No dobra, odcinek dodaję dlatego, że jestem szantażowana i takie dwie mi grożą! Wyobraźcie sobie, że chcą nasłać na mnie mafię limonkową, zrobić imprezkę pod moim domem, po czym wpaść z Pałersem i faszerować mnie boczkiem! Zapowiedziały, że jeżeli to nie pomoże ... będą mi puszczały piosenki Biebera ! W ostateczności wywiozą mnie na Kamczatkę, więc nie ma rady, Joanno i Julio ( tak oficjalnie ) dodaję odcinek i proszę mnie więcej nie zastraszać ! :) Dla Was moje kochane, bo podtrzymujecie mnie na duchu :) I Dla Domci rzecz jasna, szykuj chusteczki, idę do Ciebie !
Jenny do grudnia została w domu. W tym
czasie codziennie widywała się z Emily, która już następnego dnia po kłótni
stanęła w jej drzwiach, przytulając z całej siły. Po feralnej sobocie nie było
już śladu. Z Charliem spotykała się tylko raz. Z Brianem nie rozmawiała wcale. Broniła
się od uczucia żalu, jednak ten tlił się w jej sercu. Po paru telefonach od
Charliego postanowiła zgodzić się na spotkanie.
-Może przejdziemy się na plaże ? – zapytał.
-Jak chcesz.
Było zimno, ale Charlie obdarzał ją swoim ciepłem. Wystarczyło, że do niej mówił, że uśmiechał się ukazując dołeczki w policzkach, że był obok. Kiedy zbliżył się do niej, aby poprawić jej szal, stanęła na palcach i pocałowała go delikatnie. On przyciągnął ją do siebie lekko oszołomiony, dając z siebie wszystko, aby chciała przy nim zostać. Całował jej szyję, ale to nie było to. Odepchnęła go lekko.
-Przepraszam cię Charlie. To po prostu ... nie to samo kiedy ...
-...całuję cię Brian.
-Przepraszam, nie chciałam cię skrzywdzić.
-Nic się nie stało. Wiesz, że silny ze mnie facet.
-Wiem Charlie.
Złapała go za rękę i ucałowała lekko .
-Tutaj musimy się rozstać Jenny?
-Myślę, że to będzie najlepsze wyjście. Jeszcze raz dziękuję za tamten dzień.
-Nie ma sprawy, ale żeby nic się nie stało, odprowadzę cię pod dom.
Pożegnali się już na plaży, więc teraz tylko pomachała mu z okna. Chwyciła telefon nie zważając na to, że pewnie za chwilę Brian będzie musiał wchodzić na scenę.
-Jenny... – odezwał się, a jego głos brzmiał tak jak wtedy, kiedy się poznali.
-Przepraszam za wszystko. Jest mi po prostu ciężko bez ciebie. Ostatnio ty śpiewałeś , teraz ja chciałabym otulić się dźwiękiem. - Wzięła gitarę i zaśpiewała „Come back to me, it’ s almost easy...”.
Jej głos drżał, lecz czuła, że nic więcej nie jest w stanie zrobić.
-Brakowało mi tego – odezwał się – Jenny, właśnie zaczyna się koncert. Proszę, wpuść dziewczyny do domu i obejrzyjcie go razem.
Jenny nie wiedziała, o co mu chodzi, jednak w tej chwili zadzwonił dzwonek do drzwi, za którymi stały Courtney, Lilly, Luise, Emily oraz rodzice Briana. Usiedli przed telewizorem, a przyłączyli się do nich oczywiście John i Sarah trzymająca na kolanach Jimmiego. Po chwili w progu stanęła również ekipa z Avenged Sevenfold.
Miał to być pierwszy koncert In The Darkness pokazany w telewizji na żywo.
Stanęli przy mikrofonach. Parę razy odetchnęli głęboko. Później odezwał się Brian.
