenie, że ty wciąż w coś grasz. Udajesz. Może ty wcale taka nie jesteś...
-Jeszcze raz przepraszam Jenny. To nie miało być tak. Naprawdę nie planowałam tego. Żegnaj.
Jenn długo nie mogła pozbierać się po tym, co usłyszała. Uśmiechnęła się podświadomie, pomimo, że zdawała sobie sprawę, że ten fakt niczego nie odmieni. Teraz jednak wierzyła w Briana jak nigdy dotąd i czuła się bezpieczna, mimo śmierci zakładającej ręce na jego ramiona.
Do pokoju wbiegł Jimmy. Rzucił się na nią i radośnie lizał po nogach. Potem snuł się po pomieszczeniu; wszedł pod biurko, za łóżko i w szczelinę obok szafy, z której dobył się niezgrabny dźwięk.
-Co tam masz Jimmy? – Podeszła do niego i wyciągnęła zza szafy zakurzoną „małą J.”. Fala najpiękniejszych wspomnień uderzyła ją i pokaleczyła serce. Nic tak bardzo jak jej ukochany akustyk nie kojarzyło się jej z Brianem. Miała ją przy sobie, kiedy ta historia się rozpoczęła. Wciąż stawał jej przed oczami obraz, kiedy Brian trzyma ją w swoich silnych ramionach, lekko muskając struny palcami. Wytarła jej pudło ściereczką, którą miała pod ręką. Rozgrzewając palce na dźwiękach solówki „Natural Born Killer”, zwróciła uwagę, że jest zupełnie rozstrojona. Wpadła na pomysł, jak może umilić Brianowi sen. Znalazła stary jak sama „mała J.” futerał i wpakowała ją do środka. Z dołu usłyszała głośne „Paradise City”, co znaczyło, że John jest w domu i szykuje pyszny obiad.
-Tato, muszę ci przeszkodzić. Zawieziesz mnie do szpitala?
-Z Schecterem raczej cię tam nie wpuszczą... – Zerknął na futerał.
-Wyciągnęłam z kąta „małą J.”. Chciałabym trochę przybliżyć mu muzykę.
-Cudowny pomysł kocie. – Objął ją delikatnie – Nie spodziewałem się nawet, że taka silna i dojrzała z ciebie dziewczyna. Naprawdę świetnie sobie radzisz.
-Ktoś musi. Dobrze, jedziemy?
Na oddział weszła sama, niefortunnie mijając doktora Smitha.
-Dzień dobry Jenny. Co tu masz?
-To gitara. Mówił pan, że oni wszystko słyszą, więc chciałam przynieść Brianowi trochę muzyki.
-Oj Jenn, kiedyś mnie przez ciebie wyrzucą. Zmykaj już i nikomu nie mów, że widziałem cię tutaj z tą gitarą.
Skierowała się do sali, w której już od dwóch tygodni stacjonował Brian.
-Cześć metalu. – Mocno ujęła jego dłoń – Mam coś dla ciebie. Pewnie bardzo za tym tęsknisz. Przywiozłam „małą J.”, przy okazji wymieniłam jej struny. Nie masz pojęcia, jak bardzo była rozstrojona. – Zmieszała się lekko na przeraźliwy dźwięk respiratora. Nie umiała udawać, że radzi sobie z tym wszystkim, co ją spotkało - Brian, ja oszaleje. Nie wiem co robić, kiedy tu leżysz i nie oddychasz. Przepraszam cię za wszystko. Wiem już, że nie tknąłeś tej całej Michelle. Nie mogę poradzić sobie z tym, że ci nie ufałam, że nikt ci nie uwierzył. Nie zasłużyłeś na to. Jesteś tu przeze mnie, przez nas wszystkich. Brian, proszę, wróć. My zawiedliśmy, ale żyj proszę. Kolejny raz proszę cię o ostatnią szansę.
Najpiękniejsze dźwięki „So Far Away” popłynęły z wnętrza „małej J.”. Jenny przez szklące się w jej oczach łzy zaśpiewała mu nieśmiało :
Jak mogę żyć bez tych, których kocham?
Czas wciąż przewraca strony księgi, to spalone
Miejsce i czas, zawsze w mojej pamięci
Mam tak dużo do powiedzenia, ale Ty jesteś tak daleko
...
