poniedziałek, 10 września 2012

14. Saint and arrangements.

Post taki na szybko, o niczym i nieciekawy, wybaczcie :D Tłumaczę się tym, że zaraz mam zamiar wrócić pod koc i do dalszego pisania sobie do szuflady :) 

Z samego rana Jenny i Emily wybrały się do sklepiku obok. Kupiły świeże pieczywo, sok pomarańczowy i ulubione owoce Em, czyli jabłka. Wracając rozmawiały o wrażeniach z wczorajszego wieczora i nocy.
-Opowiadaj jak było Emi, nie bądź taka tajemnicza!
-Było cudownie! Maks jest niesamowity. Właśnie tak to sobie wyobrażałam.
-To świetnie. Jeśli ci się podobało to już połowa sukcesu.
-A druga połowa? – spytała.
-Jeżeli jemu też się podobało – zaśmiała się i objęła Em w pasie.
Przy przygotowywaniu śniadania towarzyszyły im dźwięki „4:00 AM” oraz fal delikatnie rozpraszających się na brzegu.
-Chciałabym tu mieszkać. Jest bajecznie – powiedziała Emily, układając posiłek na drewnianym stoliku.
-Możemy tutaj studiować. O ile w ogóle tego chcemy.
-Nie chcę, żeby inni pomyśleli, że jestem zależna od chłopaków, ale jeżeli oni wybiorą muzykę – ja również.
-O czym rozmawiacie? – Do kuchni wszedł Maks, a zaraz za nim Brian.
-O niczym ważnym. – Jenny ucięła temat przyszłości.
Wszyscy bali się zacząć tą rozmowę. Zarówno In The Darkness, których ten temat bezpośrednio dotyczył, ale także Jenny, Emily i reszta dziewczyn oraz rodzice chłopaków. Oni sami musieli się z tym zmierzyć i dokonać dobrego wyboru. Presja była tym większa, że od ich decyzji zależała również przyszłość Jenny i Emily, które dały im prawo wyboru.
-Jaka szkoda, że musimy już jechać. – Jenn wsparła się na ramieniu Briana.
-Wszystko co dobre i przyjemne prędzej czy później musi się skończyć. Jeżeli chcecie, możemy jeszcze przejść się na spacer promenadą.
     Brian spakował wszystkie bagaże do samochodu i zostawił go na parkingu przed domkiem. Deptak roił się od skąpo ubranych ludzi, kolorowych straganów z pamiątkami, zabawkami i gadżetami. Nie brakowało również niezwykle utalentowanych, młodych ludzi, malujących obrazy, pokazujących magiczne sztuczki oraz muzykujących na czym tylko się da. Za serca chwycił ich szczególnie chłopiec, siedzący na betonowym murku i pogrywający „M.I.A” na gitarze akustycznej. Był ubrany w starą, za dużą koszulę i podarte jeansy.
-Świetnie grasz młody! – Brian podbiegł do niego i uścisnął mu rękę, a reszta w tym czasie oglądała  rzeczy na kolorowych straganach.
Chłopiec na początku trochę się speszył i jakby wystraszył , lecz po głębokim spojrzeniu w brianowe oczy, odpowiedział:
-Dzięki, ale to mała kropla w morzu. W porównaniu do tych wszystkich wirtuozów jestem jeszcze nikim.
-Musisz po prostu dużo ćwiczyć. Mogę zobaczyć? – spytał, a chłopiec podał mu gitarę.
Brian zamknął oczy i po paru genialnych przejściach uśmiechnął się niezauważalnie i zagrał solówkę wymyśloną na poczekaniu. Oddał chłopcu gitarę.
-Jesteś niesamowity. Jestem pewny, że kiedyś będziesz sławny.
Brian uśmiechnął się tylko, poklepał go po plecach i powiedział:
-Młody, graj codziennie, nie rezygnuj. Przy okazji, jest strasznie rozstrojona. Pewnie męczysz ją godzinami, a nigdy nie wymieniałeś strun? – po tych słowach chłopiec spojrzał na swoje kompletnie rozwalone trampki.
