Ok, miałam dzisiaj coś tu skrobnąć i w sumie to zdecydowałam się na coś dłuższego. Początkowo myślałam, żeby jakoś to podzielić, jednak tytuł dotyczy całego tego odcinka, więc pozostał nienaruszony i wrzucony na jeden raz :) Wleję Wam troszkę nadziei w serduszka, aby rozpoczęcie roku co dla niektórych nie było aż takie gorzkie, w końcu, to nie jest najważniejsze. Dla mojej kochanej Joanny, z którą dzielę Gatesa i niedługo rozpiszemy swój grafik, po czym wyemigrujemy do Anglii ;* Dla kochanej Julcyny, której podoba się mój basista ! ;* Dla Wasp, której podoba się mój gitarzysta ! A z dodawaniem komentarza będę próbować do skutku ! ;* Dla Sysi, Unicorn, Julii, Hope, Vis, Adrienne, czyli najlepszych na świecie czytelniczek z forum :) Oraz dla mojej Domisiastej, z którą piję jutro kawę na przerwie :) Dla Was wszystkich, bo dla Was cały czas piszę :)
* Bo to właśnie miłość jest najważniejsza... *
Na miejscu usilnie próbowały złapać jakiegoś lekarza, jednak
każdy mijał je bez słowa.
-Cholera ! – krzyknęła Emily.
Usłyszały głos pielęgniarki: „Osoby z wypadku” i dostrzegły trzy ciała owinięte w czarną folię.
-To nie może być prawda ! – Jenny krzyknęła tak, że jej głos rozbrzmiał w całym szpitalu.
Sarze popłynęły gorzkie łzy.
Emily przytuliła Jenny z całej siły. Coś jednak zdołało przykuć jej uwagę. W recepcji dostrzegła mężczyznę średniego wzrostu, w znajomej koszulce „ System of a Down”.
-Jenn kochanie, wszystko porządku. Zobacz, to twój tata, to John! – krzyknęła.
Sarah zerwała się z miejsca i podbiegła do niego. Miał bandaż zawinięty dookoła głowy, który zakrywał małe okaleczenia. Widząc roztrzęsienie żony, otulił ją ramionami.
-Tak bardzo się bałam, że cię stracę.
-Już wszystko dobrze kochanie, nie płacz. Nic się nie stało – odgarnął włosy z jej twarzy i ucałował ją w czoło – Teraz już wszystko będzie dobrze.
Jenny przytuliła tatę i zapytała:
-A co z rodzicami Em?
-Opatrują ich jeszcze. Megan ma zwichnięty nadgarstek, a Steve lekkie wstrząśnienie mózgu. Nic im nie będzie. Za godzinę wszyscy będziemy mogli stąd wyjść.
-Dzięki Bogu. Zadzwonię do Briana, powinien wiedzieć – powiedziała Emily.
Wszyscy usieli w poczekalni czekając na wypis.
-Jenn, przynieś nam kawy, dobrze? – poprosił ojciec.
Emily rozmawiała z Brianem, a potem z Maksem, więc Sarah i John zostali sami.
-Słuchaj ... – zaczął – naprawdę się bałaś?
-Szczególnie kiedy na korytarz wjechały trzy trupy. A tak poważnie...John, przecież wiesz, że się bałam.
-Strach towarzyszy osobą, którym zależy...
-Bo tak jest. Myślę, że powinniśmy zacząć tutaj wszystko od nowa. Razem. Zdałam sobie sprawę, że byłabym bez ciebie bezwartościowa. W tym ostatecznym momencie największego strachu nic oprócz ciebie się nie liczyło.
-A więc trochę mnie jeszcze kochasz? – Objął ją ramieniem, a ona przytuliła głowę do jego klatki.
-Najbardziej na świecie.
Jenny przyglądała się temu z pewnej odległości. Uśmiech nie schodził jej twarzy. Emily zaszła ją od tyłu i objęła.
-Wreszcie absolutnie wszystko się układa - szepnęła.
-Jak widać, w obliczu strachu przed utratą doceniamy to, co mamy.
-Wiesz Jenny, twój przyjazd do Huntington Beach odmienił nie tylko twoje życie. To magia?
-Tu nie chodzi o mnie. To miłość tak działa.
-Całkiem głęboki z ciebie „duży metal” – zaśmiała się Emily.
-Cholera ! – krzyknęła Emily.
Usłyszały głos pielęgniarki: „Osoby z wypadku” i dostrzegły trzy ciała owinięte w czarną folię.
-To nie może być prawda ! – Jenny krzyknęła tak, że jej głos rozbrzmiał w całym szpitalu.
Sarze popłynęły gorzkie łzy.
Emily przytuliła Jenny z całej siły. Coś jednak zdołało przykuć jej uwagę. W recepcji dostrzegła mężczyznę średniego wzrostu, w znajomej koszulce „ System of a Down”.
-Jenn kochanie, wszystko porządku. Zobacz, to twój tata, to John! – krzyknęła.
Sarah zerwała się z miejsca i podbiegła do niego. Miał bandaż zawinięty dookoła głowy, który zakrywał małe okaleczenia. Widząc roztrzęsienie żony, otulił ją ramionami.
-Tak bardzo się bałam, że cię stracę.
-Już wszystko dobrze kochanie, nie płacz. Nic się nie stało – odgarnął włosy z jej twarzy i ucałował ją w czoło – Teraz już wszystko będzie dobrze.
Jenny przytuliła tatę i zapytała:
-A co z rodzicami Em?
-Opatrują ich jeszcze. Megan ma zwichnięty nadgarstek, a Steve lekkie wstrząśnienie mózgu. Nic im nie będzie. Za godzinę wszyscy będziemy mogli stąd wyjść.
-Dzięki Bogu. Zadzwonię do Briana, powinien wiedzieć – powiedziała Emily.
