wtorek, 2 października 2012

21. And all Things will End .



      Cześć pyszczki :) Po ostatnich wydarzeniach mam dla Was coś na osłodę. W szczególności dla erotomana Joanny , nadrabiającej Jólcyny i jej siostry Martyny oraz Adrienne ;* A także reszcie, Vis, Hope, Unicorn, Sysi, Julii oraz Fallen :) Odcinek o kimś innym, należy mu się ten epizod. Miłego :)

  Gorące słońce raziło ją w oczy, więc założyła przeciwsłoneczne okulary. Miała na sobie krótkie szorty, poprzecierane gdzieniegdzie, bluzkę nieznacznie odkrywającą brzuch i czerwone trampki. Rodzice zgodzili się, żeby razem z Avenged Sevenfold wyjechała na ten weekend. Stwierdzili, że odpocznie od całej tej sytuacji, od koszmaru, który ją dopadł. John i Sarah traktowali chłopaków z Avenged jak rodzinę, więc nie bali się zostawić Jenny pod ich opieką.
Pod jej dom podjechał Syn swoim czarnym autem. Chwilę później byli już na lotnisku. Wszyscy mijający ich, oglądali się za nimi. Prosili o zdjęcia, autografy. Chłopaki byli im życzliwi, chętnie podpisywali koszulki, plakaty, a nawet brzuchy i dekolty, co szczególnie podobało się Johnnemu. Było przy tym bardzo dużo śmiechu i serdeczności. Chłopaki kochali swoich fanów i nawet po szalonych zdjęciach z zakochanymi w nich po uszy dziewczynami, wracali do swoich żon czy dziewczyn i tulili je z całej siły. One nie były zazdrosne, same chętnie pozowały do zdjęć. Jenny uśmiechnęła się lekko, widząc błyszczące oczy kolejnej dziewczyny robiącej sobie zdjęcie z Gatesem. Dla nich największym wymiarem szczęścia była właśnie ta chwila, kiedy najczęściej po raz pierwszy miały możliwość chociaż dotknąć swojego idola. Dla Jenn – kiedy miała swoich ukochanych Sevenfoldów na wyciągnięcie ręki – była to tylko mała namiastka radości. W jej słuchawkach popłynęło „Dead memories”. Widząc zachowanie zarówno chłopaków do swoich fanów jak i na odwrót wiedziała, że jej reakcja na trasę nie była słuszna. To nie zmieniało jednak faktu, że Brian ją zdradził, a tego nie potrafiła mu wybaczyć.
Na miejscu byli późnym wieczorem. Limuzyna z całą ekipą podjechała pod pięciogwiazdkowy hotel „Plaza Athenee” . W recepcji przywitano ich z ogromnym szacunkiem i uniesieniem, ale oni zachowywali się jak każdy gość hotelu. Pokój Jenny znajdował się obok apartamentu Gatesa. Kiedy tylko do niego weszła zamknęła drzwi na elektroniczny kluczyk, wzięła długą kąpiel i położyła się w jedwabnej pościeli. Może wizja perfekcyjnego życia wcale nie była taka zła? Bycie żoną przyszłej gwiazdy rocka miało sens. 

