Kolejne-również
upalne- dni mijały jej dosyć szybko. Spędzała je z Em na przejażdżkach,
zakupach, wspólnej pracy i wieczornych spacerach po plaży. Jenny poznała dużo
nowych osób, m.in. Erica- fana motoryzacji i tatuaży, który był znajomym Emily. Często zostawiała u niego w warsztacie
motor. Na tatuaż jeszcze się nie zdecydowała, chociaż cholernie by jej pasować.
Miała okazję poznać też Sally i Charlotte - przyjaciółki pracujące wakacyjnie tuż obok plaży, urodzone surferki o pięknych, opalonych ciałach. Dziewczyny lubiły spędzać razem czas, najczęściej nad morzem. W dodatku wszystkie cztery zwracały uwagę chłopaków. Pewnego dnia Em nawet pomachała jednemu z nich, który szedł z czwórką innych. A on dziwnie się zagapił, jak gdyby nie był czegoś pewny. Jenny wiedziała, że Emily nie ma chłopaka, więc kim był facet z plaży?
-Słuchajcie, to już końcówka wakacji - powiedziała Sally
-To prawda, trzeba je jakoś pożegnać, wiecie o czym mówię?
Dziewczyny przysiadły nad brzegiem morza, ochładzając swoje stopy. Charlotte i Sally ubrane były jak zawsze w skąpe stroje kąpielowe, Emily również, za to Jenny miała na sobie szeroki t-shirt i szorty. Wstydziła się swojego ciała, a dokładniej zachłannych, męskich spojrzeń skierowanych na nie.
-Impreza? Wiecie, że ja i Jenn nie przepadamy za kalifornijskimi snobami. - Em spojrzała w stronę surferek.
Mimo ich pięknego ciała i blond włosów dziewczyny nie były takie, na jakie wyglądały na pierwszy rzut oka. Lubiły ostrą muzykę i potrafiły pyskować jak mało kto. Sally chodziła nawet do szkoły muzycznej, gdzie uczyła się grać na fortepianie.
-Daj spokój Em. Jenny będzie miała świetną okazję, żeby poznać trochę nowych ludzi, odstresujemy się i ostatni raz w te wakacje poczujemy się wolne - zwięźle dodała Charlotte.
-Mnie się podoba ten pomysł. Impreza na plaży jest jutro, więc będziemy miały jeszcze czas, żeby przygotować się do szkoły.
Rok szkolny miał rozpocząć się za dwa dni. Jenny trochę się bała, w końcu znała tu zaledwie parę osób. Ale miała przecież Emily. Odkąd się poznały, były nierozłączne. Impreza była dobrą okazją na spotkanie paru nowych ludzi.
-Chyba będziemy się już zbierać, robi się chłodno - powiedziała Jenny
-My jeszcze zostaniemy, widzę, że zbierają się całkiem niezłe fale. - Charlotte uśmiechnęła się zalotnie.
-No to do jutra - jak zawsze entuzjastycznie pożegnała się Em, a Jenny pomachała dziewczyną.
Miała okazję poznać też Sally i Charlotte - przyjaciółki pracujące wakacyjnie tuż obok plaży, urodzone surferki o pięknych, opalonych ciałach. Dziewczyny lubiły spędzać razem czas, najczęściej nad morzem. W dodatku wszystkie cztery zwracały uwagę chłopaków. Pewnego dnia Em nawet pomachała jednemu z nich, który szedł z czwórką innych. A on dziwnie się zagapił, jak gdyby nie był czegoś pewny. Jenny wiedziała, że Emily nie ma chłopaka, więc kim był facet z plaży?
-Słuchajcie, to już końcówka wakacji - powiedziała Sally
-To prawda, trzeba je jakoś pożegnać, wiecie o czym mówię?
Dziewczyny przysiadły nad brzegiem morza, ochładzając swoje stopy. Charlotte i Sally ubrane były jak zawsze w skąpe stroje kąpielowe, Emily również, za to Jenny miała na sobie szeroki t-shirt i szorty. Wstydziła się swojego ciała, a dokładniej zachłannych, męskich spojrzeń skierowanych na nie.
-Impreza? Wiecie, że ja i Jenn nie przepadamy za kalifornijskimi snobami. - Em spojrzała w stronę surferek.
Mimo ich pięknego ciała i blond włosów dziewczyny nie były takie, na jakie wyglądały na pierwszy rzut oka. Lubiły ostrą muzykę i potrafiły pyskować jak mało kto. Sally chodziła nawet do szkoły muzycznej, gdzie uczyła się grać na fortepianie.
