No hej :D Piątek oznacza - dodajemy odcinek. Dziś trochę inaczej niż zazwyczaj, dziewczyny błagam - nie zabijajcie :) Joanno, wklejam dużo na raz, Ty wiesz dlaczego. Dobra, dostałam natchnienia, więc wstawiam i dalej biorę się za pisanie.
Tak jak ustalili wcześniej, chłopaki z In The Darkness
pojechali do studia Avenged Sevenfold. Dominowały w nim ciepłe kolory, a w jego
wnętrzu znajdowało się mnóstwo sprzętu. Przywitał ich Zacky, bo Shadows akurat
nagrywał z Gatesem solową partię i chórki w zupełnie nieznanych, nowych
piosenkach.
-Mieliście do nas jakąś sprawę? – zapytał Brian.
-Tak, siadajcie. Chłopaki chodźcie tu ! Johnny , chociaż przez chwilę przestań jeść! – zwrócił się do pochłaniającego ogromną kanapkę Christa – Shadows, wytłumacz chłopakom o co chodzi.
-Więc jak pewnie nie zauważyliście, to studio nazywa się „Soundtrack Recording”. Jeżeli wasz menager już się z wami skontaktował, to wiecie, że od tego tygodnia będzie tutaj nagrywać swoją płytę.
-Ale jak to? To jest właśnie to studio?
-Napomnieliśmy swojemu wydawcy słowo... – odpowiedział Gates.
-Albo dwa – wtrącił Arin.
-Pokazaliśmy mu wasze demo i zgodził się wziąć was pod skrzydła swojej wytwórni. Będziecie dzielić z nami studio, więc możecie czuć się jak u siebie.
-Tylko proszę, nie zawiedźcie nas – dodał Zacky.
-Dzięki chłopaki, można na was liczyć! – Patrick uścisnął ich wszystkich przyjacielsko.
-Nawet nie podejrzewaliśmy, że to wasza sprawka.
-Macie kogoś od sprzętu, czy pomóc wam załatwić? – spytał Shadows.
-Garry „wyposażył” nas w Michelle, ale nie wiemy jeszcze, czy dziewczyna zna się na rzeczy – odpowiedział Maks.
-Michelle? Jego złośliwa córcia? Lepiej na nią uważajcie – powiedział Johnny.
-Co masz na myśli? – zapytał Simon.
-Sami się przekonanie do czego jest zdolna. Pod tą śliczną buźką kryje się niemała wredota.
-Nasz Christ miał z nią już do czynienia. Opowiedz im Johnny! – Gates poklepał go po ramieniu.
-Nie chcę do tego wracać, to traumatyczna historia. Po prostu uważajcie na jej zagrywki.
Tymczasem Jenny i Luise zawieszały zasłony na sali, gdzie miał odbyć się bal. Chwilę później przyjechali pracownicy firmy wynajmującej sceny. Konstrukcja stanęła w mig. Przybiegła Lilly razem z Courtney i Emily.
-Przyprowadziłyśmy ze sobą grupę ludzi.
-A dokładniej osoby z koła plastycznego. Pomogą nam dekorować salę – powiedziała Lilly.
-Świetnie. W takim razie cała scena ma być obita czarnymi ćwiekami. Z góry zwisać mają zasłony i czerwony tiul, tak samo jak na ścianach – powiedziała Luise, a cała ekipa zabrała się do pracy.
-Technicy ze szkolnego kółka mają być tutaj za godzinę.
-A ekipa od oświetlenia? – spytała Luise.
-Za jakieś dziesięć minut – poinformowała Lilly, skrupulatnie notująca wszystko w małym zeszyciku.
-Zabieramy się do pracy !
Dziewczyny nastawiły muzykę dosyć głośno. Ze wzmacniaczy, które już rozstawiono na sali, popłynęło mocne „Bat Country”. Plastycy z ogromną inwencją twórczą wykonali oprawę sceny, a dziewczyny kończyły rozwieszać zasłony. Ekipa oświetleniowa przywiozła reflektory, technicy je sprawdzili, a potem cały sprzęt ustawiono w salce obok hali gimnastycznej, wcale nie takiej małej i zamykanej na kluczyk.
-Koniec na dzisiaj – ciężko odetchnęła Luise – W przyszłym tygodniu dokończymy pracę ze sceną i rozstawimy reflektory już na stałe.
-A za dwa tygodnie powiesimy balony i ustawimy stoły - dodała Courtney.
-Przed samym balem technicy zajmą się sprzętem, chłopaki zrobią sobie próbę, a potem pozostanie nam tylko dobrze się bawić. – Jenny wzięła Emily do prowizorycznego tańca.
-A jak będzie z tobą Courtney? – Lilly pogłaskała ją po plecach.
-Nie mam pojęcia. Mam swoje własne zaproszenie, więc chyba nie będzie większego problemu.
-Do rozstrzygnięcia tej sprawy został jeszcze miesiąc. Wszystko może się zmienić – starała się pocieszyć ją Jenn.
-Wątpię. Zabierzmy się lepiej do ustalania listy z przekąskami.
-Już dzwoniłam do firmy cateringowej. Wszystko będzie czekać na gości. Obiecali, że wszystkim się zajmą, więc nie musimy się martwić. – Luise wyciągnęła mały notesik – Prawdopodobnie zostanie nam jeszcze trochę pieniędzy.
-W co je zainwestujemy? – spytała Jenny.
-Myślałam o paru klimatycznych świecach przy wejściu do sali. – Dziewczyna wskazała im miejsce.
-Będą wyglądać nieziemsko.
W drodze do domu Jenny znów wyobrażała sobie bal. „Na pewno będzie cudownie „ – pomyślała. Miała dziś dzień wolny, więc zabarykadowała się w swoim pokoju z butelką zmrożonego soku. Szeroko otworzyła okno, aby wpuścić do pomieszczenia trochę powietrza i chwyciła gitarę. Bardzo lubiła tę formę odpoczynku. Mogła zająć się sobą i nie myśleć o tych koszmarnych problemach zewnętrznego świata. Aby muzyka odzwierciedliła to, co akurat siedziało w jej myślach. Zagrała całe „Nightmare”. Przejmowała się problemami innych, być może bardziej niż swoimi. W końcu byli to jej pierwsi przyjaciele. Była pewna, że gdyby to ona miała jakieś komplikacje, zachowaliby się tak samo. Mocno uderzyła w strunę, a ta się zerwała.
