Ok, zanim pójdę na przed obozową, pożegnalną imprezę, mam dla was 4 odcinek. Mam nadzieję, że przyjmiecie go równie miło, jak poprzednie. Dla moich dziewczyn z forum, Asi, FuckinBlack, Julii i Unicorn, jesteście najlepsze ! :) Dziękuję także Sysi , aqEla25 i chemicznemuplazowi za miłe komentarze :)
Życzę miłej soboty :)
Życzę miłej soboty :)
Z rana obudziła je głośna muzyka.
-Zabiję gnoja – warknęła jeszcze śpiąca Emily.
-Czy umarłam i jestem w piekle? - Jenny zakryła głowę poduszką - Wyłączcie tą chorą muzykę.
-Jeszcze ostatnio lubiłaś „Waking The Demon”.
-Nie dziś.
Em wstała z łóżka w bojowym nastroju. Wpadła do pokoju brata trzymając się za głowę.
-Oszalałeś?- krzyknęła- Do reszty ci odbiło? Wyłącz to !
Rozmiar sprzętu jej brata był pokaźny. On sam siedział na łóżku z gitarą podpiętą pod jeden ze wzmacniaczy i grał epickie solo.
-Siostra, czy ty nie wiesz, że solówek się nie przerywa?
-Nie bądź bezczelny. Wyłącz! – krzyknęła najgłośniej jak umiała.
-Już już, nie denerwuj się bo...
-Nie kończ! Za dwadzieścia minut śniadanie.
Emily weszła do swojego pokoju i przysiadła na łóżku obok Jenny. Ściągnęła z jej twarzy poduszkę.
-Wstawaj Jenn. Ja zrobię śniadanie, a ty w tym czasie idź się odświeżyć.
-Gdzie jest łazienka?
-Prosto i pierwsze drzwi na prawo
-Ok. I Em... zrób mi herbatę.
-Dobrze, ale wstawaj już.
Jenny podniosła się z ogromnym trudem, wciąż lekko się zataczając. Zabrała swoje rzeczy i chwiejnym krokiem dotarła do łazienki. Zimny prysznic - to było to. Czuła, że zmywa z siebie brudy dnia wczorajszego. Owinęła się ręcznikiem, stanęła przed lustrem i starannie oczyściła twarz tonikiem Emily.
-Gdzie ona trzyma suszarkę...
Wyszła z łazienki i zanim zdążyła zawołać, na swojej drodze napotkała silną barierę. To był on, chłopak z plaży!
-Hej, kiedy ostatnio się widzieliśmy, wyglądałaś nieco inaczej - zagadał, wcale nie speszony całą sytuacją chłopak.
-Naprawdę? Jakbym nie wiedziała - odpowiedziała dużo bardziej zawstydzona Jenn, w końcu to ona stała przed obcym chłopakiem w samym ręczniku.
-Jestem Brian. Poprzednio nawet nie dałaś mi szansy się przedstawić .- Wyciągnął do niej rękę, uśmiechnął się zalotnie i odrzucił do tyłu opadające na czoło czarne włosy.
Z tego wszystkiego prawie podała mu dłoń, którą trzymała ręcznik.
-Jenny. Znów spotykamy się w dziwnych okolicznościach. - Uśmiechnęła się delikatnie, co kompletnie zniszczyło jego pewność siebie. Podejrzewał raczej, że będzie zła.
-Więc... co cię tak wtedy speszyło? Czy może obraziło?
-Sądzę, że i tobie i mnie łatwiej by się rozmawiało, gdybym jednak założyła koszulkę.
-Jak chcesz. Widzimy się na śniadaniu. Moja Emi robi najlepsze omlety na świecie. A głowa boli?
-Jeszcze jak.
Chłopak zbiegł po schodach nucąc „ Afterlife”. W połowie drogi odwrócił się z uśmiechem na twarzy. Znów poprawił włosy. Jenny wróciła do pokoju, niezdarnie założyła t-shirt i naciągnęła szorty. Jej włosy wciąż były niewysuszone, więc tylko delikatnie je zakręciła.
„Brian”- pomyślała-„ Zupełnie jak Gates”. Uśmiechnęła się na tą myśl. Z ostatniego spotkania na plaży zapamiętała tylko jego wysoki wzrost i męską posturę. Teraz zauważyła, że cała jego prawa ręka pokryta jest tatuażami. Zwróciła też uwagę na czarne jak węgle oczy, ciemne włosy seksownie opadające na czoło i ten uśmiech...
Zbiegła na dół, do kuchni , gdzie już czekało na nią rodzeństwo.
-Słyszałam, że się znacie Jenn? Więc to mój braciszek jest tym dupkiem z plaży? – rzuciła Em, a Jenny posłała jej wrogie spojrzenie.
-Dupkiem? No proszę. Czym sobie na to zasłużyłem, oprócz dzisiejszej pobudki? – uśmiechnął się zniewalająco.
-Jenn jest uczulona na słowo „mała”.
Dziewczyna oblała się lekkim rumieńcem.
-A więc przepraszam „ dużego metala”.
„Znów ten uśmiech” – powiedziała sobie w myślach.
-Ok, nie wracajmy do tego.
-Jedzcie, bo wystygnie. Słuchaj Jenn, twój tata zaprosił mnie dziś na obiad. Nic mu nie mów o wczorajszej wpadce. A ty braciszku, co będziesz robił ostatniego dnia wakacji?
