Ok, nie mogłam się powstrzymać ! :) To ostatni odcinek przed wyjazdem, więc postarałam się, żeby był troszkę dłuższy, w końcu następnego nie będzie jakieś 13 dni. Będę się do was odzywać z wakacji dziewczyny, obiecuję :) No to jazda . Odcinek numer 5 :)
Em przyszła po Jenny wcześnie. Obie miały na sobie czarne
sukienki, trampki oraz torby z ogromną ilością naszywek i kapsli.
-Gotowa? - zapytała Emily.
-Chyba tak.
Jenny odetchnęła głęboko, pocałowała ojca w policzek i razem z Em ruszyły do szkoły.
W środku było mnóstwo osób. Od różowych landrynek, przez dziwaków, aż po gotów. Większość była jednak przeciętna, ale nie dziewczyny, które szczególnie zwracały na siebie uwagę. Wielu chłopaków proponowały im oprowadzenie po szkole, wspólny lunch i wiele innych „atrakcji”. Po krótkim spotkaniu z dyrektorem podbiegł do nich Brian. Dał buziaka w policzek siostrze i zalotnie uśmiechnął się do Jenny.
-Hej Jenn. Ciebie jeszcze dzisiaj nie widziałem. Daj buziaka „duży metalu”.
Jenny nawet nie miała siły się sprzeciwić. Brian niby w żartach złapał ją za ramiona, a on odchylała się w różne strony. W końcu chłopakowi udało się skraść jej całusa. I właśnie wtedy Jenny miała okazję poznać wredną Camill.
-Co ty wyprawiasz Brian? Może już dość przepychanek z obcymi dziewczynami?
Camill miała na sobie różową koszulę i opięte, czarne leginsy, a do tego bardzo wysokie szpilki, które podkreślały jej niesamowitą figurę. Jej usta faktycznie lśniły od nadmiaru różowego błyszczyku. Złapała Briana za włosy, a on namiętnie ją pocałował.
-Jenn nie jest obca. Nie denerwuj się kochanie – odpowiedział speszony całą sytuacją.
-Właśnie - wtrąciła się Emily- Podobno złość piękności szkodzi. Chociaż... chyba w twoim przypadku nie może być gorzej.
-Lafirynda !
-Żmija !
-Ej dziewczyny, przestańcie! - zakończył kłótnie Brian.
Napięcie rozładowała rodzina In The Darkness. Chłopaki właśnie zbliżali się do maszyny z napojami, gdzie toczyła się rozmowa. Cały skład poznał Jenny. Courtney, Lilly i Luise były dla Em jak starsze siostry. Miała nadzieję, że z Jenn też będą mieć takie relację. Cała piątka poszła do stołówki, Camill ruszyła w drugą stronę, a chłopaki zostali razem.
-Stary – odezwał się Patrick- Ta Jenny to po prostu obłęd.
-To prawda - dodał Simon- Co za dziewczyna. I jaka podobna do Emi.
-Jest niesamowita prawda? Gra na gitarze i śpiewa – pochwalił ją Brian.
-Musisz koniecznie zaprosić ją na jutrzejszą próbę - do rozmowy dołączył David - Sprawdzimy ją. Czuję, że szybko zaaklimatyzuje się w rodzinie. A tak między nami ... Brian, ale z niej laska !
-Tak, wiem. Nieziemska.
Rozmowę przerwał pierwszy dzwonek. Zajęcia trwały dziś tylko do dwunastej, więc Jenny zdążyła zrobić sobie obiad, po czym razem z Emily pojechały do pracy. Sprzedały dziś trochę sprzętu, dwie gitary i kilka płyt. Ruch nie był największy, w końcu zaczęła się szkoła. Po powrocie do domu Jenny wzięła prysznic i uprzedziła tatę, że wróci później, bo idzie na kolację do Emily.
-Gotowa? - zapytała Emily.
-Chyba tak.
Jenny odetchnęła głęboko, pocałowała ojca w policzek i razem z Em ruszyły do szkoły.
W środku było mnóstwo osób. Od różowych landrynek, przez dziwaków, aż po gotów. Większość była jednak przeciętna, ale nie dziewczyny, które szczególnie zwracały na siebie uwagę. Wielu chłopaków proponowały im oprowadzenie po szkole, wspólny lunch i wiele innych „atrakcji”. Po krótkim spotkaniu z dyrektorem podbiegł do nich Brian. Dał buziaka w policzek siostrze i zalotnie uśmiechnął się do Jenny.
-Hej Jenn. Ciebie jeszcze dzisiaj nie widziałem. Daj buziaka „duży metalu”.
Jenny nawet nie miała siły się sprzeciwić. Brian niby w żartach złapał ją za ramiona, a on odchylała się w różne strony. W końcu chłopakowi udało się skraść jej całusa. I właśnie wtedy Jenny miała okazję poznać wredną Camill.
-Co ty wyprawiasz Brian? Może już dość przepychanek z obcymi dziewczynami?
Camill miała na sobie różową koszulę i opięte, czarne leginsy, a do tego bardzo wysokie szpilki, które podkreślały jej niesamowitą figurę. Jej usta faktycznie lśniły od nadmiaru różowego błyszczyku. Złapała Briana za włosy, a on namiętnie ją pocałował.
-Jenn nie jest obca. Nie denerwuj się kochanie – odpowiedział speszony całą sytuacją.
-Właśnie - wtrąciła się Emily- Podobno złość piękności szkodzi. Chociaż... chyba w twoim przypadku nie może być gorzej.
-Lafirynda !
-Żmija !
-Ej dziewczyny, przestańcie! - zakończył kłótnie Brian.
Napięcie rozładowała rodzina In The Darkness. Chłopaki właśnie zbliżali się do maszyny z napojami, gdzie toczyła się rozmowa. Cały skład poznał Jenny. Courtney, Lilly i Luise były dla Em jak starsze siostry. Miała nadzieję, że z Jenn też będą mieć takie relację. Cała piątka poszła do stołówki, Camill ruszyła w drugą stronę, a chłopaki zostali razem.
-Stary – odezwał się Patrick- Ta Jenny to po prostu obłęd.
-To prawda - dodał Simon- Co za dziewczyna. I jaka podobna do Emi.
-Jest niesamowita prawda? Gra na gitarze i śpiewa – pochwalił ją Brian.