-Daj spokój Em. Jenny będzie miała świetną okazję, żeby poznać trochę nowych ludzi, odstresujemy się i ostatni raz w te wakacje poczujemy się wolne - zwięźle dodała Charlotte.
-Mnie się podoba ten pomysł. Impreza na plaży jest jutro, więc będziemy miały jeszcze czas, żeby przygotować się do szkoły.
Rok szkolny miał rozpocząć się za dwa dni. Jenny trochę się bała, w końcu znała tu zaledwie parę osób. Ale miała przecież Emily. Odkąd się poznały, były nierozłączne. Impreza była dobrą okazją na spotkanie paru nowych ludzi.
-Chyba będziemy się już zbierać, robi się chłodno - powiedziała Jenny
-My jeszcze zostaniemy, widzę, że zbierają się całkiem niezłe fale. - Charlotte uśmiechnęła się zalotnie.
-No to do jutra - jak zawsze entuzjastycznie pożegnała się Em, a Jenny pomachała dziewczyną.
Kiedy wróciła do
domu ojca jeszcze nie było. Nalała sobie szklankę soku grejpfrutowego i stanęła
przy oknie, uchylając je lekko. Nowe mieszkanie było naprawdę przytulne.
Duże szafki kuchenne, kolor jasnego beżu. To właśnie kuchnia była najjaśniejszym pomieszczeniem w całym domu. Za to pokój ojca był zielony, jego ulubiony. Tylko dlaczego? Bo to kolor nadziei, czy też barwa oczu jego żony? A może jedno i drugie... Dzielili łazienkę na piętrze, gdzie znajdował się też pokój Jenny. Był on pomalowany na granatowo, a jedna ściana miała kolor szary. Na środku tej właśnie Jenny własnoręcznie namalowała duży znak anarchii oraz napis „Avenged Sevenfold foREVer”
Wisiała tam też tablica korkowa, na której umieszczone były autografy, zdjęcia z rodzicami i parę zwariowanych fotek z Em. Po całym pokoju porozwalane były teksty, nuty i kostki. Przyjechali tutaj z ojcem na początku sierpnia, by wszystko pomalować tak, żeby było im dobrze. John odnowił jeszcze werandę i uporządkował garaż, gdzie wstawił swoją perkusję. Zabrali resztę swoich rzeczy z Phoenix i przeprowadzili się na stałe. Jenny zastanawiała się, skąd tata wziął pieniądze na to wszystko.
Odstawiła szklankę do zlewu i poszła do swojego pokoju. Otworzyła szafę i zdała sobie sprawę, że kompletnie nie ma co na siebie włożyć na jutrzejszą imprezę. Emily pewnie odnajdzie idealne połączenie, zachowując swój metalowy styl i dokładając do tego odrobinę pikanterii. Jenny miała tylko luźne t-shirty i kilka par rurek. Wzięła telefon i wybrała numer Emily.
-Cześć Em, zupełnie nie mam się w co ubrać na jutrzejszą imprezę.
-Masz szczęście, że twoja najlepsza przyjaciółka ma dobry gust - imitując zarozumiałość, powiedziała Emily - Pójdziemy jutro do galerii i wybierzemy coś dla ciebie Jenn.
- Dzięki, całkiem miły z Ciebie metal. Widzimy się jutro.
Tata właśnie wrócił do domu, postukując we wszystko co spotkał na swojej drodze.
-Cześć kocie - zawołał z przedpokoju
-Cześć tatku. Idę jutro na imprezę z Emily.
-Dobra, potrzebujesz pieniędzy?
-Nie, przecież wiesz, że mam uskładane swoje pieniądze, które zarobiłam już w muzycznym. Idę jutro na zakupy z Em.
-Moja zaradna dziewczynka. Bawcie się dobrze.
-Jesteś zmęczony?
-Przecież wiesz. Nie miałem jeszcze wolnego dnia.
-Więc połóż się. Ja też pójdę do siebie, pomęczę trochę „małą J.”
Jenny jak zwykle rozgrzała palce solówką do „Since the Day” . Pograła trochę partie, które już umie, a potem zaczęła uczyć się „Welcome to The Family”. Nie zorientowała się nawet, że za oknem zrobiło się ciemno. Odłożyła gitarę, żeby nie przeszkadzać tacie.