-Wczoraj mieliśmy próbę, więc dzisiaj będę musiał spotkać się...
- ... z Camill – nie pozwoliła dokończyć mu siostra- Co ty w niej widzisz oprócz masy makijażu?
-To nie twoja sprawa Emily! - Brian zwracał się do siostry imieniem „ Emily” kiedy był na nią zdenerwowany.
Jenny nie wiedziała co o tym wszystkim sądzić, więc postanowiła poczekać i pogadać z przyjaciółką.
-Będziemy się już zbierać. Miło było cię poznać Brian. Chodźmy Em, przejdziemy się na plaże.
Chłopak, który przed chwilą wstał od stołu, silnie złapał Jenny za ramiona.
-Zostańcie jeszcze.
-Żebyś katował naszego kaca solówką, której się wczoraj uczyłeś? Nie ma mowy. Baw się dobrze i pozdrów ode mnie tę żmije.
Lecz Brian już tego nie słyszał, bo utonął w oczach Jenn.
-Zabiję gnoja – warknęła jeszcze śpiąca Emily.
-Czy umarłam i jestem w piekle? - Jenny zakryła głowę poduszką - Wyłączcie tą chorą muzykę.
-Jeszcze ostatnio lubiłaś „Waking The Demon”.
-Nie dziś.
Em wstała z łóżka w bojowym nastroju. Wpadła do pokoju brata trzymając się za głowę.
-Oszalałeś?- krzyknęła- Do reszty ci odbiło? Wyłącz to !
Rozmiar sprzętu jej brata był pokaźny. On sam siedział na łóżku z gitarą podpiętą pod jeden ze wzmacniaczy i grał epickie solo.
-Siostra, czy ty nie wiesz, że solówek się nie przerywa?
-Nie bądź bezczelny. Wyłącz! – krzyknęła najgłośniej jak umiała.
-Już już, nie denerwuj się bo...
-Nie kończ! Za dwadzieścia minut śniadanie.
Emily weszła do swojego pokoju i przysiadła na łóżku obok Jenny. Ściągnęła z jej twarzy poduszkę.
-Wstawaj Jenn. Ja zrobię śniadanie, a ty w tym czasie idź się odświeżyć.
-Gdzie jest łazienka?
-Prosto i pierwsze drzwi na prawo
-Ok. I Em... zrób mi herbatę.
-Dobrze, ale wstawaj już.
Jenny podniosła się z ogromnym trudem, wciąż lekko się zataczając. Zabrała swoje rzeczy i chwiejnym krokiem dotarła do łazienki. Zimny prysznic - to było to. Czuła, że zmywa z siebie brudy dnia wczorajszego. Owinęła się ręcznikiem, stanęła przed lustrem i starannie oczyściła twarz tonikiem Emily.
-Gdzie ona trzyma suszarkę...
Wyszła z łazienki i zanim zdążyła zawołać, na swojej drodze napotkała silną barierę. To był on, chłopak z plaży!
-Hej, kiedy ostatnio się widzieliśmy, wyglądałaś nieco inaczej - zagadał, wcale nie speszony całą sytuacją chłopak.
-Naprawdę? Jakbym nie wiedziała - odpowiedziała dużo bardziej zawstydzona Jenn, w końcu to ona stała przed obcym chłopakiem w samym ręczniku.
-Jestem Brian. Poprzednio nawet nie dałaś mi szansy się przedstawić .- Wyciągnął do niej rękę, uśmiechnął się zalotnie i odrzucił do tyłu opadające na czoło czarne włosy.
Z tego wszystkiego prawie podała mu dłoń, którą trzymała ręcznik.
-Jenny. Znów spotykamy się w dziwnych okolicznościach. - Uśmiechnęła się delikatnie, co kompletnie zniszczyło jego pewność siebie. Podejrzewał raczej, że będzie zła.
-Więc... co cię tak wtedy speszyło? Czy może obraziło?
-Sądzę, że i tobie i mnie łatwiej by się rozmawiało, gdybym jednak założyła koszulkę.
-Jak chcesz. Widzimy się na śniadaniu. Moja Emi robi najlepsze omlety na świecie. A głowa boli?
-Jeszcze jak.
Chłopak zbiegł po schodach nucąc „ Afterlife”. W połowie drogi odwrócił się z uśmiechem na twarzy. Znów poprawił włosy. Jenny wróciła do pokoju, niezdarnie założyła t-shirt i naciągnęła szorty. Jej włosy wciąż były niewysuszone, więc tylko delikatnie je zakręciła.
„Brian”- pomyślała-„ Zupełnie jak Gates”. Uśmiechnęła się na tą myśl. Z ostatniego spotkania na plaży zapamiętała tylko jego wysoki wzrost i męską posturę. Teraz zauważyła, że cała jego prawa ręka pokryta jest tatuażami. Zwróciła też uwagę na czarne jak węgle oczy, ciemne włosy seksownie opadające na czoło i ten uśmiech...
Zbiegła na dół, do kuchni , gdzie już czekało na nią rodzeństwo.
-Słyszałam, że się znacie Jenn? Więc to mój braciszek jest tym dupkiem z plaży? – rzuciła Em, a Jenny posłała jej wrogie spojrzenie.