Z rana Syn obudził ją śniadaniem w postaci francuskich rogalików i koszyczkiem owoców, w którym znajdowały się między innymi winogrona, soczyste pomarańcze, kiwi i mango, oraz dużą cafe latte z bitą śmietaną i czekoladą.
-Jedz Jenn, smacznego. Jak skończysz to ubierz się ciepło, bo dzisiejszy dzień jest dosyć chłodny – powiedział poprawiając włosy , po czym odsłonił zasłony w oknach jej pokoju.
-Dokąd idziemy? – spytała, rozkoszując się francuskim śniadaniem.
-Pokazać ci Paryż, w końcu jesteś tu pierwszy raz – uśmiechnął się – Masz piętnaście minut.
Kiedy tylko wyszedł, wyskoczyła z łóżka jak poparzona. Szybko zrobiła makijaż i rozczesała włosy. Towarzyszyło jej przy tym głośne „The wicked End”. Już w recepcji powiedziano im, że mogą robić co im się podoba, dopóki nie przeszkadza to innym i nie dewastują hotelu. Wciągnęła na nogi najładniejsze rurki i modny sweter, do tego swoje czerwone martensy. Właśnie w tym momencie w drzwiach stanął Gates, w boskim, charakterystycznym dla niego kapeluszu.
-Gotowa?
-Oczywiście.
Całą grupą ruszyli na plac przy Łuku Tryumfalnym, potem zwiedzili Luwr i nastąpił czas na krótki odpoczynek przy fontannach.
-Jak ci się tutaj podoba Jenn? – spytała Valery.
-Jest bajecznie. Prawie zapomniałam o tym, co czeka mnie w Huntington Beach. – Spojrzała na swoje odbicie w tafli wody.
-Nie myśl o tym. Jesteś w Paryżu, zostaw problemy za sobą – pocieszyła ją żona Johnnego.
-Lacey ma racje. A zanim chłopaki zgotuj nam kolejne atrakcje turystyczne, proponuję prawdziwe, francuskie zakupy – powiedziała Vall, zerkając na chłopaków szamotających się z mapą i przewodnikiem po Paryżu.  
-Zgadzam się, ale chyba nie uda nam się wymknąć niezauważalnie - powiedziała Jenny.
-To gdzie teraz...? A może... nie... – Zacky nie wyjmował nosa zza przewodnika.
-My z dziewczynami kapitulujemy i idziemy na zakupy – szturchnęła go jego narzeczona - Gena.
-Jak to? Kochanie, nie zdążymy zwiedzić wszystkiego i jeszcze dodatkowo zrobić zakupów – odpowiedział Zacky.
-To prawda. Zdajemy sobie sprawę jak wyglądają wasze zakupy – dodał Arin.
-Dlatego wy pozwiedzacie, a my...
-Idziemy na zakupy! – krzyknęły chóralnie i pobiegły w stronę najbardziej ekskluzywnej, i najdroższej ulicy Paryża.
-Ale Jenn nie widziała jeszcze wieży Eiffla! – wrzasnął za nimi Zacky.
Zatrzymały taksówkę i już chwilę później szalały po sklepach. Valery i Lacey wybrały dla siebie sukienki na dzisiejszy wieczór, za to Gena kupiła pięć par butów, każde w innym kolorze.
-To coś idealnego dla ciebie – powiedziała Vall i wskazała Jenny diamentowy łańcuszek.
-Nie stać mnie na niego, chociaż doskonale pasowałby do sukienki.
-Powiedzmy, że to taki prezent od nas. Proszę zapakować – zwróciła się do ekspedientki Gena.
Między partnerkami chłopaków z Avenged, a Jenny nie było widać dystansu. Traktowały ją trochę jak młodszą siostrę.
-Merci!  