Duże szafki kuchenne, kolor jasnego beżu. To właśnie kuchnia była najjaśniejszym pomieszczeniem w całym domu. Za to pokój ojca był zielony, jego ulubiony. Tylko dlaczego? Bo to kolor nadziei, czy też barwa oczu jego żony? A może jedno i drugie... Dzielili łazienkę na piętrze, gdzie znajdował się też pokój Jenny. Był on pomalowany na granatowo, a jedna ściana miała kolor szary. Na środku tej właśnie Jenny własnoręcznie namalowała duży znak anarchii oraz napis „Avenged Sevenfold foREVer”
Wisiała tam też tablica korkowa, na której umieszczone były autografy, zdjęcia z rodzicami i parę zwariowanych fotek z Em. Po całym pokoju porozwalane były teksty, nuty i kostki. Przyjechali tutaj z ojcem na początku sierpnia, by wszystko pomalować tak, żeby było im dobrze. John odnowił jeszcze werandę i uporządkował garaż, gdzie wstawił swoją perkusję. Zabrali resztę swoich rzeczy z Phoenix i przeprowadzili się na stałe. Jenny zastanawiała się, skąd tata wziął pieniądze na to wszystko.
Odstawiła szklankę do zlewu i poszła do swojego pokoju. Otworzyła szafę i zdała sobie sprawę, że kompletnie nie ma co na siebie włożyć na jutrzejszą imprezę. Emily pewnie odnajdzie idealne połączenie, zachowując swój metalowy styl i dokładając do tego odrobinę pikanterii. Jenny miała tylko luźne t-shirty i kilka par rurek. Wzięła telefon i wybrała numer Emily.
-Cześć Em, zupełnie nie mam się w co ubrać na jutrzejszą imprezę.
-Masz szczęście, że twoja najlepsza przyjaciółka ma dobry gust - imitując zarozumiałość, powiedziała Emily - Pójdziemy jutro do galerii i wybierzemy coś dla ciebie Jenn.
- Dzięki, całkiem miły z Ciebie metal. Widzimy się jutro.
Tata właśnie wrócił do domu, postukując we wszystko co spotkał na swojej drodze.
-Cześć kocie - zawołał z przedpokoju
-Cześć tatku. Idę jutro na imprezę z Emily.
-Dobra, potrzebujesz pieniędzy?
-Nie, przecież wiesz, że mam uskładane swoje pieniądze, które zarobiłam już w muzycznym. Idę jutro na zakupy z Em.
-Moja zaradna dziewczynka. Bawcie się dobrze.
-Jesteś zmęczony?
-Przecież wiesz. Nie miałem jeszcze wolnego dnia.
-Więc połóż się. Ja też pójdę do siebie, pomęczę trochę „małą J.”
Jenny jak zwykle rozgrzała palce solówką do „Since the Day” . Pograła trochę partie, które już umie, a potem zaczęła uczyć się „Welcome to The Family”. Nie zorientowała się nawet, że za oknem zrobiło się ciemno. Odłożyła gitarę, żeby nie przeszkadzać tacie.
Emily zgarnęła ją
z domu około południa i wybrały się do galerii. Bardzo szybko
znalazły pasujący na Jenny top w bardzo ciemnym, czerwonym kolorze, z wyciętym
dekoltem.
-Nie wiedziałam, że masz taki niesamowity biust Jenn. I ten płaski brzuszek. Czemu chowasz to pod luźnymi ubraniami?
-Bo tak czuję się pewniej Em. Założę to tego jakieś rurki i powinno być ok, prawda?
-Chyba żartujesz? Nie sądzisz, że ta bluzeczka to wisienka na torcie? Jenn, będziesz wyglądać genialnie i już mam na to pewien pomysł.
Chwilę później Emily przyniosła do przymierzalni bardzo opiętą, czarną sukienkę, na widok której Jenny zaniemówiła.
-Chyba zwariowałaś! Wyobrażasz sobie mnie w czymś takim?
-Nie gadaj, tylko przymierzaj!
Po paru chwilach Em zaczęła dobijać się do przymierzalni.
-Jenny, pokaż się.
-W życiu!
-Sama tego chciałaś. Wchodzę.
Emily zobaczyła przed sobą niezwykle piękną dziewczynę z wydatnym biustem i zgrabną sylwetką. Na początku pomyślała, że całości dopełniłyby szpilki, jednak szybko zrezygnowała z tego pomysłu, bo przecież to zabiłoby osobowość Jenn.
-I co? Aż tak źle?
