czwartek, 13 września 2012

15. Anarchia !


     Droga z liceum do ich ulubionej knajpy była dosyć długa, jednak dziewczyny wcale tego nie odczuwały. Lubiły spędzać czas razem. Wiele ich łączyło i potrafiły rozmawiać ze sobą na każdy temat. Chociaż Courtney, Luise i Lilly była starsze od nich o dwa lata, wcale nie było widać między nimi różnicy, ani fizycznie, ani mentalnie. Były do siebie bardzo podobne. Jedynie Luise była blondynką, a Lilly miała krótsze włosy, niż pozostałe dziewczyny. Ubierały się w podobny sposób, używały tych samych zwrotów i rzecz jasna słuchały takiej samej muzyki. Courtney tak samo jak Jenny była niskiego wzrostu. Wszystkie zwracały na siebie uwagę. Bardzo często ktoś je zaczepiał, prosił o numer telefonu czy zapraszał do klubu, na spacer. Jednak kiedy były w towarzystwie chłopaków, taka sytuacja nigdy się nie zdarzyła. Wszyscy wiedzieli, że te pięć par jest nierozłączne.
     Knajpa była urządzona w ciepłych kolorach, a meble wewnątrz miały barwę brudnego różu. Lokal był bardzo jasny, a to przez duże okna, wpuszczające mnóstwo światła oraz sprawiał wrażenie ciepłego i przytulnego. Usiadły na miękkiej kanapie w samym rogu knajpy i zawołały ulubionego kelnera.
-Dzień dobry Billy! Możesz do nas podejść?
-Jasne! – Zagapił się na nie i zupełnie nie zauważył stolika obok, wpadł na niego i go przewrócił.
Dziewczyny podejrzewały, że Billemu podoba się Emily, jednak dobrze wiedział, że jest ona w związku z Maksem od dłuższego czasu. Był to bardzo sympatyczny i przyjazny chłopak, więc i one były dla niego miłe.
-Cześć dziewczyny! – powiedział, zbierając z podłogi serwetki i poprawiając krzesełka jednocześnie – Dawno was tutaj nie widziałem. Co wam podać?
-Dla mnie i dla Emily latte z cynamonem i bitą śmietaną. Courtney chce latte macchiato z czekoladą, a Lilly i Luise mokkę.
-A coś na słodko?
-Dla mnie standardowo szarlotka – odezwała się Emily.
-Jakby inaczej Emi. – Spojrzał w jej stronę i uśmiechnął się uroczo.
Był niewątpliwie bardzo przystojny. Emily również zwróciła na to uwagę. Miał czekoladowe oczy i lekko rumiane policzki.
-Mnie i Jenny podaj ciasteczka orzechowe, a Luise i Lilly rurki z kremem.
-Dobrze, zaraz wracam.
-No to co dziewczyny, opowiadajcie o cudownym weekendzie w Malibu – zaczęła Lilly.
-Było bosko. Domek, w którym mieszkaliśmy był przepiękny, piaszczysta i złota plaża. Do tego szeroka promenada i wspaniałe kluby – rozmarzyła się Jenny.
-Byliście w którymś? – spytała Court.
-W sobotę wieczorem postanowiliśmy się przejść do najbardziej znanego w całym Malibu. Nazywa się „Devil House”. Jest po prostu obłędny. Wszędzie dym z papierosów, czerwone lampy, ostra muzyka. Wieczór był cudowny, a o nocy chyba powinna opowiedzieć nam sama Emi – zaśmiała się Jenny.
-No mów młoda. Jak sprawdził się Maks? – dopingowały ją dziewczyny.
-Na pewno lepiej, niż to sobie wyobrażałam. Nie podejrzewałam nawet, że z Maksa taki... szatan. Było cudownie. Romantycznie, delikatnie, a potem... – w tym momencie do stolika podszedł Billy z zamówieniem na ogromnej tacy.
-Proszę bardzo. Życzę smacznego.