Tuż przed wyjściem na bankiet, Jenny lekko pofalowała swoje włosy, włożyła sukienkę i zabójczo wysokie szpilki. Dodało jej to kilka lat. Nie chcieli, aby dowiedziano się, że ma jedynie siedemnaście lat, bo mogło to stworzyć niemałe plotki o Hanerze. Nie dość, że wyglądała dojrzale, to jeszcze bardzo zmysłowo i pięknie. Stanęła naprzeciw ogromnego lustra i wykonała jeden obrót. Nie poznawała samej siebie. Przez jeden miesiąc jej życie zmieniło się o sto osiemdziesiąt stopni. W swoich marzeniach miała tę sukienkę na sobie na balu maturalnym w Huntington Beach. Teraz do jej drzwi zapukał inny Brian.
-Jenny , wyglądasz zjawiskowo. Na pewno nikt nie posądzi cię o nastoletni wiek. – Chwycił ją za dłoń i obrócił wokół własnej osi.
-Nie przesadzaj, jestem już prawie dorosła. – Uśmiechnęła się uroczo, patrząc mu prosto w oczy.
-Wiem Jenny – powiedział i wziął ze stolika pudełeczko z nowo kupioną biżuterią.
Odwróciła się przodem do lustra, a on zapiął łańcuszek na jej szyi. Delikatnie przejechał dłonią po jej ramieniu.
-Limuzyna czeka. – Wziął ją pod rękę i zeszli do samochodu.
     Znaleźli się po środku ogromnej sali balowej. Były tam wykwintnie zastawione stoły, a w barze najdroższy alkohol. Wszyscy mężczyźni ubrani byli w idealnie skrojone garnitury, a ich kobiety przybrały ciężką biżuterię i drogie suknie. Jenny starała wtopić się w to otoczenie, chociaż było jej ciężko. Prawdopodobnie była tu najmłodsza, ale starała się to ukryć. Chłopaki z pozoru w ogóle tu nie pasowali, jednak miliony ich fanów zdziwiłoby się na ten widok. Doskonale wiedzieli, jak się zachowywać, co jeść, o czym rozmawiać, w jaki sposób żartować. Syn cały czas był blisko Jenny. Czuł się idealnie widząc zazdrosne spojrzenia mężczyzn w średnim wieku i ich żon, które próbowały w jakiś sposób się odmłodzić.
-Kim jest twoja partnerka Haner? – spytał organizator koncertu, czyli największa szycha w tej sali. Jenny doskonale wiedziała, że Gates musi przed nim dobrze wypaść.
-To Jennifer Stone – odpowiedział za nią.
-Urocza. Powiedz mi, czym zajmujesz się na co dzień?
Jenny podchwytując poważny ton Briana, opowiedziała:
-W tym roku ukończę Harward, dostaję stypendium i już w pierwszym semestrze nauki na tej cudownej uczelni zaproponowano mi stanowisko w Instytucie Sztuk Pięknych na wydziale muzycznym, po jej ukończeniu rzecz jasna.
Syn uśmiechnął się lekko i mocniej ścisnął jej rękę.
-Brawo. Wróżę pani świetlaną przyszłość. Gratuluję Haner, pilnuj jej tylko, bo inna porządna dziewczyna nie będzie tolerować takiego wariata jak ty. – Mrugnął do niego.
-Nie jesteśmy parą – zgrabnie zaprotestował.
-W takim razie staraj się Brian. Bawcie się dobrze – powiedział i odszedł w kierunku młodego Arina.
-Dobra z ciebie aktorka Jenny – zaśmiał się – Może zatańczymy?
-Chętnie. – Podała mu dłoń i już chwilę później wirowali na parkiecie.
Muzyka była spokojna, sprzyjająca bliskości. Silnie objął ją w pasie jedną ręką, a wierzchem drugiej przejechał od jej twarzy, aż do dłoni. Ucałował ją, a potem poprowadził w tańcu. Podświadomie chciała, aby ta chwila trwała wiecznie.
-Trochę tu nudno, prawda Jenn? – szepnął jej do ucha.
-Bardzo.
-Zwijamy się stąd?
-Ale jak to?
-Chyba nie sądzisz, że zabrałem cię do Paryża na jakiś snobistyczny, sztywny bal? – powiedział i mrugnął do Vangeance’ a dając znak, że wychodzi razem z Jenny.
     Przemierzali paryskie ulice, zachwycając się ich pięknem na każdym kroku. Wszystko tutaj było wyjątkowe i chwytające za serce : ławeczka w parku, na której przysiedli, małe kawiarenki oświetlone ciepłym światłem, zakochane pary i ulice, które nie spały.
-Zamknij oczy – powiedział. Mocno chwycił ją za ramiona i poprowadził kilkanaście kroków -Już.
Otworzyła powieki i ujrzała piękno w jego najcudowniejszym wymiarze.
-Chyba nie sądziłaś, że będąc w Paryżu nie zobaczysz wieży Eiffla?
-Brian, jest cudownie. – Przytuliła go instynktownie.
