A proszę bardzo Asiu, mówisz-masz ;* Ja wiem, że Ty się nie możesz doczekać , hmm, sama wiesz czego, więc skrócę Ci tą ciekawość :)
-właśnie zbiera się ogromna fala z nieszczęściami... -
Morska bryza
delikatnie ochłodziła ich nogi i ramiona. Chłopak objął Jenny i lekko ucałował
jej włosy. Siedzieli na brzegu morza i wpatrywali się w łączącą się gdzieś za
horyzontem taflę wody i niebo.
-Szkoda mi Courtney i Simona. Byli wspaniałą parą. Po drugie, teraz sprawa jest skomplikowana. Przyjaźnimy się ze sobą od lat, a teraz...
-...jest trudniej? – Jenny położyła głowę na jego ramieniu.
-Courtney jest cudowną dziewczyną, ale sama rozumiesz... Simon to mój kumpel. Żaden z nas nie wie jak postąpić, jak się zachowywać.
-Mam nadzieję, że wszystko się ułoży.
-Wierzysz w to?
-Tyle gwiazd ile marzeń. – Wskazała mu przepiękne, gwieździste niebo – Możesz mi coś obiecać?
-Co tylko chcesz Jenn.
-Obiecaj, że nigdy mnie tak nie zranisz.
-Dlaczego miałbym to robić osobie, którą kocham?
-Przecież Simon też kochał Courtney i pewnie nadal tak jest. Po prostu się pogubili.
-Ja nie będę mieć tego problemu. Każda moja droga prowadzi do ciebie.
Lubili takie wieczory. Ciepłe powietrze uderzało w ich policzki, które pod natłokiem emocji stawały się różowe. Morska bryza lekko ochładzała ich stopy, a piasek był jeszcze ciepły. Zazwyczaj Jenny wtulała się w ramiona Briana, a on lekko gładził jej włosy i całował policzki. Rozmawiali, ale jednocześnie lubili razem milczeć. Taka cisza wyrażała więcej, niż tysiące najpiękniejszych słów. Kochali spędzać czas razem, lecz teraz nie mieli na to tak dużo czasu, więc każdą okazję wykorzystywali do końca i czerpali z niej mnóstwo radości. Wtedy zazwyczaj szkoda byłoby im czasu na słowa, woleli mówić do siebie spojrzeniami.
Kiedy Brian odprowadzał Jenny do domu było już grubo po dziesiątej. Okrył jej ramiona swoją koszulą.
-Dzwonił do mnie Gates i prosił, żebyście przyszli do ich studia w przyszłym tygodniu.
-Nie mówił nic więcej? Mają do nas jakąś sprawę?
-Najwidoczniej tak, ale nie pytałam o szczegóły. Mówił, że są w studiu cały tydzień od rana do wieczora i czekają na was.
-No dobrze, porozmawiam z chłopakami i ustalimy jakiś dzień. A tym czasem... –objął ją mocno w pasie – pożegnaj się ze mną ładnie, bo jutro chyba nie będziemy mogli się zobaczyć.
-Sądziłam, że umawialiśmy się na jutro. Plany się zmieniły?
-Przepraszam Jenn, ale Garry dzwonił. Mówił, że ma do nas jakąś pilną sprawę, że mamy kogoś poznać. Wszystko opowiem ci jutro wieczorem.
- To znaczy, że wpadniesz chociaż na chwilę?
-Oczywiście. – Namiętnie ją pocałował, a potem zniknął za zakrętem.
-Szkoda mi Courtney i Simona. Byli wspaniałą parą. Po drugie, teraz sprawa jest skomplikowana. Przyjaźnimy się ze sobą od lat, a teraz...
-...jest trudniej? – Jenny położyła głowę na jego ramieniu.
-Courtney jest cudowną dziewczyną, ale sama rozumiesz... Simon to mój kumpel. Żaden z nas nie wie jak postąpić, jak się zachowywać.
-Mam nadzieję, że wszystko się ułoży.
-Wierzysz w to?
-Tyle gwiazd ile marzeń. – Wskazała mu przepiękne, gwieździste niebo – Możesz mi coś obiecać?
-Co tylko chcesz Jenn.
-Obiecaj, że nigdy mnie tak nie zranisz.
-Dlaczego miałbym to robić osobie, którą kocham?
-Przecież Simon też kochał Courtney i pewnie nadal tak jest. Po prostu się pogubili.
