piątek, 7 września 2012

13. Hot malibu nights!


Dzięki Wam za wszystkie komentarze , jesteście niezastąpione. Dodaję dziś, bo potem to już nie wiem, kiedy znajdę czas. Dziękuję, dobranoc :)

   Pogoda była przepiękna. Huntington Beach już dawno nie było skąpane w tak silnych promieniach słonecznych. Dziewczyny spotykały się wcześniej i chodziły do szkoły pieszo. Były to niesamowicie przyjemne spacery, którym towarzyszyły ich oryginalne rozmowy, uśmiechy i kubek kawy kupiony w kafejce przy drodze. Brian wolał nie tracić czasu i odpalić samochód, czasem jednak dziewczyny namawiały go na takie ranne przechadzki.
Na lunchu do stolika Jenny, Emily i Briana dosiadła się reszta rodziny In The Darkness, tylko David był sam.
-Gdzie Luise? – zapytały dziewczyny.
-Nie mam pojęcia, powinna zaraz przyjść. Biega za czymś od rana i pokrzykuje tylko : „Nie przeszkadzaj, pozwól mi wszystko załatwić!”
-To dziwne. No nic, poczekamy na nią – powiedziała Emily.
Wtedy do stołówki wpadła Luise. Miała na sobie długą, czerwoną spódnicę i opięty, czarny t-shirt. Często się tak ubierała i pasowało to do jej wysokiego wzrostu. Jej ciemne blond włosy były dzisiaj lekko pofalowane. Wyglądała zjawiskowo.
-Cześć. – David wskazał jej miejsce obok siebie – Za czym tak biegasz cały dzień?
-Wszystko jest już załatwione, więc mogę wam powiedzieć. Zostałam główną organizatorką balu maturalnego ! Wyobrażacie to sobie?
-Ale co w tym fajnego? – zaśmiał się Simon – Po co ci taka zabawa?
-Ty nic nie rozumiesz ? Każdy bal jest od początku do końca przesadnie cukierkowy. Różowe sukienki, tandetne dodatki i słaba dekoracja. A ten pod moją organizacją będzie pierwszym takim balem w historii!
-W stylu „Rock on” ! – dopowiedziała jej Courtney.
-Dokładnie. Wiecie, czarna scena, czerwone reflektory, wszędzie czaszki i ludzie też ubrani w mrocznym stylu. Mam nadzieję, że mogę na was liczyć?
-Fajny pomysł, tylko co będziemy mieć z tej pomocy? – zapytał Simon, a chłopaki mu zawtórowali.
-Może... In The Darkness jako gwiazda wieczoru?
-Odjazd ! To od kiedy zaczynamy? – Brian dokończył hamburgera.
-Bal ma odbyć się w czerwcu, czyli mamy całe dwa miesiące. Już nie mogę się doczekać.
-Chciałbym zobaczyć minę dyrektorki na widok bandy ludzi przebranych za metali – zaśmiał się Simon.
- Zdziwiłbyś się. Ochotników na moje miejsce było wielu, ale pani Nicolson wybrała mnie, bo mój pomysł spodobał jej się najbardziej. Opowiadała o latach swojej młodości, kiedy to Guns’ n ’roses, Metallica i AC/DC dopiero zaczynali.
-Zamierzchłe czasy – dopowiedział jej Patrick.
-Co by nie było, gust muzyczny miała całkiem niezły. Courtney, Lilly musimy już iść na biologie. Wy zastanówcie się jakby to wszystko miało wyglądać i dacie mi znać w przyszłym tygodniu.

     Kiedy we trójkę wracali do domu, Emily przedstawiła Jenny pomysł o wyjeździe:
-Jenn, twoi rodzice na pewno się zgodzą. Spędzilibyśmy razem całe dwa dni. Już mówiłam Maksowi, jest wniebowzięty.
-Zgadnijmy czemu Emi. Przy okazji trochę odpoczniemy. -  Brian chwycił Jenny za rękę - Teraz mamy dla siebie tak mało czasu, dlatego uważam, że wyjazd jest świetnym pomysłem.
-A dokąd mielibyśmy jechać?
-Co powiecie na ... – zamyślił się – Malibu? Piaszczysta plaża, dużo bardzo fajnych klubów. Wynajmiemy jakiś dwupokojowy domek.
-Jak dla mnie super. Jenn, spytaj dziś rodziców i powiedz nam wieczorem, to poszukamy czegoś w Internecie – powiedziała Emily.
-Dobrze. Do usłyszenia.
-Do zobaczenia Jenn. – Brian musnął jej usta.

