Kolejnego dnia Jenny obudził silny ból głowy. Światło
dzienne, które dopływało do jej pokoju przez ogromne okno, raziło ją w oczy i
przyprawiało o nietęgą mimikę. Było południe, a ona leżała w łóżku, zlana
potem. „Ostatni raz” – powiedziała sobie w myślach. Do jej pokoju wszedł
roześmiany John:
-Widzę kocie, że ledwo żyjesz. Zaszalałaś wczoraj, więc dziś czas ponieść konsekwencję.
-Proszę, oszczędź sobie tato. – Nakryła twarz poduszką.
-Przyniosłem ci wodę – podał jej butelkę – Przy okazji przygotowałem garaż i żałuję, że nie będę mógł zobaczyć, jak twój kac jest męczony przez krzyczące dzieci, walące z całej siły w talerze i struny – roześmiał się głośno.
-Bardzo śmieszne. Zero współczucia.
-Nie tym razem. Powodzenia kocie! – Poklepał ją po obolałym ramieniu.
Ciężko podniosła się z łóżka i na za jednym razem wypiła pół butelki wody. Wzięła zimny prysznic i owinęła się ręcznikiem. W pokoju nastawiła cichą muzykę. Z głośników popłynęło „Varmilion 2 ”. W tym momencie do jej drzwi zapukał Brian i powiedział:
-Nie wierzę, mam deja vu? Jenn, wyglądasz dokładnie tak samo, jak wtedy, kiedy się poznaliśmy. – Złapał ją w objęcia – Małe, podkrążone oczka, mina odwrócona w drugą stronę i jeszcze ten ręcznik. – Rzucił zalotne spojrzenie i poprowadził dłoń po jej udzie.
-Jak sobie dobrze przypominam, to wczoraj nie chciałeś nawet buziaka, więc teraz zabieraj tą łapę i daj mi się ubrać! – Nonszalancko strąciła jego dłoń.
-Tak całkiem poważnie to wpadłem zobaczyć, czy żyjesz. Emi też została dziś w łóżku. Powiedz mi, czyj to był wczoraj pomysł?
-A czy to ważne? Powiedzmy, że wspólne pragnienie szaleństwa zaprowadziło nas do klubu „Anarchia”.
-Szaleństwa mówisz? To inne formy szaleństwa już ci nie wystarczają? – Pocałował ją namiętnie.
Nie odpowiedziała mu na to pytanie. Było im razem dobrze i obydwoje to czuli. Jednak czy dawali z siebie wszystko na co dzień? Na pewno bardzo się starali. Jenny była pewna, że Brian jest osobą, której szukała od dawna i obdarzyła go zaufaniem. Czuła się jednak dla niego pewnego rodzaju ciężarem. Popatrzyła na niego szalenie smutnymi oczami.
-Co się dzieje Jenn?
-Przepraszam za wczoraj. Mam wyrzuty sumienia, że wyciągnęłam cię z domu w środku nocy przez swój głupi kaprys. W dodatku dzisiaj pewnie zerwałeś się ze szkoły.
-Jenny daj spokój, co ty wygadujesz? Przecież nic się nie stało. Tylko coś mi się zdaję, że tobie wcale nie chodzi o wczoraj. Mów szczerze, co się dzieje? – Przysiadł na łóżku, wskazując jej miejsce obok siebie.
-Wydaję mi się, że za wiele od ciebie wymagam. To takie nie fair oczekiwać od ciebie, że będziesz moim chłopakiem o naturze romantyka, namiętnym kochankiem i wykształconą gwiazdą rocka, a do tego obrońcą o każdej porze dnia i nocy.
-Jenny...- ujął jej twarz i zajrzał głęboko w przeszklone oczy – chyba nie chcesz mi powiedzieć, że masz wyrzuty sumienia? Kochanie, gdybyś ode mnie nie wymagała to nie doceniałbym wszystkiego, co mnie spotyka. Zasługujesz na wszystko co najlepsze, a ja chcę być tym wszystkim dla ciebie.
Z jej oczu popłynęły łzy. Był pierwszą osobą, przy której płakała. Nie wiedział jak zareagować, nie znał jej od tej strony.
-Nie płacz, już dobrze. – Objął ją i odgarnął do tyłu jej czarne, mokre włosy.
Nie chciał pytać o nic więcej, a ona pewnie nie chciała odpowiadać na niezadane pytania, więc siedzieli tak wpół objęci. Nie miał pojęcia dlaczego płakała, bo pewnie nie z powodu wczorajszego wyciągnięcia go z łóżka. Głaskał ją po głowie i czuł się zupełnie bezradny.
-Jadłaś śniadanie? – zapytał.
-Jeszcze nie.
-To załóż koszulkę i jakieś jeansy, a potem zejdź do kuchni.
Wyszperała z szafy stare, czerwone rurki i koszulkę Avenged, której nie miała na sobie od kilku miesięcy. Potargała włosy ręką i przemyła twarz orzeźwiającym tonikiem. Zbiegła na dół przy akompaniamencie „Sugar” dobiegającym z kuchni. Tam Brian z uśmiechem na ustach przygotowywał tosty, takie jakie kochała najbardziej - z podwójnym serem. Usiadła na barowym krześle i przyglądała się popisom kulinarnym chłopaka. Podśpiewując podał jej kawę z ogromnym kubku, wziął ją za rękę, a talerz z tostami w drugą i usiedli na werandzie. Popatrzył na nią z zachwytem.