-Bierzemy to cudeńko głuptasie. Wyglądasz genialnie! Pożyczę ci moje martensy i będzie idealnie.
-Nie wiedziałam, że masz taki niesamowity biust Jenn. I ten płaski brzuszek. Czemu chowasz to pod luźnymi ubraniami?
-Bo tak czuję się pewniej Em. Założę to tego jakieś rurki i powinno być ok, prawda?
-Chyba żartujesz? Nie sądzisz, że ta bluzeczka to wisienka na torcie? Jenn, będziesz wyglądać genialnie i już mam na to pewien pomysł.
Chwilę później Emily przyniosła do przymierzalni bardzo opiętą, czarną sukienkę, na widok której Jenny zaniemówiła.
-Chyba zwariowałaś! Wyobrażasz sobie mnie w czymś takim?
-Nie gadaj, tylko przymierzaj!
Po paru chwilach Em zaczęła dobijać się do przymierzalni.
-Jenny, pokaż się.
-W życiu!
-Sama tego chciałaś. Wchodzę.
Emily zobaczyła przed sobą niezwykle piękną dziewczynę z wydatnym biustem i zgrabną sylwetką. Na początku pomyślała, że całości dopełniłyby szpilki, jednak szybko zrezygnowała z tego pomysłu, bo przecież to zabiłoby osobowość Jenn.
-I co? Aż tak źle?
-Bierzemy to cudeńko głuptasie. Wyglądasz genialnie! Pożyczę ci moje martensy i będzie idealnie.
Dziewczyny
szykowały się do imprezy w domu Jenny. Uwydatniły swoje czarne fryzury tapirując
je delikatnie, jak zawsze podkreśliły oczy ciemnym makijażem. Emily pomalowała
usta czerwoną pomadką, za to Jenny podkreśliła kości policzkowe brązowym
pudrem. Em założyła ciemny gorset i czarne leginsy podkreślające jej długie
nogi. Dziewczyny kupiły parę bransoletek w sklepiku przy plaży. Jenny wskoczyła
w nową sukienkę i razem z Em zeszły na dół, gdzie czekał na nie John.
-Wyglądacie obłędnie. Jenn... nawet nie wiedziałem , że masz biust – zaśmiał się ojciec.
-Bardzo śmieszne tato. Nie radziłabym się narażać, bo urządzę ci czarną msze. Idziemy Em, skoro John ma ze mnie żartować!
-Przestań kocie, chodź do mnie. Obróć się. Wyglądasz cudownie. Zupełnie jak...
-... jak mama - niepewnie dopowiedziała mu Jenny.
-Tak. No nic, nie będę was zatrzymywał. Bawcie się dobrze i grzecznie moje metalciątka.
-Na razie tato!
-Do widzenie Johnny - zaśmiała się Emily
- No nie, już podłapała.
Jenny wystawiła język i razem z Em ruszyły na imprezę.
-Wyglądacie obłędnie. Jenn... nawet nie wiedziałem , że masz biust – zaśmiał się ojciec.
-Bardzo śmieszne tato. Nie radziłabym się narażać, bo urządzę ci czarną msze. Idziemy Em, skoro John ma ze mnie żartować!
-Przestań kocie, chodź do mnie. Obróć się. Wyglądasz cudownie. Zupełnie jak...
-... jak mama - niepewnie dopowiedziała mu Jenny.
-Tak. No nic, nie będę was zatrzymywał. Bawcie się dobrze i grzecznie moje metalciątka.
-Na razie tato!
-Do widzenie Johnny - zaśmiała się Emily
- No nie, już podłapała.
Jenny wystawiła język i razem z Em ruszyły na imprezę.
Przy barze już
czekały na nie Charlotte i Sally. Spotkały też Erica, ale tylko przelotnie, bo
zajęty był podrywaniem małolat.
-Miał tu być mój brat, ale mają próbę z chłopakami - powiedziała Em dopijając pierwsze piwo.
-Brat? Masz brata? Czemu ja o tym nie wiem? - Jenny nieco się zdziwiła, że Emily nic nie powiedziała jej o rodzeństwie, w ogóle mało mówiła o swojej rodzinie.
-Oj Jenn, nie było okazji. Ale obiecuję ci, że poznasz go osobiście. Swoją drogą przystojny z niego facet. Pasowalibyście do siebie.