Śpij spokojnie, ja się nie boję
Ci, których kochamy są tutaj ze mną
Odłóż dla mnie miejsce
...
Tak daleko
I ja chcę żebyś wiedział
Tak daleko
I ja chcę żebyś wiedział
Chcę żebyś wiedział
Nic. Żadnej reakcji. Nawet małego ruchu. Ostatnia nadzieja
właśnie umarła. Jenny zasnęła z głową na jego ramieniu, podświadomie obejmując
kurczowo jego rękę. Poczuła dłoń, która delikatnie głaskała ją po włosach.
-W życiu nie słyszałem piękniejszego wykonania „So Far Away”.
-Brian? Czy to mi się śni? – powiedziała rozbudzona.
-A może to mój chory sen? Nie mam siły objąć cię mocniej, mam nadzieję, że to ci wystarczy.
-Brian, jak dobrze, że jesteś. Nie zasypiaj tylko.
-Jenn, nawet nie wiesz jak cieszę się, że tu jesteś. Że to właśnie ty jesteś pierwszą osobą, którą widzę po przebudzeniu. Nie pamiętam dużo, jedynie to, że szedłem do ciebie z różą i niezapominajkami, żebyś nigdy nie zapomniała, że kocham cię najbardziej na świecie. Chciałem jeszcze powiedzieć ci że ...
-Nic już nie mów, odpocznij. – Ucałowała jego jeszcze sine usta.
-A co do tego nieumiejętnego przechodzenia przez ulicę, to sobie jeszcze porozmawiamy. – Uśmiechnął się z wielkim trudem.
-Słyszałeś?
-Coś mi się obiło o uszy.
Jenny w euforii wybiegła na korytarz i rozejrzała się dookoła, lecz nie znalazła wzrokiem doktora Smitha. Minęła kilka sal, w których bliscy siedzieli przy pacjentach. Ona miała to wszystko za sobą. Z całej siły otworzyła drzwi do gabinetu lekarskiego.
-Panie doktorze, Brian się wybudził !
-To cud – szepnął i uśmiechnął się patrząc jej głęboko w oczy – Zadzwoń do jego rodziców.
-W życiu nie słyszałem piękniejszego wykonania „So Far Away”.
-Brian? Czy to mi się śni? – powiedziała rozbudzona.
-A może to mój chory sen? Nie mam siły objąć cię mocniej, mam nadzieję, że to ci wystarczy.
-Brian, jak dobrze, że jesteś. Nie zasypiaj tylko.
-Jenn, nawet nie wiesz jak cieszę się, że tu jesteś. Że to właśnie ty jesteś pierwszą osobą, którą widzę po przebudzeniu. Nie pamiętam dużo, jedynie to, że szedłem do ciebie z różą i niezapominajkami, żebyś nigdy nie zapomniała, że kocham cię najbardziej na świecie. Chciałem jeszcze powiedzieć ci że ...
-Nic już nie mów, odpocznij. – Ucałowała jego jeszcze sine usta.
-A co do tego nieumiejętnego przechodzenia przez ulicę, to sobie jeszcze porozmawiamy. – Uśmiechnął się z wielkim trudem.
-Słyszałeś?
-Coś mi się obiło o uszy.
Jenny w euforii wybiegła na korytarz i rozejrzała się dookoła, lecz nie znalazła wzrokiem doktora Smitha. Minęła kilka sal, w których bliscy siedzieli przy pacjentach. Ona miała to wszystko za sobą. Z całej siły otworzyła drzwi do gabinetu lekarskiego.
-Panie doktorze, Brian się wybudził !
-To cud – szepnął i uśmiechnął się patrząc jej głęboko w oczy – Zadzwoń do jego rodziców.
-No dobrze Brian, powiedz, jak się czujesz? – Poświecił mu
światełkiem po oczach, aby sprawdzić jego reakcje.
-Jakbym wczoraj naprawdę nieźle zabalował. – Chwycił się za klatkę piersiową.