-Ja nie będę mieć tego problemu. Każda moja droga prowadzi do ciebie.
Lubili takie wieczory. Ciepłe powietrze uderzało w ich policzki, które pod natłokiem emocji stawały się różowe. Morska bryza lekko ochładzała ich stopy, a piasek był jeszcze ciepły. Zazwyczaj Jenny wtulała się w ramiona Briana, a on lekko gładził jej włosy i całował policzki. Rozmawiali, ale jednocześnie lubili razem milczeć. Taka cisza wyrażała więcej, niż tysiące najpiękniejszych słów. Kochali spędzać czas razem, lecz teraz nie mieli na to tak dużo czasu, więc każdą okazję wykorzystywali do końca i czerpali z niej mnóstwo radości. Wtedy zazwyczaj szkoda byłoby im czasu na słowa, woleli mówić do siebie spojrzeniami.
Kiedy Brian odprowadzał Jenny do domu było już grubo po dziesiątej. Okrył jej ramiona swoją koszulą.
-Dzwonił do mnie Gates i prosił, żebyście przyszli do ich studia w przyszłym tygodniu.
-Nie mówił nic więcej? Mają do nas jakąś sprawę?
-Najwidoczniej tak, ale nie pytałam o szczegóły. Mówił, że są w studiu cały tydzień od rana do wieczora i czekają na was.
-No dobrze, porozmawiam z chłopakami i ustalimy jakiś dzień. A tym czasem... –objął ją mocno w pasie – pożegnaj się ze mną ładnie, bo jutro chyba nie będziemy mogli się zobaczyć.
-Sądziłam, że umawialiśmy się na jutro. Plany się zmieniły?
-Przepraszam Jenn, ale Garry dzwonił. Mówił, że ma do nas jakąś pilną sprawę, że mamy kogoś poznać. Wszystko opowiem ci jutro wieczorem.
- To znaczy, że wpadniesz chociaż na chwilę?
-Oczywiście. – Namiętnie ją pocałował, a potem zniknął za zakrętem.
Kolejny majowy
weekend rozpoczął się słonecznym porankiem i bezchmurnym niebem. Brian wstał z
łóżka i dopadł gitary. Zagrał całe „Hand of blood” podśpiewując przy tym. Robił
tak przed każdą próbą. Zwykł też jadać wtedy gofry z ogromną ilością świeżysz
owoców, przygotowane przez mamę. Na dworze było naprawdę upalnie. Od garażu
Maksa dzieliło go kilka przecznic, więc postanowił się przejść. Chłopaki już
czekali na miejscu. Simon uczył się jakiejś nowej solówki, a Maks z Patrickiem
grali bardzo przyzwoity rytm. Zagrali
kilka nowych kawałków. Rozmawiali ze sobą oschle. Simon rozumiał, że to z jego
powodu, ale nie miał zamiaru z niczego się tłumaczyć. Kiedy byli już rozgrzani,
a struny głosowe Davida rozśpiewane, do garażu wszedł Garry.
-Cześć chłopaki ! Jak dawno was nie widziałem ! Chodźcie się przywitać, no już ! Ale wymężnieliście.
-Co się dzieję? Propozycja jakiegoś koncertu?- David uścisnął mu rękę.
-Lepiej synku. Usiądźcie, porozmawiamy.
Nie było tam dużo miejsca, jednak wszyscy jakoś się pomieścili. David i Garry zajęli miejsca na sofie, Maks za perkusją, a gitarzyści na wysokich, metalowych krzesłach. Sięgnęli po butelki z piwem i rozmawiali na temat przyszłości, ich zawodowej przyszłości.
-No dobrze chłopaki. Sprawa wygląda następująco: wczoraj dzwonił do mnie jeden ze sponsorów. Jest zainteresowany wzięciem In The Darkness pod swoje skrzydła.
-Kto to był?
-Właściciel studia „Soundtrack Recording”. Stwierdził, że wasze demo jest świetne, cholernie mu się podobało i chce z wami pracować, do tego jak najszybciej podpisać umowę.
-To by znaczyło, że... – Brian spojrzał na niego pytająco.
-Szybko nagrywamy płytę w studiu synku, a jesienią ruszamy w trasę!
Popatrzyli po sobie z głupawymi uśmiechami na twarzach.
-No to jak? Robimy karierę i ruszamy w świat?
-Jasne – nieśmiało odpowiedział Maks.
