CZĘŚĆ DRUGA
NIGHTMARE
Niebo nad
Huntington Beach już od dawna nie miało tak błękitnej barwy. Wiosnę można było
dostrzec wszędzie : w co raz cieplejszym powietrzu, powoli otwierających się
nadmorskich straganach, odsłoniętych ciałach młodych, kalifornijskich
dziewcząt, ale przede wszystkim w sercach prawdziwych muzyków. Sklepy ze
sprzętem i instrumentami z dnia na dzień przyciągały co raz więcej ludzi, mniej
lub bardziej doświadczonych. Niektórzy dopiero zaczynali naukę, inni wymieniali
stare instrumenty, wzmacniacze, kable, struny czy naciągi. W wielu garażach już
dało się słyszeć nieśmiałe postukiwanie perkusji, czy pierwsze akordy gitar.
Słońce grzało co raz mocniej, a miłość z dnia na dzień stawała się co raz
bardziej odważna.
Spacery do parku czy na plaże ozdobione były delikatnym szumem morza i spokojnymi pocałunkami. Czego można było się bać? Ekipa z Huntington Beach sądziła, że wszystko już za nimi, że ta wiosna będzie czasem miłości i niezmąconego spokoju. Czy mieli rację ?
Spacery do parku czy na plaże ozdobione były delikatnym szumem morza i spokojnymi pocałunkami. Czego można było się bać? Ekipa z Huntington Beach sądziła, że wszystko już za nimi, że ta wiosna będzie czasem miłości i niezmąconego spokoju. Czy mieli rację ?
W garażu Maksa
również dało się słyszeć najróżniejsze dźwięki. Chłopaki nie próżnowali i już
przygotowywali materiał na kolejną płytę. Teraz jednak czekało ich podjęcie
poważniej decyzji.
-Wyobrażacie sobie, że za trzy miesiące skończy się dla nas błogie życie licealisty? – Simon zrobił przerażoną minę.
-Ja wciąż nie wiem, czy chcę się dalej uczyć. Na pewno moi rodzice byliby zadowoleni, jednak wiąże się to z ograniczeniem pracy z muzyką - dodał David.
-W dodatku teraz, kiedy jedna płyta odniosła sukces, a druga się tworzy. – Brian popił łyk piwa.
-Nie myślmy o tym, mamy jeszcze trochę czasu. Więc za co się dzisiaj zabieramy?
-Jak na razie za jedzenie. – W drzwiach garażu stanęły Jenny i Emily – Przyniosłyśmy wam deser.
-Mówicie o sobie? – zalotnie powiedział Brian, dając Jenn słodkiego buziaka.
-Nie, o ciasteczkach twojej mamy.
-To dobrze, już myślałem, że będę musiał zadowolić się kościstym ciałem Emily. – Simon zrobił zniesmaczoną minę.
-Jeszcze jedno słowo, a moja koścista ręka zada ci silny cios! – nie pozostała mu dłużna.
-Mnie tam Emi wystarczy. – Maks objął ją w pasie i namiętnie pocałował.
Ich związek był co raz bardziej formalny. Byli praktycznie nierozłączni. Maks stawał się dojrzałym mężczyzną i już nie odstawał od reszty chłopaków z In The Darkness. Teraz wyglądał nawet najbardziej poważnie z nich wszystkich, a to przez swój dwudniowy zarost. Emily była bardzo zadowolona z takiego obrotu spraw, a jej serce przestało być trapione wątpliwościami. Wiedziała, że może liczyć na Maksa w każdym momencie swojego życia. Jeszcze bardzo młodego życia.
-Pewnie macie mnóstwo pracy w muzycznym ? Byłem tam ostatnio, kolejka ciągnęła się do samych drzwi.
-Teraz musimy być tam codziennie, oprócz weekendów, które udało nam się wybłagać u pana Stringsa.
-Wy macie prace , a my próby, więc nikomu się nie nudzi.
-A weekendy są czasem dla nas. –Maks znów przyciągnął do siebie Emily.
-Ej stary – odezwał się Brian – mógłbyś trochę ograniczyć przy mnie te czułości? Nie zapominaj, że obściskujesz się z moją małą siostrzyczką.
-Jak będziemy mieć dzieci też będziesz tak mówił? – zaśmiał się Maks.
-Jakie dzieci? Tylko spróbowałbyś ją tknąć !– Dał mu delikatny cios w ramię.
-Brian, kochanie, ty akurat jesteś ekspertem jeżeli chodzi o cnotę... – Jenn chwyciła go za rękę.
-Dziewczyny hormony w was buzują – uśmiechnął się Patrick.
-Wiosna…- Wymieniły porozumiewawcze spojrzenia.
-W takim razie może już idźcie, bo będziecie nas rozpraszać .
-I tak miałyśmy się już zbierać, prawda Jenny?
-Tak, czeka na nas pyszny obiad mojej mamy. A wy pracujcie chłopcy .