Najbardziej rozpoznawalny zabytek Paryża, ale i świata oświetlony był czerwonymi lampkami. Jenny ściągnęła szpilki i wbiegła po schodach na drugie piętro. Stamtąd wjechali już windą na sam szczyt.
-Zróbmy coś szalonego – zaproponował.
-Co masz na myśli?
-Ufasz mi?
Zawahała się tylko przez chwilę. W końcu byli w Paryżu, do którego on, właśnie on ją zabrał.
-Ufam.
Chwycił ją za rękę i poprowadził do barierek. Uniósł ją delikatnie i usadził ostrożnie w bezpiecznym miejscu. Sam przysiadł obok niej. Ktoś z ochrony wieży Eiffla krzyknął do nich:
-Co robicie?! Tak niewolno !
-Jestem Synyster Fucking Gates i mogę wszystko!
-A róbcie co chcecie.
Paryż z tej perspektywy wyglądał cudownie. Jenny nigdy nie przeżyła niczego podobnego. Miasto nie spało, wciąż ukazywało swoje uroki. Było tak daleko od skażonego problemami Huntington Beach. Szczęściara z niej. Siedziała kilkaset metrów nad ziemią, na Wieży Eiffla w Paryżu, z gwiazdą rocka, w jego marynarce i objęciach. Pomimo iż tysiące kilometrów stąd została jej największa miłość, w dodatku - była miłość - czuła się szczęśliwa.
-Wiesz Syn, chociaż na pozór w ogóle nie pasowaliście do tego miejsca, idealnie potrafiliście się odnaleźć.
-To nie jest tak jak myślisz Jenn i jak pewnie zdaje się chłopakom z In The Darkness. Po tylu latach trzeba potrafić założyć również niewygodny garnitur, jeżeli trzeba. Sztuką jest znaleźć złoty środek.
-Tak, zauważyłam twoje trampki – zaśmiała się Jenny.
-Widzę, że już łapiesz , na czym to wszystko polega.
-Nie chcę wracać do domu – powiedziała, opierając głowę na jego silnym ramieniu.
-Gdybyś tylko chciała, nie musiałabyś. Wszystko mogłoby zostać tak, jak jest...- odparł i poprawił jej grzywkę.
-Zostałbyś ze mną tutaj, na Wieży Eiffla?
-Gdyby nie było tak zimno, to nawet do rana. Ale teraz proponuje wracać już do hotelu.- Podał jej rękę i asekurując, pozwolił zeskoczyć z barierki.
-A co byś jeszcze dla mnie zrobił?
-Zaniósłbym cię na rękach do samego hotelu, bo wiedzę, że te szpileczki masz trochę niewygodne.
-Zdecydowanie wolę trampki.
-W takim razie chodź tu! – Złapał ją w pasie i przerzucił przez ramię – Wybacz Jenny, ale z chyba zjedziemy windą. Nie mam aż takiej kondycji.
Po drodze do hotelu próbował dwa razy wrzucić ją do fontanny, lub zostawić bez butów gdzieś w centrum Paryża.
Weszli do apartamentu Gatesa. Był urządzony w jasnych kolorach i bardzo ekskluzywnym stylu. Największe wrażenie robił czarny fortepian, ustawiony po środku pokoju.
-Fortepian?
-Kiedy jestem w domu nie mam czasu grać. Wtedy męczę tylko gitarę. Na wyjeździe zawsze proszę o wstawienie fortepianu do pokoju. – Rozpiął górne guziki koszuli i podciągnął rękawy – Jenn, napiłabyś się szampana?
-Byłoby grzechem być we Francji i nie skorzystać z jej uroków. W dodatku z takim facetem – uśmiechnęła się zalotnie.
Chwilę później pani z obsługi przyniosła do jego pokoju butelka szampana, obsypaną lodem i dwa kieliszki. Widząc Gatesa oniemiała.
-Mogę prosić o autograf? Na jakiejś kartce lub czymkolwiek. Moja córka pana uwielbia.
Syn podszedł do szafy, wyciągnął swoją koszulkę i machnął na niej podpis.
-Proszę bardzo – podał jej prezent – Niech pani mocno przytuli córkę ode mnie.
-Dziękuję! – nie potrafiła opanować zachwytu – Gwiazdy nie są jednak takie złe. Miłego wieczoru.
-Taki będzie – pożegnał ją.
Podał Jenn kieliszek i usiadł obok niej.
-Cieszę się, że jesteś tu ze mną – powiedział.
-Ja też . Potrzebny był mi taki wyjazd, aby zastanowić się nad tym wszystkim, co stało się w Huntington.
-I do jakich doszłaś wniosków?
-Nie czas by o tym mówić. Zagrasz coś dla mnie? – Przejechała dłonią po jego dłoni.
-Oczywiście.
Poprawił koszulę i zasiadł do fortepianu. Zagrał kilka dźwięków wprowadzających do fragmentu „ And all Things will End”. Piosenka diametralnie różniła się od oryginału, z początku Jenny nawet jej nie poznała. Głos Syna świetnie komponował się z dźwiękiem klawiszy. Przysiadła obok niego, a on spojrzał w jej oczy, śpiewając: 


