Wróciłam z sycylijskiej przygody kochane ! Mam nadzieję, że tęskniliście nie tylko za mną, ale również za moim opowiadaniem. W rekompensacie za długą nieobecność, wrzucam wam nowość z nadzieją, że wam się spodoba.
Punkt osiemnasta byli już pod domem Jenny. Brian odetchnął
głęboko.
-Idziemy, nie stresuj się. John to naprawdę fajny facet.
Drzwi otworzyła im Jenny. Na widok Briana zaniemówiła.
-I jak Jenn? Korzystna zmiana?
-Wyglądasz... wyglądasz nieziemsko. I jeszcze te włosy. Czyja to zasługa?
-W teorii mamy, ale w praktyce rzecz jasna Emi.
-Wchodźcie, kolacja gotowa.
Jenny zaprowadziła ich do małego, ale bardzo przytulnego salonu. Brianowi od razu rzuciły się w oczy ogromne zdjęcia, oprawione w brązowe ramy. Na wszystkich był ojciec Jenn z różnymi zespołami. Tylko jedna fotografia była rodzinna. Jenny była na niej jeszcze bardzo mała, jej włosy związane były w dwa warkoczyki , a rodzice ją obejmowali. Mieli na sobie czarne, skórzane kurtki. Dziewczynka była bardzo podobna do matki.
Nagle do pokoju wszedł John. Był średniego wzrostu, miał lekki zarost i tatuaż na lewej ręce.
-Cześć wam. Jenny i Emily, przynieście kolację. A ty pewnie jesteś Brian? - Podał mu rękę - Jestem John, tata Jenn.
-Słyszałem o panu mnóstwo dobrych rzeczy.
-To znaczy, że Jenny zrobiła mi wspaniałą reklamę - uśmiechnął się ojciec.
Dziewczyny przyniosły lasagne przygotowaną przez Johna. Usiedli do wspólnego posiłku i dużo rozmawiali, rzecz jasna o muzyce. Briana szybko opuścił stres, ponieważ ojciec Jenny był naprawdę bardzo sympatyczny.
-Nasi rodzice szukają perkusisty do zespołu – odezwał się - od razu pomyślałem o panu. Mama i tata zapraszają do nas w niedziele na obiad.
-Brian, naprawdę? To świetny pomysł, prawda tato? – ucieszyła się Jenny.
-No nie wiem. Perkusja wymaga generalnego remontu...
-Z tym akurat nie będzie problemu - wtrąciła Emily - w wolnej chwili wpadniemy z Maksem i popracujemy nad tym. Poza tym mamy dostęp do sprzętu ze sklepu muzycznego. Będzie jak nowa.
-Zastanowimy się dzieci. Chcecie deser?
-Ja będę się zbierać - powiedziała Em – Jadę z Maksem do kina. Za chwilę ma po mnie przyjechać. Dziękuję za kolację. Na razie Jenny. Brian, bądź grzeczny. Dobranoc panie Johnny.
-Dobranoc Emi.
Jenn i Brian spędzili z ojcem jeszcze godzinkę, potem usiedli na werandzie.
-To był naprawdę miły wieczór, chociaż na początku strasznie się bałem – powiedział, mocno obejmując Jenny.
Ona przytuliła się do jego klatki i szepnęła:
-Wiesz Brian... przy tobie wszystko się zmienia.
-Wszystko? Mam nadzieję, że na lepsze.
-Jest inaczej niż do tego pory. Zawsze byłam sama, a teraz jest Emily, chłopaki i dziewczyny z „rodziny”, wasi rodzice i ty. Wiesz, że byłeś pierwszą osobą, którą tutaj poznałam? Sądzę, że to był całkiem niezły początek, już pomijając fakt, że strasznie mnie wtedy zdenerwowałeś. Ja również się zmieniłam. Wyciągasz ze mnie wszystko co najlepsze. Muzyka nas otacza, cały nasz związek jest jak jedna, piękna piosenka.
-U mnie też wszystko jest inaczej. Jesteś tak wyjątkowa, że codziennie zastanawiam się jak to się stało, że jesteś z kimś takim jak ja.
-Po prostu cię kocham Brian. Tylko proszę, nie odchodź.
-Nigdy cię nie zostawię – powiedział i musnął jej wargi swoimi.
Chwycił „małą J.” I zagrał najpiękniejsze „Warmness on the soul” w swoim życiu, nucąc przy tym do jej ucha:” I give my heart to you . I give my heart, cause nothing can compare in this world to you.”