-Muszę poinformować cię, że trafiłeś tu dwa tygodnie temu. Doznałeś wstrząsu mózgu i zapadłeś w śpiączkę. Nie mogłeś samodzielnie oddychać, więc podłączyliśmy respirator. Miałeś dużo szczęścia, bo twój organizm na półmetku przestał się bronić. Na szczęście wziąłeś się w garść i wykorzystałeś swoje dziesięć procent szans na przeżycie. Dodatkowo masz złamane dwa żebra w okolicy klatki piersiowej, dlatego przy najmniejszym ruchu, czy nawet podczas śmiechu, będziesz odczuwał ból. To nie wszystko. Kilka zadrapań, siniaków, rozwalony łuk brwiowy i przecięta warga. Na szczęście brak złamania kończyn i długotrwałej amnezji. Mam rozumieć, że pamiętasz wszystko, co zdarzyło się przed wypadkiem? Bo wiemy już, że postaci rozpoznajesz.
-Tak. Mój ostatni obraz to światła ciężarówki.
-Nie wiem, czy zdajesz sobie sprawę, jak wiele miałeś szczęścia. Wszyscy już zwątpili, oprócz Jenny. Jest tak samo silna jak ty, a może nawet bardziej. Ona nie poddała się nawet na chwilę. Teraz odpoczywaj, przyjdę do ciebie za jakiś czas.
Jenny wyszła na korytarz i zrobiła sobie, i Emily mocną kawę. Później zadzwoniła do rodziców i chłopaków z In The Darkness. Przysiadła bezradnie naprzeciw szpitalnych komunikatów, tablic i plakatów o ochronie zdrowia. Uśmiechnęła się do swoich myśli: „Syn miał rację”.
„Cuda się zdarzają” – wysłała do niego wiadomość o takiej treści.
Tymczasem Megan mocno ściskała dłoń Briana, w koło powtarzając:
-Nie wiem co bym zrobiła, gdybym cię straciła. W najgorszym momencie obiecałam ci nawet, że pozwolę na całonocną imprezę i palenie papierosów.
-Teraz nie masz już wyjścia, musisz się zgodzić – zaśmiał się ostrożnie, aby nie urazić swojej obolałej klatki piersiowej.
-Na razie musisz się oszczędzać. – Emily pogłaskała go po głowie – Nawet nie wiesz, jak się o ciebie martwiliśmy.
-A Jenny? Jak ona sobie radziła?
-Najlepiej z nas wszystkich – powiedział Steven – Nawet przez chwilę nie zwątpiła.
-Macie szczęście, że na siebie trafiliście. Szkoda tylko, że wciąż spotykają was jakieś problemy – dodała Megan.
-To wszystko jest teraz nieważne. Nie chcę was wyganiać, ale jestem naprawdę bardzo słaby. Zawołajcie jeszcze Jenn, a potem położę się już spać.
-Rozumiemy to.
Jenny podała Emily dwa kubki z gorącą kawą.
-Poczekaj na mnie na dworze Em. Wrócimy do domu razem.
W sali nie słychać już było jedynie dźwięku respiratora. Teraz przebijał się przez niego oddech Briana.
-Czy ty nie spałeś wystarczająco długo? – uśmiechnęła się uroczo.
-Przynajmniej odpocząłem od tego całego koszmaru. Przykro mi, że ty musiałaś w nim trwać. Słyszałem jednak, że świetnie sobie poradziłaś.
-Było mi ciężko bez ciebie.
-Ale już jestem.
-Zawsze byłeś. I ja zawsze byłam blisko ciebie. Teraz już śpij i śnij o czymś pięknym.
-Zapewne o tobie.
-Przyjdę jutro. – Ucałowała jego blady policzek.
-Jakbym wczoraj naprawdę nieźle zabalował. – Chwycił się za klatkę piersiową.
-Muszę poinformować cię, że trafiłeś tu dwa tygodnie temu. Doznałeś wstrząsu mózgu i zapadłeś w śpiączkę. Nie mogłeś samodzielnie oddychać, więc podłączyliśmy respirator. Miałeś dużo szczęścia, bo twój organizm na półmetku przestał się bronić. Na szczęście wziąłeś się w garść i wykorzystałeś swoje dziesięć procent szans na przeżycie. Dodatkowo masz złamane dwa żebra w okolicy klatki piersiowej, dlatego przy najmniejszym ruchu, czy nawet podczas śmiechu, będziesz odczuwał ból. To nie wszystko. Kilka zadrapań, siniaków, rozwalony łuk brwiowy i przecięta warga. Na szczęście brak złamania kończyn i długotrwałej amnezji. Mam rozumieć, że pamiętasz wszystko, co zdarzyło się przed wypadkiem? Bo wiemy już, że postaci rozpoznajesz.