Wszyscy usieli w poczekalni czekając na wypis.
-Jenn, przynieś nam kawy, dobrze? – poprosił ojciec.
Emily rozmawiała z Brianem, a potem z Maksem, więc Sarah i John zostali sami.
-Słuchaj ... – zaczął – naprawdę się bałaś?
-Szczególnie kiedy na korytarz wjechały trzy trupy. A tak poważnie...John, przecież wiesz, że się bałam.
-Strach towarzyszy osobą, którym zależy...
-Bo tak jest. Myślę, że powinniśmy zacząć tutaj wszystko od nowa. Razem. Zdałam sobie sprawę, że byłabym bez ciebie bezwartościowa. W tym ostatecznym momencie największego strachu nic oprócz ciebie się nie liczyło.
-A więc trochę mnie jeszcze kochasz? – Objął ją ramieniem, a ona przytuliła głowę do jego klatki.
-Najbardziej na świecie.
Jenny przyglądała się temu z pewnej odległości. Uśmiech nie schodził jej twarzy. Emily zaszła ją od tyłu i objęła.
-Wreszcie absolutnie wszystko się układa - szepnęła.
-Jak widać, w obliczu strachu przed utratą doceniamy to, co mamy.
-Wiesz Jenny, twój przyjazd do Huntington Beach odmienił nie tylko twoje życie. To magia?
-Tu nie chodzi o mnie. To miłość tak działa.
-Całkiem głęboki z ciebie „duży metal” – zaśmiała się Emily.
Grudniowe popołudnia dziewczyny spędzały na popijaniu
gorącej czekolady i zabawie z Jimmym – już w domu, ponieważ nawet w Huntington
Beach zrobiło się chłodno. Wszystkie rzeczy matki zostały przywiezione do
nowego domu. Jenny ani razu nie minęła się z Charliem.
Chłopaki mieli wrócić pierwszego dnia świąt z rana, a wieczorem odegrać ostatni koncert tej trasy, właśnie tutaj, w Huntington Beach. Jenny i Emily postanowiły dzień wcześniej wybrać się do galerii na świąteczne zakupy.
Iskrzyła ona milionami złoto-czerwonych lampek, a przed wejściem stały dwie kilkunastometrowe choinki. W środku również można było zachwycić się świątecznym nastrojem. Wystawy sklepów ozdobione były różnokolorowymi bąbkami, lampkami, sztucznym śniegiem. W całej galerii dominował kolor czerwony i biały. Świąteczne motywy dało się dostrzec absolutnie wszędzie. Najpiękniejsze były jednak tematyczne piosenki, które dziewczyny chętnie podśpiewywały.
-No dobra Emi, proponuję ustalić jakąś strategię, żeby niczego nie zapomnieć.
-Plan jest taki : na początku ruszamy na poszukiwanie prezentów dla rodziców, później upominki na chłopaków z Avenged , następnie dla Courtney, Lilly i Luise, a na koniec zostawimy sobie prezenty dla chłopaków.
-To będzie najtrudniejsze. Dobra, no to ruszamy.
Sunęły po sklepach jak szalone, pośpiewując przy tym „ Last Christmas i give you my heart...”.
-Na te prezenty wydam wszystko, co zarobiłam w muzycznym - żaliła się Jenny.
-Ja też. Zobacz Jenn, czy to nie jest idealna rzecz dla twojego taty? – Wskazała jej płytę. Składanka zawierała piosenki, teksty, filmy, wywiady i zdjęcia zespołu Guns’ n’ roses, czyli jego ulubionego.
-Ty to masz oko!
Oprócz tego Jenny kupiła jeszcze zgrabne, białe słuchawki i koszulkę „ Punks not Dead” , która teraz szczególnie pasowała mamie. Emily dla swoich rodziców znalazła : biografię Metallicy dla taty i ogromny obraz Marylin Monroe, o którym marzyła od dawna mama.
-Jeden etap mamy już z głowy – odetchnęła z ulgą Em.
-To dopiero początek Emi. Mam pomysł na prezent dla Sevenfoldów.
-Opowiadaj.
-Kupimy dużą antyramę i oprawimy w nie zdjęcie, które zrobiliśmy sobie wszyscy razem w moje urodziny.
-Świetnie. Teraz trzeba znaleźć fotografa. Mam nadzieję, że masz to zdjęcie przy sobie?
-Mam, mam.
Dla Luise, Lilly i Courtney dziewczyny wybrały takie same łańcuszki z napisem „ Punk and my Boyfriend”. Same nie mogły się powstrzymać i kupiły sobie identyczne. Dla Simona i Patricka wybrały kolorowe kostki, a dla Davida nową bandamkę. Teraz czekało je najtrudniejsze zadanie.
-Ja mam pomysł na prezent dla Maksa. Tutaj w muzycznym widziałam genialne pałki – powiedziała Emily.
-No to chodźmy.
Sklep podzielony był na dwie części. W pierwszej umieszczone zostały gadżety, płyty, ubrania, a w drugiej sprzęt i instrumenty. Pałki były naprawdę niesamowite. Miały czarny kolor i czerwoną sygnaturę The Reva.
-Maks będzie przeszczęśliwy – powiedziała Jenny.
-Mam nadzieję. Teraz nam obu pozostało wybrać prezent dla Briana. Jemu zawsze jest ciężko coś kupić.
-Nie dobijaj mnie, proszę. Właśnie dzwoni, ciekawe czego chce. Słucham?
-Cześć, co robisz?
-Bezskutecznie szukam prezentu dla ciebie – uśmiechnęła się.
-O, musisz się postarać, wiesz, że jestem wybredny.
-Aż za dobrze. A ty co robisz?
-Powoli zaczynam się pakować, już jutro w domu.
-Nie mogę się doczekać. Dobrze, przestań mi przeszkadzać, bo nigdy nic nie znajdę – zaśmiała się.