-Widzimy się wieczorem? – Brian przytrzymał ją za rękę.
-Proponuję spacer z Jimmym i podwieczorek. – Jenn dała mu buziaka.
-To do zobaczenia.
Dziewczyny każdy, wiosenny weekend spędzały razem od rana do wieczora. W tygodniu miały dużo pracy i nauki. Z chłopakami widywały się przelotnie w szkole i w weekendowe wieczory. Taka rozłąka była niczym w porównaniu do jesiennej trasy. Oczywiście liczyły się z tym, że tej jesieni chłopaki znów będą musieli je zostawić, nie wiedziały tylko czy z powodu wydania nowej płyty i trasy ją promującej czy też studiów.
Teraz wracały okrężną drogą mrużąc oczy od słońca.
-Jenn jak myślisz, co wybiorą chłopaki?
-Nie wiem. Pewnie jeżeli jeden zdecyduję się na studia, reszta pójdzie za nim, ale może być też tak, że nie będą chcieli rezygnować z muzyki.
-Dziwisz się? Jenny, przecież to dla nich ogromna szansa.
-Wiem przecież, tylko trochę się boję. A co jeżeli im nie wyjdzie i zostaną z niczym?
-Jenny, ty za dużo myślisz. Wiesz przecież jacy są, lubią ryzykować. Uważam, że powinni spełniać swoje marzenia. Nie każdy dostaje taką szanse jak oni – objęła ją – Nie martw się, wszystko będzie dobrze.
W drzwiach domu przywitała je Sarah.
-Dziewczyny umyjcie ręce i zrzućcie te torby. Chłopaki nie chcieli zrobić sobie przerwy i wpaść na obiad?
-Mają bardzo dużo pracy – powiedziała Jenny, nalewając soku do szklanek.
-W sumie to nawet trochę nas przegonili. – Emily zaśmiała się biorąc gryz jabłka.
-Emily, nie podjadaj przed obiadem ! A z In The Darkness jest zupełnie jak z Johnem i twoimi rodzicami. Wszystko ściśle tajne, ale to wróży dobre efekty.
-Odkąd rodzice zainwestowali i wybudowali salkę, ich zespół stamtąd nie wychodzi. Myślę, że też zbierają materiał na płytę.
-Już same koncerty przynoszą niezłe dochody, jednak oni są ambitniejsi. – Sarah podała im ulubioną zapiekankę – A właśnie dziewczyny, musze się wam pochwalić, że skończyłam staż w szkole i już od poniedziałku jestem pełnoetatowym nauczycielem.
-To dzieciaki w podstawówce będą mieć cudowną nauczycielkę muzyki. Z tym stażem to był świetny pomysł mamo.
-Trochę się boję, nie wiem jak poradzę sobie z pracą z dziećmi.
-Daj spokój, na pewno świetnie dasz sobie radę.
-Dzieciaki już panią kochają. A obiad jest pyszny, nie mam pojęcia jak się to pani zawsze udaje. – Emily już opróżniła swój talerz.
-No tak Em, ty potrafisz zrobić tylko omlety. – Jenny szturchnęła ją w ramię.
-Za to jakie ! Przynajmniej Brian pochłania je nawet nie przegryzając.
-On każde jedzenie pochłania w ten sposób – zaśmiała się Jenny.
-A ja zauważyłam, że ostatnio jakoś zmizerniał. – Sarah sprzątnęła talerze – Oni cokolwiek jedzą na tych próbach?
-Zazwyczaj nie mają czasu, chyba, że my im coś przyniesiemy. Ale nie martw się mamo, przyjdzie dziś wieczorem, więc będziesz mogła go dokarmić.
-Mów co chcesz, bardzo go polubiłam. To taki kochany chłopak.
-Tak naprawdę to straszna z niego wredota, tylko udaje przed wami i pokazuje jaki to z niego aniołek. – Emily ruszyła w stronę schodów na piętro.
-Em proszę, nie niszcz moim rodzicom zdania o Brianie. – Jenn udała się za nią –Niech żyją w takim pięknym kłamstwie.
Dziewczyny pogadały trochę i pospierały się ze sobą w kwestii wokalu Shadowsa w piosence „Fiction”, doszły jednak do wniosku, że nie ma sensu się kłócić, bo co by nie było, to z Matta całkiem niezły facet. Obie wybuchły śmiechem. Trochę dziwnie czuły się z faktem, że miały możliwość ich poznać, co więcej często się z nimi spotykać i wpadać na ich nagrania do studia. Koncert w Las Vegas, na który one i cała „rodzina” dostali bilety, miał odbyć się lipcu, więc wszyscy czekali z niecierpliwością. Dziewczyny nawet nie zwróciły uwagi, że zrobiło się ciemno, a obydwie były umówione.
-To ja już lecę. Pozdrów Briana i powiedz mu, że zarówno ja i rodzice chcielibyśmy go w końcu zobaczyć w domu, a nie tylko przelotnie mijać go na korytarzu. – Emily pocałowała Jenny w policzek.