-Tak. Mój ostatni obraz to światła ciężarówki.
-Nie wiem, czy zdajesz sobie sprawę, jak wiele miałeś szczęścia. Wszyscy już zwątpili, oprócz Jenny. Jest tak samo silna jak ty, a może nawet bardziej. Ona nie poddała się nawet na chwilę. Teraz odpoczywaj, przyjdę do ciebie za jakiś czas.
Jenny wyszła na korytarz i zrobiła sobie, i Emily mocną kawę. Później zadzwoniła do rodziców i chłopaków z In The Darkness. Przysiadła bezradnie naprzeciw szpitalnych komunikatów, tablic i plakatów o ochronie zdrowia. Uśmiechnęła się do swoich myśli: „Syn miał rację”.
„Cuda się zdarzają” – wysłała do niego wiadomość o takiej treści.
Tymczasem Megan mocno ściskała dłoń Briana, w koło powtarzając:
-Nie wiem co bym zrobiła, gdybym cię straciła. W najgorszym momencie obiecałam ci nawet, że pozwolę na całonocną imprezę i palenie papierosów.
-Teraz nie masz już wyjścia, musisz się zgodzić – zaśmiał się ostrożnie, aby nie urazić swojej obolałej klatki piersiowej.
-Na razie musisz się oszczędzać. – Emily pogłaskała go po głowie – Nawet nie wiesz, jak się o ciebie martwiliśmy.
-A Jenny? Jak ona sobie radziła?
-Najlepiej z nas wszystkich – powiedział Steven – Nawet przez chwilę nie zwątpiła.
-Macie szczęście, że na siebie trafiliście. Szkoda tylko, że wciąż spotykają was jakieś problemy – dodała Megan.
-To wszystko jest teraz nieważne. Nie chcę was wyganiać, ale jestem naprawdę bardzo słaby. Zawołajcie jeszcze Jenn, a potem położę się już spać.
-Rozumiemy to.
Jenny podała Emily dwa kubki z gorącą kawą.
-Poczekaj na mnie na dworze Em. Wrócimy do domu razem.
W sali nie słychać już było jedynie dźwięku respiratora. Teraz przebijał się przez niego oddech Briana.
-Czy ty nie spałeś wystarczająco długo? – uśmiechnęła się uroczo.
-Przynajmniej odpocząłem od tego całego koszmaru. Przykro mi, że ty musiałaś w nim trwać. Słyszałem jednak, że świetnie sobie poradziłaś.
-Było mi ciężko bez ciebie.
-Ale już jestem.
-Zawsze byłeś. I ja zawsze byłam blisko ciebie. Teraz już śpij i śnij o czymś pięknym.
-Zapewne o tobie.
-Przyjdę jutro. – Ucałowała jego blady policzek.
Gorące,
zachodzące słońce oświetlało całą plaże. Fale piętrzyły się, rozbijając swoje
grzbiety z pluskiem na brzegu. Wiatr nadawał im różne kształty, co prawda bez
formy , a promienie słoneczne prześwietlały taflę wody na wskroś. Jenny i Emily
szły samym brzegiem, mocząc stopy w morzu. Słowa, które padały z ich ust,
również były kojące. Zapewniały siebie nawzajem, że od tej pory wszystko będzie
dobrze, że świat nie będzie już tak dotkliwie niszczył miłości oraz nie
pozwolą, by inni ludzie wtrącali się w ich związki i istnienie. Już zapomniały
jak to jest cieszyć się takimi chwilami, gdy wszystko co złe odchodzi w
zapomnienie. Teraz siła miłości paliła wszystkie mosty przed złem, gniewem i
koszmarami, aby już nigdy nie wdarły się do ich życia.
-Mam już pomysł na nowy tatuaż – powiedziała Jenny, lekko obejmując Em ramieniem.
-Co to będzie?