Zwrócił swoje smutne oczy na Briana. Ten nie wiedział co powiedzieć, ponieważ nigdy nie widział podobnego spojrzenia.
-Nie masz pieniędzy? – zapytał.
-Wychowuje mnie babcia, moi rodzice zginęli w wypadku lata temu. Ona jest chora na raka, wszystkie pieniądze przeznaczamy na leki i jakieś jedzenie. Głupio mi ją prosić o cokolwiek.
-W takim razie skąd masz gitarę?
-Kilka lat temu znalazłem ją na tym murku. Napisałem ogłoszenie, ale nikt się po nią nie zgłosił. Codziennie przychodzę tutaj i gram. To jedyny sens mojego życia.
-Wiesz młody, ci wszyscy gitarzyści, którzy są twoimi idolami, mogliby uczyć się od ciebie pokory – powiedział i wyjął z kieszeni banknot – Proszę, kup sobie struny i jakieś nowe buty, bo te już długo nie wytrzymają.
Najpierw uśmiechnęły się oczy chłopca, potem jego usta. Brian nigdy nie przeżył czegoś podobnego. Dla niego były to tylko pieniądze, dla chłopca niezbędny element do budowania sensu życia.
-Dziękuję. Jak ci na imię?
-Brian. Tam stoi moja dziewczyna Jenn, siostra Emi i jej chłopak, a mój przyjaciel i perkusista z zespołu Maks.
-Brian... Ja jeszcze mam trochę żalu za śmierć rodziców, ale powiem babci, żeby modliła się za ciebie i twoich przyjaciół. Wierzysz w Boga?
Brian nie wiedział co odpowiedzieć. Nikt nigdy nie zadał mu podobnego pytania. Tym bardziej nie słyszał jeszcze czegoś podobnego z ust na oko dwunastoletniego chłopca.
-Chyba wierzę... – Sam się jeszcze zastanawiał.
-Dlaczego?
-Sam nie wiem. Pewnie dlatego, że każdego dnia daje mi możliwość robienia tego, co kocham. Daje mi cierpliwość, wrażliwość. Ale przede wszystkim to pewnie dzięki Niemu codziennie mogę przytulać, całować i patrzeć na mój sens życia.
-Nie boisz się, że pewnego dnia ci to odbierze? - Chłopcu stanęły  świeczki w oczach.
-Boję się jak cholera, ale przecież to od Niego wszystko zależy. Równie dobrze sam mogę popełnić jakiś błąd i stracić to co kocham na zawsze. Dlatego ... – jego głos załamał się na tych słowach – chyba lepiej, jeżeli odbierze mi coś, na co zwyczajnie nie zasługuję, niż miałbym żyć ze świadomością, że to ja wszystko popsułem i zraniłem kogoś dla mnie najważniejszego. – Stali naprzeciw siebie, obserwując swój wyraz twarzy, który w tym momencie był dokładnie identyczny – A jak ty masz na imię?
-Saint.
-W takim razie Saint, nie robiłem tego od lat, ale od teraz będę modlił się za ciebie, żebyś Mu wybaczył i odzyskał wiarę w Jego istnienie. Pamiętaj, że to od Niego masz swój sens życia.
-Muzyka jest całym światem.
-Dla mnie też. Muzyka i Jenny.
-Brian, chodźmy już ! – zawołała Emily, a Jenn podeszła do niego.
-Bardzo ładny sens życia. – Saint uśmiechnął się do Briana, a ten odpowiedział tym samym – Jak nazywa się wasz zespół? Koncertujecie?
-In The Darkness. Tak, mamy za sobą już pierwszą trasę.
-Obiecaj mi, że kiedyś jeszcze przyjedziesz do Malibu.
-Obiecuję. – Mocno przytulił chłopca i pogłaskał go po głowie - Do zobaczenia Saint.
     Kiedy wracali już do domu Jenny spytała go:
-Kim był ten chłopiec?
-Niesłychanie mądrym człowiekiem.  