-Musisz koniecznie zaprosić ją na jutrzejszą próbę - do rozmowy dołączył David - Sprawdzimy ją. Czuję, że szybko zaaklimatyzuje się w rodzinie. A tak między nami ... Brian, ale z niej laska !
-Tak, wiem. Nieziemska.
Rozmowę przerwał pierwszy dzwonek. Zajęcia trwały dziś tylko do dwunastej, więc Jenny zdążyła zrobić sobie obiad, po czym razem z Emily pojechały do pracy. Sprzedały dziś trochę sprzętu, dwie gitary i kilka płyt. Ruch nie był największy, w końcu zaczęła się szkoła. Po powrocie do domu Jenny wzięła prysznic i uprzedziła tatę, że wróci później, bo idzie na kolację do Emily.
Było bardzo miło.
Rodzice od razu pokochali Jenn, szczególnie jej gust, wiedzę i umiejętności
muzyczne.
-Aż trudno uwierzyć, że jesteś samoukiem. Co za dziewczyna.
Brian przysłuchiwał się temu wszystkiemu z lekkim uśmiechem na ustach, jednak nie był w najlepszym humorze. Po kolacji Emily źle się poczuła.
-Brian, odprowadzisz Jenn do domu? Ja nie dam rady.
-Pewnie, chodźmy.
Brian szarmancko podał jej ramię. Było już ciemno i chłodno. Chłopak ściągnął swoją bluzę i dał ją Jenn. Dziewczyna lekko przytuliła się do niego z myślą : „ Kogo ja chcę oszukać? Przecież on podoba mi się cholernie”. Nie rozmawiali ze sobą, więc Jenny postanowiła przerwać cisze.
-Co się dzieje? Jesteś jakoś nie w humorze. Pewnie normalnie skakałbyś imitując solówkę do „Nightmare”.
-Po dzisiejszej sytuacji Camill ze mną zerwała. W dodatku przez telefon.
-Przykro mi. Mam tylko nadzieję, że to nie przeze mnie?
-Nie. Myślę, że Camill była dziewczyną, która prędzej czy później znalazłaby inny pretekst, żeby skończyć ten związek. Od rana przyglądała się nowemu rozgrywającemu, który po szkole odwiózł ją do domu.
Gdy stali przed domem, Jenny usłyszała dźwięk perkusji dobiegający z garażu. „Czyli tata jednak wrócił do bębnów”- pomyślała.
-Jenn, czemu uśmiechasz się sama do siebie?
-Chodź. Zrobię herbatę i opowiem ci wszystko.
Przysiedli na werandzie wsłuchując się w popisy ojca. Był do tego stworzony. Jenny opowiedziała Brianowi o wszystkim i przyszło jej to z ogromną łatwością. Trzęsła się z zimna, a chłopak widząc to przytulił ją mocno. Delikatnie podniosła głowę. Teraz jej usta znajdowały się dwa centymetry od ust Briana. Zamknęła oczy, a on ujął jej twarz i szepnął :
-Wyjątkowa...
Zastali tak jeszcze na kilka minut, a potem Brian odezwał się:
-Muszę już iść. Trzymaj się Jenn.
W głębi duszy Jenny liczyła na pocałunek. Właśnie to miała być ta wyjątkowa chwila. Jednak Brian uciekł.
-Twoja bluza...
-Weź ją. Będzie jeszcze dużo okazji, żeby się spotkać.
Jego uśmiech zrekompensował jej jednak brak pocałunku.
-Aż trudno uwierzyć, że jesteś samoukiem. Co za dziewczyna.
Brian przysłuchiwał się temu wszystkiemu z lekkim uśmiechem na ustach, jednak nie był w najlepszym humorze. Po kolacji Emily źle się poczuła.
-Brian, odprowadzisz Jenn do domu? Ja nie dam rady.
-Pewnie, chodźmy.
Brian szarmancko podał jej ramię. Było już ciemno i chłodno. Chłopak ściągnął swoją bluzę i dał ją Jenn. Dziewczyna lekko przytuliła się do niego z myślą : „ Kogo ja chcę oszukać? Przecież on podoba mi się cholernie”. Nie rozmawiali ze sobą, więc Jenny postanowiła przerwać cisze.
-Co się dzieje? Jesteś jakoś nie w humorze. Pewnie normalnie skakałbyś imitując solówkę do „Nightmare”.
-Po dzisiejszej sytuacji Camill ze mną zerwała. W dodatku przez telefon.
-Przykro mi. Mam tylko nadzieję, że to nie przeze mnie?
-Nie. Myślę, że Camill była dziewczyną, która prędzej czy później znalazłaby inny pretekst, żeby skończyć ten związek. Od rana przyglądała się nowemu rozgrywającemu, który po szkole odwiózł ją do domu.
Gdy stali przed domem, Jenny usłyszała dźwięk perkusji dobiegający z garażu. „Czyli tata jednak wrócił do bębnów”- pomyślała.
-Jenn, czemu uśmiechasz się sama do siebie?
-Chodź. Zrobię herbatę i opowiem ci wszystko.
Przysiedli na werandzie wsłuchując się w popisy ojca. Był do tego stworzony. Jenny opowiedziała Brianowi o wszystkim i przyszło jej to z ogromną łatwością. Trzęsła się z zimna, a chłopak widząc to przytulił ją mocno. Delikatnie podniosła głowę. Teraz jej usta znajdowały się dwa centymetry od ust Briana. Zamknęła oczy, a on ujął jej twarz i szepnął :
-Wyjątkowa...
Zastali tak jeszcze na kilka minut, a potem Brian odezwał się:
-Muszę już iść. Trzymaj się Jenn.
W głębi duszy Jenny liczyła na pocałunek. Właśnie to miała być ta wyjątkowa chwila. Jednak Brian uciekł.
-Twoja bluza...
-Weź ją. Będzie jeszcze dużo okazji, żeby się spotkać.
Jego uśmiech zrekompensował jej jednak brak pocałunku.
Kiedy ojciec
wrócił do domu, Jenny od razu poruszyła temat perkusji.
-Więc co tato, chyba córcia kupi ci te naciągi? – szturchnęła go w ramie.
-Przecież obiecałem, że wrócę do bębnów. Trzeba je trochę wyremontować. Idź już spać kocie, jest późno.
-Więc co tato, chyba córcia kupi ci te naciągi? – szturchnęła go w ramie.