Jenn zmieniła luźny t-shirt na opiętą, czarną bluzkę, włączyła „Walk” i poprawiła makijaż. W tym momencie w drzwiach pokoju stanął Brian.
-Uwierz mi Jenny, że jestem taki zmęczony, że padam. – Runął na łóżko z przymrużonymi oczami, a Jimmy skoczył na jego plecy – No nie Jimmy, myślałem , że jesteśmy kumplami, a ty dobijasz leżącego.
-Wiedziałam, że będziesz wykończony, więc mama była już z nim na spacerze. Ciężki dzień? – Pogłaskała go po policzku.
-Nawet nie wiesz jak, ale mam nadzieję, że jakoś mi to zrekompensujesz – uśmiechnął się delikatnie.
-Na początek zrobię ci herbatę.
-Jesteś niesamowita. Mówiłem ci już jak bardzo cię kocham?
-Miliony razy. – Pocałowała go z uśmiechem na ustach.
Kiedy wróciła z kuchni Brian już spał. Nie chciała go budzić, wiedziała jaki jest zmęczony, więc położyła się obok niego i lekko objęła. Obudził się około dwudziestej drugiej i szepnął jej do ucha:
-Przepraszam Jenn, nie sądziłem, że usnę. – Położył rękę na jej biodrze.
-Nie szkodzi, potrzebowałeś trochę odpoczynku.
-Gdzie ja bym znalazł drugą taką dziewczynę jak ty? – Spojrzał jej głęboko w oczy.
-Przecież nie musisz jej szukać. Masz oryginał tuż obok siebie.
-Szczerze mówiąc, to mój oryginał wygląda dzisiaj zjawiskowo, a ja na nic nie mam siły... – Przybliżył się do niej.
-Na nic? Na pewno na nic? – Prowokująco przejechała palcem po jego klatce piersiowej.
-Powiedzmy, że nie potrafię ci odmówić – mówiąc to przyciągnął ją do siebie i namiętnie pocałował.
Towarzyszyły im przy tym głośne dźwięki „Unholy Confessions” podśpiewywane przez Briana między jednym a drugim ciężkim oddechem. Była to dla nich już rutyna, która nie miała prawa się nudzić. Brian dawał jej to, czego od zawsze potrzebowała : bezpieczeństwo, radość i miłość, które ujawniały się nawet w seksie. To nie było dla nich coś zwyczajnego, jednak też nie przesądzało o wszystkim. Sami twierdzili, że jest to dopełnienie ich związku.
-Wiesz Brian, gdyby ktoś próbował mi ciebie odebrać, byłabym gotowa zrobić wszystko, nawet zabić – powiedziała po wszystkim Jenny.
-Ja mam ochotę to zrobić nawet wtedy, kiedy jakiś palant na ciebie zerka.
-Zostaniesz dziś na noc? – Pogłaskała go po włosach.
-Pewnie Jenn.
Przysiedli na łóżku i dużo rozmawiali. Brian starał się zgrabnie omijać temat przyszłości, przecież sam nie wiedział co przyniesie mu kolejny dzień. Był pewny jedynie tego, że chce grać, być przy Jenny i nie rozstawać się z chłopakami. Decyzja powinna być w takim razie prosta...
Wciąż towarzyszyły im słowa „ ile gwiazd tyle marzeń” , lecz niebo tej nocy było zupełnie czyste.
-Sądzę, że gdybym teraz musiał wyjechać, poradziłabyś sobie bardzo dobrze. – Objął ją.
-Wiem. Jesteśmy silniejsi, to pewne.
-Jenny... nie chcę psuć takiej romantycznej chwili, ale ... jestem głodny. – Pocałował ją w policzek.
-Zapomniałam ci powiedzieć, że mama stwierdziła, że zmizerniałeś, więc jutro czeka cię duże śniadanie. Tym czasem musisz sobie poradzić z głodem, bo nie mam zamiaru schodzić na dół.
-To może chodźmy już spać?
-Dobrze. – Przytuliła go z całej siły zerkając przez okno na księżyc w pełni.
Rano obudziła się przy lekkich dźwiękach „Sweet Child of Main”, dobiegających z dołu. Uśmiechnęła się do siebie i poprawiła niesforne kosmyki włosów. Pogłaskała Briana po policzku.
-Wstawaj głodomorze. Doczekałeś się śniadania.
Zeszli na parter, gdzie wszystko było już gotowe. Na stole leżały francuskie rogaliki, w małej miseczce obok stał ulubiony, żurawinowy dżem Briana, a zapach kawy unosił się nad kuchnią, po której krzątała się Sarah. John starał się jej przeszkadzać, poszczypywał ją lub imitował uderzanie w werbel na jej ramionach. „Zupełnie jak dziecko” – myślała przy tym, jednak z dnia na dzień kochała to co raz bardziej, zapominając, że był taki czas, kiedy ją to irytowało. Zjedli śniadanie, przysiedli na chwilę na werandzie a potem Brian powiedział :
-Muszę już iść Jenn. Wiesz, że praktycznie nie ma mnie w domu.