Zasnęła na jego ramieniu. Nie miał serca jej budzić, więc otulił ją delikatnie i czuwał do rana. Około czwartej na werandę przyszedł John.
-Brian, pewnie jest wam tutaj niewygodnie. Jeżeli chcesz, to obudź Jenny i połóżcie się w jej pokoju. Już dawno zadzwoniłem do twoich rodziców i powiedziałem, że zostajesz u nas.
-Dziękuję panu. Zastaniemy tutaj, nie chcę jej budzić.
-Dobrze, ale ty też się prześpij. Wiesz Brian, fajny z ciebie chłopak. Pamiętaj tylko, że Jenn pomimo całej tej otoczki to bardzo wrażliwa dziewczyna. Czuję, że ty też taki jesteś, więc ufam, że jej nie skrzywdzisz.
-Nie zawiodę pana.
Obudził ją około godziny siódmej.
-Wstawaj Jenny, słodziutki śpiochu – Przejechał dłonią po jej twarzy.
-Co? Brian, co ty tu robisz? I tylko nie „słodziutki”.
-Zasnęłaś, nie chciałem cię budzić
-Dzieci ! - zawołał John z kuchni - Śniadanie na stole.
Brian wziął Jenny za rękę. Zjedli wspólne śniadanie.
-Będę się już zbierał- powiedział - Za godzinę przyjadę po ciebie z Emi - dał jej szybkiego buziaka w policzek.
-Idziemy, nie stresuj się. John to naprawdę fajny facet.
Drzwi otworzyła im Jenny. Na widok Briana zaniemówiła.
-I jak Jenn? Korzystna zmiana?
-Wyglądasz... wyglądasz nieziemsko. I jeszcze te włosy. Czyja to zasługa?
-W teorii mamy, ale w praktyce rzecz jasna Emi.
-Wchodźcie, kolacja gotowa.
Jenny zaprowadziła ich do małego, ale bardzo przytulnego salonu. Brianowi od razu rzuciły się w oczy ogromne zdjęcia, oprawione w brązowe ramy. Na wszystkich był ojciec Jenn z różnymi zespołami. Tylko jedna fotografia była rodzinna. Jenny była na niej jeszcze bardzo mała, jej włosy związane były w dwa warkoczyki , a rodzice ją obejmowali. Mieli na sobie czarne, skórzane kurtki. Dziewczynka była bardzo podobna do matki.
Nagle do pokoju wszedł John. Był średniego wzrostu, miał lekki zarost i tatuaż na lewej ręce.
-Cześć wam. Jenny i Emily, przynieście kolację. A ty pewnie jesteś Brian? - Podał mu rękę - Jestem John, tata Jenn.
-Słyszałem o panu mnóstwo dobrych rzeczy.
-To znaczy, że Jenny zrobiła mi wspaniałą reklamę - uśmiechnął się ojciec.
Dziewczyny przyniosły lasagne przygotowaną przez Johna. Usiedli do wspólnego posiłku i dużo rozmawiali, rzecz jasna o muzyce. Briana szybko opuścił stres, ponieważ ojciec Jenny był naprawdę bardzo sympatyczny.
-Nasi rodzice szukają perkusisty do zespołu – odezwał się - od razu pomyślałem o panu. Mama i tata zapraszają do nas w niedziele na obiad.
-Brian, naprawdę? To świetny pomysł, prawda tato? – ucieszyła się Jenny.
-No nie wiem. Perkusja wymaga generalnego remontu...
-Z tym akurat nie będzie problemu - wtrąciła Emily - w wolnej chwili wpadniemy z Maksem i popracujemy nad tym. Poza tym mamy dostęp do sprzętu ze sklepu muzycznego. Będzie jak nowa.
-Zastanowimy się dzieci. Chcecie deser?
-Ja będę się zbierać - powiedziała Em – Jadę z Maksem do kina. Za chwilę ma po mnie przyjechać. Dziękuję za kolację. Na razie Jenny. Brian, bądź grzeczny. Dobranoc panie Johnny.
-Dobranoc Emi.
Jenn i Brian spędzili z ojcem jeszcze godzinkę, potem usiedli na werandzie.
-To był naprawdę miły wieczór, chociaż na początku strasznie się bałem – powiedział, mocno obejmując Jenny.
Ona przytuliła się do jego klatki i szepnęła:
-Wiesz Brian... przy tobie wszystko się zmienia.
-Wszystko? Mam nadzieję, że na lepsze.