-Cholera! – powiedziała sama do siebie.
W tym momencie ktoś zapukał do drzwi jej pokoju.
-Tato, mówiłam ci, żebyś nie przeszkadzał !
-To ja Jenn – usłyszała głos Briana.
-A co ty tu robisz ? – spytała otwierając mu drzwi – Nie powinieneś być na próbie?
-Ta Michelle tak podnosi mi ciśnienie, że postanowiłem wyjść wcześniej. – Przysiadł na łóżku i zerknął na gitarę – Co ty z nią robisz, że cały czas pękają struny? Wymienimy je jutro i zrobimy to porządnie.
-Co się stało Brian? – Pogłaskała go po dłoni widząc jego zdenerwowanie.
-Ta cała córcia Garrego bez mojej wiedzy wymieniła mi struny w gitarze na jakieś ekstremalnie grube i kłóciła się jeszcze, że wie co jest dla mnie najlepsze. Dobrze, że miałem w zapasie swoje własne. Jenn, ona mi tak uprzykrza życie, że niedługo zwariuję!
-Nie denerwuj się tak, pewnie chciała dobrze.
-To nie zmienia faktu, że nikt nie może dotykać mojej gitary bez mojej wiedzy! W dodatku Garry zaprosił nas wszystkich na kolację do swojego domu.
-Dlaczego tak reagujesz? Przecież to świetny pomysł. My będziemy miały okazję poznać te całą Michelle i ocenić, czy aby na pewno nie przesadzasz. Z tego co wiem, tylko ty jesteś do niej taki uprzedzony.
-Kto ci tak powiedział? Emily? Prawda jest taka, że chłopaki ślinią się na sam jej widok, a mnie to irytuje. – Podszedł do okna i odwrócił się do niej plecami.
-No już Brian, przepraszam. – Objęła go z tyłu i przytuliła się do jego pleców – Pojedziemy tam i przekonamy się o co w tym wszystkim chodzi.
-To nie jest dobry pomysł Jenn, ale jeżeli chcesz, to pojedziemy. – Objął ją i ujął twarz rękoma – Obiecaj mi tylko, że nie będziesz przejmować się jej głupimi zagrywkami.
-Przecież wiesz, że silna ze mnie dziewczyna.
-Wiem. Mój „mały metal”. – Ucałował ją lekko – Nie będę ci przeszkadzał w wolny dzień?
-Pewnie, że nie. Siadaj. W co ubierzesz się na bal? – zapytała.
-Jeszcze nie wiem, nie przyrównuję do tego większej uwagi. Dziewczyny podchodzą do tego inaczej. Sukienki, dodatki... – Objął ją w pół i zaczął całować po szyi.
-Bo to ważne. – Przyjechała ręką po jego włosach.
-Najpiękniejsza dla mnie i tak jesteś bez niczego na sobie – zaśmiał się flirciarsko.
-Chyba nie chciałbyś, żebym na bal przyszła bez ubrania?
-O nie, to jest zarezerwowane tylko dla mnie. – Ściągnął jej koszulkę i rozpiął guziki spodni.
-Odpowiada mi taka forma odpoczynku. – Przymknęła okno i wróciła do Briana.
-Mieliście do nas jakąś sprawę? – zapytał Brian.
-Tak, siadajcie. Chłopaki chodźcie tu ! Johnny , chociaż przez chwilę przestań jeść! – zwrócił się do pochłaniającego ogromną kanapkę Christa – Shadows, wytłumacz chłopakom o co chodzi.
-Więc jak pewnie nie zauważyliście, to studio nazywa się „Soundtrack Recording”. Jeżeli wasz menager już się z wami skontaktował, to wiecie, że od tego tygodnia będzie tutaj nagrywać swoją płytę.
-Ale jak to? To jest właśnie to studio?
-Napomnieliśmy swojemu wydawcy słowo... – odpowiedział Gates.
-Albo dwa – wtrącił Arin.
-Pokazaliśmy mu wasze demo i zgodził się wziąć was pod skrzydła swojej wytwórni. Będziecie dzielić z nami studio, więc możecie czuć się jak u siebie.
-Tylko proszę, nie zawiedźcie nas – dodał Zacky.
-Dzięki chłopaki, można na was liczyć! – Patrick uścisnął ich wszystkich przyjacielsko.
-Nawet nie podejrzewaliśmy, że to wasza sprawka.
-Macie kogoś od sprzętu, czy pomóc wam załatwić? – spytał Shadows.
-Garry „wyposażył” nas w Michelle, ale nie wiemy jeszcze, czy dziewczyna zna się na rzeczy – odpowiedział Maks.
-Michelle? Jego złośliwa córcia? Lepiej na nią uważajcie – powiedział Johnny.
-Co masz na myśli? – zapytał Simon.
-Sami się przekonanie do czego jest zdolna. Pod tą śliczną buźką kryje się niemała wredota.
-Nasz Christ miał z nią już do czynienia. Opowiedz im Johnny! – Gates poklepał go po ramieniu.
-Nie chcę do tego wracać, to traumatyczna historia. Po prostu uważajcie na jej zagrywki.
Tymczasem Jenny i Luise zawieszały zasłony na sali, gdzie miał odbyć się bal. Chwilę później przyjechali pracownicy firmy wynajmującej sceny. Konstrukcja stanęła w mig. Przybiegła Lilly razem z Courtney i Emily.
-Przyprowadziłyśmy ze sobą grupę ludzi.
-A dokładniej osoby z koła plastycznego. Pomogą nam dekorować salę – powiedziała Lilly.
-Świetnie. W takim razie cała scena ma być obita czarnymi ćwiekami. Z góry zwisać mają zasłony i czerwony tiul, tak samo jak na ścianach – powiedziała Luise, a cała ekipa zabrała się do pracy.