-„Love Over Death” , po lewej stronie, przy samym sercu.
-Na co jeszcze czekamy? Studio jeszcze otwarte.
Udało się go zrobić i wypełnić za jednym razem. Wyglądał zjawiskowo i był jednym z najlepszych ze wszystkich, które Jenn posiadała. Odprowadziła do domu Em , a potem wróciła do siebie. „Małą J.” odstawiła już nie w kąt, ale na miejsce przy oknie, obok Schectera od chłopaków z Avenged.
Kiedy tylko Sarah wróciła do domu, Jenny rzuciła się jej w ramiona niczym małe dziecko.
-Opowiadaj Jenn, co z Brianem?
-Grałam dla niego, potem usnęłam, a on się wybudził! Mamo, tak się cieszę. Miałaś racje, to nie mogło się tak skończyć.
-Zrobię ci gorącą czekoladę i porozmawiamy.
Już dawno nie były ze sobą tak blisko. To prawda, że to właśnie złe doświadczenia zbliżają najbardziej.
-Coś takiego nie przytrafiłoby się nam w Phoenix – westchnęła Sarah – Zastanawiam się tylko, co będzie dalej? Jak rozwiąże się ta chora sytuacja z Michelle?
-Nie mam pojęcia, ale teraz to nieistotne. Wiesz mamo, chciałabym, żeby Brian pojechał w tą trasę. Należy mu się to.
-A gdzie zniknęły te wszystkie obawy i pretensje?
-Może zostały pod szpitalnym łóżkiem, kiedy Brian się obudził? Jeżeli on będzie szczęśliwy, to ja również.
-Przecież będziesz za nim tęsknić Jenn. – Przytuliła ją matka.
-Wiem, ale on musi spełniać swoje marzenia. Ma jedną taką szansę na milion. Liczy się jego przyszłość.
-A czy ty myślałaś o swojej?
-Może ci się to nie spodoba, ale myślałam o tym, żeby po zakończeniu liceum razem z Em wyjechać w trasę z In The Darkness. Emily zostałaby technikiem perkusyjnym, ja zajęłabym się gitarami, z basem również bym sobie poradziła, w końcu Patrick dał mi parę lekcji.
-Uważasz, że to dobry pomysł, aby tak po prostu wyjechać? Nie wiesz przecież czy sobie poradzisz, czy taka praca ci się spodoba. Nie mam pojęcia jak to wygląda od wewnątrz.
-Mamo, ale...
-...dlatego mam lepszy pomysł. Pozwolimy ci jechać na jesienną trasę razem z In The Darkness. Razem z Em będziecie miały okazję przekonać się, czy podoba wam się taka przyszłość. Jeżeli tak, to po ukończeniu liceum, będziecie mogły rozpocząć takie życie.
-Nie wierzę... Mamo mówisz poważnie?
-Jeżeli masz być szczęśliwa właśnie w ten sposób, to dlaczego nie? Zresztą, to także dobry sprawdzian odpowiedzialności dla Briana. Jestem pewna, że pod opieką chłopaków nie stanie wam się nic złego.
-Myślisz, że tata się zgodzi? – spytała niepewnie.
-John zrobiłby dla ciebie wszystko. W końcu zgodził się na tatuaże.
-A właśnie...kolekcja się powiększyła.
-Pokazuj – Sarah próbowała zrobić groźno minę odpowiedzialnego i surowego rodzica.
Jenny zsunęła koszulkę i wskazała na napis na lewej piersi.
-Muszę ci powiedzieć córciu, że całkiem niezły – uśmiechnęło się głupio.
-Nie poznaję cię mamo. Powinnaś na mnie nakrzyczeć i zarzucić, że jestem na to za młoda.
-Muszę pogodzić się z tym, że przejęłaś buntownicze geny taty. Mam w rodzinie dwóch metali, chociaż w sumie wszyscy jesteśmy rodziną: my, Brian, Em i ich rodzice, chłopaki i dziewczyny In The Darkness. Jak mogłabym być inna niż wy? – Zawahała się spoglądając na morze – Coś ci pokażę – Podwinęła koszulkę tuż nad wcięciem w talii i obsunęła jeansy.
-Mamo... ty masz tatuaż?