-Cześć wszystkim. Jeszcze ani razu na tej trasie nie zagraliśmy coveru, ale uważamy, że to najodpowiedniejsza chwila. Tą piosenkę dedykujemy ekipie, która chociaż została w Huntington Beach, każdego dnia jest w naszych sercach. Mimo, że bardzo ich kochamy, nie możemy być blisko nich i ich chronić, chociaż bardzo tego potrzebują. Jedyne co w tym momencie możemy im dać to ta piosenka. Dla chłopaków z Avenged, naszych rodziców, ale przede wszystkim dla naszych bardzo silnych dziewczyn. Dla mojego „dużego metala” Jenny. Za trzy tygodnie będziemy z wami z powrotem. „Dear God” właśnie dla was.
Damskiej części zasiadającej przed telewizorem popłynęły łzy.
-Świetnie odnajdują się w tym świecie – powiedział Zacky.
-Są bardzo dobrzy - dodał Shadows.
-W przyszłości pojedziemy razem w trasę – stwierdził Johnny, a Arin mu zawtórował.
Gates natomiast usiadł między Emily i Jenny. Kiedy chłopaki śpiewali:
-Może przejdziemy się na plaże ? – zapytał.
-Jak chcesz.
Było zimno, ale Charlie obdarzał ją swoim ciepłem. Wystarczyło, że do niej mówił, że uśmiechał się ukazując dołeczki w policzkach, że był obok. Kiedy zbliżył się do niej, aby poprawić jej szal, stanęła na palcach i pocałowała go delikatnie. On przyciągnął ją do siebie lekko oszołomiony, dając z siebie wszystko, aby chciała przy nim zostać. Całował jej szyję, ale to nie było to. Odepchnęła go lekko.
-Przepraszam cię Charlie. To po prostu ... nie to samo kiedy ...
-...całuję cię Brian.
-Przepraszam, nie chciałam cię skrzywdzić.
-Nic się nie stało. Wiesz, że silny ze mnie facet.
-Wiem Charlie.
Złapała go za rękę i ucałowała lekko .
-Tutaj musimy się rozstać Jenny?
-Myślę, że to będzie najlepsze wyjście. Jeszcze raz dziękuję za tamten dzień.
-Nie ma sprawy, ale żeby nic się nie stało, odprowadzę cię pod dom.
Pożegnali się już na plaży, więc teraz tylko pomachała mu z okna. Chwyciła telefon nie zważając na to, że pewnie za chwilę Brian będzie musiał wchodzić na scenę.
-Jenny... – odezwał się, a jego głos brzmiał tak jak wtedy, kiedy się poznali.
-Przepraszam za wszystko. Jest mi po prostu ciężko bez ciebie. Ostatnio ty śpiewałeś , teraz ja chciałabym otulić się dźwiękiem. - Wzięła gitarę i zaśpiewała „Come back to me, it’ s almost easy...”.
Jej głos drżał, lecz czuła, że nic więcej nie jest w stanie zrobić.
-Brakowało mi tego – odezwał się – Jenny, właśnie zaczyna się koncert. Proszę, wpuść dziewczyny do domu i obejrzyjcie go razem.
Jenny nie wiedziała, o co mu chodzi, jednak w tej chwili zadzwonił dzwonek do drzwi, za którymi stały Courtney, Lilly, Luise, Emily oraz rodzice Briana. Usiedli przed telewizorem, a przyłączyli się do nich oczywiście John i Sarah trzymająca na kolanach Jimmiego. Po chwili w progu stanęła również ekipa z Avenged Sevenfold.
Miał to być pierwszy koncert In The Darkness pokazany w telewizji na żywo.
Stanęli przy mikrofonach. Parę razy odetchnęli głęboko. Później odezwał się Brian.