-Technicy ze szkolnego kółka mają być tutaj za godzinę.
-A ekipa od oświetlenia? – spytała Luise.
-Za jakieś dziesięć minut – poinformowała Lilly, skrupulatnie notująca wszystko w małym zeszyciku.
-Zabieramy się do pracy !
Dziewczyny nastawiły muzykę dosyć głośno. Ze wzmacniaczy, które już rozstawiono na sali, popłynęło mocne „Bat Country”. Plastycy z ogromną inwencją twórczą wykonali oprawę sceny, a dziewczyny kończyły rozwieszać zasłony. Ekipa oświetleniowa przywiozła reflektory, technicy je sprawdzili, a potem cały sprzęt ustawiono w salce obok hali gimnastycznej, wcale nie takiej małej i zamykanej na kluczyk.
-Koniec na dzisiaj – ciężko odetchnęła Luise – W przyszłym tygodniu dokończymy pracę ze sceną i rozstawimy reflektory już na stałe.
-A za dwa tygodnie powiesimy balony i ustawimy stoły - dodała Courtney.
-Przed samym balem technicy zajmą się sprzętem, chłopaki zrobią sobie próbę, a potem pozostanie nam tylko dobrze się bawić. – Jenny wzięła Emily do prowizorycznego tańca.
-A jak będzie z tobą Courtney? – Lilly pogłaskała ją po plecach.
-Nie mam pojęcia. Mam swoje własne zaproszenie, więc chyba nie będzie większego problemu.
-Do rozstrzygnięcia tej sprawy został jeszcze miesiąc. Wszystko może się zmienić – starała się pocieszyć ją Jenn.
-Wątpię. Zabierzmy się lepiej do ustalania listy z przekąskami.
-Już dzwoniłam do firmy cateringowej. Wszystko będzie czekać na gości. Obiecali, że wszystkim się zajmą, więc nie musimy się martwić. – Luise wyciągnęła mały notesik – Prawdopodobnie zostanie nam jeszcze trochę pieniędzy.
-W co je zainwestujemy? – spytała Jenny.
-Myślałam o paru klimatycznych świecach przy wejściu do sali. – Dziewczyna wskazała im miejsce.
-Będą wyglądać nieziemsko.
W drodze do domu Jenny znów wyobrażała sobie bal. „Na pewno będzie cudownie „ – pomyślała. Miała dziś dzień wolny, więc zabarykadowała się w swoim pokoju z butelką zmrożonego soku. Szeroko otworzyła okno, aby wpuścić do pomieszczenia trochę powietrza i chwyciła gitarę. Bardzo lubiła tę formę odpoczynku. Mogła zająć się sobą i nie myśleć o tych koszmarnych problemach zewnętrznego świata. Aby muzyka odzwierciedliła to, co akurat siedziało w jej myślach. Zagrała całe „Nightmare”. Przejmowała się problemami innych, być może bardziej niż swoimi. W końcu byli to jej pierwsi przyjaciele. Była pewna, że gdyby to ona miała jakieś komplikacje, zachowaliby się tak samo. Mocno uderzyła w strunę, a ta się zerwała.
-Cholera! – powiedziała sama do siebie.
W tym momencie ktoś zapukał do drzwi jej pokoju.
-Tato, mówiłam ci, żebyś nie przeszkadzał !
-To ja Jenn – usłyszała głos Briana.
-A co ty tu robisz ? – spytała otwierając mu drzwi – Nie powinieneś być na próbie?
-Ta Michelle tak podnosi mi ciśnienie, że postanowiłem wyjść wcześniej. – Przysiadł na łóżku i zerknął na gitarę – Co ty z nią robisz, że cały czas pękają struny? Wymienimy je jutro i zrobimy to porządnie.
-Co się stało Brian? – Pogłaskała go po dłoni widząc jego zdenerwowanie.
-Ta cała córcia Garrego bez mojej wiedzy wymieniła mi struny w gitarze na jakieś ekstremalnie grube i kłóciła się jeszcze, że wie co jest dla mnie najlepsze. Dobrze, że miałem w zapasie swoje własne. Jenn, ona mi tak uprzykrza życie, że niedługo zwariuję!
-Nie denerwuj się tak, pewnie chciała dobrze.
-To nie zmienia faktu, że nikt nie może dotykać mojej gitary bez mojej wiedzy! W dodatku Garry zaprosił nas wszystkich na kolację do swojego domu.
-Dlaczego tak reagujesz? Przecież to świetny pomysł. My będziemy miały okazję poznać te całą Michelle i ocenić, czy aby na pewno nie przesadzasz. Z tego co wiem, tylko ty jesteś do niej taki uprzedzony.
-Kto ci tak powiedział? Emily? Prawda jest taka, że chłopaki ślinią się na sam jej widok, a mnie to irytuje. – Podszedł do okna i odwrócił się do niej plecami.
-No już Brian, przepraszam. – Objęła go z tyłu i przytuliła się do jego pleców – Pojedziemy tam i przekonamy się o co w tym wszystkim chodzi.
-To nie jest dobry pomysł Jenn, ale jeżeli chcesz, to pojedziemy. – Objął ją i ujął twarz rękoma – Obiecaj mi tylko, że nie będziesz przejmować się jej głupimi zagrywkami.
-Przecież wiesz, że silna ze mnie dziewczyna.
-Wiem. Mój „mały metal”. – Ucałował ją lekko – Nie będę ci przeszkadzał w wolny dzień?
-Pewnie, że nie. Siadaj. W co ubierzesz się na bal? – zapytała.
-Jeszcze nie wiem, nie przyrównuję do tego większej uwagi. Dziewczyny podchodzą do tego inaczej. Sukienki, dodatki... – Objął ją w pół i zaczął całować po szyi.
-Bo to ważne. – Przyjechała ręką po jego włosach.
-Najpiękniejsza dla mnie i tak jesteś bez niczego na sobie – zaśmiał się flirciarsko.
-Chyba nie chciałbyś, żebym na bal przyszła bez ubrania?
