Bardzo dziękuję za uskrzydlające komentarze i miłe przyjęcie :) Mam nadzieję, że odcinek spodoba się tak samo, jak pierwszy. A co najważniejsze, dziękuję mojej kochanej Joannie Gates za kampanie reklamową ! ;* No to co, miłej lektury :).
Jenny nie przespała nocy. Co ją trapiło?
Może opowieść o matce? Zdała sobie sprawę, że to pewnie przez muzykę nie miała
z nią najlepszego kontaktu. Co stało się z mamą? Dlaczego znienawidziła to, co
niegdyś było dla niej całym światem? Przekręciła się na drugi bok. A ojciec?
Byli tak bardzo podobni do siebie. Zawsze w trudnych momentach uciekali: ona do
swojego pokoju, on do Kalifornii. Było jej bardzo szkoda ojca, widać, że nadal
kochał mamę. Jednak na jego miejscu postąpiłaby tak samo.
Z dołu usłyszała mocne brzmienie „ Welcome to the Jungle’’,
więc pewnie tata robił śniadanie. Spojrzała na zegarek, potem na kompletnie
rozstrojoną „małą J.’’ Tak, gnębiła ją jeszcze jedna sprawa, jeszcze jedna
osoba, której imienia nawet nie znała. Chłopak z plaży zaintrygował ją, to
pewne. Wstała i szeroko otworzyła drzwi, podśpiewując muzykę, do której rytmu
postukiwał w blat jej ojciec. Włożyła ulubiony t-shirt Avenged, bardzo opięte, czerwone rurki, podkreśliła
oczy ciemną kreską i rozczesała swoje czarne włosy. Stanęła przed lustrem i
powiedziała sama do siebie :
- Cześć mały metalu - wybuchając przy tym śmiechem.
Szybko zbiegła na dół i pocałowała ojca w policzek.
-Cześć kocie – powiedział - zgadnij co dzisiaj na śniadanie?
-Pewnie naleśniki. Mam nadzieję, że to ostatni raz, co?
-O ile zabierzesz torbę i wyjdziesz poznać nowych ludzi.
-Ok tatku. Tylko proszę, oszczędź mi już naleśników !
Tak jak już wcześniej zaplanowała, przewiązała przez głowę bandamkę kontrastującą z jej ciemnymi włosami i oczami, i zabrała torbę.
-Wyglądasz cudownie ! – krzyknął z przedpokoju ojciec.
-Nie podlizuj się, miłego dnia.
- Cześć mały metalu - wybuchając przy tym śmiechem.
Szybko zbiegła na dół i pocałowała ojca w policzek.
-Cześć kocie – powiedział - zgadnij co dzisiaj na śniadanie?
-Pewnie naleśniki. Mam nadzieję, że to ostatni raz, co?
-O ile zabierzesz torbę i wyjdziesz poznać nowych ludzi.
-Ok tatku. Tylko proszę, oszczędź mi już naleśników !
Tak jak już wcześniej zaplanowała, przewiązała przez głowę bandamkę kontrastującą z jej ciemnymi włosami i oczami, i zabrała torbę.
-Wyglądasz cudownie ! – krzyknął z przedpokoju ojciec.
-Nie podlizuj się, miłego dnia.
Nie znała jeszcze
dobrze Huntington Beach. Wiedziała jedynie jak dojść na plażę, dojechać do
nowej szkoły oraz orientowała się gdzie pracuje jej tata. „Co teraz’’- pomyślała.
Ruszyła przed siebie nie zważając na to, że zupełnie nie ma pojęcia dokąd zmierza. Minęła parę sklepików z pamiątkami, port z latarnią morską i jakiś klub. Po godzinie zorientowała się, że znajduję się po drugiej stronie plaży. Zmęczona przysiadła w malutkim parku, a w oddali zauważyła sklep muzyczny, więc postanowiła kupić nowe struny do gitary. W końcu miała trochę swoich oszczędności.
Sklep był ogromny, dużo większy niż ten w jej rodzinnym mieście. „ Może w Huntington Beach jest sporo muzyków ‘’- pomyślała. Minęła chyba wszystkie możliwe instrumenty, gadżety, sprzęt, ale strun nie udało jej się znaleźć, więc postanowiła kogoś zapytać. Tuż obok stała dziwnie podobna do niej ekspedientka. Miała długie, czarne, lecz lekko falowane włosy, ciemno umalowane oczy i czerwone martensy.