-Powiedz tylko, o której będziesz w domu?
-Około dziewiętnastej.
-To zadzwonię. Do usłyszenia.
Emily podbiegła do niej z koszulką Bullet For My Valentine.
-Co o niej sądzisz? Chyba powinna się mu spodobać? Naprawdę nie mogę wymyśleć nic innego. A ty coś znalazłaś?
-Nie i nie mam pojęcia, czy w ogóle znajdę. Wszystko wydaje mi się banalne.
-To chodź na jakiś deser. Może coś wpadnie nam do głowy. – Wzięła Jenny pod rękę i ruszyły na najwyższe piętro.
Usiadły w zatłoczonej kawiarni.
-Jak widać, mnóstwo ludzi kupuje prezenty na ostatnią chwilę, tak samo jak my.
-Chyba tak. Jednak my nie jesteśmy takie zaganiane. – Jenn popiła ulubione latte macchiato.
Obok nich przeszedł niesamowicie ubrany chłopak. A charakteryzował go szczególnie jeden element garderoby.
-Chodź szybko Em! Mam pomysł ! – wyciągnęła przyjaciółkę za rękę.
-Dziewczyny ! Rachunek ! – krzyknął za nimi kelner , a Emily w ostatniej chwili wcisnęła mu do ręki banknot. Potem ruszyła za podekscytowaną Jenny.
Ku zdziwieniu Emily, chwilę później znalazły się w sklepie z butami.
-Co ty wymyśliłaś Jenn?
Ale ona nie musiała jej odpowiadać, bo w tym samym momencie zobaczyła na wystawie najpiękniejsze trampki na całym świecie.
-Ładne, nie? Będą idealne.
Buty były czarne, miały delikatne przetarcia, w których ujawniały się czaszki. Całości dopełniały czerwone sznurówki.
-Brian będzie wniebowzięty- dodała Emily.
Kiedy już miały wychodzić, obładowane wszystkimi prezentami, obu rzuciła się w oczy jedna z wystaw.
-Jenny, czy myślisz o tym samym co ja?
-Myślę, że możemy sobie zrobić nawzajem taki ... mały prezencik.
Roześmiały się głośno i weszły do sklepu z bielizną. Przymierzyły kilka, ale ostatecznie Emily dostała czerwony komplet, zbudowany z delikatnej koronki, za to Jenny – czarny, bardzo zmysłowy, w którym w oczy rzucały się fikuśne falbanki.
-Teraz możemy wracać.
Chłopaki mieli wrócić pierwszego dnia świąt z rana, a wieczorem odegrać ostatni koncert tej trasy, właśnie tutaj, w Huntington Beach. Jenny i Emily postanowiły dzień wcześniej wybrać się do galerii na świąteczne zakupy.
Iskrzyła ona milionami złoto-czerwonych lampek, a przed wejściem stały dwie kilkunastometrowe choinki. W środku również można było zachwycić się świątecznym nastrojem. Wystawy sklepów ozdobione były różnokolorowymi bąbkami, lampkami, sztucznym śniegiem. W całej galerii dominował kolor czerwony i biały. Świąteczne motywy dało się dostrzec absolutnie wszędzie. Najpiękniejsze były jednak tematyczne piosenki, które dziewczyny chętnie podśpiewywały.
-No dobra Emi, proponuję ustalić jakąś strategię, żeby niczego nie zapomnieć.
-Plan jest taki : na początku ruszamy na poszukiwanie prezentów dla rodziców, później upominki na chłopaków z Avenged , następnie dla Courtney, Lilly i Luise, a na koniec zostawimy sobie prezenty dla chłopaków.
-To będzie najtrudniejsze. Dobra, no to ruszamy.
Sunęły po sklepach jak szalone, pośpiewując przy tym „ Last Christmas i give you my heart...”.
-Na te prezenty wydam wszystko, co zarobiłam w muzycznym - żaliła się Jenny.
-Ja też. Zobacz Jenn, czy to nie jest idealna rzecz dla twojego taty? – Wskazała jej płytę. Składanka zawierała piosenki, teksty, filmy, wywiady i zdjęcia zespołu Guns’ n’ roses, czyli jego ulubionego.
-Ty to masz oko!
Oprócz tego Jenny kupiła jeszcze zgrabne, białe słuchawki i koszulkę „ Punks not Dead” , która teraz szczególnie pasowała mamie. Emily dla swoich rodziców znalazła : biografię Metallicy dla taty i ogromny obraz Marylin Monroe, o którym marzyła od dawna mama.
-Jeden etap mamy już z głowy – odetchnęła z ulgą Em.
-To dopiero początek Emi. Mam pomysł na prezent dla Sevenfoldów.
-Opowiadaj.
-Kupimy dużą antyramę i oprawimy w nie zdjęcie, które zrobiliśmy sobie wszyscy razem w moje urodziny.
-Świetnie. Teraz trzeba znaleźć fotografa. Mam nadzieję, że masz to zdjęcie przy sobie?
-Mam, mam.
Dla Luise, Lilly i Courtney dziewczyny wybrały takie same łańcuszki z napisem „ Punk and my Boyfriend”. Same nie mogły się powstrzymać i kupiły sobie identyczne. Dla Simona i Patricka wybrały kolorowe kostki, a dla Davida nową bandamkę. Teraz czekało je najtrudniejsze zadanie.
-Ja mam pomysł na prezent dla Maksa. Tutaj w muzycznym widziałam genialne pałki – powiedziała Emily.
-No to chodźmy.
Sklep podzielony był na dwie części. W pierwszej umieszczone zostały gadżety, płyty, ubrania, a w drugiej sprzęt i instrumenty. Pałki były naprawdę niesamowite. Miały czarny kolor i czerwoną sygnaturę The Reva.
-Maks będzie przeszczęśliwy – powiedziała Jenny.