-Właśnie taka Jenn, jaka podoba mi się najbardziej – powiedział.
-A któraś ci się nie podoba? – spytała, robiąc duży łyk kawy.
-Poprawka - właśnie tą kocham najbardziej. Lubię jak pyskujesz. I masz rację, uwielbiam każdą twoją odsłonę, w trampkach, w szpilkach, w t-shircie i sukience, w makijażu i zupełnie naturalną, upłakaną i wyzywającą, radosną i smutną. Jednak do tej pyskatej Jenn w koszulce Avenged Sevenfold mam szczególny sentyment.
-Dlaczego?
-No właśnie taka zawładnęła moim światem.
-Od kiedy ty jesteś taki romantyczny? – zaśmiała się uroczo – Albo nie odpowiadaj. Ja za to najbardziej kocham cię takiego.
-Lubię takie dni jak dzisiejszy, kiedy tak bardzo przeplatają się w nas emocje. Coś się w nas zmienia, uczucia wypływają na zewnątrz – powiedział, a ona wtuliła się w niego z całej siły.
Potem przybiegł Jimmy i wskoczył Brianowi na kolana. Nieco później przyszła reszta rodziny In The Darkness. Chłopaki rozsiedli się na barierce balkonu, a dziewczyny – jeszcze zmarnowane – ciężko usiadły w wiklinowych fotelach.
-No i jak się czujemy? Ale poszalałyście wczoraj! – Simon zaakcentował głośno , a Luise i Lilly złapały się za głowy.
-Komuś tu chyba jeszcze dudni w uszach. Nie pochwaliłyście się jeszcze jak było – kontynuował.
-Właśnie. Może zaszczycicie nas jakimiś szczegółami? – Maks spojrzał w kierunku Emily.
-Trzy butelki czystej, w międzyczasie kilka drinków na parkiecie, szalony taniec ... – zaczęła.
-Dodaj, że był też taniec na stole – dokończyła Luise.
-O proszę, to może my jednak powinniśmy żałować, że nas tam nie było? – zaśmiał się David i objął swoją dziewczynę.
-W sumie to nie było tak źle. Już dawno tak cudownie się nie bawiłam. – Courtney spojrzała na Jenn, a potem zerknęła na roześmianego Simona. Zauważył to, ale zaraz potem odwrócił głowę w stronę morza.
Byli ze sobą już długo, w dodatku wszyscy uważali ich za parę idealną. Poznali się na koncercie, kiedy mieli po dwanaście lat. Na początku darzyli się szczerą nienawiścią, co przeszło później w fazę akceptacji. Poznała resztę chłopaków i Luise, bo z Lilly znała się już wcześniej. Efektem codziennych spotkań, wspólnego muzykowania i niemal identycznego gustu muzycznego szybko się zaprzyjaźnili. W wielu piętnastu lat ona i Simon zaczęli zauważać, że coś się w nich zmienia. Spędzali więcej czasu tylko we dwójkę, zbliżali się do siebie i patrzyli w swoje oczy zupełnie inaczej. Bardzo podobne charaktery zdecydowały o tym, że już rok później doszło do pierwszego pocałunku, pośród tłumu ludzi na koncercie Three Days Grace. Simon zaśpiewał jej wtedy do ucha fragment „Never too late”. Od tej chwili byli parą. Courtney kochała niebanalnie spędzać czas z Simonem, a ich związek był pełen fantazji. Teraz coś się zmieniło. Chcąc nie dać poznać po sobie smutku, spytała:
-O której przyjdą do ciebie te dzieciaki? Wszyscy chętnie ci pomożemy.
-To prawda - dodał David – Bardzo lubię pracować z dziećmi.
-W takim razie zapraszam do garażu na piętnastą – powiedziała Jenny i pogłaskała Jimmiego po futerku.
-Widzę kocie, że ledwo żyjesz. Zaszalałaś wczoraj, więc dziś czas ponieść konsekwencję.
-Proszę, oszczędź sobie tato. – Nakryła twarz poduszką.
-Przyniosłem ci wodę – podał jej butelkę – Przy okazji przygotowałem garaż i żałuję, że nie będę mógł zobaczyć, jak twój kac jest męczony przez krzyczące dzieci, walące z całej siły w talerze i struny – roześmiał się głośno.
-Bardzo śmieszne. Zero współczucia.
-Nie tym razem. Powodzenia kocie! – Poklepał ją po obolałym ramieniu.
Ciężko podniosła się z łóżka i na za jednym razem wypiła pół butelki wody. Wzięła zimny prysznic i owinęła się ręcznikiem. W pokoju nastawiła cichą muzykę. Z głośników popłynęło „Varmilion 2 ”. W tym momencie do jej drzwi zapukał Brian i powiedział:
-Nie wierzę, mam deja vu? Jenn, wyglądasz dokładnie tak samo, jak wtedy, kiedy się poznaliśmy. – Złapał ją w objęcia – Małe, podkrążone oczka, mina odwrócona w drugą stronę i jeszcze ten ręcznik. – Rzucił zalotne spojrzenie i poprowadził dłoń po jej udzie.
