poniedziałek, 24 września 2012

19. All got damn !

Ten moment, kiedy wszystko się pieprzy, jest nieunikniony. W dotąd słodkim życiu dotyka nas ze zdwojoną dawką bólu i cierpienia. Nie rozbijmy się na skałach swoich przekonań. Niech prowadzi nas miłość. 

*

 

Wszedł do swojego pokoju i uderzył w struny gitary. W tym momencie potrzebował silniejszych bodźców, więc nie zastanawiając się nawet przez chwilę, zbiegł na dół i odpalił samochód. Przemierzał ulice Huntington Beach, nie mogąc znaleźć dla siebie miejsca. W normalnej sytuacji pewnie pojechałby do Jenny, jednak teraz to ona sama była problemem, a raczej problem jej dotyczył. Zajechał pod studio nagrań . To dziwne, powinien go nienawidzić. Było przyczyną wielu problemów, jednak czuł się tam bezpieczny. Popatrzył na zdjęcie zajmujące całą ścianę. Była to fotografia z urodzin Jenny, ta, którą wręczyła chłopakom z Avenged na święta. Od tego czasu tak wiele się zmieniło. Na zdjęciu wszyscy są promienni i uśmiechnięci. Simon trzyma Courtney na rękach, Patrick obejmuje Lilly, a David Luise. Sarah nieśmiało zerka na Johna. Chłopaki z Avenged wyglądają tak przyziemnie, jakby wcale nie byli sławni. Johnny całuje Jimmiego, Shadows i Zacky trzymają go za ramiona, Gates podnosi wysoko nową gitarę Jenny, przewiązaną czerwoną wstążką, a Arin stuka pałkami po plecach Maksa, który mocno przytula Emily. Jenn uśmiecha się najpiękniej ze wszystkich na tej fotografii. Brian jedną ręką obejmuje ją w pasie, a drugą odgarnia jej włosy. Patrzy na nią przy tym, jakby miało to zatrzymać go przy życiu...
Teraz jest na nią zły. Trochę żałuje słów, które wypowiedział. Wcale nie uważał Jenny za egoistkę, wręcz przeciwnie. Wiedział, że chciała dla niego dobrze, że chciała go ochronić, ale nie był już dzieckiem. Chcieli szaleć i do końca wykorzystać szansę, którą dostali. Rozstał się z Jenny. Jeszcze do końca nie mógł w to uwierzyć. Wszedł do studia, w którym nagrywano solowe partie. Przysiadł na metalowym krześle, stającym po środku i zagrał parę dźwięków. Pogłaskał gryf swojej gitary i nieśmiało zanucił: 

„Seize the day or die regretting the time you lost
It's empty and cold without you here, too many people to ache over ...”

Agresywnie uderzył w struny i już do końca dograł tą piosenkę. Jego zdaniem – często powtarzał to Jenny – był to kawałek najważniejszy w jego życiu, najpiękniejszy, dzięki któremu pokochał muzykę, dzięki któremu odnalazł samego siebie... Odetchnął głęboko i powstrzymał głupią łzę. Nieoczekiwanie w studiu zjawiła się Michelle.
-Wiedziałam, że cię tu znajdę.
-Po co mnie szukałaś? – Odstawił gitarę.
-Mnie i tacie zrobiło się głupio, że wygadaliśmy wasz mały sekret. Atmosfera zrobiła się nerwowa, potem wyszliście. Jak trzyma się mała Jenny?
-Nie twoja sprawa.
-Nie denerwuj się, przychodzę z misją pokojową. Nie jest jeszcze tak późno, więc może dasz się zaprosić na drinka? – powiedziała, po czym wzięła jego gitarę i zagrała jakąś wymyśloną solówkę.
-Całkiem nieźle. Nie wiedziałem, że dobrze grasz na gitarze.
-Tata mnie nauczył, kiedy miałam sześć lat. To jak z tym drinkiem?
Popatrzył na nią. Była zupełnie inna niż Jenny i nie chodziło tylko o wygląd. Niby tak samo jak Jenn, wydawała się być pyskata, jednak było w niej coś jeszcze. Pod miłym wyrazem twarzy kryła się wredota i chamstwo. Jenny tego nie miała. Była jej zupełnym przeciwieństwem. Czego mógł potrzebować po rozstaniu bardziej, niż odrobiny zapomnienia o problemach? „To tylko jeden drink” – próbował przekonać samego siebie.
-Zaparkowałem przed studiem. 