-Mam nadzieję. Teraz nam obu pozostało wybrać prezent dla Briana. Jemu zawsze jest ciężko coś kupić.
-Nie dobijaj mnie, proszę. Właśnie dzwoni, ciekawe czego chce. Słucham?
-Cześć, co robisz?
-Bezskutecznie szukam prezentu dla ciebie – uśmiechnęła się.
-O, musisz się postarać, wiesz, że jestem wybredny.
-Aż za dobrze. A ty co robisz?
-Powoli zaczynam się pakować, już jutro w domu.
-Nie mogę się doczekać. Dobrze, przestań mi przeszkadzać, bo nigdy nic nie znajdę – zaśmiała się.
-Powiedz tylko, o której będziesz w domu?
-Około dziewiętnastej.
-To zadzwonię. Do usłyszenia.
Emily podbiegła do niej z koszulką Bullet For My Valentine.
-Co o niej sądzisz? Chyba powinna się mu spodobać? Naprawdę nie mogę wymyśleć nic innego. A ty coś znalazłaś?
-Nie i nie mam pojęcia, czy w ogóle znajdę. Wszystko wydaje mi się banalne.
-To chodź na jakiś deser. Może coś wpadnie nam do głowy. – Wzięła Jenny pod rękę i ruszyły na najwyższe piętro.
Usiadły w zatłoczonej kawiarni.
-Jak widać, mnóstwo ludzi kupuje prezenty na ostatnią chwilę, tak samo jak my.
-Chyba tak. Jednak my nie jesteśmy takie zaganiane. – Jenn popiła ulubione latte macchiato.
Obok nich przeszedł niesamowicie ubrany chłopak. A charakteryzował go szczególnie jeden element garderoby.
-Chodź szybko Em! Mam pomysł ! – wyciągnęła przyjaciółkę za rękę.
-Dziewczyny ! Rachunek ! – krzyknął za nimi kelner , a Emily w ostatniej chwili wcisnęła mu do ręki banknot. Potem ruszyła za podekscytowaną Jenny.
Ku zdziwieniu Emily, chwilę później znalazły się w sklepie z butami.
-Co ty wymyśliłaś Jenn?
Ale ona nie musiała jej odpowiadać, bo w tym samym momencie zobaczyła na wystawie najpiękniejsze trampki na całym świecie.
-Ładne, nie? Będą idealne.
Buty były czarne, miały delikatne przetarcia, w których ujawniały się czaszki. Całości dopełniały czerwone sznurówki.
-Brian będzie wniebowzięty- dodała Emily.
Kiedy już miały wychodzić, obładowane wszystkimi prezentami, obu rzuciła się w oczy jedna z wystaw.
-Jenny, czy myślisz o tym samym co ja?
-Myślę, że możemy sobie zrobić nawzajem taki ... mały prezencik.
Roześmiały się głośno i weszły do sklepu z bielizną. Przymierzyły kilka, ale ostatecznie Emily dostała czerwony komplet, zbudowany z delikatnej koronki, za to Jenny – czarny, bardzo zmysłowy, w którym w oczy rzucały się fikuśne falbanki.
-Teraz możemy wracać.
Jenny siedziała w swoim pokoju wpatrując się w mrok. Wstała
i przymierzyła raz jeszcze prezent od Emily. Odwróciła wzrok w stronę okna i
nie mogła uwierzyć w to, co ujrzała za nim. Przez ciemność zaczął przedzierać
się delikatny śnieg, a już p chwili szalała wichura. Założyła bluzę i
naciągnęła jeansy. Otworzyła okno by złapać w dłonie kilka płatków śniegu.
Zadzwonił telefon.
-Brian, nie uwierzysz! Pada śnieg ! W Huntington Beach !
-Wiem Jenn – zaśmiał się.
-Jak to wiesz?
-Załóż kurtkę i wyjdź przed dom.
Rzuciła telefon, założyła buty i wybiegła na werandę. Przy furtce stał Brian, ubrany w skórę, która teraz była cała biała. Miał czerwone od zimna policzki i przestępował z nogi na nogę.
Widząc Jenny uśmiechnął się najpiękniejszym ze swoich uśmiechów. Odgarnął z twarzy mokre włosy.
-Brian ?! – krzyknęła i podbiegła do niego przytulając z całej siły.
Pocałunkom nie było końca. Nie ważne jak bardzo było zimno. Wreszcie byli razem. Z pośród śniegu nie widać było zupełnie nic, nawet ich.
Pociągnęła go za sobą na werandę.
-Tak bardzo tęskniłem Jenn... – Całował ją namiętnie, a ona tylko uśmiechała się między pocałunkami.
Trzymał ją tak mocno, jakby od tego zależało życie obojga.
„Gates miał rację” – pomyślała „ Jesteśmy teraz silniejsi”.
Wziął ją na ręce nie odrywając od niej ust. Przechodząc przez kuchnie nawet nie zauważyli siedzących tam rodziców Jenny. Gdzieś po drodze zgubili buty, kurtkę, bluzę...
Pokój oświetlał jedynie blask gwiazd, ledwo widoczny spoza szalejących płatków śniegu. Stali blisko siebie, czując swoje oddechy. Brian zsunął jej wilgotną koszulkę i odrzucił do tyłu mokre włosy, które opadły na jej ramiona. Oblała się lekkim rumieńcem. Widząc to dotknął dłońmi jej policzków i przejechał kciukiem po jej wargach, tak jak za pierwszym razem. Pocałował ją zmysłowo. Spędzili tą noc razem i nie było w niej nic zachłannego ani nachalnego. Wręcz przeciwnie, była piękna. Na co dzień silny i bezpośredni chłopak był teraz bardzo dojrzałym i wrażliwym mężczyzną. Całował każdy centymetr jej ciała, a ona drżała, lecz na pewno nie ze strachu. Nie miała powodu by się bać. Był tak samo delikatny jak za pierwszym razem, czuły na każdy jej szept, najmniejszy ruch. Czuła się piękna widząc, w jaki sposób na nią patrzy. Pierwszy raz w życiu pomyślała o sobie, że jest wyjątkowa, czując jego oddech na swojej szyi i dłonie muskające jej uda. On za to wiedział, że jest szczęśliwy, chociaż kiedyś uważał za niemożliwe, żeby przytrafiło mu się coś podobnego. Chcieli, aby ta noc nigdy się dla nich nie kończyła.