-Jak sobie dobrze przypominam, to wczoraj nie chciałeś nawet buziaka, więc teraz zabieraj tą łapę i daj mi się ubrać! – Nonszalancko strąciła jego dłoń.
-Tak całkiem poważnie to wpadłem zobaczyć, czy żyjesz. Emi też została dziś w łóżku. Powiedz mi, czyj to był wczoraj pomysł?
-A czy to ważne? Powiedzmy, że wspólne pragnienie szaleństwa zaprowadziło nas do klubu „Anarchia”.
-Szaleństwa mówisz? To inne formy szaleństwa już ci nie wystarczają? – Pocałował ją namiętnie.
Nie odpowiedziała mu na to pytanie. Było im razem dobrze i obydwoje to czuli. Jednak czy dawali z siebie wszystko na co dzień? Na pewno bardzo się starali. Jenny była pewna, że Brian jest osobą, której szukała od dawna i obdarzyła go zaufaniem. Czuła się jednak dla niego pewnego rodzaju ciężarem. Popatrzyła na niego szalenie smutnymi oczami.
-Co się dzieje Jenn?
-Przepraszam za wczoraj. Mam wyrzuty sumienia, że wyciągnęłam cię z domu w środku nocy przez swój głupi kaprys. W dodatku dzisiaj pewnie zerwałeś się ze szkoły.
-Jenny daj spokój, co ty wygadujesz? Przecież nic się nie stało. Tylko coś mi się zdaję, że tobie wcale nie chodzi o wczoraj. Mów szczerze, co się dzieje? – Przysiadł na łóżku, wskazując jej miejsce obok siebie.
-Wydaję mi się, że za wiele od ciebie wymagam. To takie nie fair oczekiwać od ciebie, że będziesz moim chłopakiem o naturze romantyka, namiętnym kochankiem i wykształconą gwiazdą rocka, a do tego obrońcą o każdej porze dnia i nocy.
-Jenny...- ujął jej twarz i zajrzał głęboko w przeszklone oczy – chyba nie chcesz mi powiedzieć, że masz wyrzuty sumienia? Kochanie, gdybyś ode mnie nie wymagała to nie doceniałbym wszystkiego, co mnie spotyka. Zasługujesz na wszystko co najlepsze, a ja chcę być tym wszystkim dla ciebie.
Z jej oczu popłynęły łzy. Był pierwszą osobą, przy której płakała. Nie wiedział jak zareagować, nie znał jej od tej strony.
-Nie płacz, już dobrze. – Objął ją i odgarnął do tyłu jej czarne, mokre włosy.
Nie chciał pytać o nic więcej, a ona pewnie nie chciała odpowiadać na niezadane pytania, więc siedzieli tak wpół objęci. Nie miał pojęcia dlaczego płakała, bo pewnie nie z powodu wczorajszego wyciągnięcia go z łóżka. Głaskał ją po głowie i czuł się zupełnie bezradny.
-Jadłaś śniadanie? – zapytał.
-Jeszcze nie.
-To załóż koszulkę i jakieś jeansy, a potem zejdź do kuchni.
Wyszperała z szafy stare, czerwone rurki i koszulkę Avenged, której nie miała na sobie od kilku miesięcy. Potargała włosy ręką i przemyła twarz orzeźwiającym tonikiem. Zbiegła na dół przy akompaniamencie „Sugar” dobiegającym z kuchni. Tam Brian z uśmiechem na ustach przygotowywał tosty, takie jakie kochała najbardziej - z podwójnym serem. Usiadła na barowym krześle i przyglądała się popisom kulinarnym chłopaka. Podśpiewując podał jej kawę z ogromnym kubku, wziął ją za rękę, a talerz z tostami w drugą i usiedli na werandzie. Popatrzył na nią z zachwytem.
-Właśnie taka Jenn, jaka podoba mi się najbardziej – powiedział.
-A któraś ci się nie podoba? – spytała, robiąc duży łyk kawy.
-Poprawka - właśnie tą kocham najbardziej. Lubię jak pyskujesz. I masz rację, uwielbiam każdą twoją odsłonę, w trampkach, w szpilkach, w t-shircie i sukience, w makijażu i zupełnie naturalną, upłakaną i wyzywającą, radosną i smutną. Jednak do tej pyskatej Jenn w koszulce Avenged Sevenfold mam szczególny sentyment.
-Dlaczego?
-No właśnie taka zawładnęła moim światem.
-Od kiedy ty jesteś taki romantyczny? – zaśmiała się uroczo – Albo nie odpowiadaj. Ja za to najbardziej kocham cię takiego.
-Lubię takie dni jak dzisiejszy, kiedy tak bardzo przeplatają się w nas emocje. Coś się w nas zmienia, uczucia wypływają na zewnątrz – powiedział, a ona wtuliła się w niego z całej siły.
Potem przybiegł Jimmy i wskoczył Brianowi na kolana. Nieco później przyszła reszta rodziny In The Darkness. Chłopaki rozsiedli się na barierce balkonu, a dziewczyny – jeszcze zmarnowane – ciężko usiadły w wiklinowych fotelach.
-No i jak się czujemy? Ale poszalałyście wczoraj! – Simon zaakcentował głośno , a Luise i Lilly złapały się za głowy.
-Komuś tu chyba jeszcze dudni w uszach. Nie pochwaliłyście się jeszcze jak było – kontynuował.