-Jest inaczej niż do tego pory. Zawsze byłam sama, a teraz jest Emily, chłopaki i dziewczyny z „rodziny”, wasi rodzice i ty. Wiesz, że byłeś pierwszą osobą, którą tutaj poznałam? Sądzę, że to był całkiem niezły początek, już pomijając fakt, że strasznie mnie wtedy zdenerwowałeś. Ja również się zmieniłam. Wyciągasz ze mnie wszystko co najlepsze. Muzyka nas otacza, cały nasz związek jest jak jedna, piękna piosenka.
-U mnie też wszystko jest inaczej. Jesteś tak wyjątkowa, że codziennie zastanawiam się jak to się stało, że jesteś z kimś takim jak ja.
-Po prostu cię kocham Brian. Tylko proszę, nie odchodź.
-Nigdy cię nie zostawię – powiedział i musnął jej wargi swoimi.
Chwycił „małą J.” I zagrał najpiękniejsze „Warmness on the soul” w swoim życiu, nucąc przy tym do jej ucha:” I give my heart to you . I give my heart, cause nothing can compare in this world to you.”
Zasnęła na jego ramieniu. Nie miał serca jej budzić, więc otulił ją delikatnie i czuwał do rana. Około czwartej na werandę przyszedł John.
-Brian, pewnie jest wam tutaj niewygodnie. Jeżeli chcesz, to obudź Jenny i połóżcie się w jej pokoju. Już dawno zadzwoniłem do twoich rodziców i powiedziałem, że zostajesz u nas.
-Dziękuję panu. Zastaniemy tutaj, nie chcę jej budzić.
-Dobrze, ale ty też się prześpij. Wiesz Brian, fajny z ciebie chłopak. Pamiętaj tylko, że Jenn pomimo całej tej otoczki to bardzo wrażliwa dziewczyna. Czuję, że ty też taki jesteś, więc ufam, że jej nie skrzywdzisz.
-Nie zawiodę pana.
Obudził ją około godziny siódmej.
-Wstawaj Jenny, słodziutki śpiochu – Przejechał dłonią po jej twarzy.
-Co? Brian, co ty tu robisz? I tylko nie „słodziutki”.
-Zasnęłaś, nie chciałem cię budzić
-Dzieci ! - zawołał John z kuchni - Śniadanie na stole.
Brian wziął Jenny za rękę. Zjedli wspólne śniadanie.
-Będę się już zbierał- powiedział - Za godzinę przyjadę po ciebie z Emi - dał jej szybkiego buziaka w policzek.
Kiedy Brian
wrócił do domu, starał się nikogo nie obudzić, jednak cała rodzina już czekała
na niego w kuchni.
-Zjesz z nami? – promiennie uśmiechnęła się matka.
-Dzięki, już jadłem.
-A’ propo - ojciec starał się opanować uśmiech - Mam nadzieję, że byłeś rozsądny synu. Jenny ma dopiero szesnaście lat.
-Co masz na myśli tato? - spytał niepewnie.
-Wiesz, jesteście młodzi, sądzę że musicie być ostrożni. Nie potrzebny jest problem, ani wam, ani nam.. Rozumiesz o co mi chodzi?
Po chwili ciszy Emily wybuchneła głośnym śmiechem, matka również zaczęła charakterystycznie dla niej chichotać.
-Tato, uwierz, że byłam ostrożny - zażartował Brian, bo przecież dobrze wiedział, że do niczego nie doszło.
Po śniadaniu Emily zapytała go:
-Braciszku, powiedz mi... było coś więcej?
-Nic oprócz pocałunków i snu. Emi, przecież nie jestem głupi, a zboczony tylko troszeczkę. A jak z Maksem?
-Późno odprowadził mnie do domu, więc zaprosiłam go na chwilę. Pograliśmy trochę na perce, chciał mnie nauczyć czegoś nowego, chwycił moje ręce i ... nie powstrzymałam się i go pocałowałam.
-I co było dalej? – z bardzo zaciekawioną miną spytał brat.
-Maks trochę się speszył, jednak kiedy powiedziałam mu, że mi zależy i chcę spróbować, oraz że boję się tak samo jak on, a nawet bardziej, pocałował mnie kolejny raz.
-Proszę, oszczędź szczegółów, bo chyba umrę ze śmiechu na próbie. Moja mała Emi jest już wcale nie jest taka mała. Poza tym widzę, że będę musiał z nim poważnie porozmawiać.