-Dupkiem? No proszę. Czym sobie na to zasłużyłem, oprócz dzisiejszej pobudki? – uśmiechnął się zniewalająco.
-Jenn jest uczulona na słowo „mała”.
Dziewczyna oblała się lekkim rumieńcem.
-A więc przepraszam „ dużego metala”.
„Znów ten uśmiech” – powiedziała sobie w myślach.
-Ok, nie wracajmy do tego.
-Jedzcie, bo wystygnie. Słuchaj Jenn, twój tata zaprosił mnie dziś na obiad. Nic mu nie mów o wczorajszej wpadce. A ty braciszku, co będziesz robił ostatniego dnia wakacji?
-Wczoraj mieliśmy próbę, więc dzisiaj będę musiał spotkać się...
- ... z Camill – nie pozwoliła dokończyć mu siostra- Co ty w niej widzisz oprócz masy makijażu?
-To nie twoja sprawa Emily! - Brian zwracał się do siostry imieniem „ Emily” kiedy był na nią zdenerwowany.
Jenny nie wiedziała co o tym wszystkim sądzić, więc postanowiła poczekać i pogadać z przyjaciółką.
-Będziemy się już zbierać. Miło było cię poznać Brian. Chodźmy Em, przejdziemy się na plaże.
Chłopak, który przed chwilą wstał od stołu, silnie złapał Jenny za ramiona.
-Zostańcie jeszcze.
-Żebyś katował naszego kaca solówką, której się wczoraj uczyłeś? Nie ma mowy. Baw się dobrze i pozdrów ode mnie tę żmije.
Lecz Brian już tego nie słyszał, bo utonął w oczach Jenn.
Słońce schowało
się za masą chmur. Piasek był zimny, a morze jakby oszalało. Fale rozbijały się
w połowie plaży, a wiatr nie pozwalał na to, aby fryzury pozostały
nienaruszone. Dziewczyny szły pod rękę milcząc, lecz cisza wcale nie była
niezręczna. Obie były wyjątkowe, w dodatku tak bardzo, że to aż dziwne, że
znalazły się w tym samym nadmorskim mieście. Bardzo szybko zostały
przyjaciółkami, w końcu spędzały razem każdy dzień.
Fala rozbiła się tuż obok nich, mocząc ulubione martensy Emily.
-Cholera! To już trzeci raz. Co powiesz na to, żebyśmy wskoczyły do wody Jenn? Przynajmniej nie będziemy tracić czasu na moczenie się stopniowo. - Emily przytuliła przyjaciółkę, po czym zerknęła na zegarek - Nie wiem jak ty, ale ja jestem głodna jak wilk. Może chodźmy już sprawdzić, co twój kochany Johnny przygotował na obiad.
Jenny nie słuchała . Była nieobecna. Wciąż myślała o Brianie, sama nie wiedziała dlaczego. Co w nim takiego było? Niewątpliwie był przystojny, silny. Tu Jenn wspomniała chwilę, kiedy złapał ją za ramiona. Podobało jej się to, że był gitarzystą, realizował swoją pasję. Nie wiedziała tylko, czy ją podrywał czy po prostu taki był. No i miał dziewczynę...
-Jenn? Idziemy?
-Co ? A tak, chodźmy.
Fala rozbiła się tuż obok nich, mocząc ulubione martensy Emily.
-Cholera! To już trzeci raz. Co powiesz na to, żebyśmy wskoczyły do wody Jenn? Przynajmniej nie będziemy tracić czasu na moczenie się stopniowo. - Emily przytuliła przyjaciółkę, po czym zerknęła na zegarek - Nie wiem jak ty, ale ja jestem głodna jak wilk. Może chodźmy już sprawdzić, co twój kochany Johnny przygotował na obiad.
Jenny nie słuchała . Była nieobecna. Wciąż myślała o Brianie, sama nie wiedziała dlaczego. Co w nim takiego było? Niewątpliwie był przystojny, silny. Tu Jenn wspomniała chwilę, kiedy złapał ją za ramiona. Podobało jej się to, że był gitarzystą, realizował swoją pasję. Nie wiedziała tylko, czy ją podrywał czy po prostu taki był. No i miał dziewczynę...
-Jenn? Idziemy?
-Co ? A tak, chodźmy.
W domu przywitała
je głośna muzyka. John miał wolną niedziele, więc postarał się o pyszny obiad.
-Tato, proszę cię, przycisz radio - jęknęła Jenny.
-O proszę. Dzień dobry dziewczęta, a co wy takie zmarnowane? Widać, że impreza się udała.
-Bardzo, co na obiad tato?
-Siadajcie do stołu. A ty Emily zdejmij te buty, przecież są całe mokre. Jenny, poznałaś kogoś nowego?
-Tak, nawet całkiem sporo osób - zaśmiała się- W tym „słomianego gościa” i ...
-...i Briana – Em spojrzała na nią, aby zaobserwować jej reakcje.
-Kim jest Brian?
-To ten dupek z plaży...- odpowiedziała Jenn.
-... i mój brat – zaśmiała się Emily.
-No to ładna historia.
-Tak, biorąc pod uwagę, że Jenny wparowała na niego w samym ręczniku.
John słysząc to nie mógł powstrzymać się od śmiechu.
