wtorek, 28 sierpnia 2012

8. It's not easy


  Wstawiam, bo naślą na mnie mafię sycylijską ! :D Dla tych dwóch erotomanek i całej reszty, która konsekwentnie czyta :)
 
  Jenn wstała rano w doskonałym nastroju. Obudziła Briana lekkim pocałunkiem.
-Dzień dobry kochanie. Pójdę zrobić śniadanie.
 Zeszła na dół, zajrzała do salonu, gdzie zastała ojca i matkę. Sarah spała na jego kolanach.
-Jak dzieci. Od teraz musi być dobrze – szepnęła.
Weszła do kuchni i przygotowała tosty. Obudziła rodziców podając im śniadanie.
-Jenny...- zaczęła matka
-Nic nie mów mamo. Porozmawiamy później.
Brian był już ubrany i przygrywał „Forever and Always”.
-Coś czuję, że będę ją od ciebie pożyczał. Chłopaki z Avenged sprawili ci niesamowity prezent.
-Nie lepszy niż ty – powiedziała, całując go w policzek.
Zjedli razem śniadanie, potem Jenny odprowadziła Briana, który musiał się jeszcze spakować.

     Wróciła do domu, w kuchni siedzieli rodzice, więc dosiadła się do nich.
-Jenny, wczoraj długo rozmawialiśmy i chyba podjęliśmy decyzję – zaczął ojciec.
-Do jakich doszliście wniosków?
-Zdecydowaliśmy, że mama zostanie jeszcze parę dni. Będziesz jej teraz potrzebować.
-Na pewno. Cieszę się, że wreszcie pomyśleliście nie tylko o sobie - uśmiechnęła się Jenny.
Spędzili razem poranek i południe. Razem, jak za dawnych lat.

     Wieczorem pod domem Maksa wszyscy się już pożegnali. Została tylko Jenny i Emily. Dziewczyny ściskały chłopaków płacząc i śmiejąc się na zamianę. Em podeszła do Maksa.
-Wiesz Maks, mam nadzieję, że będziesz za mną tęsknił.
-Nawet nie wiesz jak bardzo.
Pocałował ją tak, jak jeszcze nigdy w życiu. To jej wystarczyło, mogła czuć się spokojna. Zastygli objęci.
Tymczasem Jenn nie potrafiła opanować łez.
-Brian , ja...
-Jenn ja też.
-Mam twoją bluzę, możesz jej potrzebować.
-Nie, weź ją. Kiedy będziesz bardzo tęsknić, połóż się w niej spać, idź na plaże czy do szkoły. To tak jakbym był obok ciebie.
Przytulił ją, a ona wtuliła się w jego ramiona, jakby to miało być ich ostatnie spotkanie.
-Damy sobie radę Jenny. Szybko zleci, zdziwisz się nawet, że już jestem - próbował żartować Brian.
     Cała rodzina stanęła razem
-Dziewczyny – zaczął Patrick – pamiętajcie, że macie trzymać się razem i uważać na siebie.
-Wy też. Macie być grzeczni. I wracajcie szybko - powiedziała Jenny, a Emily pokiwała głową.
     Ostatnie pocałunki, uściski. Ostatnie „ nie zapomnij”,  „ trzymaj się” , „poradzimy sobie”, „dzwoń codziennie”. Ostatnie uśmiechy oraz otarte łzy. Chłopaki wsiadają do samochodu. Ostatnie, nieme „Pamiętaj”.