     Jenny weszła do domu, w którym unosił się zapach kawy. Mama chyba brała prysznic, bo na parterze nie było śladu żywej duszy. Usiadła i zwróciła twarz ku szumiącemu morzu, a potem nalała sobie kubek świeżo zaparzonej kawy. Sarah weszła do kuchni.
-Cześć mamo – przywitała ją Jenny – Jak ci minął pierwszy dzień w pracy? Widzę, że dzieci dały ci w kość.
-Do pewnego momentu było wporządku, potem dzieciaki powoli zaczęły mnie wykańczać. Mam jednak nadzieję, że jakoś się przyzwyczaję, nie tylko do uczenia kogoś ale i do wychowania go. Dajesz wiarę, że te dzieci myślą, że wszystko im wolno? – Ciężko usiadła na barowym krześle obok Jenny – A tobie jak minął dzień?
-Raczej dobrze. Luise dostała funkcję organizatorki balu maturalnego, a my mamy jej pomóc.
-Idziesz z Brianem? – Posłała jej intrygujące spojrzenie – Nie potrafię wyobrazić sobie tego szatana w garniturze – zaśmiała się.
-I nie będziesz musiała. Impreza odbędzie się w stylu „Rock On”, więc będziemy mogli pozostać w sobą, a cała reszta tej beznadziejnej, szkolnej społeczności przez jeden wieczór będzie przypominała nas.
-Całkiem ciekawy pomysł. Masz jakieś plany na weekend?
-Właśnie miałam cię zapytać. Brian i Em wymyślili, żebyśmy razem z Maksem, we czwórkę wyjechali na dwa dni do Malibu. Wiesz, chłopaki potrzebują odpoczynku, to byłaby dobra okazja.
-Okazja do czego? – W domu pojawił się John – Mam nadzieję, że do niczego co złe, niemoralne lub może pozbawić kogoś życia?
-Nie martw się, znając ich to co byśmy nie mówili i tak będą niegrzeczni. – Sarah ucałowała go w policzek – Pewnie, że możesz jechać kochanie.
-Dziękuję mamo , jesteś niezastąpiona – posłała spojrzenie ojcu, a on uśmiechnął się lekko – Pójdę zadzwonić do Briana.
     Jenny otworzyła okno w pokoju na oścież i zaczerpnęła powietrza. Za chwilę miały razem z Emily jechać do sklepu muzycznego. Praca tam całkowicie pochłaniała ich czas, jednak w obecnej sytuacji, kiedy chłopaki codziennie przesiadywali w garażu Maksa, nie przeszkadzało im to. W stercie różnych notatek, nut i koszulek walających się po podłodze znalazła telefon.
-Cześć, przeszkadzam? – zapytała zalotnie.
-Ty ? Nigdy.
-Pytałam rodziców i oczywiście się zgodzili.
-To świetnie. Dzisiaj poszukam jakiegoś fajnego domku w Malibu. Jenn, przepraszam, ale mamy tu straszny rumot.
-Nie szkodzi. Ja muszę iść do pracy – westchnęła i ciężko opadła na łóżko.
-Moje kochanie znów przemęczone? Na szczęście w weekend rządzić będzie błogie lenistwo. Do zobaczenia Jenn.
-Pa.