-Przecież obiecałem, że wrócę do bębnów. Trzeba je trochę wyremontować. Idź już spać kocie, jest późno.
Brian po powrocie
do domu, od razu wparował do pokoju Emily słysząc perkusję. Dziewczyna grała
jak szalona, kompletnie nie zauważając brata, więc rzucił w nią koszulką leżącą
na podłodze.
-Emi, ty kłamczucho! Wcale nie czułaś się źle!
-No coś ty. Lepiej mów jak było.
-Spanikowałem...
-Spanikowałeś? Brian, idioto, mów co znaczy „ spanikowałem” ?!
-Kiedy już prawię się pocałowaliśmy ja ... po prostu uciekłem.
-Co za tchórz! Dlaczego?
-Bo... ona jest taka delikatna, a ja ... sama wiesz. Po prostu nie chcę jej skrzywdzić.
-Brian, ty się lepiej zastanów czego chcesz. Jenn to piękna dziewczyna. Niedługo ktoś ci ją sprzątnie spod nosa.
-Śpij dobrze Emi. – Ucałował ją w czoło.
-Emi, ty kłamczucho! Wcale nie czułaś się źle!
-No coś ty. Lepiej mów jak było.
-Spanikowałem...
-Spanikowałeś? Brian, idioto, mów co znaczy „ spanikowałem” ?!
-Kiedy już prawię się pocałowaliśmy ja ... po prostu uciekłem.
-Co za tchórz! Dlaczego?
-Bo... ona jest taka delikatna, a ja ... sama wiesz. Po prostu nie chcę jej skrzywdzić.
-Brian, ty się lepiej zastanów czego chcesz. Jenn to piękna dziewczyna. Niedługo ktoś ci ją sprzątnie spod nosa.
-Śpij dobrze Emi. – Ucałował ją w czoło.
Rano Jenny
obudził ojciec.
-Wstawaj kocie, Em będzie tutaj za dwadzieścia minut.
Jednak jak to Emily zwykła robić, przyszła dużo wcześniej.
-O, cześć Em. Jenny się jeszcze szykuje. Zjesz z nami śniadanie?
-Pewnie. Czuję tosty
Pod szkołą spotkały chłopaków. Jenny zerknęła w ich stronę, a oni je zawołali.
-Cześć – powiedzieli chórem.
Maks dał nawet Em całusa w policzek.
-Słuchajcie, może wpadniecie dziś na próbę?- zapytał Patrick.
-To świetny pomysł. Jenn wreszcie pokaże nam, co potrafi – mówiąc to Brian objął ją lekko, chwytając za biodro. Jenn zauważyła przechodzącą obok Camill.
-Zostaw!
I uciekła, jak zwykle zresztą. Chłopak dogonił ją dopiero dwadzieścia metrów dalej.
-Poczekaj Jenn!
-Czemu to robisz Brian? Chcesz, żeby Camill była zazdrosna? Ok, rób co chcesz, ale nie moim kosztem, rozumiesz?
W jej oczach zauważył łzy. Przytulił ją mocno, chociaż trochę się szarpała.
-To nie tak Jenny. Proszę, nie płacz. Przyjdź dziś na próbę, będzie fajnie.
-Zobaczę.
-Wstawaj kocie, Em będzie tutaj za dwadzieścia minut.
Jednak jak to Emily zwykła robić, przyszła dużo wcześniej.
-O, cześć Em. Jenny się jeszcze szykuje. Zjesz z nami śniadanie?
-Pewnie. Czuję tosty
Pod szkołą spotkały chłopaków. Jenny zerknęła w ich stronę, a oni je zawołali.
-Cześć – powiedzieli chórem.
Maks dał nawet Em całusa w policzek.
-Słuchajcie, może wpadniecie dziś na próbę?- zapytał Patrick.
-To świetny pomysł. Jenn wreszcie pokaże nam, co potrafi – mówiąc to Brian objął ją lekko, chwytając za biodro. Jenn zauważyła przechodzącą obok Camill.
-Zostaw!
I uciekła, jak zwykle zresztą. Chłopak dogonił ją dopiero dwadzieścia metrów dalej.
-Poczekaj Jenn!
-Czemu to robisz Brian? Chcesz, żeby Camill była zazdrosna? Ok, rób co chcesz, ale nie moim kosztem, rozumiesz?
W jej oczach zauważył łzy. Przytulił ją mocno, chociaż trochę się szarpała.
-To nie tak Jenny. Proszę, nie płacz. Przyjdź dziś na próbę, będzie fajnie.
-Zobaczę.
Po południu Emily
wpadła po Jenny. Zastała ją siedzącą na werandzie z „małą J.” w ręku.
Dziewczyna agresywnie uderzała w struny z zamkniętymi oczami.
-Jenn, widzę, że chcesz kupować nowe struny. Czemu nie jesteś jeszcze gotowa?
-Nigdzie nie idę.
-Daj spokój. To przez tą poranną sytuację?
-I przez wieczorną. To wszystko przez Briana. Daje mi nadzieję, a potem ją odbiera. Nie rozumiem...
-Więc zrób to samo Jenn.
-Co masz na myśli?
-Mój brat jest cholernie pewny siebie. Zniszcz to. Baw się dobrze. Niech wie, że nie tak łatwo cię zranić.
-Jenn, widzę, że chcesz kupować nowe struny. Czemu nie jesteś jeszcze gotowa?
-Nigdzie nie idę.
-Daj spokój. To przez tą poranną sytuację?
-I przez wieczorną. To wszystko przez Briana. Daje mi nadzieję, a potem ją odbiera. Nie rozumiem...
-Więc zrób to samo Jenn.
-Co masz na myśli?
-Mój brat jest cholernie pewny siebie. Zniszcz to. Baw się dobrze. Niech wie, że nie tak łatwo cię zranić.
Jenn i Emily
poszły go garażu Maksa. Chłopaki właśnie zaczynali się rozgrzewać, Brian stroił
gitarę. Widząc Jenny uśmiechnął się tylko i wskazał miejsce obok siebie, jednak
dziewczyna stanęła obok Patricka i Simona, którzy ustalali, co będą dziś
ćwiczyć. Wszyscy oprócz Briana śmiali się w najlepsze. David i Jenn śpiewali
razem „A Little Peace of Heaven” , a Emily przygrywała im na bębnach. Maks
nachylił się nad nią i szepnął do ucha:
-Jesteś co raz lepsza.