-Cześć wszystkim. Jeszcze ani razu na tej trasie nie zagraliśmy coveru, ale uważamy, że to najodpowiedniejsza chwila. Tą piosenkę dedykujemy ekipie, która chociaż została w Huntington Beach, każdego dnia jest w naszych sercach. Mimo, że bardzo ich kochamy, nie możemy być blisko nich i ich chronić, chociaż bardzo tego potrzebują. Jedyne co w tym momencie możemy im dać to ta piosenka. Dla chłopaków z Avenged, naszych rodziców, ale przede wszystkim dla naszych bardzo silnych dziewczyn. Dla mojego „dużego metala” Jenny. Za trzy tygodnie będziemy z wami z powrotem. „Dear God” właśnie dla was.
Damskiej części zasiadającej przed telewizorem popłynęły łzy.
-Świetnie odnajdują się w tym świecie – powiedział Zacky.
-Są bardzo dobrzy - dodał Shadows.
-W przyszłości pojedziemy razem w trasę – stwierdził Johnny, a Arin mu zawtórował.
Gates natomiast usiadł między Emily i Jenny. Kiedy chłopaki śpiewali:
Drogi Boże, jedyne o co Cię proszę
Bądź przy niej, gdy mnie nie ma
Gdy jestem za daleko
Wszyscy potrzebujemy osoby, która jest z nami szczera
Ale opuściłem ją, gdy ja odnalazłem
I teraz wolałbym zostać
Bo jestem samotny i zmęczony
I znów za tobą tęsknię, o nie
Jeszcze raz
Bądź przy niej, gdy mnie nie ma
Gdy jestem za daleko
Wszyscy potrzebujemy osoby, która jest z nami szczera
Ale opuściłem ją, gdy ja odnalazłem
I teraz wolałbym zostać
Bo jestem samotny i zmęczony
I znów za tobą tęsknię, o nie
Jeszcze raz
a one wybuchnęły płaczem, objął je swoimi silnymi ramionami
, przechylił głowę w stronę Jenny i szepnął:
-Brian jest warty skarbu, który posiada.
Wtuliła się w niego i poczuła, że jest jej najlepszym przyjacielem. Był obok zawsze, kiedy najbardziej go potrzebowała.
-Lepiej byśmy tego nie zagrali – stwierdził Johnny.
-Wiecie co chłopaki – odezwała się Courtney – chyba właśnie w tym momencie potrzebujemy takich barczystych ramion jak wasze, żeby sobie popłakać.
-Więc płacz ile tylko chcesz – Shadows teatralnym gestem wskazał jej swoje ramię i przytulił ją mocno.
-Całkiem fajna z was rodzina – powiedziała Sarah.
-Chyba chciałaś powiedzieć : „z nas” – John przytulił ją i pocałował.
-Chyba nie może być już lepiej – zaśmiała się Jenny.
-Poczekaj, aż wrócą chłopaki. Pełnia szczęścia gwarantowana. – Gates podał jej chusteczkę.
Koncert był znakomity, a cała rodzina do późnego wieczora nie mogła się rozstać. Wiatr się uspokoił, a niebo było pełne gwiazd.
Jenny odebrała telefon.
-Czy nad Huntington Beach również jest piękne, gwieździste niebo? – usłyszała od Briana.
-Tyle gwiazd ile marzeń – odpowiedziała.
-Kocham cię Jenn. Jeszcze tylko trzy tygodnie.
-Tęsknie. Śnij o mnie dzisiaj.
-Robię to co noc.
-Brian jest warty skarbu, który posiada.
Wtuliła się w niego i poczuła, że jest jej najlepszym przyjacielem. Był obok zawsze, kiedy najbardziej go potrzebowała.
-Lepiej byśmy tego nie zagrali – stwierdził Johnny.
-Wiecie co chłopaki – odezwała się Courtney – chyba właśnie w tym momencie potrzebujemy takich barczystych ramion jak wasze, żeby sobie popłakać.
-Więc płacz ile tylko chcesz – Shadows teatralnym gestem wskazał jej swoje ramię i przytulił ją mocno.
-Całkiem fajna z was rodzina – powiedziała Sarah.
-Chyba chciałaś powiedzieć : „z nas” – John przytulił ją i pocałował.
-Chyba nie może być już lepiej – zaśmiała się Jenny.