     Drugi kwietniowy weekend był ozdobiony złotymi promieniami słońca. Kolorowe kwiaty w domowych ogródkach odchylały swoje płatki do słońca, a miejskie parki zazieleniły się od traw aż po korony wysokich drzew.
Jenny pakowała jeszcze ostatnie ubrania i kosmetyki, a Emily siedziała na jej łóżku i dokładnie przeszukiwała swoją torbę sprawdzając, czy wszystko wzięła.
-Cholera ! Jenn, zapomniałam swoich okularów przeciwsłonecznych! – warknęła.
-Zadzwoń do Briana, może jeszcze nie wyjechał.
-Mieli podjechać jeszcze z Maksem do sklepu, więc na pewno nie ma go w domu.
W tym momencie usłyszały samochód parkujący pod bramą. Zbiegły na dół, Brian wziął od nich torby, a Jenn pożegnała się z rodzicami.
-Pamiętaj kocie, masz być grzeczna.  - John rzucił jej ostrzegawcze spojrzenie, uśmiechając się jednocześnie.
-Daj jej już spokój, niech się dobrze bawią. – Sarah przytuliła ją mocno.
-Mamo, nie poznaję cię. A ty Johnny nic się nie martw, przecież będę z Brianem.
-I właśnie o to się boję. – Uścisnął mu rękę – Pilnujcie się i do zobaczenia.
Zapakowali torby do bagażnika samochodu Briana. Był tam jeszcze jego granatowy „szatan” i dwie kraty piwa. W podróży towarzyszyła im muzyka Avengedów, Bulletów, Slipknota i Systemu, a w między czasie dźwięki piosenek In The Darkness. Dwa razy zatrzymali się na papierosa, a dziewczyny w tym czasie kupowały rzeczy, które będą im niezbędne.  Emily udawała, że śpi na kolanach Maksa, a on głaskał ją po włosach. Brian podśpiewywał „ Save me”,  a Jenny patrzyła na niego i uśmiechała się delikatnie.
-Co tam duży metalu? – zapytał ją i obdarzył swoim cudnym uśmiechem numer pięć.
-Nic. Cieszę się, że jedziemy razem – powiedziała, a promienie wpadające przez szybę oświetliły jej twarz. Popatrzył na nią w ogromnym skupieniu.
-Jesteś taka piękna.
-Przestań kłamać i prowadź- zaśmiała się.
-Jenn, jakbyś nie wiedziała, że ja nie potrafię kłamać.
-Wiem, kiedy próbujesz masz taką śmieszną minę i oczy ci łzawią, jakbyś za chwilę miał dostać ataku śmiechu. Mówił ci ktoś kiedyś, że komicznie wtedy wyglądasz? – Pogładziła go po policzku.
-Tak, ty. Jakieś tysiąc razy.

     Na miejsce dojechali po południu. Domek, w którym mieli zamieszkać był drewniany, a dookoła niego piętrzyła się zieleń. W małym ogródku za domem rosły czerwone róże i malutkie, błękitne niezapominajki. Kilka metrów dalej rozciągała się szeroka, piaszczysta plaża. Morze spokojnie rozbijało swoje fale o brzeg.
-Jak tu pięknie – zachwyciła się Emily i mocno objęła Maksa.
-W końcu to ty wpadłaś na ten pomysł Emi. – Brian pogłaskał ją po głowie.
-Proponuję się rozpakować, przebrać i ruszyć na plażę! – Maks wyjął pakunki z bagażnika.
     Weszli do domku, który okazał się niesamowicie przytulny. Mała, jasna kuchnia urządzona w błękitnym kolorze, korytarzyk, z boku wspólna łazienka i dwie sypialnie naprzeciwko siebie.
Brian głośno się zaśmiał widząc minę Maksa.
-No to... jak śpimy? – Chłopak zaczerwienił się po same uszy.
-Jak to „ jak” ? To chyba jasne Maksiu. – Brian poklepał go po plecach – Jenn i ja bierzemy tą od strony plaży.
-Niech będzie. – Emily otworzyła drzwi do pokoju, w którym miała spędzić najbliższą noc z Maksem.
Sypialnia była duża, a całą ścianę naprzeciwko drzwi zajmowało ogromne okno z drzwiami balkonowymi. Zasłonki i pościel miały kolor miętowy. W rogu stała biała toaletka z lustrem i kilkoma szufladkami. Ściany były koloru śliwki węgierki, a jedną z nich zajmowało ogromne łóżko z niezliczoną ilością fikuśnych poduszek.
-Całkiem nieźle – rzucił Maks – Szczerze mówiąc, spodziewałem się czegoś gorszego.
-Ja też, dlatego jestem mile zaskoczona.
     Sypialnia Jenny i Briana wyglądała dokładnie tak samo, z tym, że ich widok z gigantycznego okna był powalający na kolana. Rozpościerała się za nim piaszczysta, złota plaża, a piętrzące się fale zdawały się być na wyciągnięcie ręki.
-No to co, bierzemy ręczniki, prowiant i idziemy na plażę? – Brian rzucił pod łóżko swoją torbę.
Dziewczyny wciągnęły na siebie stroje kąpielowe, a na nie luźne t-shirty . Usiedli na dwóch kocach, śmiali się i popijali zimne piwo. Chłopaki rzucali się piaskiem, w końcu po zaciekłej walce obaj wylądowali w wodzie, gdzie zaczęła się „wojna morska”.
-Jak dzieci – westchnęła Emily.
-Nieco bardziej wyrośnięte pięciolatki z tatuażami – zaśmiała się Jenn.
Podbiegli do dziewczyn i chcieli wrzucić je do wody, jednak ubłagały ich, żeby tego nie robili. Brian jednak nie potrafił odmówić sobie uściskania obydwu, Maks mu zawtórował, więc i tak wyszły z tego całe mokre.
Kiedy wracali do domu Maksowi wpadł do głowy pomysł, żeby odświeżyć się trochę i pójść do jakiegoś klubu.
-Świetnie! – Jenny i Emily powiedziały jednocześnie.
-Czytałem, że jakieś pięćset metrów stąd jest jakiś klub. Podobno bardzo znany i lubiany. – Brian poprawił kapelusz.
-Grzechem byłoby być w Malibu i nie iść na imprezę – dodała Jenny.
    