-Daruj sobie. Dobra, weź szybki prysznic i przebierz się, bo się spóźnimy. Za chwilę powinniśmy być u Jenny.
-Zjesz z nami? – promiennie uśmiechnęła się matka.
-Dzięki, już jadłem.
-A’ propo - ojciec starał się opanować uśmiech - Mam nadzieję, że byłeś rozsądny synu. Jenny ma dopiero szesnaście lat.
-Co masz na myśli tato? - spytał niepewnie.
-Wiesz, jesteście młodzi, sądzę że musicie być ostrożni. Nie potrzebny jest problem, ani wam, ani nam.. Rozumiesz o co mi chodzi?
Po chwili ciszy Emily wybuchneła głośnym śmiechem, matka również zaczęła charakterystycznie dla niej chichotać.
-Tato, uwierz, że byłam ostrożny - zażartował Brian, bo przecież dobrze wiedział, że do niczego nie doszło.
Po śniadaniu Emily zapytała go:
-Braciszku, powiedz mi... było coś więcej?
-Nic oprócz pocałunków i snu. Emi, przecież nie jestem głupi, a zboczony tylko troszeczkę. A jak z Maksem?
-Późno odprowadził mnie do domu, więc zaprosiłam go na chwilę. Pograliśmy trochę na perce, chciał mnie nauczyć czegoś nowego, chwycił moje ręce i ... nie powstrzymałam się i go pocałowałam.
-I co było dalej? – z bardzo zaciekawioną miną spytał brat.
-Maks trochę się speszył, jednak kiedy powiedziałam mu, że mi zależy i chcę spróbować, oraz że boję się tak samo jak on, a nawet bardziej, pocałował mnie kolejny raz.
-Proszę, oszczędź szczegółów, bo chyba umrę ze śmiechu na próbie. Moja mała Emi jest już wcale nie jest taka mała. Poza tym widzę, że będę musiał z nim poważnie porozmawiać.
-Daruj sobie. Dobra, weź szybki prysznic i przebierz się, bo się spóźnimy. Za chwilę powinniśmy być u Jenny.
Każdy kolejny
wrześniowy dzień mijał ekipie z Huntington Beach cudownie. Słońce wcale nie
dawało z siebie mniej niż w wakacje, więc często bywali na plaży. Chłopaki
kończyli demo, dziewczyny im pomagały. Próby były całodzienne, więc Jenny i
Emily zaproponowały panu Stringsowi ze sklepu muzycznego, że będą przychodzić,
kiedy będą miały czas. Z racji tego, że były jego ulubienicami, zgodził
się na to bez najmniejszego problemu.
Dziewczyny uczestniczyły w próbach czynnie: śpiewały chórki do niektórych
piosenek, Jenny dostała nawet solową partie. Luise zagrała w dwóch kawałkach na
pianinie, a Courtney i Jenn dogrywały partie akustyczne. Nawet John i rodzice
Em i Briana dorzucili swoje trzy grosze. To była ich wspólna płyta, wszyscy
należeli do In The Darkness.
Poza tym ojciec Jenny zgodził się na grę w zespole z rodzicami Em i Briana, więc rodziny spędzały razem bardzo dużo czasu.
Miłość Emily i Maksa kwitła. Całe In The Darkness chodziło razem na koncerty, wieczorne spacery po plaży. Jenny i Brian byli praktycznie nierozłączni. Dziewczyna często przychodziła do niego, pograć na nieco innej –bo elektrycznej- gitarze niż jej, a on uczył ją tego, czego jeszcze nie wiedziała.
To był wspaniały wrzesień, najpiękniejszy w życiu każdego z nich. Lecz to wszystko miało za chwilę legnąć w gruzach.
Poza tym ojciec Jenny zgodził się na grę w zespole z rodzicami Em i Briana, więc rodziny spędzały razem bardzo dużo czasu.
Miłość Emily i Maksa kwitła. Całe In The Darkness chodziło razem na koncerty, wieczorne spacery po plaży. Jenny i Brian byli praktycznie nierozłączni. Dziewczyna często przychodziła do niego, pograć na nieco innej –bo elektrycznej- gitarze niż jej, a on uczył ją tego, czego jeszcze nie wiedziała.
To był wspaniały wrzesień, najpiękniejszy w życiu każdego z nich. Lecz to wszystko miało za chwilę legnąć w gruzach.
Pewnego wieczoru,
kiedy Jenny roztrzaskiwała solówkę do „Bat Country” zadzwonił telefon.