-Poczekaj, aż wrócą chłopaki. Pełnia szczęścia gwarantowana. – Gates podał jej chusteczkę.
Koncert był znakomity, a cała rodzina do późnego wieczora nie mogła się rozstać. Wiatr się uspokoił, a niebo było pełne gwiazd.
Jenny odebrała telefon.
-Czy nad Huntington Beach również jest piękne, gwieździste niebo? – usłyszała od Briana.
-Tyle gwiazd ile marzeń – odpowiedziała.
-Kocham cię Jenn. Jeszcze tylko trzy tygodnie.
-Tęsknie. Śnij o mnie dzisiaj.
-Robię to co noc.
Wszystkie obawy
zniknęły, a zaufanie i miłość wróciło do nich ze zdwojoną siłą.
-Wiesz co kochanie - odezwał się do żony John – tęskniłem za twoją perfekcją.
-A ja za twoim chaosem. My chyba idealnie się uzupełniamy.
-To prawda. Wiesz ja ... chyba dzisiaj będę spał w sypialni.
-Przecież ja tam śpię – uśmiechnęła się prowokująco.
-W końcu jesteś moją żoną – uściskał ją mocno.
W sercu rodziny zagościł spokój. To czego każdy z nich szukał od paru lat a nawet przez całe życie, znaleźli dopiero, kiedy byli razem.
-Wiesz co kochanie - odezwał się do żony John – tęskniłem za twoją perfekcją.
-A ja za twoim chaosem. My chyba idealnie się uzupełniamy.
-To prawda. Wiesz ja ... chyba dzisiaj będę spał w sypialni.
-Przecież ja tam śpię – uśmiechnęła się prowokująco.
-W końcu jesteś moją żoną – uściskał ją mocno.
W sercu rodziny zagościł spokój. To czego każdy z nich szukał od paru lat a nawet przez całe życie, znaleźli dopiero, kiedy byli razem.
Pierwszy raz od dłuższego czasu Jenny
obudziły promienie słoneczne. Było bardzo wcześnie, więc mogła spokojnie
przespać jeszcze godzinę, jednak chciała cieszyć się tym porankiem. Założyła
czarne, opięte rurki , koszulkę Slipknota i kontrastującą, czerwoną bluzę.
Zrobiła makijaż podkreślając swoje kości policzkowe różem, a oczy ciemną
kreską. W kuchni nalała sobie swojego ulubionego, pomarańczowego soku. John
wyjechał razem z rodzicami Briana i Emily na cały dzień, więc zostały same z
mamą.
„A właśnie, gdzie jest mama” – pomyślała Jenny.
Lubiła szykować się przy dźwiękach ulubionej muzyki ojca, której słuchał robiąc śniadanie. Wyszła na werandę i ku swojemu zdziwieniu, zobaczyła tam mamę w swoich dużych, zielonych słuchawkach, które dostała na urodziny od taty. Były podpięte do jej odtwarzacza. Delikatnie objęła mamę ramieniem i usiadła obok.
-Podobają ci się? – spytała.
-Bardzo. Już prawię zapomniałam jakie uczucie towarzyszy słuchaniu takiej muzyki. Kilkanaście pierwszych kawałków to piosenki In The Darkness?
-Tak. Głosu Davida nie da się pomylić z żadnym innym.
-To prawda. W takich dźwiękach można się zakochać...
-... i w takich muzykach.
Zaśmiały się głośno.
-Zrobić ci śniadanie? – spytała Sarah.
-Nie trzeba. Mam jeszcze trochę czasu, więc pójdę pograć.
-Mogę zatrzymać sobie słuchawki i odtwarzacz na czas, kiedy będziesz w szkole?
-Jasne. Emily przyjdzie dziś na obiad.
-W takim razie muszę skoczyć do sklepu, a potem przygotuję coś dobrego.