-Brian, nie uwierzysz! Pada śnieg ! W Huntington Beach !
-Wiem Jenn – zaśmiał się.
-Jak to wiesz?
-Załóż kurtkę i wyjdź przed dom.
Rzuciła telefon, założyła buty i wybiegła na werandę. Przy furtce stał Brian, ubrany w skórę, która teraz była cała biała. Miał czerwone od zimna policzki i przestępował z nogi na nogę.
Widząc Jenny uśmiechnął się najpiękniejszym ze swoich uśmiechów. Odgarnął z twarzy mokre włosy.
-Brian ?! – krzyknęła i podbiegła do niego przytulając z całej siły.
Pocałunkom nie było końca. Nie ważne jak bardzo było zimno. Wreszcie byli razem. Z pośród śniegu nie widać było zupełnie nic, nawet ich.
Pociągnęła go za sobą na werandę.
-Tak bardzo tęskniłem Jenn... – Całował ją namiętnie, a ona tylko uśmiechała się między pocałunkami.
Trzymał ją tak mocno, jakby od tego zależało życie obojga.
„Gates miał rację” – pomyślała „ Jesteśmy teraz silniejsi”.
Wziął ją na ręce nie odrywając od niej ust. Przechodząc przez kuchnie nawet nie zauważyli siedzących tam rodziców Jenny. Gdzieś po drodze zgubili buty, kurtkę, bluzę...
Pokój oświetlał jedynie blask gwiazd, ledwo widoczny spoza szalejących płatków śniegu. Stali blisko siebie, czując swoje oddechy. Brian zsunął jej wilgotną koszulkę i odrzucił do tyłu mokre włosy, które opadły na jej ramiona. Oblała się lekkim rumieńcem. Widząc to dotknął dłońmi jej policzków i przejechał kciukiem po jej wargach, tak jak za pierwszym razem. Pocałował ją zmysłowo. Spędzili tą noc razem i nie było w niej nic zachłannego ani nachalnego. Wręcz przeciwnie, była piękna. Na co dzień silny i bezpośredni chłopak był teraz bardzo dojrzałym i wrażliwym mężczyzną. Całował każdy centymetr jej ciała, a ona drżała, lecz na pewno nie ze strachu. Nie miała powodu by się bać. Był tak samo delikatny jak za pierwszym razem, czuły na każdy jej szept, najmniejszy ruch. Czuła się piękna widząc, w jaki sposób na nią patrzy. Pierwszy raz w życiu pomyślała o sobie, że jest wyjątkowa, czując jego oddech na swojej szyi i dłonie muskające jej uda. On za to wiedział, że jest szczęśliwy, chociaż kiedyś uważał za niemożliwe, żeby przytrafiło mu się coś podobnego. Chcieli, aby ta noc nigdy się dla nich nie kończyła.
Tym razem on obudził ją delikatnym pocałunkiem. Siedział na
brzegu łóżka i wpatrywał się w nią.
-Wesołych świąt kochanie! Muszę już iść, prześpię się w domu, a potem jedziemy z chłopakami obejrzeć ten klub. Sprawdzimy nagłośnienie, akustykę. Zobaczymy się na miejscu.
-Przyjdziesz do nas wieczorem? – przesunęła dłonią po jego policzku.
-Pewnie. Przecież twoi rodzice zaprosili wszystkich na Wigilię.
-Naprawdę? To dobrze.
Chłopak ruszył w stronę drzwi.
-Brian...
-Tak?
-Było cudownie. Tęskniłam za tobą.
Wrócił się i pocałował ją mocno.
-Musi ci to wystarczyć na cały dzień. A od jutra nie odstąpię cię nawet na krok.
-Obiecujesz?
-Obiecuję.
-Wesołych świąt kochanie! Muszę już iść, prześpię się w domu, a potem jedziemy z chłopakami obejrzeć ten klub. Sprawdzimy nagłośnienie, akustykę. Zobaczymy się na miejscu.
-Przyjdziesz do nas wieczorem? – przesunęła dłonią po jego policzku.
-Pewnie. Przecież twoi rodzice zaprosili wszystkich na Wigilię.
-Naprawdę? To dobrze.
Chłopak ruszył w stronę drzwi.
-Brian...
-Tak?
-Było cudownie. Tęskniłam za tobą.
Wrócił się i pocałował ją mocno.
-Musi ci to wystarczyć na cały dzień. A od jutra nie odstąpię cię nawet na krok.
-Obiecujesz?
-Obiecuję.
Koncert zaczął się punktualnie o siedemnastej. Jenny nawet
nie zdawała sobie sprawy, że ludzie tak bardzo pokochają muzykę In The
Darkness. Koncert był niesamowity. W pewnej chwili usłyszała wstęp do „Second
Heartbeat” i zmysłowy głos Davida.
-To już ostatnia piosenka tej trasy, a zdecydowaliśmy się na cover, ponieważ właśnie dzięki Sevenfoldom gramy muzykę, którą kochamy. A teraz chcielibyśmy zaprosić na scenę pięć cudownych „dużych metali”. Luise, Courtney, Lilly, Emily i oczywiście Jenny. Chodźcie do nas!
Weszły na scenę oślepione światłem reflektorów.