     Po półgodzinnym sporze o to, kto pierwszy zajmie łazienkę, reszta poszła już z górki. Dziewczyny lekko pofalowały włosy i zrobiły makijaż. Założyły nawet szpilki – Jenn czerwone, a Em czarne. Emily ubrała granatową, krótką spódniczkę i opiętą koszulkę, za to Jenny sukienkę w ciemnej, niezidentyfikowanej barwie. Chłopaki już czekali na nie na tarasie przed domkiem.
-No no - powiedziała Emily – wyglądacie niesamowicie.
Byli ubrani w czarne, wąskie spodnie, ciemne t-shirty i kontrastujące z nimi koszule – Brian w czerwoną, a Maks w niebieską kratę.
-Musimy przy was jakoś wyglądać. – Brian poprawił kosmyk włosów, opadający jak zawsze na jego oczy.
-Już się tak nie poprawiaj braciszku – zaśmiała się Emily.
-Em ma rację, z tym kosmykiem wyglądasz jeszcze seksowniej – dodała Jenny.
-Wystarczy, że ty tak uważasz Jenn. Dobrze, idziemy?
Przemierzali ruchliwą ulicę Malibu, oświetloną blaskiem lamp oraz gwiazd. Lekki wiatr rozwiewał ich włosy, wtedy wreszcie poczuli, że to dobra forma wypoczynku. Dziewczyny zapomniały o ciężkich egzaminach i męczącej pracy w muzycznym, za to chłopaki  o dręczącym ich dylemacie. Byli razem w boskim Malibu i niczym nie musieli się przejmować.
Klub, o którym wcześniej mówił Brian, oświetlały czerwone reflektory, a nad wielkimi drzwiami zbudowanymi na wzór bram piekielnych widniał napis „Devil Hause”.
-Całkiem nieźle to wygląda! – Maks uśmiechnął się do reszty.
-No to wchodzimy! – Emily pociągnęła go za rękę do środka.
Na całej długości klubu rozciągał się ogromny  bar, oświetlony czerwonymi, neonowymi lampkami. Parkiet także lśnił od blasku reflektorów w tym kolorze. Muzyka była głośna i ostra, a w całym klubie unosił się zapach dymu papierosowego. Fotele i kanapy wykonane były z czarnej skóry, za to stoliki z ciemnoszarego drewna. Dziewczyny usiadły przy jednym z nich, a chłopaki składali zamówienie przy barze.
-Dwa razy drink „Sex on The Beach” i dwa razy czysta.
Zabawa była świetna. Odprężyli się na tyle, że zupełnie zapomnieli, że jutro muszą wrócić do życia pełnego obowiązków. Dzisiejsza noc miała być szalona, nie trapiona żadnymi wątpliwościami. Wszyscy chcieli zapomnieć o jakichkolwiek konsekwencjach, zasadach i spędzić ją tak, jak przystało na czwórkę bardzo niegrzecznych ludzi w Malibu.
Maks przesunął dłonią począwszy od kolana, skończywszy wysoko na udzie Emily. Jenny szturchnęła przyjaciółkę w bok i szepnęła:
-Może już idźcie Em, póki Maks jest jeszcze gorący.
Emily pociągnęła chłopaka za rękę na parkiet i szalała, emanując swoim wdziękiem. Jego ręce błądziły po jej włosach, ramionach, aż w końcu zaproponował :
-Może wrócimy już do domu? – Przyciągnął ją do siebie, a ona skinęła głową.
Gdy wychodzili, Em pomachała Jenny, a Brian zwrócił się do niej:
-Jenn, co ty jej powiedziałaś?
-Żeby nie przepuściła okazji – zaśmiała się, ale widząc skwaszoną minę chłopaka, dodała – Brian, nie staraj się być dla niej ojcem. Pozwól jej się bawić.