-Cześć, szukam strun i za cholerę nie mogę ich znaleźć. – Jenny cechował ogromny luz, bardzo lubiła poznawać nowych ludzi, w dodatku tak bardzo podobnych do niej.
-Cholera, już dawno mówiła, żeby przełożyć je w bardziej widoczne miejsce. Już ci przynoszę.
Po kilku chwilach rockowa ekspedientka wróciła.
-Proszę. Słuchaj, jesteś tutaj nowa? Nigdy wcześniej cię nie spotkałam? A tak poza tym, mam na imię Emily – mówiąc to, wyciągnęła do niej rękę.
-Jestem Jenny. Fajnie cię poznać. Przeprowadziłam się tutaj zaledwie pięć dni temu i nie znam nikogo.
-No to dobrze Jenn. W takim razie za pięć minut zaczynam przerwę, więc zapraszam cię na kawę.
-O tak, mam za sobą nieprzespaną noc, więc przyda mi się kofeina.
Emily zrzuciła firmową etykietkę, wcześniej wręczając Jenny struny „ na koszt firmy’’. Przysiadły w parku z dużą kawą i ciastkiem.
-Może opowiedz coś o sobie Jenn?
- Nie ma we mnie za dużo teorii. Jak już się pewnie domyśliłaś gram na gitarze, trochę śpiewam, przeprowadziłam się tutaj z tatą. Mieszkamy z drugiej strony plaży.
-To wspaniale, ja też. Do niedawna musiałam się tutaj wlec pieszo, ale niedawno rodzice wyposażyli mnie w piękny, czarny motocykl.
-Moje marzenie od dawna. Też słuchasz rocka?
-Nie wyobrażam sobie bez niego życia.
Dziewczyny przegadały całe popołudnie, a około godziny osiemnastej nowa koleżanka zaproponowała Jenny wspólny powrót do domu. Jenn była zachwycona cudeńkiem Emily. Po cudownie spędzonym dniu umówiły się na jutro.
Ruszyła przed siebie nie zważając na to, że zupełnie nie ma pojęcia dokąd zmierza. Minęła parę sklepików z pamiątkami, port z latarnią morską i jakiś klub. Po godzinie zorientowała się, że znajduję się po drugiej stronie plaży. Zmęczona przysiadła w malutkim parku, a w oddali zauważyła sklep muzyczny, więc postanowiła kupić nowe struny do gitary. W końcu miała trochę swoich oszczędności.
Sklep był ogromny, dużo większy niż ten w jej rodzinnym mieście. „ Może w Huntington Beach jest sporo muzyków ‘’- pomyślała. Minęła chyba wszystkie możliwe instrumenty, gadżety, sprzęt, ale strun nie udało jej się znaleźć, więc postanowiła kogoś zapytać. Tuż obok stała dziwnie podobna do niej ekspedientka. Miała długie, czarne, lecz lekko falowane włosy, ciemno umalowane oczy i czerwone martensy.
-Cześć, szukam strun i za cholerę nie mogę ich znaleźć. – Jenny cechował ogromny luz, bardzo lubiła poznawać nowych ludzi, w dodatku tak bardzo podobnych do niej.
-Cholera, już dawno mówiła, żeby przełożyć je w bardziej widoczne miejsce. Już ci przynoszę.
Po kilku chwilach rockowa ekspedientka wróciła.
-Proszę. Słuchaj, jesteś tutaj nowa? Nigdy wcześniej cię nie spotkałam? A tak poza tym, mam na imię Emily – mówiąc to, wyciągnęła do niej rękę.
-Jestem Jenny. Fajnie cię poznać. Przeprowadziłam się tutaj zaledwie pięć dni temu i nie znam nikogo.
-No to dobrze Jenn. W takim razie za pięć minut zaczynam przerwę, więc zapraszam cię na kawę.
-O tak, mam za sobą nieprzespaną noc, więc przyda mi się kofeina.
Emily zrzuciła firmową etykietkę, wcześniej wręczając Jenny struny „ na koszt firmy’’. Przysiadły w parku z dużą kawą i ciastkiem.
-Może opowiedz coś o sobie Jenn?
- Nie ma we mnie za dużo teorii. Jak już się pewnie domyśliłaś gram na gitarze, trochę śpiewam, przeprowadziłam się tutaj z tatą. Mieszkamy z drugiej strony plaży.
-To wspaniale, ja też. Do niedawna musiałam się tutaj wlec pieszo, ale niedawno rodzice wyposażyli mnie w piękny, czarny motocykl.
-Moje marzenie od dawna. Też słuchasz rocka?