-Jenn – zaczął David - chcielibyśmy, żebyś zaśpiewała i zagrała tą właśnie piosenkę. Wiemy, że jesteś w tym niesamowita.
-Nie mam swojej gitary - szepnęła do Briana. On skinął jej głową, a z zza kulisów wyłonił się Gates.
-Twoja gitara. Daj czadu dziewczyno ! – ucałował ją w policzek.
David odstąpił jej miejsca przy mikrofonie. W sali rozbrzmiało „Second Heartbeat” w wykonaniu Jenny. Wszyscy byli zachwyceni, szczególnie Garry. Dziewczyny dośpiewywały chórki. Przy słowach:
-To już ostatnia piosenka tej trasy, a zdecydowaliśmy się na cover, ponieważ właśnie dzięki Sevenfoldom gramy muzykę, którą kochamy. A teraz chcielibyśmy zaprosić na scenę pięć cudownych „dużych metali”. Luise, Courtney, Lilly, Emily i oczywiście Jenny. Chodźcie do nas!
Weszły na scenę oślepione światłem reflektorów.
-Jenn – zaczął David - chcielibyśmy, żebyś zaśpiewała i zagrała tą właśnie piosenkę. Wiemy, że jesteś w tym niesamowita.
-Nie mam swojej gitary - szepnęła do Briana. On skinął jej głową, a z zza kulisów wyłonił się Gates.
-Twoja gitara. Daj czadu dziewczyno ! – ucałował ją w policzek.
David odstąpił jej miejsca przy mikrofonie. W sali rozbrzmiało „Second Heartbeat” w wykonaniu Jenny. Wszyscy byli zachwyceni, szczególnie Garry. Dziewczyny dośpiewywały chórki. Przy słowach:
Wiedzieliśmy, że czas może nas zabić
Ale wciąż jesteś tak bliski dla mnie...
Ale wciąż jesteś tak bliski dla mnie...
odwróciła głowę w stronę Briana, a on uśmiechnął się lekko.
-Byłaś cudowna – szepnął jej do ucha po wszystkim .
-Byłaś cudowna – szepnął jej do ucha po wszystkim .
Po koncercie wszyscy przysiedli w salonie Jenny. Nawet
chłopaki z Avenged wpadli na chwilę, zanim rozjechali się do swoich domów.
-Mamy dla was prezent... – zaczęła Emily
-Coś, abyście pamiętali, że również należycie do rodziny.
-Widziałeś Christ? To jest niesamowite! – krzyknął Zacky .
-Powiesimy je sobie w studiu. My też coś dla was mamy. Zacky, dawaj.
-Myślałem, że ty je wziąłeś...? – odpowiedział niepewnie.
-Tylko ja w tym zespole myślę. – Shadows stuknął Johnnego w czoło – Mamy dla was bilety na nasz koncert.
-W pierwszym rzędzie i z wejściówką za kulisy – dodał Arin – W Las Vegas !
-Las Vegas baby ! – krzyknął Gates i rzucił pozostałym swój zniewalający uśmiech. Jego oczy cieszyły się jak u dziecka, a swoje błyszczące spojrzenie zatrzymał na Jenny.
-Niesamowite ! Dziękujemy.
Wszyscy odpakowali swoje prezenty, a w domu zrobiło się gwarno. Brian biegał od kuchni do salonu w nowych trampkach przyglądając się im z każdej strony. Sarah podłączyła słuchawki, rozbrzmiała składanka Guns’ n ‘ roses, chłopaki sprawdzali nowe kostki. Maks potrząsał jemiołą nad głową Emily, a ona przyciągnęła go do siebie, obsypując słodkimi pocałunkami. Potem postukiwał nowymi pałkami we wszystko w co się dało. Nawet Jimmy dostał prezent w postaci czerwonej obróżki i smyczy.
-Też mam coś dla ciebie Jenny - powiedział z uśmiechem Brian, podając jej pakunek.
W środku była czarna sukienka obsypana płatkami czerwonych róż. Kiedy ją wyjęła zauważyła, że pod spodem jest coś jeszcze. Była to koszulka Avenged Sevenfold, której nie mogła nigdzie dostać. Przeszukała kiedyś cały Internet w poszukiwaniu jej, a kiedy znalazła okazało się, że została sprzedana. Teraz miała ją w paczce od Briana.
-Dziękuję ! – Rzuciła mu się na szyję i pocałowała.
-Ale to jeszcze nie wszystko. Chodź do kuchni.
Rozpiął guziki swojej koszuli ukazując nowy tatuaż na swoim sercu. Pisało : „ Forever on my heart . Jenny” ozdobione skrzydlatym sercem.
-Jest piękny... – Przesunęła po nim dłonią.
-Dokładnie taki, jak nasza miłość.
Cała rodzina usiadła przy kominku, a na dworze nieprzerwanie prószył śnieg. Grali i śpiewali :
-Mamy dla was prezent... – zaczęła Emily
-Coś, abyście pamiętali, że również należycie do rodziny.
-Widziałeś Christ? To jest niesamowite! – krzyknął Zacky .
-Powiesimy je sobie w studiu. My też coś dla was mamy. Zacky, dawaj.
-Myślałem, że ty je wziąłeś...? – odpowiedział niepewnie.
-Tylko ja w tym zespole myślę. – Shadows stuknął Johnnego w czoło – Mamy dla was bilety na nasz koncert.
-W pierwszym rzędzie i z wejściówką za kulisy – dodał Arin – W Las Vegas !
-Las Vegas baby ! – krzyknął Gates i rzucił pozostałym swój zniewalający uśmiech. Jego oczy cieszyły się jak u dziecka, a swoje błyszczące spojrzenie zatrzymał na Jenny.
-Niesamowite ! Dziękujemy.