-Po prostu to dla mnie nowa sytuacja. Zawsze byłem jedynym facetem w życiu mojej małej Emi. Jestem może trochę zazdrosny.
-Przesadzasz z nadopiekuńczością. Chyba nie chcesz, żeby Em miała ci za złe, że trzymasz ją pod kloszem? Musi popełniać swoje błędy, nie ochronisz jej przed wszystkim. – Pogłaskała go po plecach.
-Tak szybko dorosła. Dopiero co ganialiśmy się po plaży w krótkich szortach od rana do wieczora.
-Jeżeli boisz się, że twoja Emi nie jest już „twoją siostrzyczką” to się mylisz. Ona kocha cię najbardziej na świecie głuptasie.
-Może masz rację. Napijemy się jeszcze i wracamy?
-Dobrze, tylko dajmy im trochę czasu.
     Tymczasem Emily i Maks byli już pod domkiem. Szarpnął za klamkę. Tuż za drzwiami chwycił Em i przycisnął ją mocno do ściany. Ściągnęła z niego koszule i równie szybko poradziła siebie z t-shirtem. Nie odrywając od niej ust, podniósł ją kilka centymetrów nad podłogą i już chwilę później znaleźli się w swoim pokoju. Maks całując namiętnie, oparł ja o toaletkę. Przejechał ustami po jej szyi. Zdążył już zdjąć z niej koszulkę. Stojąc na środku pokoju, przejechał rękami po jej plecach, a widząc dopingujący uśmiech, zsunął dłonie jeszcze trochę niżej i chwycił jej pośladki. Zadrżał nerwowo.
-Emi…- zaczął.
- Nic nie mów. Teraz już za późno, żeby się wycofać.
Popatrzyli na siebie. Maks uśmiechnął się prowokująco i zgasił światło. Emily zamknęła drzwi na kluczyk. Chwilę później była już w objęciach Maksa, który szybko poradził sobie z suwakiem jej spódnicy. Przytrzymała jego dłonie na swoich policzkach, a on zbliżył do niej twarz i ucałował ją w nosek, później usta. Delikatnie, zmysłowo. Zabrakło jej tchu w piersiach. Już na łóżku przejechał dłonią po jej tatuażu.
-Chyba czas uzupełnić go o pozostałe trzy literki... – Odetchnął głęboko i chwycił ją za biodra.
-Jeżeli tylko chcesz. – Przejechała dłońmi po jego silnych ramionach.
Nie dość, że było intrygująco, do tego zmysłowo i czule, to jeszcze perfekcyjnie. Maks szybko przełamał wstyd i nieśmiałość, i pewnie przeprowadził przez to Emily. Mogła całkowicie mu się oddać i nie martwić o żadne konsekwencję. Właśnie tak wyobrażała sobie ten pierwszy raz.
     Tymczasem Jenny i Brian wracali do domu brzegiem morza, trzymając się za ręce. Wyglądali jak para dorosłych już, bardzo kochających się ludzi. Jenny niosła w rękach swoje czerwone szpilki, a na ramiona zarzuciła koszulę Briana.
-Ciekawe jak im idzie – zaśmiała się.
-Chyba nie chcę wiedzieć. Nam już chyba nie w głowie takie rzeczy, prawda Jenn?
-Po prostu nie jest to dla nas nowa sprawa i nie fascynujemy się tym już tak bardzo. Ale wiesz przecież, że dla mnie jesteś najseksowniejszym facetem na świecie. – Położyła mu dłoń na policzku, a on podniósł ją lekko i przytrzymał jej głowę.
-A ty najcudowniejszą i najpiękniejszą dziewczyną pod słońcem. – Uśmiechnął się delikatnie.
-Sama słodycz. Idziemy im przeszkodzić?
-Pewnie.