-Pamiątka z czasów młodości. Wtedy nasza miłość była burzliwa, robiliśmy tyle spontanicznych, często głupich rzeczy. Kiedyś tata namówił mnie na to.
Tatuaż był w kształcie serca z płomieniami, pod którymi pisało „Nigdy nie zapomnij o naszej miłości. John”.
-Jest piękny. – Jenny nie potrafiła ukryć zachwytu.
-Podpis został zrobiony własnoręcznie przez twojego tatę. Byliśmy wtedy kompletnie pijani – zaśmiała się, mówiąc jakby do siebie – To taki symbol naszej miłości na całe życie.
Przeniosła wzrok na Jenny. Tak bardzo przypominała ją samą sprzed lat. Te same włosy, oczy, karnacja. Identyczne rysy twarzy i wywinięte rzęsy.
-Nie czepiam się o tatuaże, wiem jak mogą pomóc. Pewnie to właśnie dzięki nim jestem teraz Johnem. Tak jak jest tam napisane – nie zapomniałam o naszej miłości. Wy też możecie kreślić nimi swoją historię. Jestem pewna, że kiedyś wam to pomoże.
-Kocham cię mamo.
-Ja ciebie też Jenn. – Dała jej matczynego całusa w czółko.
-Mam już pomysł na nowy tatuaż – powiedziała Jenny, lekko obejmując Em ramieniem.
-Co to będzie?
-„Love Over Death” , po lewej stronie, przy samym sercu.
-Na co jeszcze czekamy? Studio jeszcze otwarte.
Udało się go zrobić i wypełnić za jednym razem. Wyglądał zjawiskowo i był jednym z najlepszych ze wszystkich, które Jenn posiadała. Odprowadziła do domu Em , a potem wróciła do siebie. „Małą J.” odstawiła już nie w kąt, ale na miejsce przy oknie, obok Schectera od chłopaków z Avenged.
Kiedy tylko Sarah wróciła do domu, Jenny rzuciła się jej w ramiona niczym małe dziecko.
-Opowiadaj Jenn, co z Brianem?
-Grałam dla niego, potem usnęłam, a on się wybudził! Mamo, tak się cieszę. Miałaś racje, to nie mogło się tak skończyć.
-Zrobię ci gorącą czekoladę i porozmawiamy.
Już dawno nie były ze sobą tak blisko. To prawda, że to właśnie złe doświadczenia zbliżają najbardziej.
-Coś takiego nie przytrafiłoby się nam w Phoenix – westchnęła Sarah – Zastanawiam się tylko, co będzie dalej? Jak rozwiąże się ta chora sytuacja z Michelle?
-Nie mam pojęcia, ale teraz to nieistotne. Wiesz mamo, chciałabym, żeby Brian pojechał w tą trasę. Należy mu się to.
-A gdzie zniknęły te wszystkie obawy i pretensje?
-Może zostały pod szpitalnym łóżkiem, kiedy Brian się obudził? Jeżeli on będzie szczęśliwy, to ja również.
-Przecież będziesz za nim tęsknić Jenn. – Przytuliła ją matka.
-Wiem, ale on musi spełniać swoje marzenia. Ma jedną taką szansę na milion. Liczy się jego przyszłość.
-A czy ty myślałaś o swojej?
-Może ci się to nie spodoba, ale myślałam o tym, żeby po zakończeniu liceum razem z Em wyjechać w trasę z In The Darkness. Emily zostałaby technikiem perkusyjnym, ja zajęłabym się gitarami, z basem również bym sobie poradziła, w końcu Patrick dał mi parę lekcji.
-Uważasz, że to dobry pomysł, aby tak po prostu wyjechać? Nie wiesz przecież czy sobie poradzisz, czy taka praca ci się spodoba. Nie mam pojęcia jak to wygląda od wewnątrz.
-Mamo, ale...
-...dlatego mam lepszy pomysł. Pozwolimy ci jechać na jesienną trasę razem z In The Darkness. Razem z Em będziecie miały okazję przekonać się, czy podoba wam się taka przyszłość. Jeżeli tak, to po ukończeniu liceum, będziecie mogły rozpocząć takie życie.
-Nie wierzę... Mamo mówisz poważnie?