Sielankę przerwał wyraźnie zdenerwowany Brian.
-Może weźmiemy się do pracy. Emily, Jennifer usiądźcie na sofie.
Em szturchnęła Jenny szepcząc:
- „Jennifer”. Musi być zdenerwowany.
Chłopaki grali swoje kawałki. Cechowało ich niesamowite skupienie. Byli dobrzy, naprawdę dobrzy. Po dwóch godzinach w drzwiach garażu stanęły Courtney, Lilly i Luise, więc David zarządził przerwę. W tym czasie Emily zajęła się Maksem. Brian wyszedł na zewnątrz, a Jenny zaraz za nim. Kiedy wyjmował paczkę papierosów z kieszeni chwyciła go za ramię.
-Złościsz się?
-Powiedz Jenn, dlaczego ty mi to robisz?
-Bo nie jestem taka wrażliwa, jak ci się wydaję. Sam mówiłeś, że duży ze mnie metal.
-Ile razy mam cię jeszcze przepraszać?
-Przestań wreszcie mówić i pokaż to, że ci przykro, że zależy ci na mnie – po czym odwróciła się na pięcie i wróciła do garażu.
Brian uśmiechnął się zrezygnowany. „Co za dziewczyna”- pomyślał.
Wszyscy wrócili do pracy.
-No to co, Jenn pokazała nam, że potrafi śpiewać, więc czas udowodnić umiejętności gitarowe – Simon podał jej swoją gitarę.
-O nie, Jenny pokaże, co potrafi na mojej gitarze.
Brian usiadł na krześle, a Jenny przysiadła na jego kolanach. Wzięła od niego ciemnogranatową gitarę i zagrała epickie solo do „Afterlife”. Brian trochę jej pomagał. Cały skład In The Darkness był pod wrażeniem. Chłopaki pograli jeszcze trochę, a potem wszyscy ruszyli w kierunku domu.
-To co, widzimy się jutro?- zaproponowała Courtney.
-Jasne. Kończymy lekcje wcześniej, więc możemy spędzić dzień na plaży- dokończył Patrick.
-To do jutra.
Emily została u Maksa dłużej. Brian lekko objął Jenny i musnął jej policzek.
-Do jutra Jenn.
-Do jutra.
-Jesteś co raz lepsza.
Sielankę przerwał wyraźnie zdenerwowany Brian.
-Może weźmiemy się do pracy. Emily, Jennifer usiądźcie na sofie.
Em szturchnęła Jenny szepcząc:
- „Jennifer”. Musi być zdenerwowany.
Chłopaki grali swoje kawałki. Cechowało ich niesamowite skupienie. Byli dobrzy, naprawdę dobrzy. Po dwóch godzinach w drzwiach garażu stanęły Courtney, Lilly i Luise, więc David zarządził przerwę. W tym czasie Emily zajęła się Maksem. Brian wyszedł na zewnątrz, a Jenny zaraz za nim. Kiedy wyjmował paczkę papierosów z kieszeni chwyciła go za ramię.
-Złościsz się?
-Powiedz Jenn, dlaczego ty mi to robisz?
-Bo nie jestem taka wrażliwa, jak ci się wydaję. Sam mówiłeś, że duży ze mnie metal.
-Ile razy mam cię jeszcze przepraszać?
-Przestań wreszcie mówić i pokaż to, że ci przykro, że zależy ci na mnie – po czym odwróciła się na pięcie i wróciła do garażu.
Brian uśmiechnął się zrezygnowany. „Co za dziewczyna”- pomyślał.
Wszyscy wrócili do pracy.
-No to co, Jenn pokazała nam, że potrafi śpiewać, więc czas udowodnić umiejętności gitarowe – Simon podał jej swoją gitarę.
-O nie, Jenny pokaże, co potrafi na mojej gitarze.
Brian usiadł na krześle, a Jenny przysiadła na jego kolanach. Wzięła od niego ciemnogranatową gitarę i zagrała epickie solo do „Afterlife”. Brian trochę jej pomagał. Cały skład In The Darkness był pod wrażeniem. Chłopaki pograli jeszcze trochę, a potem wszyscy ruszyli w kierunku domu.
-To co, widzimy się jutro?- zaproponowała Courtney.
-Jasne. Kończymy lekcje wcześniej, więc możemy spędzić dzień na plaży- dokończył Patrick.
-To do jutra.
Emily została u Maksa dłużej. Brian lekko objął Jenny i musnął jej policzek.
-Do jutra Jenn.
-Do jutra.
Dzień był wyjątkowo ciepły, więc pomysł z plażą był idealny.
Jenny miała tylko jeden problem- strój kąpielowy. Niby miała jakiś, który
kupiła jeszcze w Phoenix, ale nie był on zachwycający. Szybko poddała go paru
obróbką.
-No, może być – stwierdziła stając przed lustrem.
-No, może być – stwierdziła stając przed lustrem.
Cała paczka
spotkała się na plaży. Simon i Patrick poszli po coś zimnego do picia, reszta
grała w siatkówkę, jednak dziewczyny szybko podjęły decyzje o opalaniu. Nie
minęło dużo czasu, kiedy poczuły na sobie zimną wodę.
-O cholera ! Zabiję gnoi ! – krzyknęła Lilly.
Chłopaki starając się je sprowokować ruszyli w kierunku morza
-Za nimi ! – wydała rozkaz Luise.
-Tak jest!- krzyknęła Em- Macie przerąbane !
David złapał Luise za nogi i wrzucił do wody. Reszta mu zawtórowała i po chwili wszyscy wylądowali w morzu. Jenny nagle poczuła, że ktoś chwyta ją za nogę. Nabrała powietrza, a już chwilę potem szamotała się pod wodą. Wypłynęła na powierzchnię.
-Emily, ty wariatko ! – krzyknęła.
-Przecież nic nie zrobiłam – zaśmiała się Em, która prowadziła wodną wojnę z Maksem
Tuż obok Jenn wynurzył się Brian.
-Jak było topielcu?
-Zabiję cię !
Jenny rzuciła się na niego, chociaż wiedziała, że przy jego sile, nie da rady go pokonać. Złapał ją silnie za biodra i tak wynurzyli się razem. Odgarnął włosy z jej twarzy i obdarzył ją zabójczym uśmiechem.
-Hej Brian ! Ty mięczaku ! – krzyknął David.