-Dziewczyny, ubierzcie się ciepło, weźcie koc i idźcie na werandę. Zaraz przyniosę wam gorącą czekoladę.
-Tato, proszę cię, przycisz radio - jęknęła Jenny.
-O proszę. Dzień dobry dziewczęta, a co wy takie zmarnowane? Widać, że impreza się udała.
-Bardzo, co na obiad tato?
-Siadajcie do stołu. A ty Emily zdejmij te buty, przecież są całe mokre. Jenny, poznałaś kogoś nowego?
-Tak, nawet całkiem sporo osób - zaśmiała się- W tym „słomianego gościa” i ...
-...i Briana – Em spojrzała na nią, aby zaobserwować jej reakcje.
-Kim jest Brian?
-To ten dupek z plaży...- odpowiedziała Jenn.
-... i mój brat – zaśmiała się Emily.
-No to ładna historia.
-Tak, biorąc pod uwagę, że Jenny wparowała na niego w samym ręczniku.
John słysząc to nie mógł powstrzymać się od śmiechu.
-Dziewczyny, ubierzcie się ciepło, weźcie koc i idźcie na werandę. Zaraz przyniosę wam gorącą czekoladę.
Wiatr trochę się
uspokoił. Dziewczyny przysiadły przed domem w wiklinowym fotelu. Czekolada
ogrzewała ich ręce. Dla Jenny był to smak dzieciństwa, którym zawsze częstował
ją ojciec, kiedy wiedział, że coś ją trapi. Na co dzień słoneczna Kalifornia,
teraz współgrała z nastrojem Jenn. Z werandy słychać było szum morza, które
wydawało się być szczególnie rozzłoszczone.
- Co się dzieje Jenny? Jesteś jakaś smutna. - Emily złapała przyjaciółkę za rękę.
-Nie, po prostu boję się jutra. Czuję, że ciężko mi będzie się odnaleźć...
-Przecież nie jesteś sama. Obiecuję, że nie odstąpię cię na krok. W sumie to miałyśmy wczoraj okazję zobaczyć efekty zostawiania cię samej.
-Tak wiem. Dlatego cieszę się, że mogłam cię poznać. - Jenny z całej siły przytuliła przyjaciółkę.
Czuła, że może nazywać Emily swoją siostrą. Kochała ją i czuła, że przyjazd do Huntington Beach to początek niezwykłego życia.
-Tylko mnie? A co sądzisz o Brianie?
-Ty wredoto! - Lekko uszczypnęła ją w rękę- A jak myślisz? Najpierw nieźle potraktowałam go na plaży, a dziś prawie zrzuciłam przed nim ręcznik.
-On chyba też był pod wrażeniem. Potknął się o własne nogi i wylądował na kuchennym blacie z rękami prosto w gorącej herbacie.
Dziewczyny spojrzały na siebie wybuchając głośnym śmiechem.
-Em... Kim jest Camill? – zapytała lekko speszona Jenny.
-To dziewczyna Briana, a raczej zwierzątko, które można wsadzić do akwarium. Nienawidzę jej z wzajemnością. Zresztą moi rodzice też za nią nie przepadają, więc Brian spotyka się z nią poza domem.
-Myślisz, że są w sobie zakochani?
-Zakochani może tak. Ale stąd do miłości daleka droga. Brian darzy prawdziwą miłością jedynie swoją gitarę, przyjaciół z zespołu, mnie i muzykę. Za to Camill - swój błyszczyk i zewnętrzność mojego braciszka.
-Więc czemu są razem?
-Nie mam pojęcia Jenn.
Nastała cisza, którą nagle przerwała ogromna ulewa.
-Lubię deszcz - odezwała się Emily- Tak rzadko można tutaj poobserwować kropelki orzeźwiające ziemię i ochładzające piasek. Jenn...
-Tak?
-Podoba ci się Brian?
-Skądże znowu. Zarozumialec i podrywacz z niego.
-Rumienisz się. A Brian wcale nie jest jakimś tam podrywaczem. To ty... ty jakoś wyjątkowo wpadłaś mu w oko.
Dziewczyna chciała przerwać ten wątek, więc spytała:
-Jaką muzykę grają chłopaki?
-Hardrock, metalcore. Zresztą, sama pewnie będziesz miała okazję usłyszeć.
-Może.
-Jenn, będę się zbierać. Zadzwonię po Briana, niech się wreszcie na coś przyda.
Chłopak przyjechał po dziesięciu minutach. Wysiadł z samochodu wyraźnie podenerwowany.
-Co jest bracie? Żmija pokazała języczek? – dogryzała mu Em.
-Daj sobie spokój Emily. Wsiadaj, nie mam czasu.
Jenny, która poszła przynieść już suche martensy Em, stanęła na schodach werandy. Brianowi nagle zniknął z twarzy grymas. Uniósł głowę i uśmiechnął się zabójczo. Był ubrany w czarną, skórzaną kurtkę, granatowe spodnie i glany. Kosmyk czarnych włosów znów niesfornie opadł na jego twarz.
Jenn oddała Emily jej buty. Deszcz wciąż zalewał Huntington Beach, więc Brian podbiegł do werandy, zdjął kurtkę, wziął Emily pod rękę i okrył ją, aby nie zmokła.
-Emi nie mówiła, że jest u ciebie.
-Czy to by coś zmieniło?