-Właśnie. Może zaszczycicie nas jakimiś szczegółami? – Maks spojrzał w kierunku Emily.
-Trzy butelki czystej, w międzyczasie kilka drinków na parkiecie, szalony taniec ... – zaczęła.
-Dodaj, że był też taniec na stole – dokończyła Luise.
-O proszę, to może my jednak powinniśmy żałować, że nas tam nie było? – zaśmiał się David i objął swoją dziewczynę.
-W sumie to nie było tak źle. Już dawno tak cudownie się nie bawiłam. – Courtney spojrzała na Jenn, a potem zerknęła na roześmianego Simona. Zauważył to, ale zaraz potem odwrócił głowę w stronę morza.
Byli ze sobą już długo, w dodatku wszyscy uważali ich za parę idealną. Poznali się na koncercie, kiedy mieli po dwanaście lat. Na początku darzyli się szczerą nienawiścią, co przeszło później w fazę akceptacji. Poznała resztę chłopaków i Luise, bo z Lilly znała się już wcześniej. Efektem codziennych spotkań, wspólnego muzykowania i niemal identycznego gustu muzycznego szybko się zaprzyjaźnili. W wielu piętnastu lat ona i Simon zaczęli zauważać, że coś się w nich zmienia. Spędzali więcej czasu tylko we dwójkę, zbliżali się do siebie i patrzyli w swoje oczy zupełnie inaczej. Bardzo podobne charaktery zdecydowały o tym, że już rok później doszło do pierwszego pocałunku, pośród tłumu ludzi na koncercie Three Days Grace. Simon zaśpiewał jej wtedy do ucha fragment „Never too late”. Od tej chwili byli parą. Courtney kochała niebanalnie spędzać czas z Simonem, a ich związek był pełen fantazji. Teraz coś się zmieniło. Chcąc nie dać poznać po sobie smutku, spytała:
-O której przyjdą do ciebie te dzieciaki? Wszyscy chętnie ci pomożemy.
-To prawda - dodał David – Bardzo lubię pracować z dziećmi.
-W takim razie zapraszam do garażu na piętnastą – powiedziała Jenny i pogłaskała Jimmiego po futerku.
Po południu In
The Darkness przygotowywało w garażu proste riffy i przejścia na bębnach. Luise
komponowała linie melodyczną, a Jenny i Emily zabrały się za pisanie tekstów.
Wtedy do garażu weszła Sarah z gromadką słodkich dzieci. Timmy od razu podbiegł
do perkusji i rozpoczął naukę razem z Maksem. Simon i Brian zajęli się nieco
nieśmiałym Shonem, a Patrick Rianem. Dziewczynki wydawały się być
podekscytowane nową sytuacją.
-Może się nam przedstawicie? – Jenny pogłaskała po głowie śliczną blondynkę.
-Jestem Caroline, to jest Sally i Ginny – odpowiedziała najmniejsza z nich.
-Dziewczynki mają śliczne głosy, ale troszkę się denerwują – odezwała się Sarah.
-Melodia już gotowa. To co, zabieramy się do pracy? – Luise podniosła się zza klawiszy.
-Pewnie.
Dzieci faktycznie okazały się bardzo uzdolnione. Chłopcy z miejsca potrafili zagrać prezentowane przez chłopaków dźwięki, a dziewczynki zaśpiewać nowo napisane piosenki. Bawili się przy tym w najlepsze. Czasami „instruktorzy” sami czuli się jak dzieci.
Wczesnym wieczorem Sarah odwiozła dzieciaki do domu, a ekipa In The Darkness przysiadła na brzegu morza.
-Pamiętam moje pierwsze riffy – zaczął Simon- Tak cholernie mnie to wszystko ekscytowało.
-A teraz? – z podtekstem zapytała Courtney.
-Teraz... już sam nie wiem. Kocham to, ale nie wiem, czy taka przyszłość jest...-popatrzył jej głęboko w oczy.
-...wystarczająca? To chciałeś powiedzieć?
Nie odpowiedział. Wstała, otrzepała jeansy z małych ziarenek piasku i uciekła.
-Courtney ! – krzyknął i ruszył za nią.
-Mają jakieś problemy? – spytał Patrick.
-Court bardzo cierpi. Sądzę, że powinniście porozmawiać z Simonem. Wiemy, jaki jest, ale to nie znaczy, że wolno mu krzywdzić innych – odpowiedziała Emily.
-Chyba nie powinniśmy mieszkać się w ich prywatne sprawy.
-Jesteśmy przyjaciółmi, powinniśmy sobie pomagać. To nie to samo, co pakować się z butami w cudze życie. Rozmawiałyśmy z Courtney. Ona widziała, jak Simon całował inną dziewczynę. Cały czas ma wrażenie, że oddalają się od ciebie.
-Jenny ma racje. To może wydawać się niemożliwe, jednak jak widać wszyscy mają problemy – dodała Luise.
Tymczasem Courtney biegła przed siebie, nie zwracając uwagi na mroźne powietrze szczypiące jej policzki. Simon dogonił ją dopiero przy starym molo.
-Zostaw mnie, słyszysz?! – krzyknęła, a jej głos odbił się echem.
-Courtney, wysłuchaj mnie. Wiem, że dowiedziałaś się o Suzi. Co mam powiedzieć? Przepraszam? Czy to coś zmieni? – Zbliżył się na odległość kilku metrów.