Wszyscy odpakowali swoje prezenty, a w domu zrobiło się gwarno. Brian biegał od kuchni do salonu w nowych trampkach przyglądając się im z każdej strony. Sarah podłączyła słuchawki, rozbrzmiała składanka Guns’ n ‘ roses, chłopaki sprawdzali nowe kostki. Maks potrząsał jemiołą nad głową Emily, a ona przyciągnęła go do siebie, obsypując słodkimi pocałunkami. Potem postukiwał nowymi pałkami we wszystko w co się dało. Nawet Jimmy dostał prezent w postaci czerwonej obróżki i smyczy.
-Też mam coś dla ciebie Jenny - powiedział z uśmiechem Brian, podając jej pakunek.
W środku była czarna sukienka obsypana płatkami czerwonych róż. Kiedy ją wyjęła zauważyła, że pod spodem jest coś jeszcze. Była to koszulka Avenged Sevenfold, której nie mogła nigdzie dostać. Przeszukała kiedyś cały Internet w poszukiwaniu jej, a kiedy znalazła okazało się, że została sprzedana. Teraz miała ją w paczce od Briana.
-Dziękuję ! – Rzuciła mu się na szyję i pocałowała.
-Ale to jeszcze nie wszystko. Chodź do kuchni.
Rozpiął guziki swojej koszuli ukazując nowy tatuaż na swoim sercu. Pisało : „ Forever on my heart . Jenny” ozdobione skrzydlatym sercem.
-Jest piękny... – Przesunęła po nim dłonią.
-Dokładnie taki, jak nasza miłość.
Cała rodzina usiadła przy kominku, a na dworze nieprzerwanie prószył śnieg. Grali i śpiewali :
Tak jak jakiś pijaczyna śpiewający Elvisa, fałszuje, tak fałszuję i ja.
Śpiewam jak to zawsze cię kochałem, najdroższa
i jak zawsze kochać będę.
Śpiewam jak to zawsze cię kochałem, najdroższa
i jak zawsze kochać będę.
Czym jest miłość?
Być może ciągłym przekomarzaniem się ze sobą, albo troską o siebie nawzajem.
Docenieniem tego co mamy w chwilach ostatecznego lęku, strachu przed utratą.
Ciepłem czyjejś dłoni, krótkim pocałunkiem w czasie przerwy między lekcjami.
Kilkugodzinnymi rozmowami i niekrępującym milczeniem. Kilkoma tatuażami i
niekończącym się dźwiękiem. Miłość jest muzyką. Melodią tworzoną przez głos i
gitarę, rytmem wystukiwanym przez perkusję. Ciepłem i prószącym śniegiem. Gorącą czekoladą. Bliskością.
Całe nasze życie jest jedną , piękną piosenką. To od nas zależy ile fałszywych dźwięków zagramy. Dojrzewamy, kiedy zdajemy sobie sprawę, że jesteśmy odpowiedzialni nie tylko za nasze życie, a każda podjęta przez nas decyzja, wpłynie na przyszłość naszych bliskich. Mimo fali porażek nie warto się poddawać. Kto wie, kiedy miłość nas zaskoczy, nie koniecznie na plaży w Huntington Beach...
Całe nasze życie jest jedną , piękną piosenką. To od nas zależy ile fałszywych dźwięków zagramy. Dojrzewamy, kiedy zdajemy sobie sprawę, że jesteśmy odpowiedzialni nie tylko za nasze życie, a każda podjęta przez nas decyzja, wpłynie na przyszłość naszych bliskich. Mimo fali porażek nie warto się poddawać. Kto wie, kiedy miłość nas zaskoczy, nie koniecznie na plaży w Huntington Beach...
-KONIEC CZĘŚCI PIERWSZEJ-
Przestraszyłaś mnie tymi trzema trupami na początku! :D Myślałam, że serio nie żyją.. Haha ^^'. Fajne prezenty, też chciałabym takie na święta, zamiast tego, co dostaję zawsze [jakieś pierdoły, ubrania, perfumy.. :/]. No i spodobało mi się zakończenie, ostatni akapit baardzo fajny. :) Czekam na ciąg dalszy. :)
OdpowiedzUsuń+ Co do dodawania komentarzy u mnie, wierzę w Ciebie i Twoją wygraną w walce z blogspotem [sama jeszcze go nie ogarniam, onet był mniej skomplikowany ;p]. :) :*
Może spróbuj teraz z komentarzem, pozmieniałam trochę w ustawieniach :)
UsuńMatkooooo ale fajneeeee toooooo.
OdpowiedzUsuńSory, ale ze względu na rozpoczęcie roku szkolnego tylko na tyle mnie stać :)
Takich fajnych masz tych bohaterów, że nie wyrabiam :) Super, że A7X i ITD się zaprzyjaźnili, a na następne święta to ja sobie ich zamawiam do domu hehehe. Jeszcze żeby to było możliwe :(
Brian i Jenny muszą być razem na zawsze, bo jak nie to cię znajdę i ręcznie wytłumaczę dlaczego są idealną parą i mają być razem:) Ale widzę, że wszystko idzie w dobrym kierunku.
Czekam na następny odcinek :) Będę o nim marzyć na jutrzejszej biologi.
Kurcze ale wprowadziłaś taką magię w tym odcinku, że już mi się zachciało Świąt ;) A ten Gates to chyba ma jakieś plany względem Jenn. Zobaczymy co to z tego wyjdzie :)
OdpowiedzUsuńKasiu! Wiesz, że ryczałam jak dziecko gdy to czytałam. Teraz też tak jest!! Ten odcinek jest cudowny, taki magiczny. Pokazuje, że prawdziwa miłość przetrwa każdą burzę i zawirowania. Zarówno John i Sarah oraz Brian i Jenny przekonali się o sile tego cudownego uczucia. To jest piękne, jak to się czyta. Zżyłam się z nimi naprawdę. I cały czas myślę o Em jak o sobie. Jakbyś opisała mnie czasami(może poza tą urodą i seksownością). Twoje opowiadanie za każdym razem zabiera mnie w cudowną, magiczną podróż gdzie niemożliwe nie istnieje a miłość jest najważniejsza. Bardzo Ci za to dziękuję. Po przeczytaniu właśnie tego odnalazłam w sobie umiejętność pisania o uczuciach. Dziękuję ci i liczę na jeszcze więcej cudownych chwil spędzonych z Tobą i Twoim opowiadaniem.