-No no – zaczęła Luise – zrobiło się gorąco. A Maksio wydawał się taki niepozorny. Pocałunki, zaczepki, a tu nagle takie coś.
-Z Maksa zrobił się facet. Ostatnio nawet wygląda inaczej. – Jenny popiła łyk kawy.
-Teraz chłopaki wydają się być jeszcze bliżej siebie – zauważyła Emily.
-To wcale nie jest dziwne. Są w jednej klasie, popołudniami grają u Maksa, więc spędzają ze sobą praktycznie cały dzień.
-Nie sądzę, żeby potrafili się ze sobą rozstać. Chyba wiecie o czym mówię... – nieco mniej pewnym głosem powiedziała Luise.
Wiedziały. Temat przyszłości, której wszyscy się bali, właśnie został poruszony. Ta sprawa trapiła je wszystkie najbardziej.
-Cóż ... wątpię, żeby wybrali studia. Nie chodzi o to, że chcę ograniczać Briana, ale nie wiem, czy całkowite oddanie się muzyce to dobry pomysł.
-Bo co jeśli im nie wyjdzie...
-...i zostaną bez niczego.
-Czy ja wiem, czy tak do końca...Staram się ich zrozumieć. Mają przed sobą wielką szanse, los się do nich uśmiechnął, nie każdy ma tyle szczęścia. Kochają to i są w tym dobrzy. Dlaczego miałoby się im nie udać? – Luise powiedziała na jednym oddechu.
-Wiesz jaka jest ta branża. Nie zawsze liczy się jedynie talent. – Jenny obficie dosłodziła swoją kawę.
-Sądzę, że powinniśmy w nich wierzyć. W końcu jesteśmy dla nich najbliższymi osobami. Jeżeli nie my, to kto? – uśmiechnęła się blado Luise.
-Przecież studia można zacząć w każdym momencie. Sądzę, że boimy się czegoś innego ... – Courtney nerwowo poprawiła włosy.
-Co masz na myśli?
-Dobrze wiecie jak czułyśmy się jesienią, kiedy chłopaki wyjechali. Gdyby studiowali, miałybyśmy pewnego rodzaju pewność. Wiedziałybyśmy co robią, że są grzeczni – uśmiechnęła się lekko –             A jednak taka trasa to niekończąca się niepewność. Chociaż ufałybyśmy im bezgranicznie to i tak będziemy się o nich martwić.
-W dodatku ta samotność – dodała Jenny – Jedna trasa będzie się kończyć, druga zaczynać. A my wiecznie same.
-I ten dobijający brak ich uśmiechów i żartów, nucenia piosenek i spontanicznego zapisywania tekstów ...
-Brak ich silnych ramion, ciał całych w tatuażach.
-Zabawnych, dziecinnych kłótni i groźnych min, kiedy ktoś na nas spojrzy – zaśmiała się Emily i energicznie machnęła ręką, trącając przy tym swoją kawę.
Reakcja Billa była natychmiastowa, jakby cały czas je obserwował. Podbiegł szybko, wytarł stolik i powiedział:
-Nic nie szkodzi Em, zaraz przyniosę ci drugą. – Odwrócił się na pięcie i wręcz pobiegł galopem, żeby przygotować dla niej kawę.
-W dodatku nie tylko na nich czekają tam pokusy... – Courtney spojrzała na nią, a potem w stronę Billa.
-Ja już się o tym przekonałam. – Jenn przygryzła jedno ciasteczko – Kiedy Brian wyjechał, a mnie napadł ten facet... potem pojawił się Charlie i było ciężko się powstrzymać.
-A wokół nich kręci się wiele dziewczyn.
-Wiecie co...- zaczęła Courtney – proponuję się czegoś napić.
-Świetny pomysł, ale nie tutaj – odpowiedziała Lilly.
     Dziewczyny poprosiły o rachunek i wyszły z knajpki. Przemierzały ulice Huntington Beach, aż w końcu stanęły przed klubem „Anarchia”  na obrzeżach miasta.