-Jesteś bezczelny. Przeprosić to możesz, jeżeli szturchniesz kogoś na ulicy, ale coś takiego? – Popłynęły jej łzy – Dlaczego Simon?
-To nie twoja wina. Po prostu popadliśmy w rutynę. Przestałem być sobą, stałem się nudny. Na śniadanie ty, na obiad i na kolację również. W szkole, na próbach, w weekendy przesiadywaliśmy w domu, nie robiąc absolutnie nic.
-Chcesz mi powiedzieć, że ci się znudziłam? – Jej głos załamał się niepewnie.
-Nie ty, tylko nasze codzienne życie. - Podszedł i złapał ją za ramiona.
Na horyzoncie pojawiło się zachodzące słońce. Morze jakby zamarło, tak samo jak oddech Courtney i bicie jej serca. Wiatr lekko rozwiał jej włosy, a z oczu kapały przezroczyste łzy. Otarł jedną, ale szybko odsunęła się od niego.
-Nie spodziewałam się, że usłyszę od ciebie coś takiego. Nie jest ci nawet przykro. To chyba koniec, prawda? – Zajrzała w jego oczy, które zaszły mgłą.
Odeszła, nie odwracając się za siebie...
-Może się nam przedstawicie? – Jenny pogłaskała po głowie śliczną blondynkę.
-Jestem Caroline, to jest Sally i Ginny – odpowiedziała najmniejsza z nich.
-Dziewczynki mają śliczne głosy, ale troszkę się denerwują – odezwała się Sarah.
-Melodia już gotowa. To co, zabieramy się do pracy? – Luise podniosła się zza klawiszy.
-Pewnie.
Dzieci faktycznie okazały się bardzo uzdolnione. Chłopcy z miejsca potrafili zagrać prezentowane przez chłopaków dźwięki, a dziewczynki zaśpiewać nowo napisane piosenki. Bawili się przy tym w najlepsze. Czasami „instruktorzy” sami czuli się jak dzieci.
Wczesnym wieczorem Sarah odwiozła dzieciaki do domu, a ekipa In The Darkness przysiadła na brzegu morza.
-Pamiętam moje pierwsze riffy – zaczął Simon- Tak cholernie mnie to wszystko ekscytowało.
-A teraz? – z podtekstem zapytała Courtney.
-Teraz... już sam nie wiem. Kocham to, ale nie wiem, czy taka przyszłość jest...-popatrzył jej głęboko w oczy.
-...wystarczająca? To chciałeś powiedzieć?
Nie odpowiedział. Wstała, otrzepała jeansy z małych ziarenek piasku i uciekła.
-Courtney ! – krzyknął i ruszył za nią.
-Mają jakieś problemy? – spytał Patrick.
-Court bardzo cierpi. Sądzę, że powinniście porozmawiać z Simonem. Wiemy, jaki jest, ale to nie znaczy, że wolno mu krzywdzić innych – odpowiedziała Emily.
-Chyba nie powinniśmy mieszkać się w ich prywatne sprawy.
-Jesteśmy przyjaciółmi, powinniśmy sobie pomagać. To nie to samo, co pakować się z butami w cudze życie. Rozmawiałyśmy z Courtney. Ona widziała, jak Simon całował inną dziewczynę. Cały czas ma wrażenie, że oddalają się od ciebie.
-Jenny ma racje. To może wydawać się niemożliwe, jednak jak widać wszyscy mają problemy – dodała Luise.
Tymczasem Courtney biegła przed siebie, nie zwracając uwagi na mroźne powietrze szczypiące jej policzki. Simon dogonił ją dopiero przy starym molo.
-Zostaw mnie, słyszysz?! – krzyknęła, a jej głos odbił się echem.
-Courtney, wysłuchaj mnie. Wiem, że dowiedziałaś się o Suzi. Co mam powiedzieć? Przepraszam? Czy to coś zmieni? – Zbliżył się na odległość kilku metrów.
-Jesteś bezczelny. Przeprosić to możesz, jeżeli szturchniesz kogoś na ulicy, ale coś takiego? – Popłynęły jej łzy – Dlaczego Simon?
-To nie twoja wina. Po prostu popadliśmy w rutynę. Przestałem być sobą, stałem się nudny. Na śniadanie ty, na obiad i na kolację również. W szkole, na próbach, w weekendy przesiadywaliśmy w domu, nie robiąc absolutnie nic.
-Chcesz mi powiedzieć, że ci się znudziłam? – Jej głos załamał się niepewnie.
-Nie ty, tylko nasze codzienne życie. - Podszedł i złapał ją za ramiona.
Na horyzoncie pojawiło się zachodzące słońce. Morze jakby zamarło, tak samo jak oddech Courtney i bicie jej serca. Wiatr lekko rozwiał jej włosy, a z oczu kapały przezroczyste łzy. Otarł jedną, ale szybko odsunęła się od niego.
-Nie spodziewałam się, że usłyszę od ciebie coś takiego. Nie jest ci nawet przykro. To chyba koniec, prawda? – Zajrzała w jego oczy, które zaszły mgłą.
Odeszła, nie odwracając się za siebie...
W piątkowy, dosyć ciepły wieczór Emily podjechała pod dom
Jenny swoim czarnym motocyklem. Miała na sobie skórę i bardzo kusy, biały
t-shirt.