-Założę się, że jej nie pocałujesz! – dodała Luise
-Spadać ! – odkrzyknął im Brian.
Jenny oparła ręce na jego klatce piersiowej.
-Pocałuj mnie Brian...- szepnęła.
-Jesteś pewna, że tego chcesz?
-Chyba nie chcesz, żeby się z ciebie nabijali.
Brian przyciągnął ją do siebie i pochwalił twarz w jej stronę. Dotknął jej policzka i musnął kciukiem jej wargi.
-To nie musi tak wyglądać... – szepnęła.
-Chyba oboje tego chcemy.
Objął ją jeszcze mocniej, a ona zarzuciła jedną rękę na jego ramię, a drugą przejechała po jego włosach. Zbliżył swoje usta do jej ust i musnął je delikatnie. Przeszły ją dreszcze. Brian czując to uśmiechnął się i pocałował ją mocniej. Ta chwila mogłaby trwać wiecznie. Zupełnie nie słyszeli wiwatów i oklasków reszty. Jenny odsunęła się od niego, lecz wiedziała, że to się nie uda. Jeszcze raz chwycił ją z całej siły i namiętnie pocałował.
-O cholera ! Zabiję gnoi ! – krzyknęła Lilly.
Chłopaki starając się je sprowokować ruszyli w kierunku morza
-Za nimi ! – wydała rozkaz Luise.
-Tak jest!- krzyknęła Em- Macie przerąbane !
David złapał Luise za nogi i wrzucił do wody. Reszta mu zawtórowała i po chwili wszyscy wylądowali w morzu. Jenny nagle poczuła, że ktoś chwyta ją za nogę. Nabrała powietrza, a już chwilę potem szamotała się pod wodą. Wypłynęła na powierzchnię.
-Emily, ty wariatko ! – krzyknęła.
-Przecież nic nie zrobiłam – zaśmiała się Em, która prowadziła wodną wojnę z Maksem
Tuż obok Jenn wynurzył się Brian.
-Jak było topielcu?
-Zabiję cię !
Jenny rzuciła się na niego, chociaż wiedziała, że przy jego sile, nie da rady go pokonać. Złapał ją silnie za biodra i tak wynurzyli się razem. Odgarnął włosy z jej twarzy i obdarzył ją zabójczym uśmiechem.
-Hej Brian ! Ty mięczaku ! – krzyknął David.
-Założę się, że jej nie pocałujesz! – dodała Luise
-Spadać ! – odkrzyknął im Brian.
Jenny oparła ręce na jego klatce piersiowej.
-Pocałuj mnie Brian...- szepnęła.
-Jesteś pewna, że tego chcesz?
-Chyba nie chcesz, żeby się z ciebie nabijali.
Brian przyciągnął ją do siebie i pochwalił twarz w jej stronę. Dotknął jej policzka i musnął kciukiem jej wargi.
-To nie musi tak wyglądać... – szepnęła.
-Chyba oboje tego chcemy.
Objął ją jeszcze mocniej, a ona zarzuciła jedną rękę na jego ramię, a drugą przejechała po jego włosach. Zbliżył swoje usta do jej ust i musnął je delikatnie. Przeszły ją dreszcze. Brian czując to uśmiechnął się i pocałował ją mocniej. Ta chwila mogłaby trwać wiecznie. Zupełnie nie słyszeli wiwatów i oklasków reszty. Jenny odsunęła się od niego, lecz wiedziała, że to się nie uda. Jeszcze raz chwycił ją z całej siły i namiętnie pocałował.
Wracając do domu
dziewczyny naciągnęła na siebie jedynie szorty, żeby słońce wysuszyło ich
skórę. Jenny i Em zostały w tyle, aby odpowiedzieć sobie o wrażeniach z
dzisiejszego dnia. Nagle Jenn poczuła czyjąś rękę na swoim pośladku.
-Laleczko, może się przejdziemy?- usłyszała od łysego gościa.
Nawet nie zdążyła zareagować, kiedy z nikąd pojawił się Brian.
-Zostaw ją!- warknął.
-A ty co, jej chłoptaś?
-Anioł stróż – rzucił Patrick.
Kiedy gość nie chciał się odczepić , Brian popchnął go z całej siły.
-Chcesz w ryj gówniarzu? – odezwał się do niego łysy.
Ale on jedynie uśmiechnął się arogancko i wymierzył idealny cios w jego twarz. Tamten padł na ziemie i podniósł się dopiero po pięciu minutach.
-Nie waż się jej więcej tknąć- syknął Brian obejmując Jenn.
Pół godziny później po czułym pożegnaniu byli już w domu.
-Dziękuję za wszystko. Właśnie tak wyobrażałam sobie ten pocałunek.
Brian przytulił ją znienacka i dał szybkiego całusa.
-Do jutra- szepnął jej do ucha.
-Laleczko, może się przejdziemy?- usłyszała od łysego gościa.
Nawet nie zdążyła zareagować, kiedy z nikąd pojawił się Brian.
-Zostaw ją!- warknął.
-A ty co, jej chłoptaś?
-Anioł stróż – rzucił Patrick.
Kiedy gość nie chciał się odczepić , Brian popchnął go z całej siły.
-Chcesz w ryj gówniarzu? – odezwał się do niego łysy.
Ale on jedynie uśmiechnął się arogancko i wymierzył idealny cios w jego twarz. Tamten padł na ziemie i podniósł się dopiero po pięciu minutach.
-Nie waż się jej więcej tknąć- syknął Brian obejmując Jenn.
Pół godziny później po czułym pożegnaniu byli już w domu.
-Dziękuję za wszystko. Właśnie tak wyobrażałam sobie ten pocałunek.
Brian przytulił ją znienacka i dał szybkiego całusa.
-Do jutra- szepnął jej do ucha.
Ojciec siedział na
barowym krześle, wpatrując się z uśmiechem w okno.
-Jenny, czy ja o czymś nie wiem? Wzięłaś może potajemny ślub lub zostaliście „braćmi krwi”?
-Nic z tych rzeczy tato. Ale jest coś innego...
-Jesteś w ciąży?
John podszedł do córki i pogłaskał ją po brzuchu.
-Oszalałeś tato? Ja po prostu ... pierwszy raz się całowałam - powiedziała nieco speszona.