-Nie wyobrażam sobie bez niego życia.
Dziewczyny przegadały całe popołudnie, a około godziny osiemnastej nowa koleżanka zaproponowała Jenny wspólny powrót do domu. Jenn była zachwycona cudeńkiem Emily. Po cudownie spędzonym dniu umówiły się na jutro.
Dziewczyna wróciła do domu w o wiele lepszym nastroju niż
wczoraj, co od razu zauważył John.
-Hej kocie, widzę, że dzień się udał.
-Tak, poznałam Emily. Okazało się, że będziemy w jednej klasie od września. Koniecznie musisz ją poznać. Wpadnie po mnie jutro.
-To świetnie.
-Słuchaj, przy okazji wpadłyśmy z Emily na świetny pomysł.
-Już się boję, widziałem tę dziewczynę przez okno. Można się jedynie domyślać, co takie dwie, czarne bliźniaczki mogą wymyśleć - John zaśmiał się, przy okazji zaczął udawać atak serca, osuwając się na krzesło.
-Nie wiem o czym pomyślałeś tato, ale co by to nie było –mylisz się. Emily pracuje w sklepie muzycznym na drugim końcu plaży. Szukają ekspedientki i zaproponowała, że jutro mogę iść tam z nią i postarać się o tę pracę. Emily mieszka niedaleko, więc dojeżdżałybyśmy razem. Wiesz, byłoby nam łatwiej, bo pieniądze się przydadzą.
-Podoba mi się ten pomysł, o ile będziesz umiała połączyć pracę i szkołę, a do tego mieć czas dla siebie. Miałabyś pieniądze na swoje potrzeby, a ja dokarmiałbym rodzinę.
-Dokarmiał, ale też nie zapominał o sobie. Sądzę, że powinieneś wymienić naciągi, kupić pałki i wrócić do garów. Z córką pracującą w sklepie muzycznym, możesz mieć to wszystko za pół ceny.
-Kocie, to nie takie proste - odpowiedział John, zwracając twarz w kierunku morza.
-A więc uważasz, że prościej zostawić to, czym zajmowałeś się przez ostatnie dwadzieścia pięć lat? – Jenny wydawała się być podenerwowana i było to słychać w jej głosie.
Ojciec wszystkie trudne decyzje podejmował jakby z ogromną łatwością, za to miał wątpliwości co do rzeczy banalnych.
-Daj mi czas. Na pewno nie zostawię bębnów.
-Obiecujesz?
-Obiecuję.
Lekko pogłaskała ojca po głowie i znów uciekła, aby mierzyć się ze swoimi myślami...
-Hej kocie, widzę, że dzień się udał.
-Tak, poznałam Emily. Okazało się, że będziemy w jednej klasie od września. Koniecznie musisz ją poznać. Wpadnie po mnie jutro.
-To świetnie.
-Słuchaj, przy okazji wpadłyśmy z Emily na świetny pomysł.
-Już się boję, widziałem tę dziewczynę przez okno. Można się jedynie domyślać, co takie dwie, czarne bliźniaczki mogą wymyśleć - John zaśmiał się, przy okazji zaczął udawać atak serca, osuwając się na krzesło.
-Nie wiem o czym pomyślałeś tato, ale co by to nie było –mylisz się. Emily pracuje w sklepie muzycznym na drugim końcu plaży. Szukają ekspedientki i zaproponowała, że jutro mogę iść tam z nią i postarać się o tę pracę. Emily mieszka niedaleko, więc dojeżdżałybyśmy razem. Wiesz, byłoby nam łatwiej, bo pieniądze się przydadzą.
-Podoba mi się ten pomysł, o ile będziesz umiała połączyć pracę i szkołę, a do tego mieć czas dla siebie. Miałabyś pieniądze na swoje potrzeby, a ja dokarmiałbym rodzinę.
-Dokarmiał, ale też nie zapominał o sobie. Sądzę, że powinieneś wymienić naciągi, kupić pałki i wrócić do garów. Z córką pracującą w sklepie muzycznym, możesz mieć to wszystko za pół ceny.
-Kocie, to nie takie proste - odpowiedział John, zwracając twarz w kierunku morza.
-A więc uważasz, że prościej zostawić to, czym zajmowałeś się przez ostatnie dwadzieścia pięć lat? – Jenny wydawała się być podenerwowana i było to słychać w jej głosie.
Ojciec wszystkie trudne decyzje podejmował jakby z ogromną łatwością, za to miał wątpliwości co do rzeczy banalnych.