 „Gdy cię widzę, mogę to wyczytać z twoich oczu,
Niezrozumiały los. (...)
Myślenie przy pomocy serca.
Czasami życie jest zmienne. (...)
cicho się sprzeczasz ze wspomnieniami, które trzymasz...”

Przymknęła oczy. Przestał grać. Siedzieli naprzeciw siebie nie mówiąc nawet słowa.  Otaczały ich urywające się dźwięki, rozbrzmiewające jeszcze. Ujął jej twarz i zbliżył się ostrożnie. Zadrżała. Była z dojrzałym mężczyzną, przyjacielem i niesamowicie przystojnym facetem w jednym. Czego mogła się bać? Pocałował ją, najpierw ostrożnie i delikatnie. Jednym okiem obserwował jej reakcje. Nie uciekała, nie rozglądała się na boki. Chciała tego, cholernie chciała jego bliskości. Nie odrywając od niej ust, złapał ją za biodra i przeniósł w stronę łóżka. Uśmiechnęła się dopingująco, więc rozsunął suwak jej sukienki. Sama nie wiedziała, jak to się stało, w tym momencie leżała w jedwabnej pościeli, na łóżku z baldachimem, w ramionach słynnego Briana Hanera. Ona. Dotąd zwykła nastolatka z Phoenix. Co stało się z jej życiem w tak krótkim czasie? Przejechał dłonią po jej plecach, a ona zadrżała delikatnie. Ucałował szyję, ramiona, biodra. Był cudowny, męski, prawdopodobnie najlepszy na całym świecie, ale...
-Brian, nie mogę... – Odsunęła się delikatnie.
Opuścił głowę i uśmiechnął się z rezygnacją.
-Wiedziałem, że to byłoby za piękne. Rozumiem Jenn. Czekam na ciebie na balkonie, mamy butelkę szampana, porozmawiamy.
Przysiadła na brzegu łóżka i założyła koszulę Gatesa. Palił swoje ulubione, czerwone Marlboro na balkonie.
-Kochasz Briana – powiedział – Niesamowita z ciebie dziewczyna. Nie zdradziłaś go mimo wszystko.
-Miłość nie znika po kłótni.
-Masz rację. Trochę za późno pojawiłem się w Huntington ...
-Być może. Kocham Briana całym swoim sercem, ale gdyby ktoś podarował mi jeszcze jedno życie, to życie spędziłabym z tobą.
-Byłaś i zawsze będziesz moim marzeniem Jenny – objął ją delikatnie – Myślę, że Brian będzie o ciebie walczył. Jeżeli nie, to nie jest wart skarbu, jakim jesteś.
-Dziękuję za ten weekend. Za Paryż, za szaleństwo i szampana. Pytałeś o moje wnioski z przemyśleń tutaj. Chciałabym, żeby Brian próbował wszystko naprawić. Tęsknie za nim.
-To widać. Oparłaś się urokowi Synystera Gatesa, bo kochasz swojego Briana – zaśmiał się.
-W rewanżu za weekend zapraszam cię na bal maturalny. Dostałam zaproszenie za pomoc w jego organizacji, a nie mam partnera.
-Chętnie pójdę.
-Idealnie wpasujesz się w ten klimat. Wracam do siebie. Dziękuję za wszystko. – Cmoknęła go w policzek, a on odwrócił się lekko i jej usta wylądowały na jego ustach. Uśmiechnął się prowokująco.
-No co? To bardzo dobre zakończenie tej nocy.
-Za karę zabieram twoją koszulę. – Złapała sukienkę w jedną, a szpilki w drugą rękę.
Oparła się o zewnętrzną stronę drzwi jego apartamentu. Zrobił to samo od wewnątrz.
-Niesamowita... – jeszcze raz uśmiechnął się zrezygnowany.