-Gotowa? – spytała stająco przy skrzynce na listy Jenny.
-Możemy jechać.
Już chwilę później zaparkowały przed studiem tatuażu.
-Pamiętam cię – powiedział na wejściu tatuator – Byłaś tutaj z chłopakami z zespołu In The Darkness?
-Tak, to ja – uśmiechnęła się promiennie.
-Zaszalałaś wtedy. Co robimy dzisiaj?
-Tym razem nie ja będę się tatuować. Moja przyjaciółka Emi chciała dokończyć tatuaż.
-Pokaż to cudo koleżanko! – Lekko uniosła bluzkę, ukazując dzieło domowej roboty – Dobrze, możemy zaczynać. Co to ma być?
-Imię „Maks” pod napisem.
-Pierwsza literka już jest. Nie zajmie nam to dużo czasu. Czy to ten Maks, o którym myślę?
-Pewnie tak. Jestem siostrą Briana od dziecka znam się z Simonem, Patrickiem, Davidem i Maksem.
-Siostra Briana? Że też się nie domyśliłem, jesteście tacy podobni.
Z głośników popłynęło „Save me”. Ból towarzyszący temu zabiegowi był znacznie mniej odczuwalny, niż za pierwszym razem. Emily była bardzo zaskoczona efektem i już nie mogła się doczekać, kiedy pochwali się Maksowi.
-Gotowa? – spytała stająco przy skrzynce na listy Jenny.
-Możemy jechać.
Już chwilę później zaparkowały przed studiem tatuażu.
-Pamiętam cię – powiedział na wejściu tatuator – Byłaś tutaj z chłopakami z zespołu In The Darkness?
-Tak, to ja – uśmiechnęła się promiennie.
-Zaszalałaś wtedy. Co robimy dzisiaj?
-Tym razem nie ja będę się tatuować. Moja przyjaciółka Emi chciała dokończyć tatuaż.
-Pokaż to cudo koleżanko! – Lekko uniosła bluzkę, ukazując dzieło domowej roboty – Dobrze, możemy zaczynać. Co to ma być?
-Imię „Maks” pod napisem.
-Pierwsza literka już jest. Nie zajmie nam to dużo czasu. Czy to ten Maks, o którym myślę?
-Pewnie tak. Jestem siostrą Briana od dziecka znam się z Simonem, Patrickiem, Davidem i Maksem.
-Siostra Briana? Że też się nie domyśliłem, jesteście tacy podobni.
Z głośników popłynęło „Save me”. Ból towarzyszący temu zabiegowi był znacznie mniej odczuwalny, niż za pierwszym razem. Emily była bardzo zaskoczona efektem i już nie mogła się doczekać, kiedy pochwali się Maksowi.
Mimo napiętej atmosfery w grupie przez rozstanie Simona i
Courtney, ekipa nie odwoływała prób. Chłopaki patrzyli na Simona z boku, nie
mogli mu wybaczyć tego, że zdradził Court, a w dodatku nie chciał nawet ratować
swojego związku. Dziewczyny spędzały z Courtney każdą wolną chwilę. Przy nich
nie płakała, nie narzekała, ani nie mówiła o Simonie. Starała się to
przezwyciężyć i nie dać po sobie poznać, że nie do końca jest jej to wszystko
obojętne. Jednak w dniu, w którym wybierali się na występ dzieciaków, który
sami przygotowali, Courtney wpadła w ręce płyta, którą dostała od Simona.
Zacisnęła zęby, ale nie udało jej się powstrzymać łez.
-Weź się w garść Courtney, to tylko rzecz. – Jenny pogłaskała ją po ramieniu.
-Nie umiem sobie z tym poradzić. Poświęciłam temu tyle czasu i energii. Był moim pierwszym chłopakiem, znaliśmy się od dziecka. Dałam mu wszystko, a on mi oznajmił, że po prostu mu się znudziłam.
-Sama wiesz, że Simon to zbyt impulsywny pajac. Dajcie sobie czas, może wszystko będzie jeszcze dobrze. A teraz umaluj się ładnie i włóż sukienkę. Wszystko się ułoży.
Dziewczyny podjechały pod szkołę podstawową przed czasem rozpoczęcia występu. Musiały jednak poczekać na chłopaków, którzy jak zwykle przyjechali na ostatnią chwilę. Dzieci pomimo ogromnego stresu cudownie rozpoczęły przedstawienie, a potem było już tylko lepiej. Największą sensacją było wykonanie przez tych małych brzdąców uproszczonego nieco kawałka „Smells like tenn spirit”. Sarah siedziała w pierwszym rzędzie i prawdopodobnie denerwowała się jeszcze bardziej, niż sami występujący. Już po występie dzieciaki rzuciły się ekipie In The Darkness w ramiona.
-Byliście cudowni! Wszystkim bardzo się podobało! – Jenny pogłaskała dziewczynki po fikuśnych warkoczykach.
-Naprawdę? – spytał ubrany w zielony garniturek Shon- Pomyliłem się w refrenie – wyszeptał Brianowi na ucho.
-Nikt nie zauważył. Macie zadatki na gwiazdy, uwierzcie. – Przytulił go.