-Jest coś jeszcze. Chłopaki, musicie kogoś poznać.
Do garażu Maksa wkroczyła długonoga szatynka o promiennym uśmiechu. Miała na sobie bardzo opiętą, czerwoną sukienkę, która odsłaniała jej opalone ciało. Ruchem rodem ze stolicy Francji zdjęła swoje przeciwsłoneczne okulary i ukazała ogromne, niebieskie oczy. Chłopaki wbili wzrok w jej rozkołysane biodra i jędrną, niesamowicie seksowną pupę.
-Poznajcie Michelle. Od dzisiaj będzie zajmowała się sprzętem. W dodatku jest moją córką.
-Moją specjalnością są gitary – uśmiechnęła się, ukazując śnieżnobiałe zęby.
-Poznaj chłopaków córciu. Ten wysoki brunet, w koszulce „Dream Theatre” to David, wokalista. Za garami siedzi Maks, ten szatyn o twarzy błędnego romantyka to basista Patrick, a pozostała dwójka to gitarzyści. Prowadzący- Brian i rytmiczny – Simon.
-Bardzo mi miło. Lepszego składu niż piątka chłopaków nie mogłam sobie wyobrazić – uśmiechnęła się zalotnie, przygryzając dolną wargę.
-Cała piątka jest zajęta – szorstko odpowiedział Brian.
Michelle wywarła na nim nienajlepsze pierwsze wrażenie. Nie lubił takich dziewczyn. Przypominała mu Camill: pewną siebie, pozornie czarującą jędzę. Popatrzył na chłopaków. Każdemu z nich na widok Michelle oczy wychodziły z orbit. To prawda, była piękna. Ale pod tą buźką kryło się coś dziwnego.
-Zadziorny, to dobrze. – Michelle zmierzyła się z nim wzrokiem
-Koniec tych sporów! –Napiętą sytuację przerwał Garry – Michelle będzie odpowiedzialna za sprzęt : wymiana strun, strojenie gitar, sprawdzanie mikrofonów. Proponuję się zaprzyjaźnić, bo będziecie spędzać razem mnóstwo czasu. No dobrze, pokażcie nam nowe kawałki, a potem proponuję jakoś uczcić początek cudownej przyszłości.
Kiedy chłopaki grali, Michelle wpatrywała się w nich jak w obrazek. Po zaprezentowaniu materiału Simon wziął ją pod rękę i tak jak wcześniej zaproponował Garry, poszli do knajpy niedaleko osiedla, na którym mieszkał Maks.
-Poprosimy sześć butelek najlepszego piwa i jedną colę – zwrócił się bo barmana menager.
-Poprawka – zamiast tej coli poproszę jakiegoś drinka. Zdaję się na ciebie. – Michelle mrugnęła do chłopaka za barem.
-Sytuacja diametralnie się zmieni – zwrócił się do chłopaków Garry- Decyzja, którą podejmiecie musi być przemyślana od początku do końca.
-Nie wprowadzaj nerwowej atmosfery Garry – zaśmiał się David.
-Przyszłość, a tym bardziej kariera, to poważna sprawa synku. To wyklucza college i oznacza bardzo ciężką pracę. W tym miejscu kończą się żarty. Czas dorosnąć. Długie trasy i koncerty na całym świecie to dopiero szczyt. Wcześniej są godziny spędzone w studiu, pot i łzy. Obrazek kalifornijskich zespołów, którym wszystko poszło łatwo to ściema. Wy macie talent, więc o ile nie będziecie się mazać, to wszystko powinno pójść zgodnie z planem.
-Będziecie musieli zapoznać mnie ze swoim sprzętem. Jeszcze wszystkiego się uczę – wtrąciła Michelle.
Długo rozmawiali o tym, co stanie się ich codziennością. Co raz bardziej przekonywali się do tego pomysłu. Rozważali wszystkie za i przeciw dochodząc do wniosku, że to najlepsze wyjście. Brian mało udzielał się w rozmowie. Był obok tego, co miało dotyczyć również jego. Podjęli decyzję, jednak postanowił o niczym nie mówić swoim dziewczynom. Dobrze wiedzieli, że rozmowa z nimi będzie najtrudniejszym etapem zmiany.
-Muszę już iść – odezwał się Brian.
-Zauważyłem, że nerwowo zerkasz na zegarek. Gdzie się śpieszysz? Przecież możemy jeszcze świętować. – Garry usilnie starał się go zatrzymać.