-Nigdy tutaj nie byłam, ale słyszałam, że tu naprawdę nie jest grzecznie. – Jenn spojrzała w kierunku Lilly, która je tutaj przyprowadziła.
-Nie martwcie się. Mój brat pracuje tu już od kilku lat. Usiądziemy gdzieś z boku, zupełnie się nie wyróżniając i napijemy się czegoś.
Mimo, że był początek tygodnia, klub roił się od najróżniejszych ludzi. Sala była wypełniona po brzegi, muzyka grała bardzo głośno, a cały klub oddychał papierosowym dymem. Podeszły do baru na samym końcu sali, a Lilly poprosiła swojego brata:
-Podaj nam proszę czystą i pięć kieliszków.
-A mama wie? – Starał się zrobić groźną minę, co nie było trudne, biorąc pod uwagę cały jego styl, czyli prawie łysą głowę, kolczyk w brwi oraz tatuaż na lewym, bardzo umięśnionym ramieniu.
-A wie o tym, że to ty rozwaliłeś jej nowiutki samochód?
-Czysta, już się robi.
Dziewczyny z trudem znalazły jeden wolny stolik. Pod wpływem alkoholu krążącego w ich żyłach, wyzbyły się oporu, żeby powiedzieć sobie wszystko. A zaczęła Courtney:
-Simon... –teatralnie przechyliła kieliszek – cały czas ogląda się na innymi dziewczynami. Mam takie przeczucie, że po prostu mnie zdradza... – W jej oczach pojawiły się małe, świdrujące łezki.
-Court, daj spokój. To, że ktoś zwrócił jego uwagę nie oznacza od razu, że cię zdradza – pocieszała ją Emily.
-Widziałam go... widziałam jak odprowadzał pod szkołę jakąś dziewczynę, pocałowała go, a on wcale nie protestował. Wręcz przeciwnie.
Zamilkły, a w klubie rozbrzmiało głośne „ Tears don’ t fall”. Po kilku kolejkach zaczęły plątać się im języki.
-A Patrick jest kiepski w łóżku. Jednak to nie rzutuje na nasz związek. Bardzo go kocham – powiedziała Lilly.
-Polać jej ! – krzyknęła wyraźnie rozbawiona Jenn – Za to Brian... po prostu odlot. Powiem wam dziewczyny, że chociaż mu ufam, to wolałabym, żeby poszedł do collegu niż wyjechał w kolejną trasę. Przecież na to ma jeszcze czas.
-Ale szanse mają teraz.
Piły i głośno rozmawiały. Śmiały się aż do uroczych łez. Na co dzień poukładana Luise, po którejś z rzędu kolejce tańczyła już na stole, a towarzyszyła jej Lilly. Zataczały się i nie mogły opanować śmiechu. Wszystkie oprócz Jenn i Lill ruszyły na parkiet. Nie zwróciły uwagi, że zrobiło się późno. Do stolika, gdzie Lilly i Jenny kończyły trzecią butelkę podszedł brat Lill.
-Siostra, chyba już koniec? – Zabrał puste butelki i kieliszki.
-Przestań ...Scott...Scotty... – zaśmiała się głośno – przecież czujemy się wyśmienicie.
-Właśnie widzę. Twoje koleżanki zaczynają robić striptiz na parkiecie, a twój popisowy numer na stole już widziałem. W tej chwili macie wracać do domu. Ja pracuję całą noc, więc nie mogę was odwieźć.
-Zadzwonię po Briana – powiedziała Jenny i wyrzuciła wszystko z torebki w poszukiwaniu telefonu – Bri...?
- Jenn? Co się dzieje? – spytał zaspany Brian.
-Obudziłam cię kochanie? – przybrała słodki ton głosu.
-Jenny, piłaś?
-Troszeczkę. Brian, mógłbyś po nas przyjechać?
-Gdzie wy jesteście? Jenny, czy tym wiesz, która jest godzina?
-No troszeczkę się zasiedziałyśmy – zachichotała – Jesteśmy w klubie „Anarchia”.