-Leć. - Dała mu całusa – Do zobaczenia.
-Wyobrażacie sobie, że za trzy miesiące skończy się dla nas błogie życie licealisty? – Simon zrobił przerażoną minę.
-Ja wciąż nie wiem, czy chcę się dalej uczyć. Na pewno moi rodzice byliby zadowoleni, jednak wiąże się to z ograniczeniem pracy z muzyką - dodał David.
-W dodatku teraz, kiedy jedna płyta odniosła sukces, a druga się tworzy. – Brian popił łyk piwa.
-Nie myślmy o tym, mamy jeszcze trochę czasu. Więc za co się dzisiaj zabieramy?
-Jak na razie za jedzenie. – W drzwiach garażu stanęły Jenny i Emily – Przyniosłyśmy wam deser.
-Mówicie o sobie? – zalotnie powiedział Brian, dając Jenn słodkiego buziaka.
-Nie, o ciasteczkach twojej mamy.
-To dobrze, już myślałem, że będę musiał zadowolić się kościstym ciałem Emily. – Simon zrobił zniesmaczoną minę.
-Jeszcze jedno słowo, a moja koścista ręka zada ci silny cios! – nie pozostała mu dłużna.
-Mnie tam Emi wystarczy. – Maks objął ją w pasie i namiętnie pocałował.
Ich związek był co raz bardziej formalny. Byli praktycznie nierozłączni. Maks stawał się dojrzałym mężczyzną i już nie odstawał od reszty chłopaków z In The Darkness. Teraz wyglądał nawet najbardziej poważnie z nich wszystkich, a to przez swój dwudniowy zarost. Emily była bardzo zadowolona z takiego obrotu spraw, a jej serce przestało być trapione wątpliwościami. Wiedziała, że może liczyć na Maksa w każdym momencie swojego życia. Jeszcze bardzo młodego życia.
-Pewnie macie mnóstwo pracy w muzycznym ? Byłem tam ostatnio, kolejka ciągnęła się do samych drzwi.
-Teraz musimy być tam codziennie, oprócz weekendów, które udało nam się wybłagać u pana Stringsa.
-Wy macie prace , a my próby, więc nikomu się nie nudzi.
-A weekendy są czasem dla nas. –Maks znów przyciągnął do siebie Emily.
-Ej stary – odezwał się Brian – mógłbyś trochę ograniczyć przy mnie te czułości? Nie zapominaj, że obściskujesz się z moją małą siostrzyczką.
-Jak będziemy mieć dzieci też będziesz tak mówił? – zaśmiał się Maks.
-Jakie dzieci? Tylko spróbowałbyś ją tknąć !– Dał mu delikatny cios w ramię.
-Brian, kochanie, ty akurat jesteś ekspertem jeżeli chodzi o cnotę... – Jenn chwyciła go za rękę.
-Dziewczyny hormony w was buzują – uśmiechnął się Patrick.
-Wiosna…- Wymieniły porozumiewawcze spojrzenia.
-W takim razie może już idźcie, bo będziecie nas rozpraszać .
-I tak miałyśmy się już zbierać, prawda Jenny?
-Tak, czeka na nas pyszny obiad mojej mamy. A wy pracujcie chłopcy .
-Widzimy się wieczorem? – Brian przytrzymał ją za rękę.
-Proponuję spacer z Jimmym i podwieczorek. – Jenn dała mu buziaka.
-To do zobaczenia.
Dziewczyny każdy, wiosenny weekend spędzały razem od rana do wieczora. W tygodniu miały dużo pracy i nauki. Z chłopakami widywały się przelotnie w szkole i w weekendowe wieczory. Taka rozłąka była niczym w porównaniu do jesiennej trasy. Oczywiście liczyły się z tym, że tej jesieni chłopaki znów będą musieli je zostawić, nie wiedziały tylko czy z powodu wydania nowej płyty i trasy ją promującej czy też studiów.
Teraz wracały okrężną drogą mrużąc oczy od słońca.
-Jenn jak myślisz, co wybiorą chłopaki?
-Nie wiem. Pewnie jeżeli jeden zdecyduję się na studia, reszta pójdzie za nim, ale może być też tak, że nie będą chcieli rezygnować z muzyki.
-Dziwisz się? Jenny, przecież to dla nich ogromna szansa.
-Wiem przecież, tylko trochę się boję. A co jeżeli im nie wyjdzie i zostaną z niczym?
-Jenny, ty za dużo myślisz. Wiesz przecież jacy są, lubią ryzykować. Uważam, że powinni spełniać swoje marzenia. Nie każdy dostaje taką szanse jak oni – objęła ją – Nie martw się, wszystko będzie dobrze.