-Pewnie biegnie do dziewczyny. – Michelle chwyciła go za rękę, a on nerwowo się wyrwał.
-Nie twoja sprawa.
-Poczekaj chwilę synku. Spotkajcie się razem i zdecydujcie o swojej przyszłości.
-Dobranoc Garry.
Jedna z ulic Huntington Beach, którą właśnie szybkim krokiem przemierzał Brian, była prawie nieoświetlona. Na niebie nie było ani jednej gwiazdy, które do tej pory były wyznacznikiem ilości jego marzeń. Nie miał pojęcia co mu to przyniesie, ale podjął decyzję. W jego głowie szalały sprzeczne myśli. Jeszcze nigdy temat przyszłości nie był tak bliski. Wszystko działo się zbyt szybko. Najchętniej spędziłby życie tutaj, w Huntington Beach, w słonecznej Kalifornii, obok Jenny. Ale trzeba było iść dalej.
Zadzwonił do drzwi jej domu, ale na odzew musiał chwilę poczekać. Nie dał jej dość do słowa, wiedział o co zapyta, więc zamknął ją w objęciu.
-Wejdziesz? – spytała.
-Wolę zostać tutaj – powiedział i usiadł w fotelu na werandzie.
-Jak spędziłeś dzień? Co mówił Garry?
-„Soundtrack Recording” zainteresowali się naszym zespołem.
-Co to znaczy?
-W przyszłym tygodniu wchodzimy do studia i nagrywamy swoje piosenki. Wydajemy oryginalną płytę, która trafi do sklepów.
-To wspaniale kochanie ! – Jenny przytuliła go i ucałowała w usta – Tak się cieszę!
-Dużo mniej przyjemna strona tej sytuacji jest taka, że mamy nowego technicznego.
-Dlaczego twierdzisz, że to źle? Ten ktoś się nie zna?
-Nie mieliśmy jeszcze okazji się przekonać.
-W takim razie w czym problem? Kto to jest?
-Córka Garrego. Strasznie cwana i pewna siebie Michelle – wypowiedział z francuskim akcentem.
-Ile ma lat? Jest ładna? – Jenny zaczęła zasypywać Briana pytaniami.
-Oj Jenn, nie bądź zazdrosna. Mogę ci powiedzieć, że przypomina Camill, a sama dobrze wiesz jakie mam o niej zdanie. Pewnie będziesz miała okazję ją poznać.
-Nie wiem czy chcę.
Brian przemilczał temat trasy. Wracając do domu czuł się jak ostatni tchórz. Dobrze wiedział, że musi wreszcie podjąć ten temat w rozmowie. „Mam jeszcze czas” – próbował oszukać samego siebie...
-Cześć chłopaki ! Jak dawno was nie widziałem ! Chodźcie się przywitać, no już ! Ale wymężnieliście.
-Co się dzieję? Propozycja jakiegoś koncertu?- David uścisnął mu rękę.
-Lepiej synku. Usiądźcie, porozmawiamy.
Nie było tam dużo miejsca, jednak wszyscy jakoś się pomieścili. David i Garry zajęli miejsca na sofie, Maks za perkusją, a gitarzyści na wysokich, metalowych krzesłach. Sięgnęli po butelki z piwem i rozmawiali na temat przyszłości, ich zawodowej przyszłości.
-No dobrze chłopaki. Sprawa wygląda następująco: wczoraj dzwonił do mnie jeden ze sponsorów. Jest zainteresowany wzięciem In The Darkness pod swoje skrzydła.
-Kto to był?
-Właściciel studia „Soundtrack Recording”. Stwierdził, że wasze demo jest świetne, cholernie mu się podobało i chce z wami pracować, do tego jak najszybciej podpisać umowę.
-To by znaczyło, że... – Brian spojrzał na niego pytająco.
-Szybko nagrywamy płytę w studiu synku, a jesienią ruszamy w trasę!
Popatrzyli po sobie z głupawymi uśmiechami na twarzach.
-No to jak? Robimy karierę i ruszamy w świat?
-Jasne – nieśmiało odpowiedział Maks.
-Jest coś jeszcze. Chłopaki, musicie kogoś poznać.