-Na pewno przyjechałbym szybciej. Może dzisiaj Jenn znów zostanie u nas na noc? – zalotnie uśmiechnął się Brian.
-Chciałbyś - odpowiedziała mu.
Zbliżył się do niej tak, jak tamtego dnia na plaży, wręcz czuła bicie jego serca. Tym razem jednak podniosła twarz, aby spojrzeć mu w oczy.
-Nawet nie wiesz jak bardzo...
Stali tak chwilę patrząc na siebie, a Em siedziała już w samochodzie. Zatrąbiła klaksonem i otworzyła drzwi wołając :
-Nie chcę wam przeszkadzać, ale przypominam ci Brian, że rodzice wrócą za chwilę.
-No to... cześć - powiedziała słodko.
-Do zobaczenia Jenn.
- Co się dzieje Jenny? Jesteś jakaś smutna. - Emily złapała przyjaciółkę za rękę.
-Nie, po prostu boję się jutra. Czuję, że ciężko mi będzie się odnaleźć...
-Przecież nie jesteś sama. Obiecuję, że nie odstąpię cię na krok. W sumie to miałyśmy wczoraj okazję zobaczyć efekty zostawiania cię samej.
-Tak wiem. Dlatego cieszę się, że mogłam cię poznać. - Jenny z całej siły przytuliła przyjaciółkę.
Czuła, że może nazywać Emily swoją siostrą. Kochała ją i czuła, że przyjazd do Huntington Beach to początek niezwykłego życia.
-Tylko mnie? A co sądzisz o Brianie?
-Ty wredoto! - Lekko uszczypnęła ją w rękę- A jak myślisz? Najpierw nieźle potraktowałam go na plaży, a dziś prawie zrzuciłam przed nim ręcznik.
-On chyba też był pod wrażeniem. Potknął się o własne nogi i wylądował na kuchennym blacie z rękami prosto w gorącej herbacie.
Dziewczyny spojrzały na siebie wybuchając głośnym śmiechem.
-Em... Kim jest Camill? – zapytała lekko speszona Jenny.
-To dziewczyna Briana, a raczej zwierzątko, które można wsadzić do akwarium. Nienawidzę jej z wzajemnością. Zresztą moi rodzice też za nią nie przepadają, więc Brian spotyka się z nią poza domem.
-Myślisz, że są w sobie zakochani?
-Zakochani może tak. Ale stąd do miłości daleka droga. Brian darzy prawdziwą miłością jedynie swoją gitarę, przyjaciół z zespołu, mnie i muzykę. Za to Camill - swój błyszczyk i zewnętrzność mojego braciszka.
-Więc czemu są razem?
-Nie mam pojęcia Jenn.
Nastała cisza, którą nagle przerwała ogromna ulewa.
-Lubię deszcz - odezwała się Emily- Tak rzadko można tutaj poobserwować kropelki orzeźwiające ziemię i ochładzające piasek. Jenn...
-Tak?
-Podoba ci się Brian?
-Skądże znowu. Zarozumialec i podrywacz z niego.
-Rumienisz się. A Brian wcale nie jest jakimś tam podrywaczem. To ty... ty jakoś wyjątkowo wpadłaś mu w oko.
Dziewczyna chciała przerwać ten wątek, więc spytała:
-Jaką muzykę grają chłopaki?
-Hardrock, metalcore. Zresztą, sama pewnie będziesz miała okazję usłyszeć.
-Może.
-Jenn, będę się zbierać. Zadzwonię po Briana, niech się wreszcie na coś przyda.
Chłopak przyjechał po dziesięciu minutach. Wysiadł z samochodu wyraźnie podenerwowany.
-Co jest bracie? Żmija pokazała języczek? – dogryzała mu Em.
-Daj sobie spokój Emily. Wsiadaj, nie mam czasu.
Jenny, która poszła przynieść już suche martensy Em, stanęła na schodach werandy. Brianowi nagle zniknął z twarzy grymas. Uniósł głowę i uśmiechnął się zabójczo. Był ubrany w czarną, skórzaną kurtkę, granatowe spodnie i glany. Kosmyk czarnych włosów znów niesfornie opadł na jego twarz.
Jenn oddała Emily jej buty. Deszcz wciąż zalewał Huntington Beach, więc Brian podbiegł do werandy, zdjął kurtkę, wziął Emily pod rękę i okrył ją, aby nie zmokła.
-Emi nie mówiła, że jest u ciebie.
-Czy to by coś zmieniło?
-Na pewno przyjechałbym szybciej. Może dzisiaj Jenn znów zostanie u nas na noc? – zalotnie uśmiechnął się Brian.
-Chciałbyś - odpowiedziała mu.
Zbliżył się do niej tak, jak tamtego dnia na plaży, wręcz czuła bicie jego serca. Tym razem jednak podniosła twarz, aby spojrzeć mu w oczy.
-Nawet nie wiesz jak bardzo...
Stali tak chwilę patrząc na siebie, a Em siedziała już w samochodzie. Zatrąbiła klaksonem i otworzyła drzwi wołając :
-Nie chcę wam przeszkadzać, ale przypominam ci Brian, że rodzice wrócą za chwilę.
-No to... cześć - powiedziała słodko.
-Do zobaczenia Jenn.