     Dziewczyny w piątkę wracają do domu nieco posmutniałe.
-Przecież damy sobie radę, prawda? – zaczęła Courtney.
-Tak. To tylko trzy miesiące – dodała Lilly.
-Pomyślcie jak cudownie będzie zobaczyć ich po takim czasie. Sądzę, że dopiero wtedy docenimy siebie nawzajem i to, jacy jesteśmy dla siebie ważni – stwierdziła Luise.
Niebo przybrało ciemną barwę, a chwile potem już padało.
-Kogo my chcemy oszukać... – westchnęła Em.
Przysiadły na plaży moknąc doszczętnie, ale to już nie było ważne.
     Jenny weszła do domu kompletnie przemoczona.
-Kochanie, co się stało? – przytuliła ją matka – Pożegnałyście się z chłopakami? Wiesz... nic nie mów. Przebierz się, weź koc i zejdź na dół. Napijemy się gorącej czekolady.
Deszcz trochę ustał, lecz chmury wciąż obejmowały całe Huntington Beach.
-Kochanie pamiętaj, że możesz na mnie liczyć. Nie ważne jest to, co stało się w przeszłości, ani to, co będzie jutro.
-Mylisz się mamo. Myślisz, że możesz zniknąć na całe dwa miesiące, zdradzić tatę, po czym przyjechać tutaj i udawać, że jesteśmy kochającą rodziną?
-Jenn wiem, że jesteś zła, ale nie oceniaj mnie
-Niby dlaczego mamo? Przecież to prawda, że nas skrzywdziłaś. Czasem ma wrażenie, że nas nienawidzisz, że nienawidzisz muzyki. A my ją kochamy.
-To nie tak, pozwól mi wytłumaczyć. Kocham was, wciąż jesteśmy rodziną, ty, ja i tata. To prawda, pogubiłam się, ale sądzę, że kiedy teraz jesteś z Brianem powinnaś zrozumieć...
-Co masz na myśli?
-Kocham muzykę Jenny, z całej siły. Jednak tata był nią tak zafascynowany, że mało ze sobą rozmawialiśmy,  jeżeli już, to o zespole, o chłopakach z zespołu, o sprzęcie. Wiecznie go nie było. Nie przyjechał nawet do szpitala, kiedy się rodziłaś, bo miał próbę. To przeważyło o wszystkim. Przepraszam, ponieważ wiem, że nie miałaś we mnie oparcia. Jeżeli tylko dasz mi szanse... jeżeli będziecie potrafili mi zaufać...
-Mamo, przepraszam. Nie wiedziałam – powiedziała zmieszana Jenny.
-Kiedy tata zadzwonił i opowiedział mi o wszystkim, co się zdarzyło, postanowiłam przyjechać. Jak mogłam ominąć twój pierwszy dzień w liceum, pierwszy pocałunek. Nic nie jest ważne, liczysz się tylko ty.
Rozmawiały to późna, potem John wrócił do domu i przyłączył się do nich. Było jak za dawnych lat, kiedy Jenny była jeszcze dzieckiem. Zawsze byli tylko we trójkę, teraz rodzina powiększyła się o Jimmiego, In The Darkness, w tym Emily i Briana oraz ich rodziców.
-Muszę przygotować się do szkoły. Wiecie... dzięki za wszystko – powiedziała Jenn i ruszyła do swojego pokoju.
Złapała nową gitarę, przysiadła na łóżku i patrząc w gwiazdy zagrała „ And All things will end”.

     Chłopaki bardzo szybko dojechali do Los Angeles, gdzie mieli spotkać się z Garrym - menadżerem trasy i zespołu. Okazał się nim być czterdziestolatek, wytatuowany od góry do dołu, jednak zachowujący przy tym elegancje. Widać, że znał się na swojej pracy. Od razu polubił chłopaków. Nazywał ich „synkami” i cały czas słuchał piosenek z płyty.
-Jak już mówiłem, całkiem dobrze to brzmi i podoba mi się, ale musi też spodobać się ludziom na każdym koncercie. Wbrew pozorom to wcale nie jest takie proste. Za sprzęt odpowiadacie wy i Larry. Promocją zajmę się ja. To co, zaczynamy zabawę?
-Zaczynam się bać – szepnął Maks.
-Nic się nie bój synku, z waszym talentem musi się udać. No już, w drogę. Następny przystanek – Santa Barbara ! Tam zjemy kolację, prześpimy się , a następnego dnia zagracie pierwszy koncert.
-Zaczyna brzmieć poważnie – odezwał się David.
-Kariera to poważna sprawa, ale pamiętajcie, że muzyk jest wolny, kiedy gra tylko po to, by być szczęśliwym. Wtedy sława schodzi na dalszy plan. Liczy się tylko zabawa i muzyka.
-I miłość – dodał Simon .
-Masz rację synku, ale przecież wiadomo, że najpiękniejszą muzykę tworzymy, kiedy kochamy – mrugnął do nich.
Droga do Santa Barbara minęła im na rozmowach o wszystkim i dwóch przerwach na papierosa. Po drodze zgarnęli jeszcze Larrego, który miał im pomagać przy sprzęcie. Okazał się być świetnym chłopakiem, więc pierwszy raz poczuli, że trasa nie koniecznie musi być taka zła.
Na miejsce dojechali w środku nocy. Brian spojrzał w niebo.
-Tyle marzeń ile gwiazd – szepnął.
Nie musiał się martwić. Wiedział przecież, że niebo nad Huntington Beach wyglądało tak samo.