6 komentarzy:

  1. Hahahah, tak się Emily wystroiła, a później i tak wszystko wylądowało na podłodze :D Chociaż można się było tego spodziewać, w końcu na takich wyjazdach duużo się dzieje ^^' Za to Jenny i Brian tacy już jakby dojrzalsi, sobie spokojnie i romantycznie wracali brzegiem morza :D Mmm, bajka. Teraz jest tak kolorowo, ale mam złe przeczucia że niedługo idylla się skończy :] No nic, zobaczymy czy moje przeczucia się sprawdzą [oby nie :D]. Czekam na ciąg dalszy. :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Ja im dam przeszkadzać!!! Nie wolno! Nie i koniec!!Bo naślę mafię limonkową!!! Bawią się w dziadka Paula? O o o o niedobrzy!!!
    Najlepsza mina Maksia i jego tekst "jak śpimy", biedny chłopak :D No jasne,że śpisz z Em Maksiu, a ty co myślałeś???? Przecież nie z Brianem. Fajny dzionek plaża, później impreza. Dziewczyny się wystroiły, faceci też. Luksus :D Cholera muszę sobie kiedyś zamówić "Sex on the beach" a co!! Ale co ja widzę Maksio się rozkręca :D No chłopie.... I Jenn demoralizująca Em hahah :D A późniejsza akcja to już temperatura wrzenia 7800 stopni Fahrenheit'a. Mistrzostwo!Ja tu widzę, że na około sami erotomani :D Nie tylko u mnie :D
    A Brian taki dobry, opiekuńczy brat ale niech trochę wyluzuje. On też święty nie jest bo demoralizuje Jenny. Dobrze mu powiedziała.
    Cudowny ten odcinek. Kocham z każdym coraz mocniej<3
    Twój Czasoumilacz i Nabijacz Licznika foREVer !

    OdpowiedzUsuń
  3. HOOOOOOOOT xD i sex on the beach, mniam, dobry :) teeż tak chce, nooo, spacer po plaży, w nocy i z kochanym facetem.. no, JG ma rację, Maks się rozkręca, kocham go jeszcze bardziej. ej, weź, myślałam, że tą akcję z Em i Maksem to już do końca opiszesz ze szczegółami :P nie, niee, ja wcale nie jestem erotomanką :D
    super post, spacer na plaży.. kocham :)

    OdpowiedzUsuń
  4. No w końcu Maks wziął się za to co trzeba ;) I niech im nie przeszkadzają. Ech, też by mi się przydał taki urlop

    OdpowiedzUsuń
  5. No, no, Maxiu brawo : ) Jay, jacy oni zakochani wszyscy i wgl ahsjdfhdjkhfdjfjfh <3 Taki weekend w Malibu - marzenie.
    Mam przeczucie że coś na koncercie się wydarzy *pacza*. Oby się nic nie rozpieprzyło. I owacje za ostatnie odcinki xD
    Ps : Sorry za ostatni brak komentarzy z mej strony ale za bardzo się zakręciłam w ostatnim tygodniem : )