-Daj mi czas. Na pewno nie zostawię bębnów.
-Obiecujesz?
-Obiecuję.
Lekko pogłaskała ojca po głowie i znów uciekła, aby mierzyć się ze swoimi myślami...
Wcześniej jednak
założyła nowe struny „ małej J.’’, ale starych nie potrafiła wyrzucić. Znów
przypomniał jej się lekko zarozumiały chłopak. Zastanawiała się jaki jest i co
w nim takiego było, że stojąc zaledwie pięć centymetrów od niego, nie zdobyła
się na lekkie uniesienie głowy, aby chociaż zobaczyć kolor jego oczu.
Miała swój ideał, podobno każdy go ma. Chłopak na wzór jej ojca, zapalony rockman. Jego zewnętrzność nie była jednak taka ważna. Bardzo chciała, żeby był dla niej obrońcą, aby nikomu nie pozwolił jej skrzywdzić. W sumie łatwo można było ją zranić. W jej rodzinnym Phoenix miała chłopaka, który- jak wszyscy twierdzili- zupełnie do niej nie pasował. Lubił chodzić do klubów, zostawiając ją samą na całe wieczory. Któregoś dnia zaproponował jej wieczorną przejażdżkę, po czym zaczął się do niej dobierać. Wtedy jeszcze nie wiedział na ile stać Jenny, która wymierzyła w jego stronę swój prawy sierpowy, a żeby jeszcze bardziej zabolało go niewłaściwe zachowanie, wylała gorącą czekoladę na jego spodnie. Od tej pory spotykali się tylko przelotnie na szkolnym korytarzu, a dwa miesiące później była już w Kalifornii. Matt nawet nigdy jej nie pocałował. Chciał to zrobić, ale Jenny zawsze odsuwała się, obracając zaloty w żart. Chciała, żeby ten pierwszy pocałunek nie był banalny, aby nigdy w życiu go nie zapomniała. Matt był jej pierwszym chłopakiem...
-... i ostatnim- wyszeptała, dostrajając idealne E.
E jak Emily. Dogadywały się ze sobą bardzo dobrze. Nigdy nie miała prawdziwej przyjaciółki, ale teraz czuła, że właśnie ta dziewczyna może nią zostać. Były podobne do siebie i cudownie czuły się w swoim towarzystwie. Jenny położyła się do łóżka, zasypiając przy delikatnych dźwiękach „So far away’’.
Miała swój ideał, podobno każdy go ma. Chłopak na wzór jej ojca, zapalony rockman. Jego zewnętrzność nie była jednak taka ważna. Bardzo chciała, żeby był dla niej obrońcą, aby nikomu nie pozwolił jej skrzywdzić. W sumie łatwo można było ją zranić. W jej rodzinnym Phoenix miała chłopaka, który- jak wszyscy twierdzili- zupełnie do niej nie pasował. Lubił chodzić do klubów, zostawiając ją samą na całe wieczory. Któregoś dnia zaproponował jej wieczorną przejażdżkę, po czym zaczął się do niej dobierać. Wtedy jeszcze nie wiedział na ile stać Jenny, która wymierzyła w jego stronę swój prawy sierpowy, a żeby jeszcze bardziej zabolało go niewłaściwe zachowanie, wylała gorącą czekoladę na jego spodnie. Od tej pory spotykali się tylko przelotnie na szkolnym korytarzu, a dwa miesiące później była już w Kalifornii. Matt nawet nigdy jej nie pocałował. Chciał to zrobić, ale Jenny zawsze odsuwała się, obracając zaloty w żart. Chciała, żeby ten pierwszy pocałunek nie był banalny, aby nigdy w życiu go nie zapomniała. Matt był jej pierwszym chłopakiem...
-... i ostatnim- wyszeptała, dostrajając idealne E.
E jak Emily. Dogadywały się ze sobą bardzo dobrze. Nigdy nie miała prawdziwej przyjaciółki, ale teraz czuła, że właśnie ta dziewczyna może nią zostać. Były podobne do siebie i cudownie czuły się w swoim towarzystwie. Jenny położyła się do łóżka, zasypiając przy delikatnych dźwiękach „So far away’’.
Zapomniała
wieczorem zasunąć rolet, więc z samego rana obudziło ją oślepiające słońce.
Zupełnie zapomniała, że teraz mieszka w Kalifornii, a nie wiecznie zimnym
Phoenix. Tam często chodziła w glanach i swojej ulubionej czarnej skórze.