-W tej spelunie? Nie pijcie już niczego, będę za piętnaście minut.
Brian zerwał się na równe nogi i szybko naciągnął spodnie. Po omacku znalazł kluczki od samochodu i zbiegł po schodach. Już po dziesięciu minutach zaparkował pod wspomnianym klubem. W środku zastał szalejące na parkiecie Courtney i Luise. Emily i Lilly głośno o czymś rozmawiały, a Jenny chwiejąc się na nogach podeszła do niego i zawiesiła się na jego szyi.
-Narozrabiałaś Jennifer, wiesz o tym?
-Ale Brian ... – Wspięła się na palcach, żeby dostać się do jego ust.
-Pogadamy jutro. – Dał jej buziaka w czubek głowy – Emily i reszta – wychodzimy!
Dziewczyny nie bez małego oporu podążyły za nim rzędem. Otworzył drzwi do samochodu i usadził wszystkie na tylnym siedzeniu. Jenny zdjęła buty i rozsiadła się na przodzie. Już po dwóch minutach usnęła, oparta o boczną szybę. Brian zerknął na nią i nie mógł powstrzymać się od uśmiechu. Odwrócił wzrok do tyłu, tam jedna na drugiej dziewczyny również spały jak zabite. Najpierw zaparkował pod domem Luise, której mama wypatrywała jej przez okno, potem odwiózł Lilly i Courtney. Następna w kolejce była Jenny. Wysiadł z samochodu i przerzucił ją przez ramię. Drzwi domu były otwarte, ale na parterze nie paliły się żadne światła. Skierował się do pokoju Jenny i zamknął za sobą drzwi. Ściągnął jej bluzę i jeansy, potem nakrył kołdrą. Przysiadł na rogu łóżka i powiedział:
-Co ja mam z tobą zrobić Jenn? Powiedz mi, czemu ty jesteś taka niegrzeczna? – Uśmiechnął się delikatnie i odgarnął jej włosy z twarzy.
-Przecież taką mnie kochasz. Zostać ze mną. – Pogładziła go po dłoni.
-Nie mogę, Emi czeka w samochodzie. Zostań jutro w domu, dobrze?
-Nie dam rady wstać z łóżka. Brian, niedobrze mi. – Zakryła usta ręką.
-Idź już spać. – Cmoknął ją w ramię – Trzymaj się niedobrzelcu.
Zamknął drzwi i zbiegł po schodach. W kuchni paliło się światło, a na krześle siedziała Sarah.
-Dobry wieczór – powiedział – Jenny chyba zasnęła, ale wspomniała, że źle się czuje.
-Zaraz pójdę sprawdzić co z nią. Dziękuję, że ją odwiozłeś. Zawsze można na ciebie liczyć. Dobranoc Brian.
-Dobranoc.
     Już po chwili samochód Briana zatrzymał się pod ich domem.
-No już Emi, wychodzimy – powiedział i wziął ją na ręce, chociaż nie mogła tego słyszeć, bo spała w najlepsze.
Położył ją do łóżka i wrócił do swojego pokoju. Stanął przed dużym oknem, lecz ujrzał w nim tylko swoje odbicie. Kochał Jenny, czuł to. Począwszy od placów u stóp aż po czubek głowy. Akceptował w niej wszystko, nawet najbardziej szalone wybryki. Czasem nawet nachodziła go myśl, że właśnie to niegrzeczne wcielenie Jenny kocha najbardziej. Spojrzał na zegarek, który wybijał godzinę trzecią. Nie był zły, a gdyby tylko zmęczenie nie dawało o sobie znać, pewnie pobiegłby do Jenn, położył się obok i czuwał, czy wszystko jest porządku. Bał się jedynie, że nie będzie umiał zatrzymać przy sobie tego całego szczęścia. Obawiał się, że nie jest go warty. Znów spojrzał w okno, za którym tym razem ujrzał niezliczoną ilość gwiazd. Przypomniał sobie oczy Sainta i spojrzenie Jenny. Coś ich łączyło. Ten blask, kiedy mówią o swoich marzeniach, szczęściu i miłości. Wydawało się, że czują to całą powierzchnią swojego ciała. Brian tak nie potrafił. Od zawsze coś w sobie ukrywał, przybierał postać bardzo odważną, mało wrażliwą, czasami nawet egoistyczną. Wszystko się zmieniło, kiedy w jego życiu pojawiła się Jenny i kiedy obdarzyła go swoją miłością. Czuł ten płomień rozpalający go od środka, kiedy ją widzi, kiedy z nią rozmawia i kiedy razem milczą, kiedy uśmiecha się promiennie i wtedy, kiedy jest smutna. Odmienili swoje życia, a raczej miłość nadała im sens. Pomodlił się w duszy, tak jak obiecał Saintowi. Uśmiechnął się i powiedział do siebie:
-Co się z tobą stało stary?