Wybrała się do sklepiku na rogu, bo tylko o takim wiedziała. Od dawna nie przygotowywała obiadu. Kiedy została sama w Phoenix, wystarczyło przejść się do knajpy po pracy. Powrót do życia rodzinnego był nie lada wyzwaniem.
Rozłożyła wszystkie składniki na kuchennym blacie.
-No to jazda !
Z słuchawek płynęło głośne „Psychosocial” . Czuła się w swoim żywiole. Jak mogła zapomnieć o tym, co kocha na tak długo? Nie miała pojęcia.
Ryż już się dogotowywał, a kurczak obrał lekko brązową barwę. Szybko poradziła sobie z otworzeniem puszki ananasa. Jeszcze tylko bazylia i gotowe. Akurat w korytarzu zabrzmiał śmiech dziewczyn.
-Już jesteśmy mamo ! – krzyknęła Jenny.
-Idealnie. Wszystko gotowe. Sok pomarańczowy?
-Ja poproszę – Emily zrzuciła torbę ze swojego ramienia.
-Mamo , to jest pyszne. Prawie zapomniałam jak dobrze gotujesz.
„A właśnie, gdzie jest mama” – pomyślała Jenny.
Lubiła szykować się przy dźwiękach ulubionej muzyki ojca, której słuchał robiąc śniadanie. Wyszła na werandę i ku swojemu zdziwieniu, zobaczyła tam mamę w swoich dużych, zielonych słuchawkach, które dostała na urodziny od taty. Były podpięte do jej odtwarzacza. Delikatnie objęła mamę ramieniem i usiadła obok.
-Podobają ci się? – spytała.
-Bardzo. Już prawię zapomniałam jakie uczucie towarzyszy słuchaniu takiej muzyki. Kilkanaście pierwszych kawałków to piosenki In The Darkness?
-Tak. Głosu Davida nie da się pomylić z żadnym innym.
-To prawda. W takich dźwiękach można się zakochać...
-... i w takich muzykach.
Zaśmiały się głośno.
-Zrobić ci śniadanie? – spytała Sarah.
-Nie trzeba. Mam jeszcze trochę czasu, więc pójdę pograć.
-Mogę zatrzymać sobie słuchawki i odtwarzacz na czas, kiedy będziesz w szkole?
-Jasne. Emily przyjdzie dziś na obiad.
-W takim razie muszę skoczyć do sklepu, a potem przygotuję coś dobrego.
Wybrała się do sklepiku na rogu, bo tylko o takim wiedziała. Od dawna nie przygotowywała obiadu. Kiedy została sama w Phoenix, wystarczyło przejść się do knajpy po pracy. Powrót do życia rodzinnego był nie lada wyzwaniem.
Rozłożyła wszystkie składniki na kuchennym blacie.
-No to jazda !
Z słuchawek płynęło głośne „Psychosocial” . Czuła się w swoim żywiole. Jak mogła zapomnieć o tym, co kocha na tak długo? Nie miała pojęcia.
Ryż już się dogotowywał, a kurczak obrał lekko brązową barwę. Szybko poradziła sobie z otworzeniem puszki ananasa. Jeszcze tylko bazylia i gotowe. Akurat w korytarzu zabrzmiał śmiech dziewczyn.
-Już jesteśmy mamo ! – krzyknęła Jenny.
-Idealnie. Wszystko gotowe. Sok pomarańczowy?
-Ja poproszę – Emily zrzuciła torbę ze swojego ramienia.
-Mamo , to jest pyszne. Prawie zapomniałam jak dobrze gotujesz.
Po obiedzie Sarah
zaczęła sprzątać naczynia. Nagle zadzwonił telefon.
-Halo?
Dziewczyny patrzyły na matkę, która pobladła. Ogromny huk dało się słyszeć w całym domu, kiedy z ręki wypadł jej talerz.
-Dobrze, zaraz tam będę – odłożyła słuchawkę.
-Co się stało mamo?