W drzwiach domu przywitała je Sarah.
-Dziewczyny umyjcie ręce i zrzućcie te torby. Chłopaki nie chcieli zrobić sobie przerwy i wpaść na obiad?
-Mają bardzo dużo pracy – powiedziała Jenny, nalewając soku do szklanek.
-W sumie to nawet trochę nas przegonili. – Emily zaśmiała się biorąc gryz jabłka.
-Emily, nie podjadaj przed obiadem ! A z In The Darkness jest zupełnie jak z Johnem i twoimi rodzicami. Wszystko ściśle tajne, ale to wróży dobre efekty.
-Odkąd rodzice zainwestowali i wybudowali salkę, ich zespół stamtąd nie wychodzi. Myślę, że też zbierają materiał na płytę.
-Już same koncerty przynoszą niezłe dochody, jednak oni są ambitniejsi. – Sarah podała im ulubioną zapiekankę – A właśnie dziewczyny, musze się wam pochwalić, że skończyłam staż w szkole i już od poniedziałku jestem pełnoetatowym nauczycielem.
-To dzieciaki w podstawówce będą mieć cudowną nauczycielkę muzyki. Z tym stażem to był świetny pomysł mamo.
-Trochę się boję, nie wiem jak poradzę sobie z pracą z dziećmi.
-Daj spokój, na pewno świetnie dasz sobie radę.
-Dzieciaki już panią kochają. A obiad jest pyszny, nie mam pojęcia jak się to pani zawsze udaje. – Emily już opróżniła swój talerz.
-No tak Em, ty potrafisz zrobić tylko omlety. – Jenny szturchnęła ją w ramię.
-Za to jakie ! Przynajmniej Brian pochłania je nawet nie przegryzając.
-On każde jedzenie pochłania w ten sposób – zaśmiała się Jenny.
-A ja zauważyłam, że ostatnio jakoś zmizerniał. – Sarah sprzątnęła talerze – Oni cokolwiek jedzą na tych próbach?
-Zazwyczaj nie mają czasu, chyba, że my im coś przyniesiemy. Ale nie martw się mamo, przyjdzie dziś wieczorem, więc będziesz mogła go dokarmić.
-Mów co chcesz, bardzo go polubiłam. To taki kochany chłopak.
-Tak naprawdę to straszna z niego wredota, tylko udaje przed wami i pokazuje jaki to z niego aniołek. – Emily ruszyła w stronę schodów na piętro.
-Em proszę, nie niszcz moim rodzicom zdania o Brianie. – Jenn udała się za nią –Niech żyją w takim pięknym kłamstwie.
Dziewczyny pogadały trochę i pospierały się ze sobą w kwestii wokalu Shadowsa w piosence „Fiction”, doszły jednak do wniosku, że nie ma sensu się kłócić, bo co by nie było, to z Matta całkiem niezły facet. Obie wybuchły śmiechem. Trochę dziwnie czuły się z faktem, że miały możliwość ich poznać, co więcej często się z nimi spotykać i wpadać na ich nagrania do studia. Koncert w Las Vegas, na który one i cała „rodzina” dostali bilety, miał odbyć się lipcu, więc wszyscy czekali z niecierpliwością. Dziewczyny nawet nie zwróciły uwagi, że zrobiło się ciemno, a obydwie były umówione.
-To ja już lecę. Pozdrów Briana i powiedz mu, że zarówno ja i rodzice chcielibyśmy go w końcu zobaczyć w domu, a nie tylko przelotnie mijać go na korytarzu. – Emily pocałowała Jenny w policzek.
Jenn zmieniła luźny t-shirt na opiętą, czarną bluzkę, włączyła „Walk” i poprawiła makijaż. W tym momencie w drzwiach pokoju stanął Brian.
-Uwierz mi Jenny, że jestem taki zmęczony, że padam. – Runął na łóżko z przymrużonymi oczami, a Jimmy skoczył na jego plecy – No nie Jimmy, myślałem , że jesteśmy kumplami, a ty dobijasz leżącego.
-Wiedziałam, że będziesz wykończony, więc mama była już z nim na spacerze. Ciężki dzień? – Pogłaskała go po policzku.
-Nawet nie wiesz jak, ale mam nadzieję, że jakoś mi to zrekompensujesz – uśmiechnął się delikatnie.
-Na początek zrobię ci herbatę.
-Jesteś niesamowita. Mówiłem ci już jak bardzo cię kocham?
-Miliony razy. – Pocałowała go z uśmiechem na ustach.
Kiedy wróciła z kuchni Brian już spał. Nie chciała go budzić, wiedziała jaki jest zmęczony, więc położyła się obok niego i lekko objęła. Obudził się około dwudziestej drugiej i szepnął jej do ucha:
-Przepraszam Jenn, nie sądziłem, że usnę. – Położył rękę na jej biodrze.
-Nie szkodzi, potrzebowałeś trochę odpoczynku.