-Pierwszy raz? To musi być dla ciebie niesamowicie ważne. I pewnie ten chłopak również. To ten Brian, brat Em? Koniecznie muszę go poznać. Niech wpadnie jutro wieczorem, najlepiej z Emily. Ale wiesz co kocie... Ty wcale nie jesteś taka niegrzeczna na jaką wyglądasz.
-Nie licz na to. Idę trochę pograć i odrobić matmę. Dobranoc „ zły” ojcze – Jenny skierowała się na górę unosząc wskazujący i mały palec lewej dłoni. John zaśmiał się głośno i odpowiedział tym samym.
-Jenny, czy ja o czymś nie wiem? Wzięłaś może potajemny ślub lub zostaliście „braćmi krwi”?
-Nic z tych rzeczy tato. Ale jest coś innego...
-Jesteś w ciąży?
John podszedł do córki i pogłaskał ją po brzuchu.
-Oszalałeś tato? Ja po prostu ... pierwszy raz się całowałam - powiedziała nieco speszona.
-Pierwszy raz? To musi być dla ciebie niesamowicie ważne. I pewnie ten chłopak również. To ten Brian, brat Em? Koniecznie muszę go poznać. Niech wpadnie jutro wieczorem, najlepiej z Emily. Ale wiesz co kocie... Ty wcale nie jesteś taka niegrzeczna na jaką wyglądasz.
-Nie licz na to. Idę trochę pograć i odrobić matmę. Dobranoc „ zły” ojcze – Jenny skierowała się na górę unosząc wskazujący i mały palec lewej dłoni. John zaśmiał się głośno i odpowiedział tym samym.
Gdy rano wyszła
przed dom, przed jej furtką stał czarny samochód Briana. Chłopak wysiadł,
pocałował ją na przywitanie i otworzył drzwi auta. Z tyłu siedziała Emily.
-No to co gołąbeczki, widzę, że wszystko wam się układa? – potargała włosy Briana.
-Ty lepiej powiedz siostro jak to jest z tobą i Maksem? – odgryzł się – Chłopak kompletnie ześwirował na twoim punkcie.
-Maks chyba... chyba nie chce niczego więcej – zasmuciła się Em.
-Więc pokaż mu, że chcesz, żeby o ciebie zawalczył - Brian mówiąc to spojrzał na Jenny i cmoknął ją w policzek.
-Myślicie, że wszyscy tak idealnie do siebie pasują jak wy?
-Dwójka zapalonych perkusistów miałaby nie być dla siebie stworzona? - odezwała się Jenny - Em, jeżeli będziesz o coś walczyć wystarczająco wytrwale, zdobędziesz to.
Odwróciła się do tyłu i uśmiechnęła szeroko.
-Po drugie kochani, tata zaprasza was dziś na kolacje.
-To bardzo miło. Za pięć minut dzwonek, musimy się pośpieszyć.
Brian chwycił Jenn za rękę. Odprowadził dziewczyny pod salę chemiczną.
-O której kończycie?
-O czternastej.
-Ja też. Będę na was czekał na parkingu. Zobaczymy się na lunchu?
-Oczywiście.
Brian po drodze spotkał Maksa i Davida, więc razem poszli na matematykę. Na lekcji wcale nie mógł się skupić, w końcu szturchnął Maksa ołówkiem w plecy.
-Co jest stary? Ty też masz dość całek?
-To też. Słuchaj, ojciec Jenn zaprosił mnie na kolację.
-No to chyba dobrze, prawda?
-Prawda, ale nie o to chodzi. Znasz mnie, wiesz jak wyglądam na co dzień, jaki jestem. Zupełnie nie wiem jak zachować się dziś.
-Brian, wystarczy, że będziesz sobą. Ale może załóż koszulę. A ... i uczesz się trochę.
-Bardzo śmieszne. A ty Maks, kiedy pojawisz się w moim domu?
-Stary, przecież ja znam twoich rodziców - zaśmiał się Maks.
-Nie o to chodzi palancie. Co jest między tobą a Emi?
-Panowie, skończcie proszę tą rozmowę – odezwała się matematyczka.
-Tym razem ci się udało, ale wrócimy do tego tematu – powiedział Brian, a Maks odpowiedział na to jedynie uśmiechem.
-No to co gołąbeczki, widzę, że wszystko wam się układa? – potargała włosy Briana.
-Ty lepiej powiedz siostro jak to jest z tobą i Maksem? – odgryzł się – Chłopak kompletnie ześwirował na twoim punkcie.
-Maks chyba... chyba nie chce niczego więcej – zasmuciła się Em.
-Więc pokaż mu, że chcesz, żeby o ciebie zawalczył - Brian mówiąc to spojrzał na Jenny i cmoknął ją w policzek.
-Myślicie, że wszyscy tak idealnie do siebie pasują jak wy?
-Dwójka zapalonych perkusistów miałaby nie być dla siebie stworzona? - odezwała się Jenny - Em, jeżeli będziesz o coś walczyć wystarczająco wytrwale, zdobędziesz to.
Odwróciła się do tyłu i uśmiechnęła szeroko.
-Po drugie kochani, tata zaprasza was dziś na kolacje.
-To bardzo miło. Za pięć minut dzwonek, musimy się pośpieszyć.
Brian chwycił Jenn za rękę. Odprowadził dziewczyny pod salę chemiczną.
-O której kończycie?
-O czternastej.
-Ja też. Będę na was czekał na parkingu. Zobaczymy się na lunchu?
-Oczywiście.
Brian po drodze spotkał Maksa i Davida, więc razem poszli na matematykę. Na lekcji wcale nie mógł się skupić, w końcu szturchnął Maksa ołówkiem w plecy.
-Co jest stary? Ty też masz dość całek?
-To też. Słuchaj, ojciec Jenn zaprosił mnie na kolację.
-No to chyba dobrze, prawda?
-Prawda, ale nie o to chodzi. Znasz mnie, wiesz jak wyglądam na co dzień, jaki jestem. Zupełnie nie wiem jak zachować się dziś.
-Brian, wystarczy, że będziesz sobą. Ale może załóż koszulę. A ... i uczesz się trochę.
-Bardzo śmieszne. A ty Maks, kiedy pojawisz się w moim domu?
-Stary, przecież ja znam twoich rodziców - zaśmiał się Maks.
-Nie o to chodzi palancie. Co jest między tobą a Emi?
-Panowie, skończcie proszę tą rozmowę – odezwała się matematyczka.
-Tym razem ci się udało, ale wrócimy do tego tematu – powiedział Brian, a Maks odpowiedział na to jedynie uśmiechem.