     Jak mijały Jenny kolejne dni? Wszystkie były takie same. Dużo nauki, spotkań z dziewczynami, gry na gitarze. Poranne wstawanie i wieczorne spacery po plaży z Jimmym, gorąca czekolada z Emily i telefony od Briana. Mówił, że jest im dobrze, że wszystkie koncerty się udają, że miejsca, w których grają, są piękne. Wspominał, że to cudowne uczucie rozdawać autografy, po występach rzucać kostkami, kiedy ludzie wyciągają ręce i wysłuchiwać słów uznania od osób dużo lepszych, a raczej bardziej doświadczonych niż oni. Chwalił Garrego i Larrego. Opowiadał, czego ostatnio się nauczył, po czym kazał włączyć głośnomówiący, grał i śpiewał dla Jenny.  W końcu kończył rozmowę mówiąc, że bardzo tęskni, że wszystkim tutaj brakuje jej uśmiechu, że wróci niedługo, że bardzo ją kocha i że sobie poradzą.  Zazwyczaj po tych słowach Jenny już płakała i z całych sił przytulała bluzę, którą jej zostawił.
     Pewnego dnia monotonię przerwał dzwonek do drzwi.  Jenny zbiegła na dół , otworzyła je i zupełnie nie wiedziała co powiedzieć.
-Cześć Jenny. Pomyślałem, że miło będzie cię odwiedzić. Może chociaż troszkę zastąpię ci twojego Briana.
Przed nią w czarnej bluzie w kapturem stał Gates.
-Zjawiasz się w dobrym momencie. Potrzebuję pogadać
Usiedli w salonie i zanim wypowiedzieli jakieś słowo, Haner dorwał się do gitary, grając naprawdę skomplikowane rzeczy. A przychodziło mu to z niezwykłą łatwością. Cały czas miał zamknięte oczy i uśmiech na twarzy. „Jak on to robi?” – pomyślała Jenny. Historia, która jej się przydarzyła, była niesamowita. Jeszcze rok temu Gates był dla niej gwiazdą, w której potajemnie się kochała, idolem, autorytetem i nauczycielem. Teraz siedziała z nim na jednej kanapie i przyglądała się jego skupieniu.
Przestał grać.
-Jak sprawuje się gitara? – zapytał.
-Jest niesamowita. Męczę ją każdego dnia.
-To wspaniale. Ucz się, bo gitara to naprawdę cudowny sprzęt. Słuchaj Jenny, jak się czujesz? Co u Briana?
-Dzwoni codziennie. Mówi, że są zadowoleni. Niby jest ciężko, ale najważniejsze, że są tam razem.
-Musisz wiedzieć, że co by się nie działo, to ta rozłąka na pewno umocni wasz związek. Zarówno ty jak i on przekonacie się, że ciężko wam bez siebie żyć. To tak jakby...
-... próbować oddychać, ale ...
-... nie mieć siły zaczerpnąć powietrza.
Spojrzał jej głęboko w oczy.
-Nie wierzę, że masz dopiero szesnaście lat. Jesteś prawdziwym skarbem Jenny.
Usłyszeć coś takiego od Gatesa?  Przecież to obłęd. Nie wiedziała co powiedzieć, więc jedynie uśmiechnęła się lekko.
-Piękna – szepnął niedosłyszalnie.
Spędzili razem cały dzień rozmawiając o wszystkim i grając. Chociaż było to dziwne, że tak dobrze potrafią się ze sobą dogadać, w końcu Syn był od niej piętnaście lat starszy. Ale czy to było ważne?
„Jak dobrze, że tu jest” – pomyślała Jenny.
Kiedy wychodził, powiedziała:
-Dziękuję, że pamiętałeś. Dobrze czasem pogadać z kimś, kto dużo wie o życiu.
-Już mnie tak nie postarzaj. Czasem czuję się emocjonalnym gówniarzem. Popieprzone uczucie.
-Mimo wszystko dziękuję.
Złapał jej ramię i przytulił do siebie.
-Wszystko musi być dobrze. Przetrwałaś już miesiąc, silna z ciebie dziewczyna.
-Wiem.
-Pójdę już. Trzymaj się Jenn.
     Co uświadomiła sobie Jenny przytulając słynnego Briana Hanera? Pewnie to, że będąc gwiazdą, wciąż jest człowiekiem. Również to, że niesamowicie przystojny z niego facet. Jednak przede wszystkim zdała sobie sprawę, że nawet będąc w jego objęciach, nic nie jest ważniejsze od Jej Briana i nikt nie jest w stanie go zastąpić.
Zadzwoniła do niego wieczorem.
-Kocham cię Brian – powiedziała na wstępie.
-Widzę, że musisz bardzo za mną tęsknić – roześmiał się.
-To też. Po prostu wyobraziłam sobie świat bez ciebie. Nie akceptuje takiego świata.
-Jenn, coś się stało?
-Nie, idź już spać. Pewnie znów cały dzień ćwiczyliście.
-To prawda. Jutro mamy koncert w Ohio.
-Więc śpij dobrze. Uściskaj ode mnie chłopaków.
-Dobrze. Jenn...
-Tak?
-Też nie akceptuje świata bez ciebie. Kocham cię. 
   