    OdpowiedzUsuń
  6. d razu mówię, że ostatnio moja wena do komentów pojechała na L4 i mam żarty na poziomie półdebiliusza więc uwagaa!!!
    Oh jaa..piękna pogoda w Kalifornii ^^ Kocham iść do szkoły gdy grzeje na mnie słoneczko, aż mi jest od razu milej i tak samowolnie sobie puszczam Paradise City...Haha, które przekształca się w zimie w smutne In This River BLS :D No ale do tego taki kubeczek koffci, pycha! xD A tak apropos to ja nie wiedziałam, że jak się ubiera długą spódnicę to się podkreśla wzrost?! o.O No nic, i tak bym w kiecce nie chodziła :D Biedna Luise, zabiegana laska. Dobrze przynajmniej że ją wybrali na organizatorkę balu bo to będzie jako tako wylądać a nie jakieś baloniki, wstążeczki, róż i jednorożce wszędzie :D Hah, i to mi się bardzo podoba: czerń, czerwień i czachy. Plastikom pięknie miny zrzedną jak się o tym dowiedzą, chcę to zobaczyć :D Ale fajnie, ITD zagrają megaa ^^ A tak apropos, to naprawdę nieźle że dyrcia ma taki gust! Nasza to pewnie tylko Hymn Polski zna, ewentualnie jakieś Majteczki w Kropeczki! xD Wyjazd do Malibu to naprawdę zajebista sprawa, już to lubię. Floryda i te rzeczy nono ^^ Ja cie, rodzice się zgodzili o.O Nie no, podziwiam ich!! Tak po prostu, muszą mieć do Jenn naprawdę duże zaufaniee... I to jeszcze z chłopakami.. Zadziwiają mnie! Też takich chcę, kupi mi ktoś? :D I że Jenn z mamą tak gadają?! Ej, wow, ja dawno z matką o takich rzeczach po prostu nie gadałam..Ogólnie że jej powiedziała o balu, ej niee, ja jestem pod wrażeniem! Haha, ale oczywiście zaraz wiedziała z kim Jenny pójdzie ^^ A tam, facet w garniaku jest jeszcze przystojniejszy. Mmm..a do tego trzydniowy zarost ;p Sarah, co tak słabo?! Moja matka wraca po szkole do domu i ma czas jeszcze sprzątać, gadać, robić obiad i mnie opierdalać ciągle xD Ooo, fajno że im się ta pogoda udała! Emily, to ty w okularach słonecznych chodzisz?! No nie mogę hahaha xD Kuźwa, nooo, też chcę takich wyluzowanych rodziców co ci powiedzą Baw się dobrze a nie Uważaj żeby cię nikt nie porwał, nie zgwałcił i nie wyciął narządów a jak nie wrócisz o 20 to wpierdul!!! EJ! :D Przy świetnej muzyce sobie podróżowali, mega fajnie.. Haha, a Brian tak ni w gruchę ni w pietruchę Save Me śpiewa?!? xD Emi, ale przylepa jedna i jaki udawacz :D Jenn jak Briego zgasiła z tym Jesteś piękna, Nie kłam xD Hahaha, on ją tu próbuję skomplementować a ona go jeb dup, nie ma lizustwa hehe. Boże, ale cudowna okolica i jaki cudny domek!!! ^^ Już sobie wyobrażam taką złotą plażę, błękitny ołszyn i taki little domek awww xD Pięknie urządzony, zazdroszczę naprawdę... Haha, biedny Max, jaki skrępowany! Trza chłopinę wyluzować. W sumie to biedna Em, bo to na nią spada rola Luzatora, nie? ;p Haha, ale z nich dzieciaki, tak na plaży szaleć noo! Kurcze, to musi być super świetny odpoczynek taki pobyt na plaży, popijanie piwa a dookoła tak pięknie. Megaa *.* Dobrze przynajmniej że dziewczyny w wodzie nie wylądowały chociaż ołszyn tam pewnie bardzo cieplutki :D Ohoho, ale się dziewczyny odpicowały na tą imprezę! A chłopcy wcale nie lepiej, kocham koszulę w kratę!!! Awwww!! Mam teraz fazę na koszulę bo mi się na nowo faza na Eddiego Veddera i Pearl Jam zaczyna *.* Kochaaam <333 Szatanie, jaki zarąbisty klub!! Tam musi być dopiero jazda! Wszystko na czarno czerwono...szaał! I Sex On The Beach ^^ Ale ten Max zbereźnik jeden! Po nodze smyrać nieładniee!! :D Bardzo dobrze że do domciu poszli!! Hah, no i dobrze że Jenn taka wyrozumiała jest i naszemu opiekuńczemu Brianowi wszystko wyjaśniła..Wiadomo, słodko i kochanie że tak się opiekuje no ale wiecie, my chcemy hoot sceny, nie? xD No właśnie, o hoot scenach mowaa ^^ Zarąbiście, Lubię To!!! Haha, Erotomanka jestem ale walić to, jak mają być takie sceny to ja chcę więceeej! Max najpierw taki niepewny a potem jaki napalony zwierzak nonono...Mraau xD I ja tam dam Jenn i Briemu przeszkadzać!!! Nie wolnooo! Nie w takim momencie, NEIN! Hohoho, nie dla nas takie rzeczy, dobra dobraa!!! A parę odcinków wcześniej to tacy napaleni a teraz niee, wykazują dorosłość xD
    Zarąbisty odcinek, kocham to Malibu noo ^^

    OdpowiedzUsuń