     Kolejne, wiosenne dni chłopcy spędzali  skupiając się na nagraniach, tekstach, likwidowaniu błędów, dogrywaniu solowych partii i dokładnym zgraniu się. Dziewczyny za to miały nieco mniej nauki, ale więcej pracy. Teraz dodatkowo cała rodzina była zaangażowana w organizację balu maturalnego. Nawet nie zwrócili uwagi jak szybko kwiecień przeleciał im przez palce. Teraz został jedynie miesiąc, ale bardzo intensywny.
     Luise, Courtney i Jenny stały po środku ogromnej sali gimnastycznej ich szkoły.
-Jak ty to widzisz Luise? – zapytała ją Court.
-Myślałam o tym, żeby scenę zbudować z drugiej strony. Miałaby zajmować całą szerokość tamtej ściany.
-Ich kolor jest paskudny – skrzywiła się Jenny.
-Jenn, przecież nie przemalujemy całej sali na okazję jednego balu maturalnego. Do tego nasz budżet jest strasznie ograniczony. – Luise przysiadła bezradnie na podłodze.
-W takim razie mam pomysł. Możemy poprosić moją mamę, żeby pożyczyła nam trochę materiału z pracowni. Może być w czarnym kolorze. Przywiesimy go na górze – powiedziała Courtney.
-Świetnie byłoby, gdyby udało się załatwić trochę czerwonego tiulu. Prześwitywałby gdzieniegdzie – dodała Jenny – A co ze sceną?
-Już zamówiłam. Będzie to jednak sama konstrukcja, resztę będziemy musieli zrobić sami. Poprosiłam kółko plastyczne i zapalonych techników o pomoc. Konstrukcja stanie tutaj dopiero za dwa tygodnie i wtedy będziemy mogli coś zdziałać w tej kwestii.
Na salę wparowały Emily i Lilly.
-Przepraszamy za spóźnienie. – Lill uśmiechnęła się szeroko – Wczoraj dzwoniłam do tej firmy od oświetlenia. Mogą udostępnić nam sześć reflektorów, w tym dwa sceniczne oraz neonowe lampki do oświetlenia parkietu. Wszystko po zniżkowej cenie.
-A właśnie – Luise zwróciła się do Em – jak wygląda sprawa pieniędzy?
-Z tego co się dowiedziałam, szkoła postanowiła sfinansować osiemdziesiąt procent, to znaczy wszystkie sprawy techniczne. Za dekorację i jedzenie będziemy musieli zapłacić sami.
-Zajmę się zbiórka pieniędzy w ostatnich klasach – powiedziała Lilly.
-To świetnie. Teraz wystarczy czekać na scenę. Dopiero kiedy tutaj stanie będziemy myśleć, co robić dalej.
-A teraz coś przyjemnego – zaczęła Jenn – Co powiecie na kawę jutro popołudniu? Akurat ja i Em mamy wolne.
-Dobry pomysł. Może chociaż na chwilkę zapomnę o tych wszystkich obowiązkach – westchnęła Luise.
-Przy okazji dziewczyny opowiedzą nam o weekendzie w Malibu.- Lilly wzięła Em pod rękę.
-Jest co opowiadać.