-O nie, to jest zarezerwowane tylko dla mnie. – Ściągnął jej koszulkę i rozpiął guziki spodni.
-Odpowiada mi taka forma odpoczynku. – Przymknęła okno i wróciła do Briana.
Aż do soboty dziewczyny zajmowały się
tylko i wyłącznie sprawami związanymi z balem. Sala wyglądała pięknie, jednak
nic nie było dopięte na ostatni guzik. Za to chłopaki całe dnie spędzali w
studiu. Praca w takich warunkach bardzo im się spodobała. Było zupełnie
inaczej, niż w garażu. David cały czas powtarzał, że jest już przekonany co do
przyszłości, a reszta mu wtórowała. Nawet Michelle przestała im przeszkadzać, a
nawet jeśli, to nie reagowali, ponieważ Garry gościł na każdym nagraniu.
Okazało się, że to naprawdę nie zabawa, a bardzo ciężka praca. Kilka razy
minęli się w studiu z chłopakami z Avenged, jednak byli tak zmęczeni, że oprócz
przelotnego klepania się po plecach, nie mieli z nimi żadnego kontaktu.
-Mam nadzieję, że wytrzymacie presję – zwrócił się do nich Shadows.
-Jak wy to robicie, że wcale nie jesteście zmęczeni?
-Dowiecie się za jakieś dziesięć lat. – Syn uśmiechnął się wspominając dawne czasy – Wszystko będzie dobrze, tylko się nie poddawajcie!
Tymczasem Jenny i Emily szykowały się na wieczorną kolację. Obie założyły czarne sukienki, z tym, że Jenn wybrała odciętą i plisowaną, a Em dopasowaną, bez ramiączek. Jak zawsze zrobiły ciemny makijaż i użyły kontraktującej, czerwonej szminki. Od niedawna polubiły chodzenia na wysokich obcasach, więc cieszyły się z idealnej okazji do ich założenia. Zeszły na dół, a że została im chwila do przyjazdu chłopaków, zdążyły jeszcze wypić kawę z Megan.
-Wyglądacie cudownie – powiedziała – W dodatku jesteście do siebie takie podobne.
-Mamo, słyszymy to chyba każdego dnia. Opowiedz lepiej jak tam zespół?
-Napisaliśmy parę nowych piosenek i nie zamierzamy zwalniać tępa. Koncertujemy cały czas, a urlop będzie dopiero w wakacje. Prawdę mówiąc Jenn, twój tata ma najwięcej pary z nas wszystkich. Jak już sobie coś postanowi, to daje z siebie wszystko – uśmiechnęła się.
-Tak samo jak ty Jenn – dodała Emily – Chłopaki chyba podjechali. Pa mamo.
-Bawcie się dobrze.
W samochodzie Briana był jeszcze Maks i Courtney. Reszta miała dojechać z Patrickiem.
-Nie wiem czy to dobry pomysł, że tam jadę – odezwała się Courtney – Przecież nic nas już nie łączy.
-Co ty mówisz Court?! – zaprotestował Brian – Jesteś naszą przyjaciółką i częścią rodziny. To nasz wspólny sukces!
-Nie mogłoby cię tam zabraknąć – dodał Maks.
Domu Garrego strzegła ogromna brama z kamienia, która otworzyła swoje wrota, kiedy samochód podjechał wystarczająco blisko. Sam wjazd był tak długi, że mieli wrażenie, że ta droga nigdy się nie skończy. To dodatkowo potęgowało w nich stres i lekkie obawy przed dzisiejszym wieczorem. Po bokach alei, która prowadziła do domu, rosły wysokie drzewa, krzewy i różnokolorowe kwiaty. Przestrzeń wyglądała jak ogromny park. Minęli duże oczko wodne, z którego wyskakiwały barwne ryby, a na samym końcu ogromną fontannę, oświetloną halogenami. W końcu zajechali pod śnieżnobiałą willę. Miała po bokach cztery wysokie wieżyczki, co pozwalało kojarzyć ją z pałacem. W dodatku wielkie okna i spadzisty dach, a w nim witraże.
-To nasz Garry mieszka w takim miejscu? – Maks nie mógł uwierzyć własnym oczom.
-Na to wygląda.
Stanęli przed potężnymi drzwiami. Odnieśli wrażenie, że nie pasują do tego miejsca, co więcej – Garry do niego nie pasuje. Otworzył im mężczyzna ubrany w jedwabny garnitur. Przeprowadził ich przed marmurowy holl do wielkiej sali. Po środku stał obficie zastawiony stół, a na samym końcu kominek, który w bardzo niewielkim stopniu wprowadzał domową atmosferę.
-Witajcie! – Pojawił się sam pan domu – Cieszę się, że już jesteście.
-Mogę cię o coś zapytać? Jak to się stało, że taki facet jak ty, mieszka w takim miejscu? - spytała Emily.
-To dom po mojej żonie. Teraz mieszkam tu tylko z Michelle. O właśnie, zawołam ją.
W pokoju pojawili się Lilly z Patrickiem oraz Simon i David z Luise. Mieli identyczne miny jak ich poprzednicy, wchodzący do pałacu Garrego. Usiedli do stołu i zajęli się rozmową o domu, a potem nowych piosenkach In The Darkness. Wtedy na szczycie długich, krętych, drewnianych schodów stanęła Michelle. Miała na sobie czerwoną sukienkę do samych kostek, a lekko pofalowane włosy opadały na jej ramiona. Promiennie się uśmiechnęła, rozszerzając przy tym kości policzkowe. Trzepotała zalotnie ekstremalnie długimi rzęsami. Schodziła pewnie, emanując swoją egzotyczną urodą, nie rozglądając się na boki. Patrzyła prosto na Briana, czego starał się nie zauważać. Idealnie pasowała do tego miejsca. Była piękna i wiedziała o tym. W dodatku potrafiła to wykorzystać.
-To jest Michelle? – Jenny chwyciła Briana mocno za rękę, instynktownie zaznaczając swój teren.
Nie zdążył jej odpowiedzieć, ponieważ dziewczyna już stanęła na parterze i wyciągnęła rękę do każdego po kolei.