Chociaż od
samochodu dzieliło go kilka metrów, Brian zmókł tak, że po jego włosach
spływały kropelki wody. Mimo to odwrócił się, pomachał Jenny na pożegnanie i
obdarzył ją swoim najpiękniejszym uśmiechem.
-Wyjątkowa dziewczyna, co? – zagadała go Em – Zauważyłeś jej t-shirt?
-Tak, taki sam jaki mam w swojej szafie i dokładnie ten sam, który miałem na sobie, kiedy zobaczyłem ją po raz pierwszy. Fanka Avenged Sevenfold?
-Coś więcej niż fanka. Ona twierdzi, że właśnie dzięki nim jest taka, jaka jest. Ma ich autograf na gitarze, mnóstwo zdjęć w pokoju, koszulki, płyty, gadżety. A wiesz co jest najlepsze? Ma nawet numer do Syna Gatesa! Poznała cały skład Avenged, a Haner to jej ulubiony gitarzysta. Tak go zauroczyła, że kiedy się poznali i pokazała mu swoje umiejętności gitarowe, dał jej swój numer, żeby kiedy będzie miała jakiś problem z solówką, zadzwoniła i zapytała.
-Nie wierzę Emi, żartujesz?
-Nie. Szkoda, że są w trasie, bo pewnie mogłaby się z nimi spotkać.
-Naprawdę jest taka dobra? - zapytał z niedowierzaniem Brian.
-Genialna. Niestety do dyspozycji ma tylko starego akustyka. O zobacz, samochód rodziców już stoi.
Chłopak nie mógł uwierzyć w to, czego się dowiedział.
-Niezwykła - szepnął.
-Słucham?
-Nic, biegnij przywitać się z rodzicami Emi. Ja jeszcze zapalę.
Rodzice Emily i Briana byli muzykami. Ojciec grał na gitarze rytmicznej, za to matka śpiewała. Często wyjeżdżali, dlatego rodzeństwo musiało szybko dorosnąć, ale potrafili zająć się sobą. Brian miał teraz osiemnaście lat. Od zawsze brał odpowiedzialność za siostrę, ale teraz szczególnie czuł, że musi się nią opiekować, była przecież w wieku dojrzewania. Chłopak wiedział, że jego mała Emi wcale już nie jest taka mała. Przyciągała wzrok facetów i chodziła własnymi ścieżkami. W końcu była już kobietą.
Em lubiła jego przyjaciół z zespołu. Z Maksem związana była najbardziej, ponieważ był perkusistą. Zresztą to on nauczył ją wszystkiego, co umiała. Drugim gitarzystą był Simon, niezwykle zabawny chłopak. Em zawsze się z nim droczyła. Był niezwykle silny i wysoki- podobnie jak Brian- więc w takich sytuacjach zazwyczaj przekładał Emily przez ramię i kręcił się w kółko, dopóki oboje nie mieli dość. Zabawę najczęściej przerywała jego dziewczyna Courtney, mówiąc: „Daj jej spokój Simon. Emi chodź do mnie, zanim ten wariat cię zamęczy.” Basistą był przesympatyczny Patrick, znany z tego, że ogromny z niego romantyk. Był ze swoją dziewczyną Lilly od czterech lat i wcale się sobą nie nudzili . I wreszcie wokalista David, czyli najprzystojniejszy - nie licząc Briana - chłopak w Huntington Beach. Kochały go wszystkie dziewczyny, ale on nie widział świata poza Luise. Wszyscy byli jedną wielką rodziną i spędzali razem każdy dzień, jednak odkąd pojawiła się Jenny, Emily poświęcała jej więcej czasu. Całe In The Darkness - bo tak nazywał się zespół - to rozumiało. Zresztą od początku wakacji spotykali się na próbach wyłącznie w piątkę, ponieważ nagrywali demo.
Wszyscy oprócz Maksa mieli dziewczyny, ale on całkowicie oddawał się perkusji. Był średniego wzrostu, a jego oczy miały barwę nieba, co kontrastowało z ciemnymi włosami. Emily kochała jego dołeczki w policzkach, a może coś więcej... Tak, kochała spędzać z nim czas. Brian często docinał, że pasują do siebie idealnie, ale Maks obracał to w żart, przytulając Emily jak przyjaciółkę. Kiedy to robił czuła się taka bezpieczna ...
Chłopcy byli rówieśnikami i chodzili do jednej klasy. Grali w garażu Maksa, gdzie znajdował się cały sprzęt. Spędzali tam każdy dzień.
-Wyjątkowa dziewczyna, co? – zagadała go Em – Zauważyłeś jej t-shirt?
-Tak, taki sam jaki mam w swojej szafie i dokładnie ten sam, który miałem na sobie, kiedy zobaczyłem ją po raz pierwszy. Fanka Avenged Sevenfold?
-Coś więcej niż fanka. Ona twierdzi, że właśnie dzięki nim jest taka, jaka jest. Ma ich autograf na gitarze, mnóstwo zdjęć w pokoju, koszulki, płyty, gadżety. A wiesz co jest najlepsze? Ma nawet numer do Syna Gatesa! Poznała cały skład Avenged, a Haner to jej ulubiony gitarzysta. Tak go zauroczyła, że kiedy się poznali i pokazała mu swoje umiejętności gitarowe, dał jej swój numer, żeby kiedy będzie miała jakiś problem z solówką, zadzwoniła i zapytała.