9 komentarzy:

  1. Na wstępnie dziękuję za dedykację. :)
    Nie no, faajnie się dzieje, najpierw fani na lotnisku, potem ten hotel [mmm, jakie luksusy ;)], no i Mr Haner ;3 Faceci jak zawsze nieogarnięci z mapą, haha, bystrość zawsze spoko :) Fajno, że dziewczyny zaakceptowały Jenny i się z nią dogadują. A ten bal, hahaha, sztywniacy, sztywniacy wszędzie, ale na szczęście Brian wie, jak się ewakuować :P Razem na Wieżę Eiffla, jak romantyyycznie.. :3 Potem w hotelu, omg omg omg, ja bym zeszła na zawał jakby moja mama załatwiła mi koszulkę Gatesa z autografem! No a potem ta piosenka, i zaiskrzyło.. Z jednej strony szkoda, że między nimi nic nie zaszło, bo im kibicuję, ale z drugiej może to i dobrze, póki Jenny nie wyjaśni tak porządnie tej sytuacji z Brianem [cholera, będę ich obu mylić ;p].. No w każdym razie trzymam kciuki za Hanera i Jenn. :)
    Czekam na nexta. :>

    OdpowiedzUsuń
  2. Mhhh Jenny co ja mogę napisać?? Wiesz, że ja po prostu kocham ten odcinek i kochać już będę na zawsze. Pomijając fakt, jak bardzo kibicuję Brianowi i Jenn. Przez jedną, krótką chwilę pragnęłam żeby Jenny była szczęśliwa z Gatesem. Należy mu się A Litlle Piece of A Haeven. Zawsze zjawiał się gdy był potrzebny, pomagał i pocieszał.Zabrał Jenn do Paryża. Mhhh co to był za wyjazd :)Gates podający śniadanie do łóżka!! Normalnie marzenie.A to całe zwiedzanie. Już mi się śmiać chce na samą myśl i jak to sobie wyobrażam. Nie dziwię się, że dziewczyny zwiały na zakupy! Być w Paryżu i nie zrobić zakupów? Gena to tak jak ja, na jednej parze butów nie poprzestanie!! Jak szaleć to szaleć! To było sweet, że dziewczyny kupiły Jenn prezent. Widać, że ją polubiły.
    Gates w garniturze mhhh Ha ha nauczył się przebywać między sztywniakami. A Jenny nieźle nagadała temu gościowi :D Nie dziwię się Synowi, że urwał się z tego bankietu. Mhh wieża Eiffla. to było takie romantyczne. I to -Jestem Synyster Fucking Gates i mogę wszystko! Haha brawo! Chciał ją zanieść do hotelu na rękach. Panie Gates pan mnie zadziwia. I ten fortepian w pokoju. Uwielbiam go przy fortepianie, chociaż to zdecydowanie rzadki widok. Ten moment gdy on dla niej gra i śpiewa! Umarłam!!! A to co było potem dosłownie magia. Jedno wielkie awwww. Jednak Jenny kocha swojego Briana, nie potrafi wyrzucić go z serca. Ciągle ma nadzieję, że wszystko jeszcze da się naprawić. Widać, że to prawdziwa miłość. Gates zachował się jak gentelman. Szkoda mi go, bo wszyscy naokoło jako tako układają sobie życie, a jemu nie wychodzi. Jego marzenie należy do innego Briana. Mam nadzieję, że i on w końcu będzie szczęśliwy obiecaj!!! Zasłużył na to!!
    Your foREVer and Always Joann