-Jestem Michelle – przedstawiła się dziewczyną – ale pewnie wasi chłopcy już wam o mnie mówili. - Mrugnęła do Jenny.
-Na chłopca od gitar to ty nie wyglądasz. – Courtney zmierzyła ją wzrokiem.
-A ktoś twierdził, że nim jestem ? – Spojrzała na nią z góry.
-Court, skończy już i usiądź obok mnie – odezwał się Simon.
-Wolę obok Briana – zlekceważyła propozycję byłego chłopaka.
-Ja usiądę obok ciebie. Wolne, prawda? – Michelle przejechała dłonią po jego ramieniu.
-Proszę.
Jenny i Emily posłały sobie porozumiewawcze spojrzenia. Czuły się źle w kreacji, którą przybrały. Nie mogły porównać się do Michelle, która świetnie odnajdowała się w całej tej sytuacji.
-Wiesz Garry, że to właśnie chłopaki z Avenged wspomnieli o nas w tym studiu? Oni też tam nagrywają – powiedział Patrick.
-Chłopcy zawsze są pomocni – wtrąciła się Michelle – Szczególnie mały Johnny – zaśmiała się, lecz jej słowa nie zostały skomentowane.
-A jak podobają ci się nowe piosenki Garry? – zapytał Brian.
-Są świetne, nawet lepsze niż te z poprzedniej płyty. Materiał jest udany. Bardzo dobre teksty, riffy, przejścia na bębnach, wspaniałe solówki i połączenia ostrych brzmień z harmonią fortepianu. Luise – to także twoja zasługa, jesteś świetnym muzykiem. Szczególnie kawałek „Dla Jenn” chwyta za serce.
-Mnie też się podoba. Pewnie sam ją napisałeś, prawda Brian? – spytała Michelle.
-Tak.
-Jest przepiękna. Ty to masz szczęście mała Jenny.
„Mała”. Jenn nerwowo poprawiła włosy. Próbowała chwycić widelec, ale ten wypadł jej z rąk. Brian od razu zauważył zezłoszczoną minę Jenny. Chciał jakoś załagodzić sytuację, próbował pogłaskać ją po ramieniu, jednak strąciła jego rękę.
-Nie daj się sprowokować – szepnęła jej do ucha Em.
-To raczej Brian jest szczęściarzem – powiedział David – Jenny to cudowna dziewczyna, to aż dziwne, że tak długo wytrzymuje już z naszym szaleńcem Brianem – dodał, a wszyscy w wokół się zaśmiali. Brian dał Jenny czułego całusa.
-Nie wątpię – wrednie uśmiechnęła się Michelle.
Wieczór mijał już bez żadnych spięć, aż do chwili, kiedy niepoinformowany o wątpliwościach chłopaków Garry, powiedział:
-Nie mogę się doczekać, aż jesienią znów ruszymy w trasę. Tym razem z Michelle. Nie będę musiał zostawiać jej w pustym domu.
-Moment – odezwała się Luise.
-W jaką trasę? – Jenny podniosła głos.
-Chłopaki wam nie powiedzieli ? – Michelle udała przejęcie.
-O czym?
-In The Darkness oprócz kontraktu płytowego dostało jeszcze możliwość koncertów ją promujących. Jesienią ruszymy w trasę. Chłopcy na szczęście się zdecydowali. Nie warto marnować takiego talentu – powiedział Garry.
-Chyba na nas już czas – odezwała się Lilly.
-To prawda. Było miło Garry.
Podróż do domu minęła im bez słowa. Dopiero przy bramie Maksa, Emily powiedziała:
-Brian, przyjedź po mnie za godzinę.
-Odwiozę cię – odezwał się Maks.
-Poradzę sobie – warknęła.
Jenny za to odezwała się do Briana dopiero w swoim pokoju.
-Dlaczego mi nie powiedziałeś, że podjąłeś decyzję?
-Nie było okazji. Jenn...
-Nie bądź śmieszny. Po prostu się bałeś, prawda? Zresztą, nic nie mów. Dlaczego podjąłeś decyzję beze mnie?
-Jenny, nie przeginaj.
-Odpowiedz!- Popchnęła do lekko.
-Dlaczego masz z tym taki problem? Co to za różnica, czy będę w trasie, czy w collegu? I jedna i druga opcja zakłada to, że będę daleko od ciebie.
-Będę spokojniejsza z faktem, że się uczysz, a nie balujesz, pijesz do upadłego i podrywasz panienki.
-Jesteś egoistką Jennifer. Chodzi ci wyłącznie o siebie! Po drugie, ty w ogóle mi nie ufasz.
-Jak mam ci ufać, skoro nawet nie powiedziałeś mi, że zdecydowałeś o swoim dalszym życiu w trasie? Wiem jaki jesteś.
-Wiesz? Co ty wiesz Jennifer?! Nie muszę ci się z niczego tłumaczyć! Chodzi o moją przyszłość.
-Jeżeli nie chcesz skonfrontować swojego zdania z moim i nie masz zamiaru dzielić ze mną przyszłości, to chyba nie mamy o czym ze sobą rozmawiać. – Uchyliła drzwi.
-Źle mnie zrozumiałaś.
-Źle?! Właśnie powiedziałeś, że ci nie ufam , jestem skrajną egoistką i nie ma dla mnie miejsca w twojej przyszłości. Co w tym niezrozumiałego?
-A w czym się pomyliłem?!
-To ty jesteś egoistą Brian. Dla ciebie liczy się tylko ta twoja kariera i świetlana przyszłość – powiedziała przez łzy.
-To nieprawda Jenny. Jeżeli tak sądzisz, to chyba dalsza rozmowa nie ma sensu.- Skierował się do drzwi.
-Chyba wspólna przyszłość nie ma sensu. Dla ciebie nigdy nie miała. W końcu i tak nie liczysz się z moim zdaniem.