     Jenny wróciła do domu i od razu włączyła muzykę w odtwarzaczu, który stał w kuchni. Zrzuciła luźną koszulę i krążyła od lodówki do okna, popijając grejpfrutowy sok, podśpiewując przy tym „Alone” i zachwycając się cudownym wokalem Matta Tucka. Wyobrażała sobie bal maturalny. Już widziała siebie i dziewczyny ubrane w czarne, i krwistoczerwone kolory, kiedy wchodzą do przygotowanej przez siebie sali. Setki bardzo rockowych osób szalejących na parkiecie. Towarzyszą im bardzo przystojni chłopcy z In The Darkness. Potem  oni sami wchodzą na scenę, oświetleni blaskiem czerwonych reflektorów. Jenny przysiadła na blacie i uśmiechnęła się do swoich myśli. Teraz przed oczami miała silne ramiona Briana, muskające struny gitary i jego niesamowity uśmiech ukazujący się przy tym. Reflektor oświetla jego twarz, a on seksownie mruży oczy. W wizji Jenny, Brian poprawia kosmyk na czole, a ona sama odruchowo odrzuca do tyłu swoje czarne, opadające na plecy włosy.
-Już jestem ! – Sarah weszła do kuchni i zmęczona oparła dłonie o kant stołu – Dzisiaj było już lepiej. Jenn, pamiętasz jakieś piosenki z dzieciństwa? Razem z najmłodszą grupą przygotowujemy przedstawienie, na które w ogóle nie mam pomysłu.
-Kiedy miałby być ten występ?
-W przyszły piątek. W życiu nie zdążę z tym wszystkim – powiedziała, zawieszając torbę w przedpokoju.
-Jeżeli chcesz, to chyba możemy ci pomóc. Przeprowadź dzieciaki w środę po południu do nas. Zajmiemy się stroną muzyczną, ale tańce i stroje to już twoja bajka.
-Byłoby cudownie. Jesteś niezastąpiona Jenn. – Ucałowała córkę w policzek.
W domu pojawił się John, niosąc ogromny bęben i dwa talerze.
-Uwaga, uwaga ! – Wyminął Sare i Jenn.
-Co to tato?
-Muszę wymienić ten sprzęt. Zostawię go u nas w garażu. Kocie, jedziesz dziś do muzycznego?
-Tak.
-Mogłabyś kupić mi nowe talerze? Wszystko spiszę ci na kartce.
-Jasne, ale pod jednym warunkiem.
-No nie, zaczyna się szantaż. Mów córko, czego potrzebujesz?
-To nic takiego. Czy możesz złożyć jakoś w całość te talerze i jeszcze parę elementów? Nie będzie nam potrzebny duży zestaw.
-Czyżby moja Jenn zainteresowała się perkusją? – Przysiadł przy stole i wlepił w nią oczy.
-Nie, mam pewien pomysł jak pomóc mamie przy przedstawieniu. Mamo, masz tam jakieś dzieciaki, które potrafią grać na instrumentach?
-To typowo muzyczna klasa. Timmy postukuje na perkusji, Rain gra na gitarze, Shon  zresztą też. Dziewczynki zawsze można zmobilizować to śpiewania.
-W takim razie załatwione. Ok, jadę do pracy. Kiedy wrócę, w moim pokoju ma czekać gotowe do padnięcia na nie łóżko.
-Pomyślę – zaśmiał się John.
     Dzisiejszy dzień w pracy minął im zaskakująco szybko. Ruch nie był duży, a pan Strings wyjechał służbowo po towar, więc miały nawet czas wyskoczyć do swojej ulubionej kawiarni. Zamówiły dużą kawę z karmelem i bitą śmietaną oraz ukochaną szarlotkę Emily.
-Wiesz Jenn, chyba niedługo będziemy musiały wybrać się do studia tatuażu.
-Planujesz coś nowego? – Jenny niezdarnie ubrudziła nos bitą śmietaną.
-Myślałam raczej o uzupełnieniu jednego z nich. – Podała jej serwetkę.   
-Sądziłam, że nigdy się nie zdecydujesz. Maks cię namówił?
-Zasugerował. On również zamierza sobie zrobić coś nowego.
-To może idźcie razem?
-Żartujesz? Jenn, nie chciałabym, żeby widział moje załzawione oczy i skrzywioną minę. On jest już przyzwyczajony do bólu związanego z robieniem sobie tatuaży, a ja ...
-... niesamowicie przy tym cierpisz? Witam w klubie. W takim razie pójdziemy razem, może w piątek?
-Wieczorem? – Emily wyjęła z torebki mały kalendarzyk – Mamy teraz strasznie mało czasu na wszystko.
-Wiem- westchnęła – Przejdziemy się tam wieczorem, po pracy. Nie pamiętam dokładnie gdzie znajdowało się to studio, więc muszę jeszcze zapytać Simona. Może sama wymyślę coś dla siebie. Dobrze, zostało nam pięć minut do powrotu szefa, idziemy?
-Lepiej, żeby nie wiedział, że się obijamy. 