-Nie wierzę Emi, żartujesz?
-Nie. Szkoda, że są w trasie, bo pewnie mogłaby się z nimi spotkać.
-Naprawdę jest taka dobra? - zapytał z niedowierzaniem Brian.
-Genialna. Niestety do dyspozycji ma tylko starego akustyka. O zobacz, samochód rodziców już stoi.
Chłopak nie mógł uwierzyć w to, czego się dowiedział.
-Niezwykła - szepnął.
-Słucham?
-Nic, biegnij przywitać się z rodzicami Emi. Ja jeszcze zapalę.
Rodzice Emily i Briana byli muzykami. Ojciec grał na gitarze rytmicznej, za to matka śpiewała. Często wyjeżdżali, dlatego rodzeństwo musiało szybko dorosnąć, ale potrafili zająć się sobą. Brian miał teraz osiemnaście lat. Od zawsze brał odpowiedzialność za siostrę, ale teraz szczególnie czuł, że musi się nią opiekować, była przecież w wieku dojrzewania. Chłopak wiedział, że jego mała Emi wcale już nie jest taka mała. Przyciągała wzrok facetów i chodziła własnymi ścieżkami. W końcu była już kobietą.
Em lubiła jego przyjaciół z zespołu. Z Maksem związana była najbardziej, ponieważ był perkusistą. Zresztą to on nauczył ją wszystkiego, co umiała. Drugim gitarzystą był Simon, niezwykle zabawny chłopak. Em zawsze się z nim droczyła. Był niezwykle silny i wysoki- podobnie jak Brian- więc w takich sytuacjach zazwyczaj przekładał Emily przez ramię i kręcił się w kółko, dopóki oboje nie mieli dość. Zabawę najczęściej przerywała jego dziewczyna Courtney, mówiąc: „Daj jej spokój Simon. Emi chodź do mnie, zanim ten wariat cię zamęczy.” Basistą był przesympatyczny Patrick, znany z tego, że ogromny z niego romantyk. Był ze swoją dziewczyną Lilly od czterech lat i wcale się sobą nie nudzili . I wreszcie wokalista David, czyli najprzystojniejszy - nie licząc Briana - chłopak w Huntington Beach. Kochały go wszystkie dziewczyny, ale on nie widział świata poza Luise. Wszyscy byli jedną wielką rodziną i spędzali razem każdy dzień, jednak odkąd pojawiła się Jenny, Emily poświęcała jej więcej czasu. Całe In The Darkness - bo tak nazywał się zespół - to rozumiało. Zresztą od początku wakacji spotykali się na próbach wyłącznie w piątkę, ponieważ nagrywali demo.
Wszyscy oprócz Maksa mieli dziewczyny, ale on całkowicie oddawał się perkusji. Był średniego wzrostu, a jego oczy miały barwę nieba, co kontrastowało z ciemnymi włosami. Emily kochała jego dołeczki w policzkach, a może coś więcej... Tak, kochała spędzać z nim czas. Brian często docinał, że pasują do siebie idealnie, ale Maks obracał to w żart, przytulając Emily jak przyjaciółkę. Kiedy to robił czuła się taka bezpieczna ...
Chłopcy byli rówieśnikami i chodzili do jednej klasy. Grali w garażu Maksa, gdzie znajdował się cały sprzęt. Spędzali tam każdy dzień.
Emily weszła do
domu i rzuciła się w ramiona rodzicom.
-Jak dobrze was widzieć!
-Ciebie też córciu. Brian, byliście grzeczni? – zapytała matka.
- Pewnie, jak zawsze.
-Mam dla ciebie te mikrofony do perkusji, o które mnie prosiłeś - odezwał się ojciec - Są pożyczone, więc proszę, uważajcie na nie.
-Jasne tato, dzięki ,że pamiętałeś.
-Jutro już szkoła, jesteście przygotowani?
-Tak, jutro idziemy do szkoły z Jenny - odpowiedziała Em.
- Idźcie pieszo, nie bierz do szkoły motocyklu. Wiesz, że nie powinnaś jeszcze jeździć - upomniał ją ojciec.
-Tata ma rację. I przyprowadź jutro Jenny. Chcielibyśmy ją poznać.
-Dobrze, ale dopiero wieczorem, na kolację.
-Idźcie już spać. Musicie być wypoczęci.
Matka przytuliła Emily, a Briana pocałowała w czoło. Śmiesznie to wyglądało, kiedy musiał się schylać, bo była niezwykle niska.
-Jak dobrze was widzieć!
-Ciebie też córciu. Brian, byliście grzeczni? – zapytała matka.
- Pewnie, jak zawsze.
-Mam dla ciebie te mikrofony do perkusji, o które mnie prosiłeś - odezwał się ojciec - Są pożyczone, więc proszę, uważajcie na nie.
-Jasne tato, dzięki ,że pamiętałeś.
-Jutro już szkoła, jesteście przygotowani?
-Tak, jutro idziemy do szkoły z Jenny - odpowiedziała Em.
- Idźcie pieszo, nie bierz do szkoły motocyklu. Wiesz, że nie powinnaś jeszcze jeździć - upomniał ją ojciec.
-Tata ma rację. I przyprowadź jutro Jenny. Chcielibyśmy ją poznać.