OdpowiedzUsuńYour True Psycho Fan
właśnie co ten Gates wyprawia, jakieś spojrzenia ukradkowe itp?! niegrzeczny i nieposłuszny głupek :D no, ale odcinek super, opisy mi się strasznie podobają. czekam na część drugą :)
OdpowiedzUsuńty mi tu o zimie nawet nie mów ;oo
OdpowiedzUsuńa tak serio to taki strasznieee magiczny odcinek ;3 pojawienie się Briana wcześniej , upojna noc ^^ , prezenty , koncert . jajafklvlsswirhab cudownie <3 a ten tekst na końcu piękny ! mam nadzieje że będe mogła go czasem wykorzystać ;D
Ooo, ale fajna dedykacja! Wystarczy Julcyna i już się czuję jak w domu!! Ah, wzruszyłam się! Bo Ozzy fajny jest ^^
OdpowiedzUsuńKurna, tak mnie straszyć?! Będziecie mi płacić za kardiologa i NeoMag!!! Bardzo miłe te pielęgniarki, słodziutkie niczym miód. Ale mnie wystraszyłaś jak ten folie z wypadku wyjechały!!!! To już było O Nieee ;( Uff, no i ulga, koleś z SOADem to wiadomo kto nie! Ale kurde, napięcie było! Dobrze, że z rodzicami Briana i Emily wszystko okej jest! Ja myślałam, że to jakaś będzie stłuczka roku, wiecie, kraksa gdzie się nie da przeżyć a tu ,na szczęście, tylko drobne stłuczenia i skaleczenia. UFFF! Tyle powiem! Oh, a więc Sarah i John to już tak całkiem na poważnie i normalnie?! Awww...ale super, kochają się <33 Haha, rozwalił mnie ten tekst Emily: całkiem głęboki z ciebie duży metal xD Dobrze, że ten Charlie już nie powrócił. Zarąbiście, też bym tak chciała w zimę pić z koleżanką czekoladę i bawić się z pieskiem. Ale niee, do nauki gimbusy -.- Ah, galeria świetna. Naprawdę, lubię klimat świąt, jakoś tak wtedy wszystkim jest milej i weselej. I uwielbiam takie wystawy świąteczne. Ładną galerię mają! Hah, a Last Christmas to po prostu będzie hit wszystkich świąt do końca świata, to jest już kultowe! :D
Tata dostał świetny prezent, mama też. No nie mogę uwierzyć, że matka chodzi w takich słuchawkach?! Okej, moja łazi ale w dousznych a nie takich wielkich. Hah, bo by jak UFO wyglądała pewnie :D Sevenfoldzi dostali extra prezent, też taki chcę! :D Dziewczyny też mają zarąbiste, hah, fajnie że Em i Jenn też sobie takie wzięły! Ooo, kostki i bandamka, wyczepiście ^^ Chociaż powiem, że Max i Brian dostali jedne z najlepszych prezentów na świecie. Boże, takie czarne pałeczki z sygnaturą REVa...aaaa, Pan Karpik! A tramposze dla Briego też zarąbiste, sama by sobie takie wzięła! Hah, zakręcone te dziewczyny, nawet o rachunku zapomniały! :D No ładnie, dziewczyny takie młode a już po Triumphie chodzą xD Żartuje, podobają mi się te komplety, mam nadzieję że będą w użyciu! ^^
Haha, rozwaliła mnie podjarka Jenny o tym śniegu. Oj tam, oj tam, jak by do polski przyjechała i troszkę pomieszkała to by jej się ten śnieg odwidział! Aaaaa, Brian za oknem!!! Nie no, teraz to mam Pana Karpika po prostu ze zdwojoną mocą!! NARESZCIE!!!! Jezu, jak cudownie! No po prostu na to czekaliśmy. Awwww..rozpłynęłam się!! No i nareszcie mamy skrót upojnej nocy ^^ Kurcza, ale fajnie! Cieszę się, że Bri wrócił i mogą już normalnie ze sobą być. Podziwiam wytrwałość dziewczyn. Jestem tylko ciekawa co z Emily i Maxem, komplet też się nadawał? :D Zarąbisty poranek, chcę takie codziennie. A już tutaj nie mówię o koncercie! Holender, znowu ten Gates? No rozwala mnie, tak po prostu się pojawia jak Szpieg z Krainy Deszczowców! Ahh..cudownie, że chłopcy zaprosili laski na scenę! No i to Sceond Heartbeat ^^ Hah, niee no, kupcie mi Sevenfoldów na Wigilię, co? Wiedziałam, że im się prezent spodoba! A już nie wspominając, co dostali w zamian! Aaa, wejściówki na koncert w Las Vegas...Pan Karpik!!! I wszystko się ułożyło, każdemu się podoba prezent. Jenny też dostała świetny podarunek, koszulka A7x i ten tatuaż Briana...awww! Oni mają Wigilię i ja mam Wigilię! :D A ostatni akapit świetny, jak to mówi Em, głęboki.
Kurde, Kasiu, zarąbisty odcinek! Wciągnęłaś mnie w magię świąt totalnie. Aż mi się ich zachciało!! No ale najważniejsze, chłopaki wrócili!!! I to jest w tym najcudowniejsze. Opłacało się czekanie Em i Jenny skoro powrócili z takim wykopem, baa, z półobrotu jak Chuck Norris! Piękny odcinek, dziękuję i życzę megaa weny!