-Tata i rodzice Emily mieli wypadek. Nie chcieli mi udzielić żadnych informacji, dopóki nie przyjadę do szpitala. Zostajecie tutaj , czy jedziecie ze mną? W sumie to nie macie wyboru, bo nie mam pojęcia gdzie jest szpital.
Zapadła grobowa cisza. Po drodze do samochodu Sarah strąciła jeszcze dwie szklanki i wpadła w skrzynkę na listy. Podczas drogi do szpitala jechała jak szalona, ale nic nie było ważne, liczył się tylko John...
-Halo?
Dziewczyny patrzyły na matkę, która pobladła. Ogromny huk dało się słyszeć w całym domu, kiedy z ręki wypadł jej talerz.
-Dobrze, zaraz tam będę – odłożyła słuchawkę.
-Co się stało mamo?
-Tata i rodzice Emily mieli wypadek. Nie chcieli mi udzielić żadnych informacji, dopóki nie przyjadę do szpitala. Zostajecie tutaj , czy jedziecie ze mną? W sumie to nie macie wyboru, bo nie mam pojęcia gdzie jest szpital.
Zapadła grobowa cisza. Po drodze do samochodu Sarah strąciła jeszcze dwie szklanki i wpadła w skrzynkę na listy. Podczas drogi do szpitala jechała jak szalona, ale nic nie było ważne, liczył się tylko John...
I to niby ja doprowadzam innych do łez? Weź!!! Dear God dla dziewczyn!! (pomijając fakt, że zostało wcześniej użyte w celu szantażu!!) Ja też tak chcę, i Avenged znów u ich drzwi. Też chcę, żeby Gates mnie przytulił jak będę płakać!! On chyba jakąś miętę czuje do naszego "dużego metala" No, no Syniu to podchodzi pod demoralizację nieletnich. A w ogóle to ja komenta zaczynam jakoś od środka odcinka? Trudno! Charlie wypad! Nie jesteś Brianem!Dobrze, że Jen jednak przejrzała na oczy. No i pogodziła się z Emily. Jednak najważniejsza sprawa, że pogodziła się z Brianem!! Łączy ich coś wyjątkowego o co powinni stale dbać. John i Sarah w końcu odnaleźli siebie, to cudownie. Tak samo jak cudowne jest to, że Sarah odnalazła w sobie miłość do muzyki, która cały czas gdzieś w niej była. I tak jak to w życiu bywa, gdy już nam się wydaje, że może być tylko lepiej ... Kolejny cios... Co będzie dalej? Tego dowiemy się z następnego odcinka, bo jak nie to do podstawowych tortur wymyślimy jakieś nowe.
OdpowiedzUsuńYour Psycho Terrorist Fan Dżej Dżi :)
Fajnie, że Jenny pogodziła się z Brianem, ale z drugiej strony Syn chyba zaczyna coś do niej czuć.. Nie wiem, któremu mam kibicować :D. W sumie już zaczynało się robić idealnie, wszystko się poukładało a tu wypadek. Oby nic poważnego się im nie stało..
OdpowiedzUsuńCzekam na ciąg dalszy :)
" nie będe już pisać " no ja Ci daam !
OdpowiedzUsuńOdcinek jak zwykle świetny tylko ten Charlie mnie denerwuje mimo że ją uratował ( chwała mu za to ) ale więcej niech nic nie robi ;>
a ta nasza Jenny też nie dobra całuje się z jakimś 'fagasem' haha . ugr !