    OdpowiedzUsuń
  3. pięknie dziękuję za dedykację :)
    masz mnie na sumieniu, tyle Ci powiem. odcinek jest zajebiście piękny, realistyczny i nastrojowy, a romantyzm i miłość aż z niego tryska. też bym chciała tak umieć opisać uczucia;) Jenny rozwala mi system, Gates obok, ale ona kocha tego innego Briana, mocna dziewczyna. podziwiam, bo ja bym uległa i to nie jeden raz^^ argument Gatesa dobry.. tak się powinno argumentować właśnie! ;) czekam na kolejny post z największą niecierpliwością, na jaką mnie stać :)
    your sajkoł-fan :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Widzisz mhhh czytam ten odcinek już 4 raz dzisiaj. Przy "Always" Bon Jovi i normalnie mam system rozwalony. Siedzę i ryczę jak leleń, tfu jak jeleń na rykowisku!!! Odcinek po prostu cudowny, magiczny i so fucking awesome! Amazing jakby to powiedział Gates. Opisujesz te uczucia tak, że aż mnie za serducho ża każdym razem ściska. Stara jestem i sentymentalna, no trudno. Taką mnie masz, innej nie dostaniesz. Wiesz to Ty mnie natchnęłaś do tych wszystkich uczuć w moim opowiadaniu. Obudziłaś je we mnie. Coś we mnie pękło, że wreszcie potrafiłam napisać coś mądrego o uczuciach. Dziękuję Ci Jenny.
    Your foREVer and Always...

    OdpowiedzUsuń
  5. I pięknie dziękuję za dedykację <3

    OdpowiedzUsuń
  6. odkupujesz mi gumę do żucia bo mi wypadła podczas czytania :p Jenn i Brian Haner? Zawsze i wszędzie:P Szkoda tylko, że ich wspólną noc będe musiała sobie dopisać:(
    Ale co tam. Tylu emocji co w tym odcinku nie doświadczyłam od dawna. Nie wiem co jeszcze mądrego napisać :( Chyba chemia mi wypaliła mózg...
    Dzięki za dedykację :**

    OdpowiedzUsuń
  7. No nie... A już myślałam... Heh, mam taką samą zrezygnowaną minę jak Gates. Gates, Paryż te sprawy i nic? :( No cóż, dobrze że Jenny jest wierna swojemu Brianowi. Może w końcu się zejdą ;)

    OdpowiedzUsuń
  8. Jenny nie mogę przestać czytać tego odcinka!! Nauczę się go chyba na pamięć mhhhh Siedzę i wgapiam się w monitor, a powinnam pisać mhhh Czekam z niecierpliwością na kolejne .....

    OdpowiedzUsuń
  9. Zajebisty odcinek! Już któryś raz czytam od wczoraj.(Miałam za ciężką rozkminę wczoraj wieczorem więc nie skomentowałam )Cudo :) Ja jednak miałam nadzieję że Synowi się poszczęści w tym Paryżu, choć przeczuwałam że Jenn będzie wierna Brianowi. Z drugiej strony to dobrze. Ten Paryż był cały awww. I najbardziej moment na wieży 'awww'. Takie to było wszystko romantyczne. Żal mi Syna, taki smutny i w ogóle ;(. Kibicuję Jenn i Synowi.
    Soł ajm wejting.

    OdpowiedzUsuń