5 komentarzy:

  1. jak dobrze że Jenn dogadała się z matką ;)
    aa rozdział mnie rozczulił , taki piękny i smutny ;c
    i Gates w dzwiach , woah. ja bym go z większym entuzjazmem przywitała . huhu ;D
    mam nadzieje że nic nie zepsuje tej miłości Jenn i Briana ; >
    + czekam na następny rozdział :D

    OdpowiedzUsuń
  2. Już miałam iść spać bo ledwo na oczy patrzę, ale nie! Muszę sprawdzić Twojego bloga.I znowu cudowny odcinek! Kocham Cię Jenny. Teraz będą mi się śnić te cudowne, cudowności z Twojego opowiadania. Odcinek taki uczuciowy, trochę melancholijny i dający do myślenia. Czy wyobrażamy sobie świat bez tych których kochamy? Czy akceptujemy taki świat? Chciałabym kiedyś usłyszeć, że ktoś nie akceptuje świata beze mnie. Poryczałam się jak bóbr a nawet jak całkiem duża bobrzyca. Rodzice Jenny trochę się dogadali, czyli postęp jest :) Nie lubię pożegnań, bo zawsze wtedy beczę :( Domyślam się, jak Jenny to wszystko przeżywa. Jeszcze ta rozłąka z Brianem. I Gates pojawiający się u drzwi. Albo mi się wydaje albo on coś do niej czuje??? Zresztą ja tam swoje wiem :) Czekam na nexta....

    OdpowiedzUsuń
  3. Toż to dowaliłaś z Gatesem w drzwiach :)<3
    Intuicja mi podpowiedziała, że napiszesz jeszcze dziś :) Bardzo mi się podobał odcinek. Taki... uczuciowy, słodko - gorzki. Jak na razie idzie dobrze, Jenn to silna dziewczyna. No i nie wiem co jeszcze napisać... Najlepiej będzie jak napiszę: Nie mogę się doczekać następnego odcinka!