-Cześć, co teraz robisz? - usłyszała w słuchawce.
To był Brian. Jenn zauważyła w jego głosie coś dziwnego.
-Nic, wpaść do ciebie? - spytała.
-Nie, przyjdź na plażę. Mam niespodziankę.
-Powiedz!
-Jak powiem, to nie będzie niespodzianki. Czekam na ciebie.
Jenny narzuciła na siebie bluzę Briana, którą dostała od niego jeszcze w wakacje. „Miał racje”- pomyślała-„ Faktycznie nadarzyła się okazja”.
Na plaży czekał na nią Brian, pocałował ją namiętnie, objął jedną ręką, a drugą zasłonił jej oczy.
-Co ty robisz wariacie?
-Zobaczysz.
Przeszli kilka kroków.
-Już.
Jenny ujrzała rozłożony koc a dookoła niego kilkadziesiąt świec. Było już ciemno, morze szumiało spokojnie, a nad nimi iskrzyło miliony gwiazd. Na kocu leżała gitara Briana, butelka czerwonego wina i dwa kieliszki.
-Kochanie, jak tu pięknie.
-Usiądź – wskazał jej miejsce i przysiadł obok. Wydawał się lekko zdenerwowany.
-Coś się stało? Mamy jakąś rocznicę, czy o czymś nie wiem?
-Mam dwie wiadomości. Po pierwsze, znalazł się wydawca i producent naszego demo ! Dzwonili dziś do Davida. Płyta pojawi się w przyszłym tygodniu.
-To cudownie! Brian, wreszcie wszystko się układa.
Rzuciła się na niego i przytuliła z całej siły. Chwycił ją mocniej i pocałował. Nalał dwie lampki wina i położyli się na kocu.
-A ta druga sprawa?
-To jest... skomplikowane.
-To znaczy?
-Słuchaj Jenn... ja i chłopaki... In The Darkness... ruszamy w trasę. Zaraz po wydaniu płyty, z początkiem października. Dokładniej to dzień po twoich urodzinach - Spojrzał na nią smutnymi oczami.
-Ale jak to Brian? Na jak długo?
-Wrócimy dopiero w święta Bożego Narodzenia. Gość z wytwórni przyznał nam menadżera, który załatwił sprawę w szkole. Tutaj w Huntington Beach odbędzie się ostatni koncert.
Jenny nie wdziała co powiedzieć. Była cholernie szczęśliwa, że chłopaki mogą się realizować, robić karierę, jednocześnie nie wyobrażała sobie rozstania z Brianem.
-Jesteś zła...- przerwał ciszę.
-Pewnie, że nie. Cieszę się. Powiedz mi tylko, dlaczego kiedy wszystko jest dobrze, nagle sprawy zaczynają się komplikować?
Przytulił ją z całej siły.
-Takie jest życie Jenny, przecież wiesz, że sobie poradzimy. My zawsze sobie radzimy.
Otarł łzę z jej bladego policzka. Przytulili się patrząc w gwiazdy.
-Wiesz Jenn... pewnie razem mamy tyle marzeń, ile tych gwiazd.
-...i tyle problemów - dodała.
-Nie martw się, wszystko będzie dobrze. Dopij wino.
Poszarpał jeszcze struny, śpiewając jej „Don't you cry tonight .There's a heaven above you baby...”
-Będzie mi tego brakowało.
-A tego...?- powiedział, po czym pocałował tak, że aż ciężko było jej złapać oddech.
-Wszystkiego. Twoich żartów, tego jak mylisz się w solówkach i krzyczysz „ cholera!”, twoich śmiesznych kłótni z Emily. Twojej miny kiedy ktoś mnie zaczepia i tej, kiedy grasz. Wieczornych spacerów i tostów na śniadanie. Spotkań z chłopakami. Twojego zapachu, głosu. Ciebie.
Pierwszy raz w życiu poczuł, że kocha tak, że byłby gotowy oddać życie, wyrzec się wszystkiego co posiada. Nigdy nie przytrafiło mu się nic podobnego. Chciał spędzić życie z Jenn, bardzo muzyczne życie. Podobnie jak ona miał mnóstwo wątpliwości. To prawie trzy miesiące z dala od domu, a przecież dopiero od niedawna mogli cieszyć się sobą. Koncerty, dziewczyny... Kochał Jenny, ale nie był święty, wszyscy to wiedzieli. Będzie ciężko, ale nie chciał mówić tego głośno, aby jej nie martwić.