Odgarnął do tyłu włosy i poszedł do łazienki. Spojrzał w lustro, obmył twarz lodowatą wodą. Zajrzał jeszcze do pokoju Emily, która spała całkowicie odkryta, a po jej twarzy spływała kropelka potu. Noc była faktycznie bardzo ciepła, więc uchylił okno i wrócił do siebie. Był tak zmęczony, że zasnął już po chwili, otulony jeszcze słowami : „Przecież taką mnie kochasz...”. Kochał, najbardziej na świecie.

5 komentarzy:

  1. Brian to chyba ideał chłopaka, tak opiekuje się Jenny i dziewczynami, i mogą na niego liczyć o każdej porze dnia i nocy :) Dalej jestem ciekawa, co wybiorą chłopaki. Świetny odcinek, czekam na następny. :]

    OdpowiedzUsuń
  2. Ha ha dziewczyny niby tak na kawkę sobie poszły? Tak niewinnie?? Akurat!! Fajnie tak się spotkać w babskim gronie i pogadać! Tego mi najbardziej brakuje :( Zazdroszczę dziewczynom tego co ich łączy. Mogą sobie powiedzieć o wszystkim, co własnie czynią. Widać, że obawiają się tego, co przyniesie im przyszłość. Bardzo kochają swoich facetów i boją się, co będzie dalej.
    Nieźle zabalowały w tej Anarchii. Widać, że potrafią być niegrzeczne i umieją się zabawić. Dały niezłego czadu! Rozwaliła mnie Jenn gdy dzwoniła do Briana i później, jak przyjechał. Biedny musi robić za drivera w środku nocy. Ale dla swojej kochanej zrobi wszystko.
    Niech się Bri nie przejmuje, bo zasługuje na swoje szczęście. Każdy zasługuje na swoje A Litlle Piece Of Haeven! Wierzę, że im się uda :D
    Czekam na nexta :D
    Always Your Psycho Fan

    OdpowiedzUsuń
  3. Ten opis myśli Briana na koniec, świetny : ) Dziewczyny zaszalały sobie troszkę ;)
    ...Czekam na następny odcinek!