Spotkali się całą
paczką na lunchu. Wyglądali zabawnie, a może trochę strasznie: wszyscy
ciemnowłosy, w czarnych koszulkach, bardzo podobni do siebie. Jenny faktycznie
bardzo szybko wpasowała się w rodzinę In
The Darkness. Wszyscy bardzo ją polubili i pieszczotliwie mówili do niej „
siostrzyczko”, tak samo jak do Emily.
Jenn siedziała obok Briana i widząc Camill klejącą się do nowego rozgrywającego, równocześnie patrzącą w stronę Briana, ujęła jego twarz i namiętnie go pocałowała. Camill otworzyła szeroko oczy ze zdziwienia, a Jenn uśmiechnęła się arogancko. Brianowi bardzo podobał się taki obrót spraw.
Po szkole odwiózł ją do domu.
-O której mamy być?
-Kolacje zawsze jemy o osiemnastej.
-Dobrze, więc do wieczora.
-Brian, nie musisz się stresować. Mój tata jest naprawdę w porządku.
-Mówiąc tak jeszcze bardzie mnie stresujesz, więc uciekam już - dał jej całusa - Więcej dostaniesz wieczorem.
-Mam nadzieję.
Jenn siedziała obok Briana i widząc Camill klejącą się do nowego rozgrywającego, równocześnie patrzącą w stronę Briana, ujęła jego twarz i namiętnie go pocałowała. Camill otworzyła szeroko oczy ze zdziwienia, a Jenn uśmiechnęła się arogancko. Brianowi bardzo podobał się taki obrót spraw.
Po szkole odwiózł ją do domu.
-O której mamy być?
-Kolacje zawsze jemy o osiemnastej.
-Dobrze, więc do wieczora.
-Brian, nie musisz się stresować. Mój tata jest naprawdę w porządku.
-Mówiąc tak jeszcze bardzie mnie stresujesz, więc uciekam już - dał jej całusa - Więcej dostaniesz wieczorem.
-Mam nadzieję.
Godzina
siedemnasta. Z pokoju Briana słychać głośne : „ Cholera !”. W końcu mama
zdecydowała się interweniować. Zapukała do drzwi i zapytała :
-Pomóc ci synku?
-Mamo, zupełnie nie wiem co mam zrobić. Chciałbym pozostać sobą, ale jednocześnie spodobać się ojcu Jenny.
Wydawał się teraz taki bezbronny. Zupełnie inny niż dotychczas. Po całym pokoju walały się koszulę, koszulki, buty i spodnie. „ Zależy mu” – pomyślała matka.
-Kochanie, widzę, że ta dziewczyna ma na ciebie dobry wpływ. Nie mam pojęcia jak jej się to udało. Chyba cała twoja wredota zamieniła się w miłość.
-Jak mi nie pomożesz, to wredota powróci mamo, więc wybieraj- zrobił groźną minę a jego mama wybuchła śmiechem.
-Dobrze, proponuję założyć te wąskie, granatowe spodnie, do tego może czarną koszulę, która obrosła już w kurz- wyjęła wyżej wymieniony komplet z szafy Briana – Emily! – zawołała.
-Pali się? Mamo maluję się! – krzyknęła ze swojego pokoju Em.
-Chodź na chwilę, proszę.
Emily wpadła do pokoju Briana. Miała pomalowane jedno oko i lekko pokręconą część włosów.
-Emi, możesz pomóc doprowadzić włosy brata do porządku?
-Uu, mam pewien pomysł. Ubierz się braciszku a ja w tym czasie skończę makijaż.
Po chwili oboje stanęli przed wielkim lustrem w łazience.
-Dobra bracie, jak szaleć to szaleć. Co powiesz na fryzurę a’ la Gates? Jenny na pewno się spodoba, a ty zachowasz osobowość.
-Zdaję się na ciebie.
Po dziesięciu minutach było już w po wszystkim. Rodzicom opadły szczęki. Nawet sama Emily była zaskoczona efektem.
-I jak? – zapytał trochę niepewnie.
-Powiem tylko tyle : ale mam przystojnego brata ! Zbieraj się już, jedziemy.
-Pomóc ci synku?
-Mamo, zupełnie nie wiem co mam zrobić. Chciałbym pozostać sobą, ale jednocześnie spodobać się ojcu Jenny.
Wydawał się teraz taki bezbronny. Zupełnie inny niż dotychczas. Po całym pokoju walały się koszulę, koszulki, buty i spodnie. „ Zależy mu” – pomyślała matka.
-Kochanie, widzę, że ta dziewczyna ma na ciebie dobry wpływ. Nie mam pojęcia jak jej się to udało. Chyba cała twoja wredota zamieniła się w miłość.
-Jak mi nie pomożesz, to wredota powróci mamo, więc wybieraj- zrobił groźną minę a jego mama wybuchła śmiechem.
-Dobrze, proponuję założyć te wąskie, granatowe spodnie, do tego może czarną koszulę, która obrosła już w kurz- wyjęła wyżej wymieniony komplet z szafy Briana – Emily! – zawołała.
-Pali się? Mamo maluję się! – krzyknęła ze swojego pokoju Em.
-Chodź na chwilę, proszę.
Emily wpadła do pokoju Briana. Miała pomalowane jedno oko i lekko pokręconą część włosów.
-Emi, możesz pomóc doprowadzić włosy brata do porządku?
-Uu, mam pewien pomysł. Ubierz się braciszku a ja w tym czasie skończę makijaż.
Po chwili oboje stanęli przed wielkim lustrem w łazience.
-Dobra bracie, jak szaleć to szaleć. Co powiesz na fryzurę a’ la Gates? Jenny na pewno się spodoba, a ty zachowasz osobowość.
-Zdaję się na ciebie.
Po dziesięciu minutach było już w po wszystkim. Rodzicom opadły szczęki. Nawet sama Emily była zaskoczona efektem.
-I jak? – zapytał trochę niepewnie.