-Tylko nie baw się w swatkę! - Jenny popiła łyk piwa
Charlotte jak zwykle pierwsze ruszyła do tańca, a Sally zaraz za nią. Em i Jenn również świetnie się bawiły. Po kilku piwach Jenny nabrała ochoty na poznawanie nowych ludzi, efektem czego znała już połowę osób ze swojej klasy i innych ze szkoły. Emily poszła zatańczyć, a ona została przy barze.
-Cześć laleczko! - krzyknął jej do ucha gość w słomianym kapeluszu
-Cześć...strachu na wróble?
-Cięty języczek. Podoba mi się to mała.
-„Mała” mówisz? – Jenny nie wytrzymała bezczelności „słomianego” – Mała to jest twoja męskość, szczególnie w tym kapelusiku.
-Proponuje zakład – powiedział - Na przykład... które z nas wypije więcej.
Jenny nie była pewna, jednak nienawidziła, kiedy ktoś rzucał jej wyzwania. Zawsze je przyjmowała, bo jej ambicja nie pozwalała przejść obojętnie.
-Dobra. Czystą poprosimy.
Pili jedną po drugiej, w końcu „słomiany” osunął się z krzesła. Wtedy wróciła Emily.
-Jenn, co Ty wyprawiasz?
-Wyyyygrałam ! Em...Emil...ly! Frajer ! - Pokazała leżącemu na ziemi środkowy palec.
- Upiłaś się? Tak to jest zostawić cię samą na pięć minut.
Było już po dwudziestej trzeciej, więc Jenny za godzinę miała być w domu. „Co ja teraz zrobię?”-pomyślała Emily. Rozmyślanie to przerwał jednak rumot upadającej na ziemie Jenn. Eric pomógł podnieść ją z piasku i przytrzymał, a Em zadzwoniła do Johna:
-Panie Johnny, tu Emily. Dzwonię, żeby zapytać, czy Jenny może zostać u mnie na noc?
-A wszystko w porządku? - zapytał lekko zaniepokojony John - Daj mi ją do telefonu.
-Jest teraz w łazience. Nic się nie dzieję, po prostu chciałam, żebyśmy do końca wykorzystały przedostatni dzień wakacji.
-No dobrze. Przyjdź jutro z Jenny na obiad, ok?
-Dobrze, dobranoc.
Emily postanowiła wziąć przyjaciółkę pod rękę i przejść się brzegiem morza, aby bryza trochę je orzeźwiła. Na szczęście rodziców nie było, więc bez problemu mogły za jakąś godzinę wrócić do domu.
-Miał tu być mój brat, ale mają próbę z chłopakami - powiedziała Em dopijając pierwsze piwo.
-Brat? Masz brata? Czemu ja o tym nie wiem? - Jenny nieco się zdziwiła, że Emily nic nie powiedziała jej o rodzeństwie, w ogóle mało mówiła o swojej rodzinie.
-Oj Jenn, nie było okazji. Ale obiecuję ci, że poznasz go osobiście. Swoją drogą przystojny z niego facet. Pasowalibyście do siebie.
-Tylko nie baw się w swatkę! - Jenny popiła łyk piwa
Charlotte jak zwykle pierwsze ruszyła do tańca, a Sally zaraz za nią. Em i Jenn również świetnie się bawiły. Po kilku piwach Jenny nabrała ochoty na poznawanie nowych ludzi, efektem czego znała już połowę osób ze swojej klasy i innych ze szkoły. Emily poszła zatańczyć, a ona została przy barze.
-Cześć laleczko! - krzyknął jej do ucha gość w słomianym kapeluszu
-Cześć...strachu na wróble?
-Cięty języczek. Podoba mi się to mała.
-„Mała” mówisz? – Jenny nie wytrzymała bezczelności „słomianego” – Mała to jest twoja męskość, szczególnie w tym kapelusiku.
-Proponuje zakład – powiedział - Na przykład... które z nas wypije więcej.
Jenny nie była pewna, jednak nienawidziła, kiedy ktoś rzucał jej wyzwania. Zawsze je przyjmowała, bo jej ambicja nie pozwalała przejść obojętnie.
-Dobra. Czystą poprosimy.
Pili jedną po drugiej, w końcu „słomiany” osunął się z krzesła. Wtedy wróciła Emily.
-Jenn, co Ty wyprawiasz?
-Wyyyygrałam ! Em...Emil...ly! Frajer ! - Pokazała leżącemu na ziemi środkowy palec.
- Upiłaś się? Tak to jest zostawić cię samą na pięć minut.