-Jeżeli masz być szczęśliwa właśnie w ten sposób, to dlaczego nie? Zresztą, to także dobry sprawdzian odpowiedzialności dla Briana. Jestem pewna, że pod opieką chłopaków nie stanie wam się nic złego.
-Myślisz, że tata się zgodzi? – spytała niepewnie.
-John zrobiłby dla ciebie wszystko. W końcu zgodził się na tatuaże.
-A właśnie...kolekcja się powiększyła.
-Pokazuj – Sarah próbowała zrobić groźno minę odpowiedzialnego i surowego rodzica.
Jenny zsunęła koszulkę i wskazała na napis na lewej piersi.
-Muszę ci powiedzieć córciu, że całkiem niezły – uśmiechnęło się głupio.
-Nie poznaję cię mamo. Powinnaś na mnie nakrzyczeć i zarzucić, że jestem na to za młoda.
-Muszę pogodzić się z tym, że przejęłaś buntownicze geny taty. Mam w rodzinie dwóch metali, chociaż w sumie wszyscy jesteśmy rodziną: my, Brian, Em i ich rodzice, chłopaki i dziewczyny In The Darkness. Jak mogłabym być inna niż wy? – Zawahała się spoglądając na morze – Coś ci pokażę – Podwinęła koszulkę tuż nad wcięciem w talii i obsunęła jeansy.
-Mamo... ty masz tatuaż?
-Pamiątka z czasów młodości. Wtedy nasza miłość była burzliwa, robiliśmy tyle spontanicznych, często głupich rzeczy. Kiedyś tata namówił mnie na to.
Tatuaż był w kształcie serca z płomieniami, pod którymi pisało „Nigdy nie zapomnij o naszej miłości. John”.
-Jest piękny. – Jenny nie potrafiła ukryć zachwytu.
-Podpis został zrobiony własnoręcznie przez twojego tatę. Byliśmy wtedy kompletnie pijani – zaśmiała się, mówiąc jakby do siebie – To taki symbol naszej miłości na całe życie.
Przeniosła wzrok na Jenny. Tak bardzo przypominała ją samą sprzed lat. Te same włosy, oczy, karnacja. Identyczne rysy twarzy i wywinięte rzęsy.
-Nie czepiam się o tatuaże, wiem jak mogą pomóc. Pewnie to właśnie dzięki nim jestem teraz Johnem. Tak jak jest tam napisane – nie zapomniałam o naszej miłości. Wy też możecie kreślić nimi swoją historię. Jestem pewna, że kiedyś wam to pomoże.
-Kocham cię mamo.
-Ja ciebie też Jenn. – Dała jej matczynego całusa w czółko.
AAAAA asfbiu3nwocbo34wejiijqwwrrff !!! <3 Tyle Ci powiem :) Nie no, rozwinę się trochę bo mało inteligentnie póki co mi idzie, haha.. Przede wszystkim, dziękuuuuję za dedykację :* No a teraz na temat odcinka. Wg mnie jest przegenialny, chociaż wiesz, nie zdarza Ci się raczej pisać słabych partów ;)
OdpowiedzUsuńMimo że Michelle przeprosiła itp, to i tak dalej jej jakoś nie wierzę.. Nie wiem, chyba zraziła mnie do siebie na tyle, że nigdy mi nie przejdzie. A kiedy Jenny była u Briana w szpitalu, zagrała 'So far away' i nie obudził się od razu, jakoś tak strasznie mi się smutno zrobiło. Już straciłam nadzieję na zakończenie akcji jak w filmie, że wiesz, uzdrawiająca moc muzyki i tak dalej, a tu nagle się udało! Dzięki dzięki dzięki <3 Nareszcie jest nadzieja na happy end :) I zakończenie też dobre, fajnie, że dziewczyny mogą jechać w trasę z ITD..