-Gdzie ja bym znalazł drugą taką dziewczynę jak ty? – Spojrzał jej głęboko w oczy.
-Przecież nie musisz jej szukać. Masz oryginał tuż obok siebie.
-Szczerze mówiąc, to mój oryginał wygląda dzisiaj zjawiskowo, a ja na nic nie mam siły... – Przybliżył się do niej.
-Na nic? Na pewno na nic? – Prowokująco przejechała palcem po jego klatce piersiowej.
-Powiedzmy, że nie potrafię ci odmówić – mówiąc to przyciągnął ją do siebie i namiętnie pocałował.
Towarzyszyły im przy tym głośne dźwięki „Unholy Confessions” podśpiewywane przez Briana między jednym a drugim ciężkim oddechem. Była to dla nich już rutyna, która nie miała prawa się nudzić. Brian dawał jej to, czego od zawsze potrzebowała : bezpieczeństwo, radość i miłość, które ujawniały się nawet w seksie. To nie było dla nich coś zwyczajnego, jednak też nie przesądzało o wszystkim. Sami twierdzili, że jest to dopełnienie ich związku.
-Wiesz Brian, gdyby ktoś próbował mi ciebie odebrać, byłabym gotowa zrobić wszystko, nawet zabić – powiedziała po wszystkim Jenny.
-Ja mam ochotę to zrobić nawet wtedy, kiedy jakiś palant na ciebie zerka.
-Zostaniesz dziś na noc? – Pogłaskała go po włosach.
-Pewnie Jenn.
Przysiedli na łóżku i dużo rozmawiali. Brian starał się zgrabnie omijać temat przyszłości, przecież sam nie wiedział co przyniesie mu kolejny dzień. Był pewny jedynie tego, że chce grać, być przy Jenny i nie rozstawać się z chłopakami. Decyzja powinna być w takim razie prosta...
Wciąż towarzyszyły im słowa „ ile gwiazd tyle marzeń” , lecz niebo tej nocy było zupełnie czyste.
-Sądzę, że gdybym teraz musiał wyjechać, poradziłabyś sobie bardzo dobrze. – Objął ją.
-Wiem. Jesteśmy silniejsi, to pewne.
-Jenny... nie chcę psuć takiej romantycznej chwili, ale ... jestem głodny. – Pocałował ją w policzek.
-Zapomniałam ci powiedzieć, że mama stwierdziła, że zmizerniałeś, więc jutro czeka cię duże śniadanie. Tym czasem musisz sobie poradzić z głodem, bo nie mam zamiaru schodzić na dół.
-To może chodźmy już spać?
-Dobrze. – Przytuliła go z całej siły zerkając przez okno na księżyc w pełni.
Rano obudziła się przy lekkich dźwiękach „Sweet Child of Main”, dobiegających z dołu. Uśmiechnęła się do siebie i poprawiła niesforne kosmyki włosów. Pogłaskała Briana po policzku.
-Wstawaj głodomorze. Doczekałeś się śniadania.
Zeszli na parter, gdzie wszystko było już gotowe. Na stole leżały francuskie rogaliki, w małej miseczce obok stał ulubiony, żurawinowy dżem Briana, a zapach kawy unosił się nad kuchnią, po której krzątała się Sarah. John starał się jej przeszkadzać, poszczypywał ją lub imitował uderzanie w werbel na jej ramionach. „Zupełnie jak dziecko” – myślała przy tym, jednak z dnia na dzień kochała to co raz bardziej, zapominając, że był taki czas, kiedy ją to irytowało. Zjedli śniadanie, przysiedli na chwilę na werandzie a potem Brian powiedział :
-Muszę już iść Jenn. Wiesz, że praktycznie nie ma mnie w domu.
-Leć. - Dała mu całusa – Do zobaczenia.
Brian przemierzał
ulicę, pogwizdując cicho. Słońce ogrzewało jego kark i nadawało blasku nieco
dłuższym niż dotychczas, czarnym włosom. W bardzo kolorowym ogrodzie, o który
Megan niesamowicie dbała, siedzieli jego rodzice i Emily.
-Jak to miło, że zaszczyciłeś nas swoją obecnością kochanie – zaśmiała się Megan i poczochrała go po włosach.
-Mamo, przecież wiesz, że mam bardzo mało czasu. Poza tym, wy też za dużo nie przebywacie w domu, więc po prostu się mijamy.
-Najważniejsze, że chociaż niedziele możemy spędzić razem. – Ojciec nalał Brianowi soku.
- Nie sądzisz, że za dużo na siebie bierzesz? – kontynuowała matka – Musisz się uczyć i robisz to, jednak poświęcasz na próby większość swojego czasu, wracasz do domu i znów grasz, piszesz teksty, biegasz do muzycznego. Śpisz tylko po dwie godziny. Często wpadają wam jakieś koncerty. Martwię się o ciebie synku.