Do garażu Maksa wkroczyła długonoga szatynka o promiennym uśmiechu. Miała na sobie bardzo opiętą, czerwoną sukienkę, która odsłaniała jej opalone ciało. Ruchem rodem ze stolicy Francji zdjęła swoje przeciwsłoneczne okulary i ukazała ogromne, niebieskie oczy. Chłopaki wbili wzrok w jej rozkołysane biodra i jędrną, niesamowicie seksowną pupę.
-Poznajcie Michelle. Od dzisiaj będzie zajmowała się sprzętem. W dodatku jest moją córką.
-Moją specjalnością są gitary – uśmiechnęła się, ukazując śnieżnobiałe zęby.
-Poznaj chłopaków córciu. Ten wysoki brunet, w koszulce „Dream Theatre” to David, wokalista. Za garami siedzi Maks, ten szatyn o twarzy błędnego romantyka to basista Patrick, a pozostała dwójka to gitarzyści. Prowadzący- Brian i rytmiczny – Simon.
-Bardzo mi miło. Lepszego składu niż piątka chłopaków nie mogłam sobie wyobrazić – uśmiechnęła się zalotnie, przygryzając dolną wargę.
-Cała piątka jest zajęta – szorstko odpowiedział Brian.
Michelle wywarła na nim nienajlepsze pierwsze wrażenie. Nie lubił takich dziewczyn. Przypominała mu Camill: pewną siebie, pozornie czarującą jędzę. Popatrzył na chłopaków. Każdemu z nich na widok Michelle oczy wychodziły z orbit. To prawda, była piękna. Ale pod tą buźką kryło się coś dziwnego.
-Zadziorny, to dobrze. – Michelle zmierzyła się z nim wzrokiem
-Koniec tych sporów! –Napiętą sytuację przerwał Garry – Michelle będzie odpowiedzialna za sprzęt : wymiana strun, strojenie gitar, sprawdzanie mikrofonów. Proponuję się zaprzyjaźnić, bo będziecie spędzać razem mnóstwo czasu. No dobrze, pokażcie nam nowe kawałki, a potem proponuję jakoś uczcić początek cudownej przyszłości.
Kiedy chłopaki grali, Michelle wpatrywała się w nich jak w obrazek. Po zaprezentowaniu materiału Simon wziął ją pod rękę i tak jak wcześniej zaproponował Garry, poszli do knajpy niedaleko osiedla, na którym mieszkał Maks.
-Poprosimy sześć butelek najlepszego piwa i jedną colę – zwrócił się bo barmana menager.
-Poprawka – zamiast tej coli poproszę jakiegoś drinka. Zdaję się na ciebie. – Michelle mrugnęła do chłopaka za barem.
-Sytuacja diametralnie się zmieni – zwrócił się do chłopaków Garry- Decyzja, którą podejmiecie musi być przemyślana od początku do końca.
-Nie wprowadzaj nerwowej atmosfery Garry – zaśmiał się David.
-Przyszłość, a tym bardziej kariera, to poważna sprawa synku. To wyklucza college i oznacza bardzo ciężką pracę. W tym miejscu kończą się żarty. Czas dorosnąć. Długie trasy i koncerty na całym świecie to dopiero szczyt. Wcześniej są godziny spędzone w studiu, pot i łzy. Obrazek kalifornijskich zespołów, którym wszystko poszło łatwo to ściema. Wy macie talent, więc o ile nie będziecie się mazać, to wszystko powinno pójść zgodnie z planem.
-Będziecie musieli zapoznać mnie ze swoim sprzętem. Jeszcze wszystkiego się uczę – wtrąciła Michelle.
Długo rozmawiali o tym, co stanie się ich codziennością. Co raz bardziej przekonywali się do tego pomysłu. Rozważali wszystkie za i przeciw dochodząc do wniosku, że to najlepsze wyjście. Brian mało udzielał się w rozmowie. Był obok tego, co miało dotyczyć również jego. Podjęli decyzję, jednak postanowił o niczym nie mówić swoim dziewczynom. Dobrze wiedzieli, że rozmowa z nimi będzie najtrudniejszym etapem zmiany.
-Muszę już iść – odezwał się Brian.
-Zauważyłem, że nerwowo zerkasz na zegarek. Gdzie się śpieszysz? Przecież możemy jeszcze świętować. – Garry usilnie starał się go zatrzymać.
-Pewnie biegnie do dziewczyny. – Michelle chwyciła go za rękę, a on nerwowo się wyrwał.
-Nie twoja sprawa.