Za kulisami zjawiła się Sarah. Wyglądała olśniewająco. Była ubrana w płócienną sukienkę odciętą w talii i ekstremalnie wysokie szpilki. Z całej siły przytuliła wszystkie dzieci, które po wielu słowach uznania pobiegły do dumnych rodziców.
-Wam też bardzo dziękuję. Nie poradziłabym sobie bez waszej pomocy – powiedziała.
-Z nami czy bez nas jest pani świetną instruktorką – odezwał się Brian.
-No już, daj spokój. Zapraszam wszystkich na kolację.
-Ja nie mogę – w tym samym momencie powiedzieli Courtney i Simon.
Sarah spojrzała na nich pytająco, ale nie czekała na żadną odpowiedź.
-W takim razie spotkamy się innym razem. Jedziesz ze mną Jenn?
-Przejdziemy się, odprowadzę ją pod sam dom – odpowiedział Brian.
-Dobrze, tylko nie za późno – mrugnęła do niego i pomachała całej reszcie.
-Weź się w garść Courtney, to tylko rzecz. – Jenny pogłaskała ją po ramieniu.
-Nie umiem sobie z tym poradzić. Poświęciłam temu tyle czasu i energii. Był moim pierwszym chłopakiem, znaliśmy się od dziecka. Dałam mu wszystko, a on mi oznajmił, że po prostu mu się znudziłam.
-Sama wiesz, że Simon to zbyt impulsywny pajac. Dajcie sobie czas, może wszystko będzie jeszcze dobrze. A teraz umaluj się ładnie i włóż sukienkę. Wszystko się ułoży.
Dziewczyny podjechały pod szkołę podstawową przed czasem rozpoczęcia występu. Musiały jednak poczekać na chłopaków, którzy jak zwykle przyjechali na ostatnią chwilę. Dzieci pomimo ogromnego stresu cudownie rozpoczęły przedstawienie, a potem było już tylko lepiej. Największą sensacją było wykonanie przez tych małych brzdąców uproszczonego nieco kawałka „Smells like tenn spirit”. Sarah siedziała w pierwszym rzędzie i prawdopodobnie denerwowała się jeszcze bardziej, niż sami występujący. Już po występie dzieciaki rzuciły się ekipie In The Darkness w ramiona.
-Byliście cudowni! Wszystkim bardzo się podobało! – Jenny pogłaskała dziewczynki po fikuśnych warkoczykach.
-Naprawdę? – spytał ubrany w zielony garniturek Shon- Pomyliłem się w refrenie – wyszeptał Brianowi na ucho.
-Nikt nie zauważył. Macie zadatki na gwiazdy, uwierzcie. – Przytulił go.
Za kulisami zjawiła się Sarah. Wyglądała olśniewająco. Była ubrana w płócienną sukienkę odciętą w talii i ekstremalnie wysokie szpilki. Z całej siły przytuliła wszystkie dzieci, które po wielu słowach uznania pobiegły do dumnych rodziców.
-Wam też bardzo dziękuję. Nie poradziłabym sobie bez waszej pomocy – powiedziała.
-Z nami czy bez nas jest pani świetną instruktorką – odezwał się Brian.
-No już, daj spokój. Zapraszam wszystkich na kolację.
-Ja nie mogę – w tym samym momencie powiedzieli Courtney i Simon.
Sarah spojrzała na nich pytająco, ale nie czekała na żadną odpowiedź.
-W takim razie spotkamy się innym razem. Jedziesz ze mną Jenn?
-Przejdziemy się, odprowadzę ją pod sam dom – odpowiedział Brian.
-Dobrze, tylko nie za późno – mrugnęła do niego i pomachała całej reszcie.
Jenny biedna, skacowana :D "Ostatni raz" - jasne jasne, zawsze się tak mówi :P
OdpowiedzUsuńSimon, idioto... -.- Konkretnie spieprzył sprawę. Szkoda mi Courtney, nie zasłużyła na takie traktowanie. :/
Świetny pomysł z tym uczeniem dzieci, będą od małego wiedzieć, co to dobra muzyka :) I może kiedyś będą z nich gwiazdy :)
Świetny odcinek, nie mogę doczekać się następnego. :) :*
Znam ten ból. Zawsze mówię tak, jak Jenny. I tak jest do.... następnego razu :D
OdpowiedzUsuńTa ich rozmowa, po prostu mnie coś za serce złapało. Jenn strasznie go kocha i się o niego martwi. A Brian o nią. Chciałabym znaleźć kiedyś taką miłość, jak ci dwoje.
To przygotowywanie przedstawienia po prostu mega, chciałabym to zobaczyć, musiało być naprawdę fajnie.
Simon ty ciołku jeden!!! Jak tak można? No nie mogę!! Trzeba było się postarać, zawalczyć, coś zmienić. A ty spisałeś wasz związek od razu na straty. Szkoda mi Courtney, na pewno bardzo to przeżywa. To trudne dla nich wszystkich, w końcu to ich przyjaciele. Mam taką cichą nadzieję, że może do siebie wrócą?????
Your foREVer Joann
Ech, kac morderca trzeba tylko współczuć ;) Mam tak jak Jenny- na kacu mam niesamowitą huśtawkę nastrojów ;) No i skończyłaś nam sielankę. Simon i Court, no cóż czasami tak jest, że rutyna zabija związek. Czekam na nexta
OdpowiedzUsuńNext? Next Next Next Next Next Next???????????