-Teraz najważniejsza jest płyta, wszystko będzie od niej zależało. Nasza przyszłość będzie od niej uzależniona. – Podparł policzek na dłoni.
-Nie rozmawiajmy o tym – wtrąciła Emily – Braciszku, mam pewien pomysł. Co powiesz na to, żebyśmy przyszłą niedziele spędzili razem, tylko we dwójkę? Stęskniłam się za dokuczaniem ci.
-To dobry pomysł, ale może trochę to urozmaicimy ? Wyjedziemy w sobotę po południu, weźmiemy Jenny i Maksa, pojedziemy gdzieś dalej, zatrzymamy się w pensjonacie i wrócimy w niedzielę wieczorem.
-No widzisz Brian, czasem zdarza ci się myśleć. A tak poważnie, to zapowiada się świetna zabawa. Mamo, zgadzasz się?
-Oczywiście. Najważniejsze, że spędzicie razem trochę czasu, a Brian wreszcie odpocznie.
-Tylko pamiętajcie – odezwał się ojciec – bawcie się dobrze, ale bądźcie ostrożni i rozważni. Ufam, że jesteście dojrzałymi ludźmi, więc macie zachowywać się odpowiedzialnie. Brian jest straszy, więc głównie chodzi o ciebie Emi.
-Będę jej pilnował – zamknął ją w uścisku – Ze mną i ze swoim Maksiem będzie bezpieczna.
-Jak to miło, że zaszczyciłeś nas swoją obecnością kochanie – zaśmiała się Megan i poczochrała go po włosach.
-Mamo, przecież wiesz, że mam bardzo mało czasu. Poza tym, wy też za dużo nie przebywacie w domu, więc po prostu się mijamy.
-Najważniejsze, że chociaż niedziele możemy spędzić razem. – Ojciec nalał Brianowi soku.
- Nie sądzisz, że za dużo na siebie bierzesz? – kontynuowała matka – Musisz się uczyć i robisz to, jednak poświęcasz na próby większość swojego czasu, wracasz do domu i znów grasz, piszesz teksty, biegasz do muzycznego. Śpisz tylko po dwie godziny. Często wpadają wam jakieś koncerty. Martwię się o ciebie synku.
-Teraz najważniejsza jest płyta, wszystko będzie od niej zależało. Nasza przyszłość będzie od niej uzależniona. – Podparł policzek na dłoni.
-Nie rozmawiajmy o tym – wtrąciła Emily – Braciszku, mam pewien pomysł. Co powiesz na to, żebyśmy przyszłą niedziele spędzili razem, tylko we dwójkę? Stęskniłam się za dokuczaniem ci.
-To dobry pomysł, ale może trochę to urozmaicimy ? Wyjedziemy w sobotę po południu, weźmiemy Jenny i Maksa, pojedziemy gdzieś dalej, zatrzymamy się w pensjonacie i wrócimy w niedzielę wieczorem.
-No widzisz Brian, czasem zdarza ci się myśleć. A tak poważnie, to zapowiada się świetna zabawa. Mamo, zgadzasz się?
-Oczywiście. Najważniejsze, że spędzicie razem trochę czasu, a Brian wreszcie odpocznie.
-Tylko pamiętajcie – odezwał się ojciec – bawcie się dobrze, ale bądźcie ostrożni i rozważni. Ufam, że jesteście dojrzałymi ludźmi, więc macie zachowywać się odpowiedzialnie. Brian jest straszy, więc głównie chodzi o ciebie Emi.
-Będę jej pilnował – zamknął ją w uścisku – Ze mną i ze swoim Maksiem będzie bezpieczna.
"Jenny... nie chcę psuć takiej romantycznej chwili, ale ... jestem głodny." - zabiłaś mnie tym ;DD
OdpowiedzUsuńJaa, strasznie lubię Jenny i Briana, są taką fajną parą :) Ciekawe, na co zdecydują się chłopaki, ja myślę że wybiorą muzykę.. Skoro to kochają i są w tym dobrzy, to reszta się jakoś ułoży. :) Nie mogę doczekać się tego koncertu A7X, coś czuję że będzie ciekawie.. Czekam na ciąg dlaszy. :)
no fuuuuck! ze trzy razy już piszę ten komentarz i mi nie wchodzi. dobra, się sprężę :D głodny facet w łóżku, hoooooot :P no i wiosna, wiosna.. czemu to już za nami!? teraz tylko jesień i zima.. brr, nie lubię zimy. matko, wiesz co? kocham normalnie Maksa :D nie wiem czemu.. jest po prostu taki.. w moim typie. niby zamknięty, cichy, ale wielkie serducho ma i kocha jak nie wiem. też chcę takiego :D ciekawe właśnie, co wybiorą chłopaki z In The Darkness.. ja stawiam, że muzykę, bo ona daje życie i ciekawa jest, a nie to co szkoła :)
OdpowiedzUsuńcant wait for next :)
"Towarzyszyły im przy tym głośne dźwięki „Unholy Confessions” podśpiewywane przez Briana między jednym a drugim ciężkim oddechem."