-Powiem tylko tyle : ale mam przystojnego brata ! Zbieraj się już, jedziemy.
ale to sie wszystko szybko rozgrywa , no pięknie ;D Brian jest taki świetny , uhh chyba każda dziewczyna chciałaby mieć takiego chłopaka ;3 nie wiem jak ja wytrzymam tyle czasu bez nowego rozdziału ;c ale baw się dobrze na wakacjach ! ;)
OdpowiedzUsuńPlastik gone away!!!!! O tak tak me serce się raduje!! Będzie gorąco czy nie będzie? Co to będzie? Co to będzie? Coś czuję, że z Briana gorący facet ale czemu dał nogę i nie pocałował Jenny? No jak tak można no!!! Nie wierzę!! Brian wracaj natychmiast i całuj do cholery!!! Bądź facetem!! No nie?! Gdzie on polazł! Jenny na próbie pokazała pazurki i to, że naprawdę potrafi grać :) Maksio i Emi mhhhh coś mi tu się zanosi na miłość??? I teraz pojawia się dramatyczne pytanie: Czy Maksiowi zależy na Em? Czy odważy się zrobić ten jeden krok, który dzieli go od szczęścia? Czy nasz piekielnie przystojny Brian będzie musiał interweniować????
OdpowiedzUsuńI teraz plaża!! Ty wiesz, że ja kocham historie na plaży :D Cudownie czytać, coś co tygryski lubią najbardziej. Ale proszę państwa czyżby nasz Brian w końcu odważył się pocałować naszą Jenn? Ależ tak!!! Oklaski dla wyjątkowo namiętnego pocałunku, należało się dziewczynie, w końcu to jej pierwszy. Ale nie chłopakowi jest mało i zatracają się w ponownym pocałunku. Atmosfera nabiera tempa i temperatury!! Oby tak dalej!
I to pytanie Johna : Jesteś w ciąży? rozwaliło mi system!! I to pozytywnie:D
Dobrze, że Jenn pokazała różowej landrynce kto tu rządzi i do kogo należy to ciacho, które nosi cudowne imię Brian. I to jak nasze ciacho, jak panienka miało dylemat: co na siebie włozyć. Jednak w takiej sytuacji niczym Trinny i Susanah albo czarujący Gok Wan na scenę naszego bohatera wkracza odsiecz w osobie mamy i kochającej, niezastąpionej młodszej siostry. Brian z tego starcia wychodzi jeszcze bardziej przystojny. Czy to aby jeszcze możliwe? Co na to John? I najważniejsze co na to Jenn? Tego dowiemy się w kolejnym odcinku!!!
A tak w telegraficznym skrócie: Kocham Cię i Twoje opowiadanie <3
Siema Brompt. Pacząc na koment JG u góry chyba wiadomo po kim mam te wrodzone eseje! ;p
OdpowiedzUsuńAh, no to jedziemy z tym koksem! Dziewczyny ubrane w trampki i torby z naszywkami <3 Już to kocham, mogą iść na melanżyk (pomijam że do szkoły :D) Hah, ale teraz Brian będzie wkurzał Jenn z tym Dużym Metalem!
Oh Jezuu, ale ten plastik to mnie rozwalił totalnie. Leginsiki i różowa koszulina, blee.. I ten pocałunek na pokaz, jak ja nienawidzę fałszystwa!!! Tekst Em: Podobno złość piękności szkodzi ale z tobą nie może być już gorzej hah. Highfive, Emily!
Genialna była rozmowa chłopaków na temat Jenn, jakby ich słyszała to by mieli piękny wpiernicz xD
Fajnie że Hanerowie polubili Jenny ale najważniejsze: JAK TEN BRIAN MÓGŁ STCHÓRZYĆ?!? Ugh, Em im daje romantyczny spacer a on stoi jak debil i daje dziewczynie nadzieję! Co za palantyzm! xD Może to i miłe, że dał jej bluzę ale do jasnej ciasnej, nie pocałował jej. Bardzo dobrze, że mu się dostał ochrzan od siostry! A jeszcze lepiej, że Camille, nasza najsłodsza dziewczynka pod słońcem, która ma w sobie więcej cukru niż jest w Pawełkach, z nim zerwała! Uff xD
(A tak na marginesie: Johnny znów młóci w gary!! Jej!)
Ale wydaje się, że ten opieprz od Em wcale nic nie uświadomił Brianowi bo zachował się jak totalny matoł! Jak można tak bezczelnie się lepić do laski gdy twoja ex przechodzi! Dobrze, że mu Jenny powiedziała!
Hah, myślę że Emily może zostać psychologiem, naprawdę. Ja bym zrobiła tak jak Jenny i została w chacie. Szczerze, nie kapłabym się że jak pójdę na próbę to go wkurzę. Ja ogólnie jestem mało kapliwa xD W każdym bądź razie, dobrze tak Brianowi za to dawanie i odbieranie nadziei. Podoba mi się to śpiewanie A Little Piece Of Heaven i granie Afterlife, Jenn ma talent <3
(To taka moja prośba: Brompt, pliss, zrób coś z Maxem i Emily bo są zarąbiści, oboje pałkersi! :D)
Haha, padłam na tą zabawę na plaży. Ale niee, chyba bym udusiła Briana jakby mnie podtopił! A tu zaskoczenie, Haner odkupił swe winy namiętnie całując Jenny! Prosimy o oklaski dla romansu stulecia! xD I proszę jaki się Wkurzony Bojfrend z niego zrobił, pojawia się niczym Ninja żeby skopać Tadzika Lepkie Łapki! :p A ten tekst Johnnego: Jesteś w ciąży?! Hahaha, glebłam xD
Brian się faktycznie zrobił Bojfrend, podjeżdża pod swoją laskę, nono :P I tak jak ja, nasza parka widzi, że Max i Em są dla siebie stworzeni!
Jenny mnie rozwaliła jak się rzuciła na Briana gdy Camille widziała! Hah, fuck yeah, Jen staje się pewna siebie! Świetnie pocisła cukierka!
Choć i tak w tym odcinku rozwalił system Nasz Bojfrend-Łee-W-Co-Mam-Się-Ubrać?! Normalnie gorzej niż ja jak mam ciuchy w praniu! xD Dobrze, że się mama włączyła bo by była wtopa roku! Haha, albo Em z jednym pomalowanym okiem! Ale w końcu się nasi Hanerowie wyszykowali! Kurde, ja chcę się dowiedzieć jak nasz Brian wyglądał bo skoro do Gatesa podobny to wiecie <3
Kurde, świetne to opowiadanie Brompt! Normalnie wszystko leci w takim tempie, utrzymujesz akcję! xD
Dzięki za odcinek i udanych wakacji, niech cię ta mafia sycylijska nie porwie! :D