Odprowadził ją do domu nie mówiąc ani słowa. Plaża wyglądała pięknie, skąpana w blasku księżyca. „Nic przez te trzy miesiące nie będzie takie samo”- powiedziała sobie w myślach. Wiedziała też, że po powrocie nie będzie im łatwiej.
-Jenny, pamiętaj, że nie zostajesz tutaj sama. Masz Emily, która była przy tobie, kiedy mnie jeszcze nie było. Masz ojca, który bardzo cię kocha. Masz Courtney, Lilly i Luise, które są w tej samej sytuacji, co ty.
-Nie uogólniaj tego. Dziewczyny są z chłopakami od kilku lat, przetrwają najcięższą próbę, ale przede wszystkim mają matki, którym mogą powiedzieć wszystko. Moja nawet nie wie, co dzieje się u mnie od dwóch miesięcy, bo właśnie tyle ze sobą nie rozmawiałyśmy.
-Jenn, przykro mi, że macie takie relacje.
-Znudziłam się jej i boję się, że z tobą będzie podobnie. Będziesz się tam świetnie bawił, a o mnie po prostu zapomnisz.
-Nie mów tak. Jestem pewien, że twoja mama cię kocha, może po prostu się pogubiła, nie wiesz tego, nie rozmawiałyście o tym. Pewnie myśli o tobie każdego dnia. Może ty do niej zadzwoń, zaproś ją tutaj. Jenn, o tobie nie da się zapomnieć.
-Nie wiedziałabym, co jej powiedzieć. Jeszcze za wcześnie. Za dużo żalu.
-Może wystarczyłoby „kocham cię”. Podobno te słowa potrafią odmienić życie każdego człowieka, jego zdanie na różne tematy.
-Wiem. Brian...
-Tak?
-Niedawno obiecywałeś, że nigdy mnie nie zostawisz.
-Przecież cię nie zostawiam Jenn. Będziesz w moim sercu, w mojej muzyce.
Przytulił ją na pożegnanie tak, jakby od tego miało zależeć ich dalsze życie.
-Poradzimy sobie- szepnął.
-Cześć, co teraz robisz? - usłyszała w słuchawce.
To był Brian. Jenn zauważyła w jego głosie coś dziwnego.
-Nic, wpaść do ciebie? - spytała.
-Nie, przyjdź na plażę. Mam niespodziankę.
-Powiedz!
-Jak powiem, to nie będzie niespodzianki. Czekam na ciebie.
Jenny narzuciła na siebie bluzę Briana, którą dostała od niego jeszcze w wakacje. „Miał racje”- pomyślała-„ Faktycznie nadarzyła się okazja”.
Na plaży czekał na nią Brian, pocałował ją namiętnie, objął jedną ręką, a drugą zasłonił jej oczy.
-Co ty robisz wariacie?
-Zobaczysz.
Przeszli kilka kroków.
-Już.
Jenny ujrzała rozłożony koc a dookoła niego kilkadziesiąt świec. Było już ciemno, morze szumiało spokojnie, a nad nimi iskrzyło miliony gwiazd. Na kocu leżała gitara Briana, butelka czerwonego wina i dwa kieliszki.
-Kochanie, jak tu pięknie.
-Usiądź – wskazał jej miejsce i przysiadł obok. Wydawał się lekko zdenerwowany.
-Coś się stało? Mamy jakąś rocznicę, czy o czymś nie wiem?
-Mam dwie wiadomości. Po pierwsze, znalazł się wydawca i producent naszego demo ! Dzwonili dziś do Davida. Płyta pojawi się w przyszłym tygodniu.
-To cudownie! Brian, wreszcie wszystko się układa.
Rzuciła się na niego i przytuliła z całej siły. Chwycił ją mocniej i pocałował. Nalał dwie lampki wina i położyli się na kocu.
-A ta druga sprawa?
-To jest... skomplikowane.
-To znaczy?
-Słuchaj Jenn... ja i chłopaki... In The Darkness... ruszamy w trasę. Zaraz po wydaniu płyty, z początkiem października. Dokładniej to dzień po twoich urodzinach - Spojrzał na nią smutnymi oczami.
-Ale jak to Brian? Na jak długo?
-Wrócimy dopiero w święta Bożego Narodzenia. Gość z wytwórni przyznał nam menadżera, który załatwił sprawę w szkole. Tutaj w Huntington Beach odbędzie się ostatni koncert.