     Klub, który mu wskazała, znajdował się w tej samej części miasta. Panował w nim hałas i ogólny tłok. Ludzie obijali się o siebie, ocierali się w tańcu lub po prostu szaleli bez opamiętania. Wiele osób machało do Michelle, zagadywało ją, z czego Brian wywnioskował, że jest tu częstą bywalczynią. Chwyciła go za rękę i zaprowadziła do pierwszego z brzegu stolika.
-Jeszcze nigdy nie byłem w takim miejscu – powiedział i rozejrzał się nerwowo.
-Bo to nie twoje klimaty – uśmiechnęła się uroczo i machnęła do kogoś za barem.
-Jak widać, ty świetnie się tu odnajdujesz. A wyglądałaś na rockową dziewczynę.
Miał rację, że miejsce, w którym się znaleźli, było urządzone w zupełnie innym stylu. Całą sale oświetlały zielone reflektory, za konsolą siedział chłopak w białym kapeluszu i przeciwsłonecznych okularach, zapodający elektroniczną muzykę. Brian zerknął na parkiet, gdzie ludzie wili się do muzyki klubowej, a pary całowały się namiętnie. Facet ubrany w obcisłą koszule przyniósł dwa drinki do ich stolika.
-Jak zareagowała Jenny? Bardzo się wściekła?
-Prawdę mówiąc, to przez tą całą sytuacje rozstaliśmy się.
-Przykro mi. Teraz przynajmniej nikt nie będzie cię ograniczał.
Skrzywił się na te słowa. Nie myślał o Jenny w ten sposób.
-To nie tak...
-A jak? – spytała, ale w odpowiedzi usłyszała tylko ciszę – To, że ubierasz to w inne słowa, nic nie zmieni.
Nie miał argumentów, żeby się temu sprzeciwić.
Wypili jeszcze parę drinków, po czym Michelle pociągnęła go za sobą na parkiet.
-Nie potrafię tańczyć! – krzyknął za jej plecami.
-Nie szkodzi – uśmiechnęła się prowokująco i chwyciła go za ramiona – Ładny tatuaż.
Muzyka ich ogarniała, a Brian okazał się lepszym tancerzem, niż to sobie wyobrażał. W pewnym momencie objęła go rękoma za szyje i zbliżyła się do jego ust. Odwrócił się energicznie.
-Wyjdę na chwilę – powiedział.
Uśmiechnęła się wrednie do samej siebie i pokiwała głową. Wiedziała, że nie będzie łatwo. Mimo, że ogromna dawka alkoholu już krążyła w jego krwi, był nieugięty.
-Czas na coś silniejszego –powiedziała do siebie i ruszyła w kierunku baru.
-Czego potrzebujesz? – zapytał barman.
-Tego co zawsze – uśmiechnęła się znacząco.
Chłopak kilka chwil później przyniósł jej małe zawiniątko. Wróciła do stolika, rozejrzała się dookoła i zrobiła swoje. Wiedziała, że ma złą naturę. Osiągała swój cel kosztem innych. Nie sądziła, że to nieodpowiednie, ponieważ była przekonana, że należy jej się wszystko co najlepsze.
Tymczasem Brian kończył papierosa przed klubem. Zaciągnął się z całych sił, uwalniając powietrze ze swoich płuc. Sam jeszcze nie rozumiał tego, co mu się przytrafiło. Miał przekonanie, że to była tylko jedna, koszmarna noc. Wyobraził sobie promienny uśmiech jego Jenn. Postanowił dać jej czas na oswojenie się z tym wszystkim. Sam również tego potrzebował. Zdecydował pożegnać się z Michelle, a jutro – gdy emocje już opadną – pojechać do domu Jenny.
Przebił się przez tłum ludzi na parkiecie i wrócił do stolika, gdzie czekała na niego Michelle.
-Dziękuję, za dzisiejszy wieczór – powiedział - Może nie jesteś taka zła jak myślałem. Teraz już pójdę, muszę poukładać swoje sprawy.
-Poczekaj. Dokończ chociaż drinka. – Wskazała mu miejsce – to tylko chwila, a mnie będzie miło, że nie uciekasz.
„To nic nie zmieni” – pomyślał i usiadł do stolika. Podniósł wysoki kieliszek z drinkiem i fikuśną palemką.
-Za zmiany ! – powiedziała Michelle, postukując swoim kieliszkiem.
Skrzywił się dziwnie i wstał od stolika. Chciał wyjść, lecz zakręciło mu się w głowie i opadł na krzesełko. Oczy zaszły mu mgłą, a źrenice wyraźnie się rozszerzyły. Spojrzał na Michelle, a ona uśmiechnęła się dwuznacznie. Słyszał jej śmiech, widział potrójnie, nie umiał opanować trzęsących się dłoni. Otoczenie się zmieniło, poczuł rękę Michelle na swoim udzie, pośladkach, twarzy. Potem ciemność. Cisza. Pustka...



5 komentarzy:

  1. O TO CIPA!! no ja od razu wiedziałam, że ona coś odstawi! wykorzystała go i zapewne to się obróci przeciwko niemu, bo w ogóle z nią poszedł! ja nie mogę, jak się pieprzy to na maksa, i tak zawsze jest. a on też głupek, zamiast jej kosza dać, to sam siebie okłamuje, że to i tak nic nie zmieni..
    bardzo realistyczny odcinek, bardzo mi się podoba i bardzo czekam na następny, bo muszę przeczytać, co się dalej stanie! zaciekawiłaś mnie;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Ale sucz, nie ją coś trafi... Po trupach do celu. Ale co za pinda wsypuje facetowi prochy do drinka jeżeli sama nie jest w stanie go wyrwać. Ech, już czekam na nexta, jestem ciekawa co się stanie.

    OdpowiedzUsuń
  3. Wredna suka! Dziękuję za uwagę!

    OdpowiedzUsuń
  4. No ja normalnie nie mogę! Jak tak może sobie blogspot bezkarnie moje komentarze usuwać ???
    No to tak: Brian czyś ty zwariował? Po co polazłeś za tą jędzą??? Teraz ta wredna małpa, będzie gadać niczym modliszka "mam cię, zjem cię"! I teraz przekonasz się, że akcja = reakcja. Newton miał rację, fizyki nie oszukasz!! Zbrodniłeś, niedobly ty!!!

    OdpowiedzUsuń
  5. NO CO ZA SU.KA! ;/ Grr, aż mnie trzęsie -.-' Nie lubiłam jej odkąd się pojawiła, ale teraz to już hejt level hard.. Z jakiej niby okazji ma się jej należeć "wszystko co najlepsze"? o__O. Takim dzi*kom nic się nie należy -.-' No i akcja z tymi prochami to już mega przegięcie.
    Czekam na kolejny part, nie mogę się doczekać żeby zobaczyć, jak to rozegrasz. ;)

    OdpowiedzUsuń