-Dobrze, ale dopiero wieczorem, na kolację.
-Idźcie już spać. Musicie być wypoczęci.
Matka przytuliła Emily, a Briana pocałowała w czoło. Śmiesznie to wyglądało, kiedy musiał się schylać, bo była niezwykle niska.
Spotkanie pierwszego stopnia Brian vs Jenny :) Dziewczyna rozłożyła młodego na łopatki haha Ciekawe co by było gdyby ten ręcznik jednak się zsunął haha :) Widać, że zrobiła na nim piorunujące wrażenie, on na niej też. Ciekawe czy coś z tego będzie?? Kto wie? Dlaczego porządni faceci zawsze muszą chodzić z takimi żmijami, które kochają tylko własny błyszczyk??? Zazdroszczę im tej rodziny i relacji, jakie ich łączą. Mają coś naprawdę wspaniałego, czyli swoją przyjaźń. Czuję, że przyjmą Jenny naprawdę ciepło:) Em coś przeczuwa....
OdpowiedzUsuńNo, Brompt, jak obiecałam mojego eseja to dotrzymuję słowa. Cieszę się, że JG cię gnębiła bo nie chowasz w szufladę takiego fajnego opowiadania. No i dzięki za dedykację! ;)
OdpowiedzUsuńOd czego by tu zacząć..hmm..sama nie wiem. Na pewno zaczyna się ciekawie.
Fajny mają nastrój w zespole, taka czysta radość z grania i spędzania czasu razem! No to jest extra. I mam nadzieję, że coś wyjdzie z Maxem i Emily!!! Już kocham tą laskę, o to chodzi w "metal girl": świadomość że jest zajebistą laską! No a ten motor...<3 Em w ogóle jest pozytywnie jebnięta, uwielbiam takich ludzi! Szczerze, chciałabym spotkać przyjaciółkę w sklepie muzycznym! Ale fakt, z miejsca do siebie pasowały. I dobrze, że Jenn znalazła tak zakręconą kumpelę która uświadomi jej, że ona też jest świetna. No a poza tym, wkręci w życie Huntington! A bliźniaczki surferki też mnie totalnie zdziwiły, za nic bym nie wpadła że mogą ciężkiej muzy słuchać!! :D
Kurde, jakbym kochała Avenged (kocham of kors ;)) i przeprowadziła się do Huntington Beach (to już nie of kors) to chyba bym miała zgon na miejscu. Także zazdroszczę Jenn totalnie, ale pozytywnie xD Hah, no i ta jej mała J. :D Ale najbardziej mnie rozwaliłaś tym, że ma numer do Syna Gatesa!! Brompt, wtedy poważnie padłam! Jakie laska ma szczęście noo!!! A tak po cichu to mam nadzieję, że coś będzie z Jenn i Brianem.Nieźle gorąco było przed tą łazienką a Brian też niezłe ciacho. Już nie wspominając o graniu Waking The Demon. Ale i tak go nie lubimy za rozstrojenie małej J.;) Chociaż dzięki temu poznała się z Em, więc może ma trochę szczęścia facet ;p
Świetna była ta impreza, Jenn ma naprawdę honor!! Heh, i ten tekst Po raz pierwszy jestem pijana w środku nocy. Hmm..ma niezłą głowę skoro za pierwszym razem pokonała słomianego faceta! :D Naprawdę, dziewczyny zabalowały mocno! Należy im się przed szkołą. Oby Jenn się odnalazła i najważniejsze, nie musiała oglądać tapetowych mord plastików! ;)
Ah, no i super jest historia Johnnego i matki Jenn! Kurde, ja bym ją sobie wyobrażała jako taką pedantkę a tu się okazuje, że była punkiem i wkręciła go w bębny! No nieźle, dajesz czadu! ;) Życzę mu też żeby znalazł fajną pracę polegającą na młóceniu w gary tak żeby zaprzestać naleśnikowej pladze. :D I naprawdę, uwielbiam go za tych Gunsów o poranku. Esencja Kaliforni xD
Więc pisz, Brompt, dzielnie i nic się nie martw, bo jest zajebiście. Jak ci pisałam, masz ten wykwintny styl pisania. Ah, no i pisz do nas z Sycylii a po powrocie zaraz bierz się za wstawianie :D Wasza psychofanka, FuckinBlack
Dziękuje za wspomnienie o mnie ;)
OdpowiedzUsuńa co do opowiadania , jest świetne . aż sie uśmiechałam do monitora jak to czytałam i marzyło mi sie coś takiego jak tu jest opisane . Naprawdę genialnie piszesz , ciekawe pomysły masz . Ja bym tak nie umiała ;d A ten Brian , mmmmmmmm ;3 mam pewne podejrzenia co do następnych wydarzeń ale nie wiadomo . iiiiii dodaj przynajmniej jeden odcinek przez wyjazdem bo dużo czekania na następny będzie ;c Pozdrawiam ;)
Cudowny odcinek, ale muszę przyznać, że mi trochę namieszałaś w głowie :D To znaczy- przeczuwałam, że koleś z plaży będzie się nazywał Brian, ale myślałam, że to będzie Gates! Haha, ale przynajmniej Jenn ma numer do Syna, może kiedyś zrobi z niego użytek :) Jest ciekawie, idę czytać kolejną część ^^
OdpowiedzUsuń