Jenny nie wdziała co powiedzieć. Była cholernie szczęśliwa, że chłopaki mogą się realizować, robić karierę, jednocześnie nie wyobrażała sobie rozstania z Brianem.
-Jesteś zła...- przerwał ciszę.
-Pewnie, że nie. Cieszę się. Powiedz mi tylko, dlaczego kiedy wszystko jest dobrze, nagle sprawy zaczynają się komplikować?
Przytulił ją z całej siły.
-Takie jest życie Jenny, przecież wiesz, że sobie poradzimy. My zawsze sobie radzimy.
Otarł łzę z jej bladego policzka. Przytulili się patrząc w gwiazdy.
-Wiesz Jenn... pewnie razem mamy tyle marzeń, ile tych gwiazd.
-...i tyle problemów - dodała.
-Nie martw się, wszystko będzie dobrze. Dopij wino.
Poszarpał jeszcze struny, śpiewając jej „Don't you cry tonight .There's a heaven above you baby...”
-Będzie mi tego brakowało.
-A tego...?- powiedział, po czym pocałował tak, że aż ciężko było jej złapać oddech.
-Wszystkiego. Twoich żartów, tego jak mylisz się w solówkach i krzyczysz „ cholera!”, twoich śmiesznych kłótni z Emily. Twojej miny kiedy ktoś mnie zaczepia i tej, kiedy grasz. Wieczornych spacerów i tostów na śniadanie. Spotkań z chłopakami. Twojego zapachu, głosu. Ciebie.
Pierwszy raz w życiu poczuł, że kocha tak, że byłby gotowy oddać życie, wyrzec się wszystkiego co posiada. Nigdy nie przytrafiło mu się nic podobnego. Chciał spędzić życie z Jenn, bardzo muzyczne życie. Podobnie jak ona miał mnóstwo wątpliwości. To prawie trzy miesiące z dala od domu, a przecież dopiero od niedawna mogli cieszyć się sobą. Koncerty, dziewczyny... Kochał Jenny, ale nie był święty, wszyscy to wiedzieli. Będzie ciężko, ale nie chciał mówić tego głośno, aby jej nie martwić.
Odprowadził ją do domu nie mówiąc ani słowa. Plaża wyglądała pięknie, skąpana w blasku księżyca. „Nic przez te trzy miesiące nie będzie takie samo”- powiedziała sobie w myślach. Wiedziała też, że po powrocie nie będzie im łatwiej.
-Jenny, pamiętaj, że nie zostajesz tutaj sama. Masz Emily, która była przy tobie, kiedy mnie jeszcze nie było. Masz ojca, który bardzo cię kocha. Masz Courtney, Lilly i Luise, które są w tej samej sytuacji, co ty.
-Nie uogólniaj tego. Dziewczyny są z chłopakami od kilku lat, przetrwają najcięższą próbę, ale przede wszystkim mają matki, którym mogą powiedzieć wszystko. Moja nawet nie wie, co dzieje się u mnie od dwóch miesięcy, bo właśnie tyle ze sobą nie rozmawiałyśmy.
-Jenn, przykro mi, że macie takie relacje.
-Znudziłam się jej i boję się, że z tobą będzie podobnie. Będziesz się tam świetnie bawił, a o mnie po prostu zapomnisz.
-Nie mów tak. Jestem pewien, że twoja mama cię kocha, może po prostu się pogubiła, nie wiesz tego, nie rozmawiałyście o tym. Pewnie myśli o tobie każdego dnia. Może ty do niej zadzwoń, zaproś ją tutaj. Jenn, o tobie nie da się zapomnieć.
-Nie wiedziałabym, co jej powiedzieć. Jeszcze za wcześnie. Za dużo żalu.
-Może wystarczyłoby „kocham cię”. Podobno te słowa potrafią odmienić życie każdego człowieka, jego zdanie na różne tematy.
-Wiem. Brian...
-Tak?
-Niedawno obiecywałeś, że nigdy mnie nie zostawisz.
-Przecież cię nie zostawiam Jenn. Będziesz w moim sercu, w mojej muzyce.
Przytulił ją na pożegnanie tak, jakby od tego miało zależeć ich dalsze życie.
-Poradzimy sobie- szepnął.
Mhhhh czytałam ten odcinek przy "Seize the Day", bardzo mi do niego spasowała ta piosenka. Wszystko zaczyna się układać. John polubił Briana i dzięki niemu może realizować swoją muzyczną pasję. Obie rodziny się zaprzyjaźniły to bardzo dobrze. cieszy mnie też to, że wszyscy brali udział przy nagrywaniu płyty, co poświadcza że naprawdę stanowią rodzinę.