ejjj no ja też chce mieć takich kumpli ( Avenged Sevenfold wpada mi do domu od czasu do czasu ) noooooo <3 a Gates niech sie pilnuje i nie przymila do Jenny :D tylko ten wypadek oh nie , żeby sie tylko nie spełniło to o czym myśle ;cc
Czekam na ciąg dalszy ^^
W końcu nadrobiłam Twoje opowiadanie i jestem pod wrażeniem. Bardzo mi się podoba. I w sumie to miła odmiana, że bohaterami nie są chłopaki z a7x. Myślałam, że dłużej pociągniesz wątek z Charlie'm. Jestem ciekawa jak tak chłopaki radzą sobie z fankami na koncertach. Czekam na kolejny odcinek. vis
OdpowiedzUsuńNo wiadomo, że cię szantażowałyśmy chociaż ja troszkę pocieszyłam! Ah, no i jaka dedykacja, cóż za oficjalnośc: Julio Hahah. Oł jeaa, to ja jestem Julia :D Ale wiesz, tylko spróbujesz przestać pisać albo w siebie nie wierzyć to zaraz tam do ciebie poślę Pałersa z boczkiem. A on ma boczek zawsze gotowy! ^^
OdpowiedzUsuńOooo, pogodził się! Właśnie o to mi chodziło, potrzebują siebie nawzajem po prostu!!! Kochana Emily <3 Ale jak to nie rozmawiała z Brianem?!?! Ej nooo, przecież powiedział że żałuje! A ten Charlie to niech spieprza z tymi swoimi blond włosami! Surferzy -.- Aaaa, fuuu, jak mogła się z nim pocałować?! Blee, a ten zboczuch jeszcze ją po szyi ślinił! :D Niech wypitala! xD Chociaż o tyle dobrze, że przez niego zdała sobie sprawę, że kocha Briego!!! Łiiii! Ale fajnie, zagrała mu Almost Easy <33 Kochana! Hah, no i nieźle, koncert ITD w TV...mmmm..Ale Brian powiedział wspaniałą dedykację! Może i czasem uda mu się być dupkiem to jednak spoko z niego koleś. Zniżyłaś go z Levelu Dupiastego na Level Kochany <3 :D I Dear God, no wybrali idealnie! Perfecto! Haha, dziewczyny dobre, wszystkie ryczą! I widzisz, Brompt, teraz się wszystko potwierdza! Nawet inni mówią że coś będzie z Jenn i Hanerem! A ja to widziałam już wcześniej, widzicie?! Mam nosa xD Shadołs też dobry xD Po koncercie było cudownie: Czy nad Huntington też jest gwieździste niebo ^^ Wspaniale że tak się ostatecznie i do końca pogodzili. Taka bezsensowna kłótnia nie była potrzebna bo przecież oboje za sobą tęsknią! Aaaa, rodzice już są razem! Nie noo, cudownie się wszystko ułożyło, idealnie i wspaniale! Mam Pana Karpika :D Hah, no i kto by pomyślał, że jak się wszystko ułoży to zaświeci słońce, nieważne że w grudniu! Oh, koszulka Slipknota ^^ Sarah rozwaliła system, siedzi w słuchawkach na ganku nono! Czyżby to nie było zbyt nowoczesne? xD I jeszcze chce pożyczyć, bomba!! Hahaha, sklepik na rogu musi być po prostu zawsze! To jest kwintesencja dzielnicy, sklepik na rogu, kocham to <3 Kurde, wiedziałam, że można smażyć naleśniki przy The Beatles ale nie wiedziałam, że można robić obiad przy Slipknotcie :D I to jeszcze w wersji słuchanej przez mamę xD Mmmm..to musiał być pycha obiadek ^^ NIEEEE!!!! Coś ty narobiła Brompton ( a nie, też będę oficjalna) Kasiuu!!!! A już było tak pięknie! WYPADEK?! A żeś teraz dowaliła! A spróbuj tylko kogoś zabić, spróbuj! Będziesz mieć przerąbane z tymi piosenkami Zjebera! Ma być wszystko dobrze bo się dobrze układło! Biedna Emily i Jenn...Współczuję im z całego serca :/
I co, to jest ten niby niski poziom pisania, tak? Bro..Kasiu, piszesz idealnie, swoim własnym stylem i to jest cudowne. Tylko błagam, nikogo nie zabijaj, okay?! :D Mega weny, FuckinBlack bądź jak kto woli PierwszaSuperPsychoFankaIDzieckoDrugiejSuperPsychoFankiDżejDżi Julia znana jako Julek xD