     Następnego dnia Courtney przywiozła do szkoły bardzo dużo czarnego materiału, obszytego czerwoną nicią oraz tiul w takim samym kolorze.
-Właśnie tak, jak sobie to wyobrażałam. – Luise przejechała ręką po jedwabnej tkaninie – Powiedz swojej mamie, że ma u mnie kawę.
Chłopaki zaszli je od tyłu i objęli spontanicznie.
-Co to za szmatki? – spytał Simon.
-Nie gadaj tyle, tylko weź je ode mnie, to wcale nie jest takie lekkie – odpowiedziała mu Courtney – A po drugie to powiedz mi proszę, kim była ta blondynka w holu, za którą tak namiętnie się obejrzałeś?
-Daj spokój Court. – Dał jej całusa, ale ona nie odpuściła i trzymając go za rękaw bluzy, popychała go lekko przed siebie pokrzykując „Pogadamy później”.
-Dwa takie temperamenty razem to mieszanka wybuchowa – roześmiała się Jenny, wskazując na tę właśnie parę.
-O której spotykamy się przed szkołą? – spytała Emily.
-Wybieracie się gdzieś? – David spojrzał w kierunku Luise.
-Tak, a co? Przecież wy i tak macie dzisiaj ćwiczyć.
-Ale wieczorem się zobaczymy? – spytał.
-Może tak, a może nie... – W tym momencie rozbrzmiał dzwonek, który przerwał rozmowę – Po piętnastej na parkingu? – upewniła się Luise.
-Tak – odpowiedziały i rozeszły się w różne strony.
     Matematyka dała Jenny i Emily w kość. Chociaż Em była z niej całkiem dobra, ją także dobijał nadmiar materiału. Jenn za to niemal umierała słysząc słowo „algebra”. Obie uczyły się dobrze, jednak miały zupełnie inne zainteresowania. Emily posiadała typowo ścisły umysł, za to Jenny kochała dokonywać analizy wierszy oraz pisać opowiadania.
Court, Lilly i Luise już czekały na nie przed drzwiami szkoły.
-Co tam długo?
-Brian złapał nas na korytarzu i błagał, żebyśmy wstąpiły do muzycznego po nowe struny dla niego i chłopaków – odpowiedziała Jenny.
-Dodaj, że to już drugie w ciągu dwóch tygodni. Mój kochany braciszek gra nawet w nocy, zupełnie nie obchodzi go to, że inni chcieliby się wyspać, a ja mam pokój sąsiadujący z jego.
-Widzę, że każda z nas jest jakaś sfrustrowana i podenerwowana – skwitowała Luise.
-No to co, nie traćmy czasu!

7 komentarzy:

  1. Bardzo podobała mi się scena z tym chłopcem, Saintem. Strasznie mądry jest, wielu dorosłych mogłoby zazdrościć mu tej dojrzałości.. Fajny odcinek, wcale nie jest nieciekawy i o niczym, pieprzysz baje. :) Czekam na kolejny. ^^'

    OdpowiedzUsuń
  2. Ty wiesz co ja myślę kochana :) I nie ma żadnego pisania do szuflady :D
    Rozmowa Briana z Saintem mnie rozwaliła po prostu, taka głęboka i w ogóle... Znowu mi się chce ryczeć... I odcinek wcale nie jest o niczym. Podoba mi się jak Brian mówi o Jenny. Widać, że bardzo ją kocha.
    Niestety wszyscy są strasznie zawaleni obowiązkami. Ale chyba znajdą chwilę dla siebie :) Czekam na nexta.
    Twoja foREVer

    OdpowiedzUsuń
  3. Hah sama chciałabym pójść na taki bal jak organizują dziewczyny :D I wyobrażam sobie ile je to pracy kosztuje, trzymam kciuki za ten bal. Coś czuję, że będzie niezwykle....

    OdpowiedzUsuń
  4. bal szykuje się naprawdę niesamowicie. tak jak Joanna, też bym chciała na taki iść. byłoby tak.. inaczej niż zwykle. Saint mnie rozwalił na kawałki. wzór dla każdego muzyka. ich wysiłki na pewno dadzą swój rezultat, w końcu muszą znaleźć chwilę dla siebie.. :)
    czekam na kolejny :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Scena z tym chłopcem niesamowita. Daje do myślenia. Ciekawa jestem balu i tego co się na nim wydarzy.