Stanął jak wryty. Jeszcze nigdy nie usłyszał czegoś podobnego od Jenny. Przez pewien czas sądził, że jest jej niezbędny, ale teraz właśnie kazała mu wyjść, a wcześniej wzniosła sprzeciw co do jego decyzji. Wyszedł. Wsiadł do samochodu i z piskiem opon zajechał pod dom Maksa. Emily również trzasnęła drzwiami. Nie rozmawiali ze sobą całą drogę. Pierwszy raz w życiu stanęli po dwóch różnych stronach ogromnej barykady. Em wbiegła do domu i zrzuciła torbę z ramienia.
-Co się stało córeczko? – spytał ojciec.
-Zapytaj Briana i całej reszty artystów!
Zaraz po niej do domu wpadł zdenerwowany chłopak. Trzymał w ustach zapalonego papierosa, zupełnie nie przejmując się obecnością rodziców.
-Brian, powiesz nam co się stało? – Tym razem spróbowała matka.
-Będę robił karierę. Nie idę na studia, razem z In The Darkness nagrywamy płytę, a potem wyjeżdżamy. Jenny właśnie mnie rzuciła, a ja palę przy was fajkę, chociaż wiem, że tego nienawidzicie.
Wyjął papierosa z ust i rozdeptał go w kuchni. Miał szaleństwo w oczach i ten dystans, z którym już dawno przestał być kojarzony. Pobiegł na górę i zapukał do Emily. Leżała na łóżku z głową schowaną w poduszkę.
-Ostatni raz wiedziałem jak płaczesz jakieś dziesięć lat temu, kiedy nie potrafiłaś pływać , a ten idiota Simon wrzucił cię do morskiej wody. Fale były wtedy ogromne, ale ty byłaś dzielna i machałaś tymi rączkami jak szalona, żeby tylko wypłynąć na brzeg. Bałaś się, ale dałaś sobie radę, pamiętasz?
-Pamiętam.
-Więc czego wy się tak boicie? Przecież wszystko będzie dobrze.
-Ty nic nie rozumiesz? Wyjeżdżacie najpierw na trzy miesiące, potem na pół roku. Będziecie sławni. Zapomnicie. Co z Jenn?
-Rozstaliśmy się. Wyrzuciła mnie z domu. Za dużo słów.
-Poważna sprawa. Róbcie co chcecie Brian, tylko żebyście tego później nie żałowali.
-Mam nadzieję, że wytrzymacie presję – zwrócił się do nich Shadows.
-Jak wy to robicie, że wcale nie jesteście zmęczeni?
-Dowiecie się za jakieś dziesięć lat. – Syn uśmiechnął się wspominając dawne czasy – Wszystko będzie dobrze, tylko się nie poddawajcie!
Tymczasem Jenny i Emily szykowały się na wieczorną kolację. Obie założyły czarne sukienki, z tym, że Jenn wybrała odciętą i plisowaną, a Em dopasowaną, bez ramiączek. Jak zawsze zrobiły ciemny makijaż i użyły kontraktującej, czerwonej szminki. Od niedawna polubiły chodzenia na wysokich obcasach, więc cieszyły się z idealnej okazji do ich założenia. Zeszły na dół, a że została im chwila do przyjazdu chłopaków, zdążyły jeszcze wypić kawę z Megan.
-Wyglądacie cudownie – powiedziała – W dodatku jesteście do siebie takie podobne.
-Mamo, słyszymy to chyba każdego dnia. Opowiedz lepiej jak tam zespół?
-Napisaliśmy parę nowych piosenek i nie zamierzamy zwalniać tępa. Koncertujemy cały czas, a urlop będzie dopiero w wakacje. Prawdę mówiąc Jenn, twój tata ma najwięcej pary z nas wszystkich. Jak już sobie coś postanowi, to daje z siebie wszystko – uśmiechnęła się.
-Tak samo jak ty Jenn – dodała Emily – Chłopaki chyba podjechali. Pa mamo.
-Bawcie się dobrze.
W samochodzie Briana był jeszcze Maks i Courtney. Reszta miała dojechać z Patrickiem.
-Nie wiem czy to dobry pomysł, że tam jadę – odezwała się Courtney – Przecież nic nas już nie łączy.
-Co ty mówisz Court?! – zaprotestował Brian – Jesteś naszą przyjaciółką i częścią rodziny. To nasz wspólny sukces!
-Nie mogłoby cię tam zabraknąć – dodał Maks.
Domu Garrego strzegła ogromna brama z kamienia, która otworzyła swoje wrota, kiedy samochód podjechał wystarczająco blisko. Sam wjazd był tak długi, że mieli wrażenie, że ta droga nigdy się nie skończy. To dodatkowo potęgowało w nich stres i lekkie obawy przed dzisiejszym wieczorem. Po bokach alei, która prowadziła do domu, rosły wysokie drzewa, krzewy i różnokolorowe kwiaty. Przestrzeń wyglądała jak ogromny park. Minęli duże oczko wodne, z którego wyskakiwały barwne ryby, a na samym końcu ogromną fontannę, oświetloną halogenami. W końcu zajechali pod śnieżnobiałą willę. Miała po bokach cztery wysokie wieżyczki, co pozwalało kojarzyć ją z pałacem. W dodatku wielkie okna i spadzisty dach, a w nim witraże.
-To nasz Garry mieszka w takim miejscu? – Maks nie mógł uwierzyć własnym oczom.
-Na to wygląda.
Stanęli przed potężnymi drzwiami. Odnieśli wrażenie, że nie pasują do tego miejsca, co więcej – Garry do niego nie pasuje. Otworzył im mężczyzna ubrany w jedwabny garnitur. Przeprowadził ich przed marmurowy holl do wielkiej sali. Po środku stał obficie zastawiony stół, a na samym końcu kominek, który w bardzo niewielkim stopniu wprowadzał domową atmosferę.
-Witajcie! – Pojawił się sam pan domu – Cieszę się, że już jesteście.
-Mogę cię o coś zapytać? Jak to się stało, że taki facet jak ty, mieszka w takim miejscu? - spytała Emily.
-To dom po mojej żonie. Teraz mieszkam tu tylko z Michelle. O właśnie, zawołam ją.