-Poczekaj chwilę synku. Spotkajcie się razem i zdecydujcie o swojej przyszłości.
-Dobranoc Garry.
Jedna z ulic Huntington Beach, którą właśnie szybkim krokiem przemierzał Brian, była prawie nieoświetlona. Na niebie nie było ani jednej gwiazdy, które do tej pory były wyznacznikiem ilości jego marzeń. Nie miał pojęcia co mu to przyniesie, ale podjął decyzję. W jego głowie szalały sprzeczne myśli. Jeszcze nigdy temat przyszłości nie był tak bliski. Wszystko działo się zbyt szybko. Najchętniej spędziłby życie tutaj, w Huntington Beach, w słonecznej Kalifornii, obok Jenny. Ale trzeba było iść dalej.
Zadzwonił do drzwi jej domu, ale na odzew musiał chwilę poczekać. Nie dał jej dość do słowa, wiedział o co zapyta, więc zamknął ją w objęciu.
-Wejdziesz? – spytała.
-Wolę zostać tutaj – powiedział i usiadł w fotelu na werandzie.
-Jak spędziłeś dzień? Co mówił Garry?
-„Soundtrack Recording” zainteresowali się naszym zespołem.
-Co to znaczy?
-W przyszłym tygodniu wchodzimy do studia i nagrywamy swoje piosenki. Wydajemy oryginalną płytę, która trafi do sklepów.
-To wspaniale kochanie ! – Jenny przytuliła go i ucałowała w usta – Tak się cieszę!
-Dużo mniej przyjemna strona tej sytuacji jest taka, że mamy nowego technicznego.
-Dlaczego twierdzisz, że to źle? Ten ktoś się nie zna?
-Nie mieliśmy jeszcze okazji się przekonać.
-W takim razie w czym problem? Kto to jest?
-Córka Garrego. Strasznie cwana i pewna siebie Michelle – wypowiedział z francuskim akcentem.
-Ile ma lat? Jest ładna? – Jenny zaczęła zasypywać Briana pytaniami.
-Oj Jenn, nie bądź zazdrosna. Mogę ci powiedzieć, że przypomina Camill, a sama dobrze wiesz jakie mam o niej zdanie. Pewnie będziesz miała okazję ją poznać.
-Nie wiem czy chcę.
Brian przemilczał temat trasy. Wracając do domu czuł się jak ostatni tchórz. Dobrze wiedział, że musi wreszcie podjąć ten temat w rozmowie. „Mam jeszcze czas” – próbował oszukać samego siebie...
Już nie lubię tej Michelle. Na pierwszy rzut oka taka mała, wredna ździra. No i na dzień dobry klei się do chłopaków :/ Dobrze, że chociaż Brian widzi, jaka ona jest naprawdę i nie daje się omamić. Z jednej strony fajnie, że ktoś zainteresował się ich muzyką i dał im szansę żeby dotrzeć jakoś do ludzi, no ale sporo ryzykują.. No nic, czekam z niecierpliwością na nexta :) PsychoWasp. :D
OdpowiedzUsuńUsiłuje wymyślić coś sensownego, ale FuckinBlack i Wasp robią mi Gatesowy spam, żeby mnie natchnąć. I mam w głowie tylko Gatesa !!!
OdpowiedzUsuńMhhh też bym tak chciała siedzieć na plaży tak jak oni. Takie chwile muszą byc po prostu magiczne i cudowne. Gdy się kogoś kocha słowa czasami nie są potrzebne :D
OdpowiedzUsuńMhhh Gates się odezwał, ciekawe...
Garry ma dla nich propozycję nie do odrzucenia. W sumie oni już w duchu chyba zdecydowali co chcą robić. Wytwórnia i nagrywanie płyty to już poważna sprawa. To dla nich duża szansa. Nie podoba mi się ta Michelle, taka wredna suka. coś czuję, że nieźle namiesza chłopakom. Nie lubię takich żmij i koniec!!
Ciekawe jak powie Jenn o trasie ?
Mam normalnie Gates fazę dzisiejszego wieczora, że nie potrafię sklecić sensownego komentarza. Miałyśmy z Jóleczką i Martnką taką fazę, że zgon.