    OdpowiedzUsuń
  6. Kiedy next?? Kiedyyyyyyyyyyyyyyyyyyy???????

    OdpowiedzUsuń
  7. Zazdroszczę im tego wypadu. Malibu, tam tak ciepło i w ogóle. Cudowny musi być taki spacerek po świeże owoce i robienie śniadania, no umieraaam *.* A w tle A7x i szum oceanu..mmm.. Też bym chciała tam mieszkać, oł jea! Chociaż raz bym była dłużej niż tydzień opalona! Baju Baj, albinosizmie xD Haha, okropne te dziewczyny, tak dyskutować o swoim pierwszym razie! Zbereźnice jedne :D I nie pora teraz na gadki szmatki o tej cholernej przyszłości i kiepawego wyboru tylko na Promenadę Naprzód Marsz!! Oj kurde, fajny ten chłopczyk..taki kochany. Zawsze mnie ruszają takie widoki noo :/ I jeszcze M.I.A zapitala.. :D Chłopaczek ma rację, kropla wody w morzy wirtuozów. Dobrze że nie jakiś samozachwyt i w ogóle. Jasne że Bri jest genialny. Podziwiam ludzi którzy potrafią zagrać ot tak solo na poczekaniu! RE SPECT Walk xD Kurde, biedny ten Saint ale jednocześnie jest strasznie dobrym człowiekiem. Zmarli mu rodzice, babcia jest chora a on nawet o pieniądze nie prosi. I jeszcze chciał oddać tą znalezioną gitarę... Cholera, powinni się od niego dorośli uczyć... Dobrze że Bri dał mu banknota, naprawdę należało mu się za tą dobroć, po prostu czystą dobroć. Dokładnie, ja też bym miała cholernie wielki żal do Boga, nie dziwię mu się. Awwww...ale ten Bri kocha Jenny, no nie mogę. Kuźwa mać, zaraz się tu poryczę i z powodu Sainta, i z powodu tej miłości łeee ;( Racja, haha, bardzo ładny sens życia ma Brian ;p I podoba mi się to podsumowanie: Niesłychanie mądrym człowiekiem. Naprawdę, podziwiam Sainta za wszystko... Życzę mu żeby mimo wszystko zrobił karierę i żeby chociaż trochę poczuł szczęścia w życiu ;) Bo muzyka to naprawdę jedyny sens życia <3
    Biedne dziewczyny, tyle z tym roboty!!! Też mi się kolor u mnie w szkole nie podoba, a fuuuj okropny :D Dobrze przynajmniej że mają jak skombinować materiał i całą dekorację! Kurde, mały ten budżet, tylko sprawy techniczne?! Ile laski się narobią przy tym: zbiórki, dekoracje, reflektory, materiały łohoho zawrót głowy totalny! A ta wizja balu maturalnego wg. Jenn naprawdę realistyczna. Podoba mi się ^^ I też lubię sok grejfrutowy :D Współczuję Sarah, nienawidzę takich pioseneczek i innych rzeczy ;p Zadziwia mnie Jenn, chce w tym wszystkim pomóc?! Ja bym się wykończyła, nie mam totalnie nerwów do dzieci. Dobrze o tyle że jakoś muzycznie uzdolnione a nie zero poczucia rytmu :D Może zrobią jakiś Kinder Metalowy Zespół, nie? xD Mmmm..pycha, kofffcia i ciasteczko. Palce lizać ^^ Ja to bym się bała na miejscu Em tak już tego tatułaża uzupełniać bo ten Max to on jest jeszcze taki trochę niezdecydowany dla mnie. No wiem, był pierwszy raz i w ogóle ale dla mnie taki trochę niepewny :/ Haha, poza tym, też bym się nie chciała chłopakowi pokazywać z łzami w oczach i ściskająca zęby z bólu, nie? :D Bardzo gut że się z Jenny umówiły :D Dokładnie, niech im chłopcy pomagają w organizacji balu a nie laski mają same się w Pudziana bawić, nie? :D I niech się tak nie dziwią, że chodzą zdenerwowane!!
    Super odcinek, Saint mi rozwalił uczucia, naprawdę! ;)

    OdpowiedzUsuń