OdpowiedzUsuńno dokładnie, ja też tak zawsze mówię, a potem i tak się pije^^ ale romantyczne teeekstyy Brian wali, no nie mogę! już go kocham! :D a Simon to chyba rozum stracił, no idiota! ale kiedyś wszystko się kończy, niestety.. szkoda tylko, że tak chamsko ze strony Simona.. wybacz, że wcześniej nie komentowałam, ale musiałam wszystko nadrobić :) czekam na kolejny :)
OdpowiedzUsuńOjhojhoj, ile mam do nadrabiania! Na 3 godziny na pewno nie starczyy! :D 4 odcinki przepuściłam noo!
OdpowiedzUsuńBiedna Jenny, jaka skacowana po tej imprezie!! Ostatni raz...tsaa xD Łał, ale ten Johnny nasz miły, wodę przyniósł i w ogóle zero ochrzanu..Co za szalony rodzic :P Współczuję Jenny już, z bachorkami się użerać na kacu to musi być krew, pot i łzy.. :/ Vermilion 2 ^^ I przysznicek nono :D Lajkuję! Haha, Bri jest okropny..no ale fakt, okoliczności poznania prawie identyczne! Nieźle ją pojechał: małe, podkrążone oczka xD Z resztą Jenn tego erotomana też nie lepiej skoro buziaka nie chciał dać. Haha, formy szaleństwa..jakie słownictwo, czuję się przy nich niedokształcona!!! :D Oj tak, namiętny pocałunek na kacu to musi być ogień haha xD Ej, czemu Jenn ma wyrzuty sumienia? :( Wcale nie jest dla Briana obciążeniem, przecież na tym polega związek chyba nie? Żeby móc na sobie polegać! Nie martwta się. ;) Oh...kochany Brian, dobrze Jenny powiedział! <3 Biedaczka się popłakała, ale wachania emocji. PMS normalnie ;P Tosty z podwójnym serem i mogę zabijać!! :D Miło, że Brian tak się o Jenn troszczy i opiekuje, no cudny jest *.* I koszulka A7x do tego ^^ Nie noo, jak oni się kochają, to jest niemożliwe wręcz o_O Po prostu za wszystko i za nic, to jest naprawdę cudowne i piękne, taka prawdziwa miłość.. Haha, widzę że jakieś zebranie grupowe ITD mają :D Niech się tak nie znęcają nad dziewczynami noo! One skacowane są przecież! Haha, oj tak, powinni chłopcy żałować że ich tam nie było..pewnie umiejętnie wykorzystaliby stan dziewczyn xD Oh, faktycznie coś się kroi między Courtney i Simonem... Nie myślałam, że mówiła to aż tak na poważnie o_O Niedobrze, oj niedobrze. Ale cudowną mieli przeszłość, od nienawiści do miłości. Najpierw takie hejtowanie, potem jako taka tolerancja i takie cudowne wyznanie miłości na koncercie TDG, genialne <3 Szkoda, że się psuje, no bo byli parą wręcz idealną :( Powinni o tym pogadać, nie warto tak tego zaprzepaszczać!!! Jejku, dzieciaczki przyszły. Wydają się spoko, dobrze że nie banda małych mordowyjców..takie są okropne -.- W sumie takie nieśmiałe ale nawet jako takie słodkie xD Od razu się do pracy zabrali, szkolni profesjonaliści normalnie! Kurde, no nie-fajnie się złożyło. Chociaż gdzie ta Court odczytała ten poddtekst? Czy to ja taka nieskapliwa jestem? ITD mają rację, to są ich problemy i nie wolno się im ładować pełną gębą... A Simona to nic nie wytłumacza i taka jest prawda. Beszczelny ten Simon: Przepraszam, czy to coś zmieni? A takie przeprosiny to one se może włożyć...wiadomo gdzie! Popadliśmy w rutynę?! No i co z tego?! A wolałby mieć życie na krawędzi, nigdy nie być pewnym gdzie i z kim się obudzi?! Jak ma czelność mówić coś takiego dziewczynię którą prawdopodobnie kochał?! Simon zachował się okropnie, jak totalny bezuczuciowy dupek!!! Ohohoh, dziewczyn pojechały po tatuaż ^^ Hmm...podoba mi się to chociaż ja bym co do tego uzupełniania przekonana nie była :/ I Save Me w tle jest po prostu genialne. Proszę jak w HB wszyscy wszystkich znają, siostra Briana, koleżanka Patricka, Davida i Simona. Normalnie jak w telenoweli ;D Dzielna ta Courtney, naprawdę dobrze to wytrzymuję, podziwiam ją!! A Simon to po prostu palant, nawet tego nie ratował :/ Dobrze przynajmniej, że nie zawieszono prób. Kurde, taka płyta specjalnie dla kogoś może rozwalić uczucia, szczególnie w takim stanie :/ I racja, Courtney powinna błyszczeć i nie dać się zgnębić takiemu pajacowi! Trolololo, Smells Like Teen Spirit maluchy grają, no nieźle haha xD Chciałabym to zobaczyć, szczególnie w wersji śpiewających dziewczynek :D Świetnie że występ tak się powiódł a dzieciaczki doceniły Sarah ;)
P.S. Jak obiecałam, komenty były napisane w czwartek ale oczywiście moja kochana mamusia musiała Neta odłączyć :D