    OdpowiedzUsuń
  4. Wiedziałam, że na kawie się nie skończy ;) Podziwiam, że Brian pojechał po nie w nocy, ja bym miała w dupie jeżdżenie po pijaków xD

    OdpowiedzUsuń
  5. No ładnie, dziewczyny pijanice jedne!! :D Widzisz, jak pięknie ponadrabiałam?! Kocham być chora xD
    No wiadomo, że dziewczyny to jedna wielka family!! Hah, ja to bym się tam bała je zaczepiać skoro takie Goryl-Metale są ich facetami xD Fajny ten lokal, podoba mi się! Hah, słodki ten Billy, taka niezdara ;p Szkoda, że Emi ma już faceta :D Uwielbiam gust dziewczyn noo! Same pyszności sobie zamawiają! Ej wiecie, jakoś tak fajny ten Billy nie? Może i fajtłapa ale ładny nawet!! Nie że jestem uprzedona do Maxa ale on jakiś taki nieciumliwy jest, boi się okazywać Emily uczucie i ogólnie...Sama nie wiem. Lepiej żeby Em tego tatuaża nie uzupełniała bo ja co do Maxa na 100 % nie jestem przekonana :D Oj tak, weekend w Malibu to była noc. A chciałabym kiedyś do takiego Devil's House wpaść, hell yeah ^^ Oh, okropne te dziewczyny, tak rozmawiać jak to było z Em i Maxem wiecie kiedy...haha, pijaczki i zbereźnice jedne xD Współczuję dziewczyną, każda z nich po części ma rację. Bo chłopakom świetnie idzie, udana płyta i trasa, mają ambicję ale przecież też im może nie wyjść, nie? Niby można zrobić studia potem no ale jak się jest starszym to jak się już tak wiedzy nie chłonie, nie? Biedne, co by chłopcy nie zrobili to i tak oznacza rozłąkę a to zbyt miłe nie jest jak wiemy :/ Jasne że będzie lasencjom brak chłopców i tego przytulania, nucenia razem, muzykowania no ale cóż, za ich drugie połówki muzycy robią. Trza się z tym liczyć ;p Chociaż ja bym osobiście chyba zaryzykowała i nie robiła studiów, z dziewczynami zawsze by można coś wykombinować w guście jakiś Tour Menagers albo techniczne a jak im się nie uda to tak czy tak jakąś pracę i tak sobie mogą znaleźć :D Haha, no paczcie jaki słodziaśny ten Billy! Od razu przybiegł. Trochę jak zbyt labrador no ale zakochanie, co ono robi z ludźmi xD A Charlie to niech spierdziela na drzewo zrywać banany, surfer zjarany jeden :D NO ŁADNIE! Proponuję się czegoś napić! PIJACZYNY, PIJACZYNY!hehe Ohoh, klub Anarchia na pewno zbyt święty nie jest ^^ A nie wiem czemu ale brat Lilly to mi się z Philem Anselmo z Pantery skojarzył. Haha, jestem jakaś dziwna xD Ciekawy mają sposób komunikacji, a matka wie o rozbitym samochodzie? Już podaję hahaha. Zaiste urocze rodzeństwo, przykład świątobliwej rodzinki ;p Ładnie, widzę że gorzołka rozsupłuję języki. CO?!?!? Simon by zdradzał Courtney?! I odprowadzał i miział się z jakąś laską?! No niee, okropny jest! Jak mógł! Może to jednak nie tylko obawa przed rozłąką jest tylko z tym, że je zdradzą, nie? No i Tears Don't Fall do tego to już chyba całkiem musiało ruszyć zeznania ^^ Hahah, Lilly, jaka bezpośredniość! Patrick jest kiepski w łóżku ZGON! XD Haha, i to Polać jej :D Pięknie dziewczyny zabalowały, na stoliku tańczyć! Dziewczęta, trza się szanować żeby was seryjny gwałciciel nie porwał! Tsaa, striptiz na stole..to się musieli faceci nagapić :D Biedny Brian, musi wszystkie nasze pijaczyny odwozić i jeszcze wstawać w środku nocy! Musi je kochać chłopina naprawdę mocno żeby tak się poświęcać. Oj tak, narozrabiały! Dobrze że się przynajmniej zapakowały do wozu i dały odwieźć. Awww..kochana Jenn, fajną mieli pogawędkę, mimo że po pijaku. Haha, biedna, już jej się rzygać chce. Dobrze że mama nie zrobiła afery i nie spisywała papierów na wydziedziczenie xD Oj, podobają mi się te przemyślenia Briego na temat Jenny...^^ Jasne że ją kocha i to jak! Wcale że zasługuje i nigdy nie powinien w to wątpić. Miło że tak zadbał też o Em
    Zarąbisty odcinek, nareszcie wszystko ponadrabiałam! Łiii! Świętujmy, haha, byle nie aż tak drastycznie jak dziewczyny ;p

    OdpowiedzUsuń