Nie no, zabiłaś mnie tym odcinkiem.. Jeszcze raz dziękuję za dedykację, i czekam z niecierpliwością na next. [ A właśnie, czemu nie wiesz, kiedy następny? Tobie też brakuje na wszystko czasu przez rok szkolny? ;c Mam nadzieję, że będzie jakoś niedługo :) ]
Dziękuję za miłe słowa ;*
OdpowiedzUsuńA co do odcinka, to nie wiem kiedy będzie, bo nie mam czasu na nic przez szkołę. Staram się wygospodarować trochę czasu, więc być może pod koniec tygodnia coś się pojawi, pewnie w sobotę :)
ja nie wiem, to już rutyna, że ryczę. przy so far away to normalnie odjechałam. wreszcie się Brian obudził, wiedziałam po prostu, kocham to ;) i michelle wszystko wyjaśniła.. tatuaż to genialny pomysł, a do tego taki! i sarah pozwoliła jenny jechać w trasę, no pięknie! teraz już musi być dobrze! dziękuje za dedykację.
OdpowiedzUsuńlove, adrienne
Brian żyje!!! Teraz mogę umrzeć spokojnie :P Bo było takie słodkie kiedy Jenn mu śpiewała i prawie dostałam szału kiedy od razu się nie obudził... A potem bummm i się obudził. :p
OdpowiedzUsuńZnajduję satysfakcje w tym, że Michelle jest taką suką, ciekawe czy w prawdziwym życiu też taka jest.
Mamusia Jenn w końcu pokazała trochę pazura... ten tatuaż i wql... a i pozwolenie na wyjazd w trasę w roku szkolnym. Tacy powinni być rodzice :D
Dziękuję za dedykację i miło mi, że podoba ci się opowiadanie :p Ja jakoś znajduję czas na pisanie... tzn, że siedzę po nocach bo nie mogę zasnąć bez napisania chociaż ociupinki tekstu .
Dziękuję za dedykację Kochana :) Uwielbiam ten odcinek, jak każdy chyba z resztą.
OdpowiedzUsuńI znowu ta Michelle. Nie lubię laski i to się chyba już nie zmieni chociażby zrobiła nie wiadomo co!! Wredna sucz i tyle. Co z tego, że przeprosiła Jenny i jej przykro?? To i tak nie naprawi tego, co się stało. Nie cofnie bólu i tragedii, która ich spotkała. Ten moment tak mnie łapie za serce : "Jenny poczuła, jakby jej serce przestało bić na kilka chwil. Najpierw chwilowa ulga. Potem za szyję złapało ją poczucie winy, że nie uwierzyła, kiedy Brian zapewniał ją o swojej wierności. Zapomniała, że może mu ufać", normalnie noooo. Ten moment, gdy Jenn wyciąga "małą J" i jak sobie przypomina początki i wpada na genialny pomysł tak mnie rozczula. Ale jak mu zagrała So Far Away, a on się nie obudził rozwala mnie doszczętnie. Beczę za każdym razem. Przyznaję się, miętka jestem! A jak się obudził to takie hvchjdncdsnbcv ghdbcnjbhjdkcn !!! W końcu coś zaczyna się układać!!!! I cuda naprawdę się zdarzają! Mhhh nowy tatuaż Jenn, też taki chcę.
Jenny w końcu zrozumiała, że nie ma czego się obawiać. Bo to, że Brian będzie grał i pojedzie nie oznacza końca świata. Ona także może związać z tym swą przyszłość. I ten pomysł Sarah, żeby ją puścić z nimi w trasę, po prostu mistrzostwo. No i się okazało, że mamusia nie zawsze była taka grzeczna. Fajnie, że podzieliła się tym z córką.
"Nie czepiam się o tatuaże, wiem jak mogą pomóc. Pewnie to właśnie dzięki nim jestem teraz Johnem. Tak jak jest tam napisane – nie zapomniałam o naszej miłości. Wy też możecie kreślić nimi swoją historię. Jestem pewna, że kiedyś wam to pomoże."- piękne to!
Co ja Ci mogę więcej napisać? Nie potrafię wyrazić słowami jak bardzo to mnie rusza. Z niecierpliwością czekam na nexta. I nie daj się szkole!!!
Your FoREVer and Always
Super Brian żyje, sprawa z Michelle się wyjaśniła. Byłam trochę zdziwiona że się przyznała do wszystkiego. Fajnie, że Jenn w końcu poprawiły się relacje z matką. Spoko babka z niej. No i ten pomysł z wyjazdem w trasę razem z chłopakami! Ciekawe jak pójdzie dziewczynom.
OdpowiedzUsuń