    OdpowiedzUsuń
  4. I znowu ta cholerna ryba! Znowu się napowietrzam i dotleniam se krew! Brompt, te odcinki są za dobre! :D
    Ale jesteś Holender, ja miałam taką nadzieję że będzie kontunuacjaa...mmm... Chociaż po części też cię rozumiem bo raczej nie łatwo pisać takie rzeczy :/ No ale nevermind, moja wyobraźnia jest pobudzona hehe ^^
    Brian mnie rozwala, tylko się obudzi a już za struny szarpie! Pro koleś! xD Miło, że Sarah jeszcze z nimi pobędzie, chociaż przyznam że zrobiła takie Wejście Smoka że do teraz mam szoka. Hmm...wybitny rym jak na mnie xD Trochę toporny ale bardzo w moim guście :D
    Ej noo, ale to było pożegnanie ;( A Em i Maks..Mega, wiedziałam że są dla siebie stworzeni ^^ Nie wspominając o Brim i Jenny. Dadzą sobie radę, wiem to! A deszcz to wcale nie znaczy, że źle. Ja osobiście bardzo lubię łazić po deszczu, a szczególnie z komplami ale na ogół nie ma co wtedy robić :( No ale niech dziewczyny nie biorą tego za zły znak, będzie git majonez! Wiadomo że będą tęsknić, ale tak, to ich wzmocni.
    Powiem, że mama całkowicie zmieniła mój pogląd na wszystko. Nie przypuszczałabym, że John zrezygnował z porodu na rzecz próby. Beszczelne! Teraz ją rozumiem i cofam wszelkie złe rzeczy które o niej mówiłam. Ale najważniejsze, że wie o tym Jenny i tak jakby na nowo zyskała matkę! Mam nadzieję, że się do nich wprowadzi i będą normalną rodziną z nie do końca normalnym Jimmym :D
    Hahaha, a Garry mnie rozwalił z tym syneczkiem! xD Spoko z niego koleś, tatuaże i te sprawy ^^ Ah, kocham jego tekst: Najpiękniejszą muzykę gramy kiedy kochamy! <3 I to Santa Barbara, Matt Gusta :D
    Łaaa, jak Jenn ma taką rutynę to ja też tak chcę! Słodko że do niej Brian dzwoni ale najlepiej, że jej gra (rozpływa się) xD Biedna Jenn, niech nie płacze!!! Brian się wykazał pomyślnością, że zostawił jej tą sławetną bluzę. Ale sentymencior... xD
    GATES!! AAAA!!! Tyle mogę z siebie wydusić! No po prostu nie mogę ogarnąć, że tak po prostu w jeden z kolejnych dni puka do ciebie Synyster fucking Gates i wpada na pogaduchy!!! Aaaa...zapowietrzenie! :D Haha, no przecież to jest, jak to Jenn powiedziała, gwiazda w której się akurat jawnie kocham, która jest moim idolem, autorytetem! Powiem, że bardzo mądry ten Gates. Cholera, seksowny, zdolny, zabawny i jeszcze mądry. Kuwa, jak on to robi?! :D Ej no, ja jestem naprawdę zdrowo popitolona ale paczcie, coś się kroi, pewnie się Synu w Jenn zabujał bo ten jego tekst: Piękna albo że czuje się jak emocjonalny gówniarz!! Fuck, naoglądałam się horrorów psychologicznych i teraz mam skutki -.-
    Hah, rozwalił mnie ten telefon Jenn: Kocham cię. Cóż za bezpośredniość, grunt to nie owijać w bawełne xD Słodcy są, jasne, że się kochają! Spróbowaliby nie!
    Tak czy tak i tak sobie na tym odcinku podotleniałam krew, po prostu Gates rozwalił mój system! xD Dzięks a weny nie życzę, bo masz jej w nadmiarze, Brompt! :D

    OdpowiedzUsuń
  5. Świetny odcinek! Szkoda, że chłopcy pojechali, ale fajnie, że im się układa. No i że mama Jenn wreszcie ją odwiedziła :D Zupełnie nie spodziewałam się Gatesa w drzwiach! I to powitanie Jenny xD Ja bym tam chyba oszalała z radości i rzuciła mu się na szyję, a Jenn taka opanowana... Syn pocieszyciel, normalnie sypie dobrymi radami na prawo i lewo :P
    Dodaj coś szybko ^^

    OdpowiedzUsuń