OdpowiedzUsuńMhhh jak romantycznie na tej plaży, ja tez tak chcę nooo!! Może nie wszystko, co Brian jej powiedział było takie radosne, ale i tak to była cudowna chwila. Wierzę, że przetrwają wszystko ponieważ się kochają. Wszystko będzie dobrze...
No no Emi wzięła sprawy w swoje ręce, co dalej???
uh ah kolejny cudowny odcinek ;D
OdpowiedzUsuńwszystko tutaj sie tak szybko toczy że o jejku . ale to dobrze , przynajmniej nie jest nudno . tylko żeby ten wyjazd jakoś źle się nie skończył .
nie wiem czy mi się tylko wydaje ale jakoś krótki ten odcinek był . no chyba że tak dobrze się go czytało że szybko minęło . ; >
a ta romantyczność . ahh tylko liczyłam na coś więcej na plaży ;D
czekam na następny rozdział ;)
Brompton mistrzu!
OdpowiedzUsuńCudowny odcinek, pomimo tego, że trochę smutny. Fajnie, że chłopakom się udało i wyjeżdżają w trasę, mam tylko nadzieję, że to nie zniszczy ich związków z dziewczynami... Swoją drogą mogliby je wziąć ze sobą w trasę, co tam szkoła :D
Też liczyłam na coś więcej na plaży, hahaha! Czekaaam z niecierpliwością na to co będzie dalej :)
Świetny odcinek, Miszczu :D !
OdpowiedzUsuńNie pomijając faktu że założyłam nowy mail żeby skomentować, ale jak zakładałam było już późno i nie mogłam złożyć słów ; )
Ten fragment po kolacji z gitarą i na plaży. Mmmm :D
Świetnie się układało ;* No cóż, zazwyczaj tak jest, że to co idealne musi się skończyć, ale mam nadzieję że przy okazji tej sytuacji nasza Jenny ułoży relacje z matką. Trzymam kciuki za wytrwałość związków, ale wiadomo, taka długa rozłąka... : <
Bardzo się cieszę że tata Jenn gra w zespole ;)
Czekam na następny rozdział :D
/ Unicorn
A mnie już palce bolą łeee... ;( To mój ostatni esej normalnie :(
OdpowiedzUsuńHah, ja wiedziałam że się Brian odpicuje jak kurde dziunie na miasto :D I wiedziałam, że Jenn będzie mieć szoka! Łaa, ale ta fotografia fajna jest..rodzice z kurtkami niczym Harleje jedne xD A ja wciąż sobie Sary nie wyobrażam jako pankówy :D Łaa, ale się cieszę, wiedziałam, że Johnny znajdzie fajną robotę! I to jeszcze z rodzicami Emi! Bomba ( nie atomowa ani biologiczna żeby nie było xD) A potem na ta tej werandzie...uroczy są! Wiadomo że jej nie zostawi, Limetki by go dorwały jakby tylko spróbował! Ale to Warmness On The Soul szarpnęło mnie za uczucia noo..<3 A tak w ogóle to współczuję Brianowi że biedak całą noc z dziewczyną na ramieniu..Chyba by mu odpadło! :D Dobrze, że Johnny jest przewidujący ^^ Hah, i te niewybredne komentarze taty Briana. Zboczeńcy jedne a to niby ja taka jebnięta jestem :D
Hah, no i ja wiedziałam że coś będzie z Maksem i Emily! Cudowni są, podziwiam Em za jej odwagę! No ale w końcu na dobre jej to wyszło! Ah, a ten telefon od Briana i plaża..Nono.. Wysila się chłopina, tyle świeczek zapalać! Nie lepiej byłoby po prostu wziąć Em na jakiś koncert Avengeda i poprosić żeby Warmness On The Soul zagrali? Dla mnie to by było spełnienie marzeń heh <3 Bardzo fajnie, że udało im się wydać tak wypracowane demo! A to że jadą w trasę to naprawdę genialnie. Jasne, że sobie poradzą, niech się Jenny nie martwi. I know it. Loffciam to Don't You Cryy.. <3 Kurna, wszystko loffciam, ale ze mnie zasrany romantyk :D Kurde, fajny odcinek a Jenn ma się nie martwić i koniec. Będzie gutt wiem to xD
(Nie no, palców nie czuję, litooości.. :/)