W pokoju pojawili się Lilly z Patrickiem oraz Simon i David z Luise. Mieli identyczne miny jak ich poprzednicy, wchodzący do pałacu Garrego. Usiedli do stołu i zajęli się rozmową o domu, a potem nowych piosenkach In The Darkness. Wtedy na szczycie długich, krętych, drewnianych schodów stanęła Michelle. Miała na sobie czerwoną sukienkę do samych kostek, a lekko pofalowane włosy opadały na jej ramiona. Promiennie się uśmiechnęła, rozszerzając przy tym kości policzkowe. Trzepotała zalotnie ekstremalnie długimi rzęsami. Schodziła pewnie, emanując swoją egzotyczną urodą, nie rozglądając się na boki. Patrzyła prosto na Briana, czego starał się nie zauważać. Idealnie pasowała do tego miejsca. Była piękna i wiedziała o tym. W dodatku potrafiła to wykorzystać.
-To jest Michelle? – Jenny chwyciła Briana mocno za rękę, instynktownie zaznaczając swój teren.
Nie zdążył jej odpowiedzieć, ponieważ dziewczyna już stanęła na parterze i wyciągnęła rękę do każdego po kolei.
-Jestem Michelle – przedstawiła się dziewczyną – ale pewnie wasi chłopcy już wam o mnie mówili. - Mrugnęła do Jenny.
-Na chłopca od gitar to ty nie wyglądasz. – Courtney zmierzyła ją wzrokiem.
-A ktoś twierdził, że nim jestem ? – Spojrzała na nią z góry.
-Court, skończy już i usiądź obok mnie – odezwał się Simon.
-Wolę obok Briana – zlekceważyła propozycję byłego chłopaka.
-Ja usiądę obok ciebie. Wolne, prawda? – Michelle przejechała dłonią po jego ramieniu.
-Proszę.
Jenny i Emily posłały sobie porozumiewawcze spojrzenia. Czuły się źle w kreacji, którą przybrały. Nie mogły porównać się do Michelle, która świetnie odnajdowała się w całej tej sytuacji.
-Wiesz Garry, że to właśnie chłopaki z Avenged wspomnieli o nas w tym studiu? Oni też tam nagrywają – powiedział Patrick.
-Chłopcy zawsze są pomocni – wtrąciła się Michelle – Szczególnie mały Johnny – zaśmiała się, lecz jej słowa nie zostały skomentowane.
-A jak podobają ci się nowe piosenki Garry? – zapytał Brian.
-Są świetne, nawet lepsze niż te z poprzedniej płyty. Materiał jest udany. Bardzo dobre teksty, riffy, przejścia na bębnach, wspaniałe solówki i połączenia ostrych brzmień z harmonią fortepianu. Luise – to także twoja zasługa, jesteś świetnym muzykiem. Szczególnie kawałek „Dla Jenn” chwyta za serce.
-Mnie też się podoba. Pewnie sam ją napisałeś, prawda Brian? – spytała Michelle.
-Tak.
-Jest przepiękna. Ty to masz szczęście mała Jenny.
„Mała”. Jenn nerwowo poprawiła włosy. Próbowała chwycić widelec, ale ten wypadł jej z rąk. Brian od razu zauważył zezłoszczoną minę Jenny. Chciał jakoś załagodzić sytuację, próbował pogłaskać ją po ramieniu, jednak strąciła jego rękę.
-Nie daj się sprowokować – szepnęła jej do ucha Em.
-To raczej Brian jest szczęściarzem – powiedział David – Jenny to cudowna dziewczyna, to aż dziwne, że tak długo wytrzymuje już z naszym szaleńcem Brianem – dodał, a wszyscy w wokół się zaśmiali. Brian dał Jenny czułego całusa.
-Nie wątpię – wrednie uśmiechnęła się Michelle.
Wieczór mijał już bez żadnych spięć, aż do chwili, kiedy niepoinformowany o wątpliwościach chłopaków Garry, powiedział:
-Nie mogę się doczekać, aż jesienią znów ruszymy w trasę. Tym razem z Michelle. Nie będę musiał zostawiać jej w pustym domu.
-Moment – odezwała się Luise.
-W jaką trasę? – Jenny podniosła głos.
-Chłopaki wam nie powiedzieli ? – Michelle udała przejęcie.
-O czym?
-In The Darkness oprócz kontraktu płytowego dostało jeszcze możliwość koncertów ją promujących. Jesienią ruszymy w trasę. Chłopcy na szczęście się zdecydowali. Nie warto marnować takiego talentu – powiedział Garry.
-Chyba na nas już czas – odezwała się Lilly.
-To prawda. Było miło Garry.
Podróż do domu minęła im bez słowa. Dopiero przy bramie Maksa, Emily powiedziała:
-Brian, przyjedź po mnie za godzinę.
-Odwiozę cię – odezwał się Maks.
-Poradzę sobie – warknęła.
Jenny za to odezwała się do Briana dopiero w swoim pokoju.
-Dlaczego mi nie powiedziałeś, że podjąłeś decyzję?
-Nie było okazji. Jenn...
-Nie bądź śmieszny. Po prostu się bałeś, prawda? Zresztą, nic nie mów. Dlaczego podjąłeś decyzję beze mnie?
-Jenny, nie przeginaj.
-Odpowiedz!- Popchnęła do lekko.
-Dlaczego masz z tym taki problem? Co to za różnica, czy będę w trasie, czy w collegu? I jedna i druga opcja zakłada to, że będę daleko od ciebie.
-Będę spokojniejsza z faktem, że się uczysz, a nie balujesz, pijesz do upadłego i podrywasz panienki.
-Jesteś egoistką Jennifer. Chodzi ci wyłącznie o siebie! Po drugie, ty w ogóle mi nie ufasz.
-Jak mam ci ufać, skoro nawet nie powiedziałeś mi, że zdecydowałeś o swoim dalszym życiu w trasie? Wiem jaki jesteś.
-Wiesz? Co ty wiesz Jennifer?! Nie muszę ci się z niczego tłumaczyć! Chodzi o moją przyszłość.
-Jeżeli nie chcesz skonfrontować swojego zdania z moim i nie masz zamiaru dzielić ze mną przyszłości, to chyba nie mamy o czym ze sobą rozmawiać. – Uchyliła drzwi.