Było już po dwudziestej trzeciej, więc Jenny za godzinę miała być w domu. „Co ja teraz zrobię?”-pomyślała Emily. Rozmyślanie to przerwał jednak rumot upadającej na ziemie Jenn. Eric pomógł podnieść ją z piasku i przytrzymał, a Em zadzwoniła do Johna:
-Panie Johnny, tu Emily. Dzwonię, żeby zapytać, czy Jenny może zostać u mnie na noc?
-A wszystko w porządku? - zapytał lekko zaniepokojony John - Daj mi ją do telefonu.
-Jest teraz w łazience. Nic się nie dzieję, po prostu chciałam, żebyśmy do końca wykorzystały przedostatni dzień wakacji.
-No dobrze. Przyjdź jutro z Jenny na obiad, ok?
-Dobrze, dobranoc.
Emily postanowiła wziąć przyjaciółkę pod rękę i przejść się brzegiem morza, aby bryza trochę je orzeźwiła. Na szczęście rodziców nie było, więc bez problemu mogły za jakąś godzinę wrócić do domu.
Dziewczyny
faktycznie poczuły się lepiej, chociaż Jenny wciąż kołysała się na nogach.
Wemknęłyby się do domu niezauważone, gdyby nie to, że Jenn tuż przed drzwiami
pokoju krzyknęła:
-Pierwszy raz w życiu jestem pijana!
Z pokoju wychylił się brat Emily, jednak Jenn leżała już na łóżku, przebrała w t-shirt i gotowa do snu.
-Co jest siostra? Co to za hałas?
-Nic, przyjaciółka zostaje u mnie na noc.
-Oj Emi, śmierdzi od ciebie piwem. Ktoś tu pokazuje rogi. – Złapał siostrę i przerzucił przez ramię.
-Puść mnie wariacie! I ani słowa o piwie, bo rodzice dowiedzą się o papierosach - Pogroziła mu palcem.
-Przecież oni już wiedzą. Spadam do siebie. Zrobię wam rano głośną pobudkę.
-Tylko spróbuj, a nie żyjesz! - Te słowa wypowiedziała już przez zamknięte drzwi.
Położyła się obok Jenny, a ta przytuliła ją z całej siły. Trochę ją to rozbawiło, jednak nie protestowała i odwzajemniła uścisk. Usnęły bardzo szybko, otulone dźwiękami łagodnej solówki, płynącej z pokoju obok...
-Pierwszy raz w życiu jestem pijana!
Z pokoju wychylił się brat Emily, jednak Jenn leżała już na łóżku, przebrała w t-shirt i gotowa do snu.
-Co jest siostra? Co to za hałas?
-Nic, przyjaciółka zostaje u mnie na noc.
-Oj Emi, śmierdzi od ciebie piwem. Ktoś tu pokazuje rogi. – Złapał siostrę i przerzucił przez ramię.
-Puść mnie wariacie! I ani słowa o piwie, bo rodzice dowiedzą się o papierosach - Pogroziła mu palcem.
-Przecież oni już wiedzą. Spadam do siebie. Zrobię wam rano głośną pobudkę.
-Tylko spróbuj, a nie żyjesz! - Te słowa wypowiedziała już przez zamknięte drzwi.
Położyła się obok Jenny, a ta przytuliła ją z całej siły. Trochę ją to rozbawiło, jednak nie protestowała i odwzajemniła uścisk. Usnęły bardzo szybko, otulone dźwiękami łagodnej solówki, płynącej z pokoju obok...
Podoba mi się bardzo ten odcinek :D Imprezy na zakończenie wakacji są najlepsze na świecie, haha.
OdpowiedzUsuńPoza tym fajnie, że pokazałaś, że takie Sally i Charlotte, mimo że nie mają wyglądu typowych fanek metalu/rocka, też mogą słuchać takiej muzyki ;)
masz tam trochę literówek, ale to sie zawsze zdarza ; ) i da sie wszystko normalnie przeczytać ;p
OdpowiedzUsuńpodejrzewam że wiem kim jest brat Emily , ale to sie okaże już niedługo zapewne ;) co do całości to jest naprawdę fajne i ciekawe tylkoo nie narzekałbym jeśli pisałabyś troche dłuższe rozdziały ;D
Mmmm impreza i zakupy to jest to, co tygryski lubią najbardziej. Jenny ze słomianym rządzi:D Podoba mi się ta akcja i to, że Emily kryła przyjaciółkę. Mhmm i ten brat??? Ciekawe co dalej się wydarzy, zapowiada się niezła jazda, nie mogę się doczekać :D
OdpowiedzUsuń