OdpowiedzUsuńJak sobie próbuję wyobrazić scenę w której facet " w trakcie" śpiewa UC to pękam ze śmiechu xD
"-Jenny... nie chcę psuć takiej romantycznej chwili, ale ... jestem głodny."
Ech... faceci ;)
Bardzo fajny odcinek, chociaż po tytule myślałam, że coś się stanie złego.
Dobra, jak szaleć to szaleć! Piszę wszystkie komenty! :D
OdpowiedzUsuńFajnie że w HB nareszcie normalna pogoda. Kocham to jak jest ciepło, wszędzie ruch, wszyscy gdzieś gnają..Oh, a szczególnie w Kaliforni. Współczuję dziewczyną, jak tam wszyscy wszystko wymieniają to się chyba pozbierać nie mogą w tej pracy! Tylko bardzo mnie niepokoi to zdanie: Czy mieli rację?!?!
Kurcza, faktycznie trudny wybór chłopaki mają. No bo może warto inwestować w przyszłość i mieć plan B chociaż z muzyką im świetnie idzie, udana trasa i płyta? Bardzo współczuję wyboru. Nie wspominając, że i to, i to się wiąże z opuszczeniem dziewczyn. :/ Hah, dobrze że przynajmniej dokarmiają swoje zwierzaki! Ja wam dam: koścista Em! Powinien go Maks pałką pucnąć! xD I jeszcze wszystko na hormony zwalać, ładnie! Bo jak się nie umie odpowiedzieć kobiecie to zawsze, że to jest czas wzmożonej aktywności Always, tak?!? :D
Tak jak myślałam, dziewczyny mają przesrane w sklepie. Laski mają rację, chłopcy lubią ryzykować! I bardzo mnie cieszy, że Sarah znalazła sobie pracę w szkole. A Johnowi tak się dobrze powodzi z zespołem i nawet dochody są! Cudownie <33 Pan Karpik obecny. Mniami, zapiekanka! Haha, i nawet Sarah widzi jak chłopcy ciężko pracują choć przyznam, to taki trochę tekst moherowy :D Właśnie, niech Emily nie niszczy tej błogiej nieświadomości rodziców!
Powiem, że ja też mam zawsze dylemat co do wokalu Shadsa w Fiction. Choć tak czy tak, zawsze mam spazmy, to jest niezmienne :D A się laski zagadały! I proszę jak się Jenny odpicowywuje, obcisła koszulka, makijażyk...nonono! I to Walk ^^ Ah, masełko zamiast żołądka! Biedny Bri, taki zmęczony chodzi :/ Haha, aż sobie słodziak zaspał. Dobrze, że Jenn wyrozumiała jest. Choć wydaje mi się, że jej to po pobudce wynagrodził. Mmm, i przy Unholy ^^ Haha, a z tym głodem to dał czadu. No w końcu się narobili, nie? :D Jezuu, ale pobudka ze Sweet Child i takimi rogaliczkami to marzenie. A niech się rodzice Briana nie martwią, wszystko będzie git majonez i cacy! Świetny pomysł z tym wyjazdem, jestem ciekawa co tam zmajstrują! ^^
Cudowny odcinek, dziękuję ci!
Twój psychofański FB Julek :D
Dzisiaj jestem tylko w stanie powiedzieć bcvkfvknmvmnbn nvbhkclk bo mój mózg się już wyłączył. Kocham, kocham, kocham i uwielbiam. Resztę napiszę jutro bo zasypiam.
OdpowiedzUsuńTwoja Joan <3
Awww tyle inteligentnie mogę napisać :) Podoba mi się, jak zwykle moja Jenny. Wiosna! Fajnie się o tym czyta, gdy za oknem już trochę chłodek. Czas miłości :) Wszystko budzi się do życia. In The Darkness pracują nad nową płytą, mają pełne ręce roboty. To cudowne. Z drugiej strony stoją przed trudnym wyborem. Czy realizować swoje marzenia i poświęcić się muzyce, czy wybrać bezpieczniejszą drogę.... Decyzja należy tylko do nich, są kowalami swojego losu...
OdpowiedzUsuńDziewczyny mają chłopaków przy sobie, chociaż może nie za często, ale zawsze to coś!!
Podobnie jak Vis usiłując sobie wyobrazić Briana podśpiewującego "Unholy" w trakcie - nie mogłam powstrzymać się od śmiechu. Tak w ogóle to oni są kochani. A Emi i Maksio to już w ogóle tacy sweet są <3 Kocham ich, są cudowni i wierzę, że wszystko będzie super. Dzień spędzony z rodziną, w końcu można pogadać i wpaść na genialny pomysł wyjazdu. Ciekawe co tam się będzie działo??? Domyślam się, że będzie baaardzo gorąco :) Czekam z niecierpliwością, jak zawsze.
Twoja foREVer Joan <3