-Źle mnie zrozumiałaś.
-Źle?! Właśnie powiedziałeś, że ci nie ufam , jestem skrajną egoistką i nie ma dla mnie miejsca w twojej przyszłości. Co w tym niezrozumiałego?
-A w czym się pomyliłem?!
-To ty jesteś egoistą Brian. Dla ciebie liczy się tylko ta twoja kariera i świetlana przyszłość – powiedziała przez łzy.
-To nieprawda Jenny. Jeżeli tak sądzisz, to chyba dalsza rozmowa nie ma sensu.- Skierował się do drzwi.
-Chyba wspólna przyszłość nie ma sensu. Dla ciebie nigdy nie miała. W końcu i tak nie liczysz się z moim zdaniem.
Stanął jak wryty. Jeszcze nigdy nie usłyszał czegoś podobnego od Jenny. Przez pewien czas sądził, że jest jej niezbędny, ale teraz właśnie kazała mu wyjść, a wcześniej wzniosła sprzeciw co do jego decyzji. Wyszedł. Wsiadł do samochodu i z piskiem opon zajechał pod dom Maksa. Emily również trzasnęła drzwiami. Nie rozmawiali ze sobą całą drogę. Pierwszy raz w życiu stanęli po dwóch różnych stronach ogromnej barykady. Em wbiegła do domu i zrzuciła torbę z ramienia.
-Co się stało córeczko? – spytał ojciec.
-Zapytaj Briana i całej reszty artystów!
Zaraz po niej do domu wpadł zdenerwowany chłopak. Trzymał w ustach zapalonego papierosa, zupełnie nie przejmując się obecnością rodziców.
-Brian, powiesz nam co się stało? – Tym razem spróbowała matka.
-Będę robił karierę. Nie idę na studia, razem z In The Darkness nagrywamy płytę, a potem wyjeżdżamy. Jenny właśnie mnie rzuciła, a ja palę przy was fajkę, chociaż wiem, że tego nienawidzicie.
Wyjął papierosa z ust i rozdeptał go w kuchni. Miał szaleństwo w oczach i ten dystans, z którym już dawno przestał być kojarzony. Pobiegł na górę i zapukał do Emily. Leżała na łóżku z głową schowaną w poduszkę.
-Ostatni raz wiedziałem jak płaczesz jakieś dziesięć lat temu, kiedy nie potrafiłaś pływać , a ten idiota Simon wrzucił cię do morskiej wody. Fale były wtedy ogromne, ale ty byłaś dzielna i machałaś tymi rączkami jak szalona, żeby tylko wypłynąć na brzeg. Bałaś się, ale dałaś sobie radę, pamiętasz?
-Pamiętam.
-Więc czego wy się tak boicie? Przecież wszystko będzie dobrze.
-Ty nic nie rozumiesz? Wyjeżdżacie najpierw na trzy miesiące, potem na pół roku. Będziecie sławni. Zapomnicie. Co z Jenn?
-Rozstaliśmy się. Wyrzuciła mnie z domu. Za dużo słów.
-Poważna sprawa. Róbcie co chcecie Brian, tylko żebyście tego później nie żałowali.
Siedzę i ryczę moja Jenny. Zresztą wiedziałaś, że tak będzie. Tyle emocji, wątpliwości, nadziei i strachu! To naprawdę trudna sytuacja. Z jednej strony pogoń za marzeniami, z drugiej miłość. I ten strach ukochanej osoby jak to wszystko się ułoży? Czy podołamy temu wszystkiemu? Czy będziemy razem? Czy nasza miłość roztrzaska się na skałach życia??? Jenny i Brian gdzieś się zagubili, stracili do siebie zaufanie. nie dziwię się jej, że tak zareagowała na to, że nie dowiedziała się od niego. Z drugiej strony powinna mu okazać więcej zaufania. Sytuacja wydaje się być bez wyjścia. Jenny nie chce cierpieć i wybiera "mniejsze zło". Pytanie tylko czy aby na pewno nie będzie cierpieć?? Emily też cierpi, ciekawe czy jej związek z Maksem przetrwa? Proza dorosłego życia wkrada się w ten krajobraz usłany magią słonecznych plaż, cudownej muzyki i sielankowej miłości. Mam nadzieję, że ich okręt o nazwie miłość dopłynie do szczęśliwej przystani.
OdpowiedzUsuńYour foREVer and Always Joann <3
Od razu na wstępie powiem, że odcinek jest świetny!
OdpowiedzUsuńTeraz jeszcze bardziej nienawidzę Michelle :/ Okropna jest, wredna suka. Szkoda, że dziewczyny dowiedziały się o trasie w taki sposób, a nie od chłopaków, nie powinni ich tak długo okłamywać. No i to rozstanie Jenny i Briana, nie tak miało być... Mam nadzieję, że się zejdą, bo głupio żeby taki związek tak się rozpadał. Jak będą w trasie, to Michelle będzie się przed nimi płaszczyć i pewnie w końcu któryś jej ulegnie.. [Oby nie.] Ehh, wszystko się spieprzyło :/ Czekam na kolejny odcinek, i jestem ciekawa, co tym razem wymyślisz. :)
No to się porobiło. Ale to dobrze bo cały czas różowo tez być nie może. Odcinek świetny. To było pewne że chłopaki wybiorą karierę. Współczuję dziewczynom.
OdpowiedzUsuńo kurczę.. no to nieźle.. rozdział genialny.
OdpowiedzUsuńszkoda, że dziewczyny narobiły aż takiego rabanu, a szczególnie Jenny. już ostatnio było widać, że coś między nią a Brianem się nie układa.. zrywając z Brianem chyba dała mu powód do zaliczania każdej fanki na tej trasie.. nie wiem, czy nie przesadziła. no i dokładnie, jak napisała wasp, Michelle będzie się tam przystawiać na tej trasie do nich i w końcu zrobią coś, czego będą żałować. kurde, nie lubię jej^
czekam na kolejny post, nie mogę się doczekać, żeby dowiedzieć się, co będzie dalej :)