OdpowiedzUsuńPodoba mi się strasznie ten odcinek, zresztą Ty dobrze wiesz Kochana :D
Czekam na nexta :D
Your foREVer zakochana w Gatesie Dżej Dżi :)
Też już nie lubię ich nowego technicznego, imię Michelle źle mi się kojarzy ;) Chłopaki będą mieli w takim razie trudne rozmowy. Ciekawe jak się to potoczy... trasa, sława, imprezy i panienki.
OdpowiedzUsuńrafaello - wyraża więcej niż tysiąc słów.
OdpowiedzUsuńa michelle to cipa. od razu to mówię, żeby nie było. Simon jak do niej leci! jak ja mu zaraz dowalę! a Brian to lepiej niech nie czeka, bo potem to będzie coraz to trudniej, a jak się Jenny sama dowie, to oj.. będzie cienko.. :)
czekam, co wymyślisz z tą michelle, zgnój ją jakoś pliiis :D
LOL, znowu ja :D Trochę mi się oczy kleją ale, jak to Pearl Jam grał, I’m still alive xD
OdpowiedzUsuńAh, fajne takie spędzanie czasu na plaży, ale im zazdroszczę noo! Jam jest Ślunzok, wodę to mam tylko w kranie xD Mi też się nie podoba to, jak się potoczyły losy Simona i Court :/ Ale to i tak wina Simona. Wiadomo, chłopaki z ITD mają dylemat, no bo jak się odnaleźć i zachowywać w takiej sytuacji? A tam, oczywiście że nigdy Jenn Bri nie zrani!! Nie ma opcji! Cudne mają te wieczory, naprawdę ^^ Można porozmawiać albo po prostu pobyć razem, popaczyć na zachód słońca no i od razu się człek czuje 5 kg lżejszy <3 Ohoho, Sevenfoldzi mają sprawę, ciekawe co to może być?? Gates dzwonił, jak to brzmi haha :D Oo, i Garry też ma sprawę?! LOL, wszyscy sprawę mają. A namiętny pocałunek na pożeganie to jest to! ^^ Nienormalny ten nasz Bri, wstaje rano i już Hand Of Blood tłucze!! :P Jaa...gofry ze świeżymi owocami, no nie wyczymie! Też takie chcęę!!! Fajnie że Bri ma tak blisko do Maxa, nie musi przynajmniej piechtobusować, nie? I dobrze, że Simon czuje że to przez jego zachowanie chłopcy tak go traktują. Garry wbija to od razu się lepsza atmosfera robi. Świetniee, super nowiny! Płyta i trasa, no to jest naprawdę spełnienie marzeń! Ich przyszłość muzyczna coraz bardziej się rozwija, cóż można chcieć więcej? Mówiłam coś o dobrej atmosferze tak? Ymm...no to zniknęła wraz z wejściem tego Silikonu do garażu! Fuu, co to ma w ogóle być kuźwa?! Jak można łazić w czerwonej sukieneczce i okularkach słonecznych!? Toż to Dziwencja Stajl! Wielka dupa i tyle xD Jasneee, ten Plastik do sprzętu! Chyba kuźwa im się marzy! Ooo, David ma koszulkę Dream Theater ^^ Fajnoo, w ogóle tak swojsko ich Garry opisał ;P A ten plastik niech tak tej wargi nie zagryza bo jej jeszcze pęknie i dupa będzie! Dobrze jej Brian powiedział, właśnie wygląda na rodzaj dziewczyn pokroju Camille Nienormalna jest, zamiast się gapić jak grają to ta się na nich paczy jak na kuźwa jakieś UFO...Tsaa, i ona ma być techniczną *facepalm* Ohoho, zadrinkować poszli :D Garry ma rację, ciężka praca jest muzyka no ale cóż, ITD ma najwyraźniej coraz większe powodzenie! Więc warto postawić na muzykę skoro tak im świetnie idzie, nie? Jezuu, okropna ta Michelle, gówno jej do tego gdzie Brian idzie i czemu się nie odzywa! Niech spitala na drzewo..a nie, bo jej dupa szczeli xD Dobrze, że Brian się poszedł zwierzyć Jenny, to świadczy jak ich związek jest dojrzały :D Kochana Jenn, też się cieszy z ich sukcesów! No i ja się nie dziwę, że ona jest o tego Silikona zazdrosna, chociaż Brian się o dziwo okazał bardzo dojrzały pod tym względem. Nie zareagował a jeszcze miał w dupie i go irytowała! Ale akurat powinien powiedzieć Jenny o trasie :/
Ah, ciekawe co dalej! Już się biorę za czytanie!