Wzięła je ze sobą, chociaż nie miała większej nadziei na ich założenie.
Tate było już słychać. Tym razem z dołu dało się słyszeć jego liryczną stronę. John smażył jajecznice przy dźwiękach „ November rain’’. Jenny gwałtownie wstała z łóżka przypominając sobie, że Emily ma być u niej za dziesięć minut. Szeroko otworzyła okno, a fala gorąca ją uderzyła. „Tak Jenny” –pomyślała-„Będziesz musiała kupić więcej letnich ubrań”. Po zrobieniu standardowego makijażu zbiegła na dół, w tym samym momencie usłyszała dzwonek do drzwi.
-Tatku, zrzuć ten fartuch i prezentuj się dobrze - powiedziała, promiennie się uśmiechając.
Emily ubrana była w bardzo krótką spódniczkę, odkrywającą jej niesamowite nogi. Miała na sobie opiętą koszulkę Guns’n’roses , luźno upięte włosy, a usta pociągnięte czerwoną pomadką. Z zrzucających się w oko gadżetów miała na sobie cienkie rękawiczki bez palców. Wyglądała rewelacyjnie.
-Tą koszulką sobie zapunktowałaś - odezwał się ojciec - Jestem John, tata Jenny.
-Emily. Bardzo mi miło pana poznać. Słyszałam, że całkiem niezły z pana drumer. Sama trochę bębnie.
-Zanim rozmowy nie będzie końca, może zjesz z nami śniadanie Em?
-Chętnie. - Emily uśmiechnęła się pokazując swoje śnieżnobiałe zęby.
Po skończonym śniadaniu i luźnych rozmowach o muzyce Jenny stwierdziła, że nie wypada się spóźnić na rozmowę kwalifikacyjną.
-Nie stresuj się, wszystko będzie dobrze, jeżeli będziesz sobą. - Emily objęła ją ramieniem.
-Mam pytanie. Czy zdajecie sobie sprawę jak bardzo jesteście do siebie podobne?- John nie mógł opanować głupawego uśmiechu, który pojawił się na jego twarzy - Co ja teraz zrobię? Jeden metal w domu to wyzwanie, ale dwa to już kataklizm!
Dziewczyny również uśmiechnęły się promiennie, a Emily wyjęła z torby małe zawijątko i dała je Jenny.
-Mam coś dla ciebie Jenn. Przyda ci się taki mały gadżet na motocykl.
Dziewczyna rozwiązała małą kokardkę i zobaczyła dokładnie takie same rękawiczki, jak na dłoniach Emily.
-Dzięki Em, zauważyłam je jak tylko weszłaś. Są cudowne. Teraz jesteśmy podobne jeszcze bardziej.
Jenny była bardzo zadowolona, na początku nawet pozazdrościła Em jej rękawiczek.
-Dobrze, lećcie już dziewczyny, bo naprawdę się spóźnicie. Powodzenia kotek! - John pocałował córkę w czoło i dał jej kopniaka na szczęście.
Tate było już słychać. Tym razem z dołu dało się słyszeć jego liryczną stronę. John smażył jajecznice przy dźwiękach „ November rain’’. Jenny gwałtownie wstała z łóżka przypominając sobie, że Emily ma być u niej za dziesięć minut. Szeroko otworzyła okno, a fala gorąca ją uderzyła. „Tak Jenny” –pomyślała-„Będziesz musiała kupić więcej letnich ubrań”. Po zrobieniu standardowego makijażu zbiegła na dół, w tym samym momencie usłyszała dzwonek do drzwi.
-Tatku, zrzuć ten fartuch i prezentuj się dobrze - powiedziała, promiennie się uśmiechając.
Emily ubrana była w bardzo krótką spódniczkę, odkrywającą jej niesamowite nogi. Miała na sobie opiętą koszulkę Guns’n’roses , luźno upięte włosy, a usta pociągnięte czerwoną pomadką. Z zrzucających się w oko gadżetów miała na sobie cienkie rękawiczki bez palców. Wyglądała rewelacyjnie.
-Tą koszulką sobie zapunktowałaś - odezwał się ojciec - Jestem John, tata Jenny.
-Emily. Bardzo mi miło pana poznać. Słyszałam, że całkiem niezły z pana drumer. Sama trochę bębnie.
-Zanim rozmowy nie będzie końca, może zjesz z nami śniadanie Em?
-Chętnie. - Emily uśmiechnęła się pokazując swoje śnieżnobiałe zęby.
Po skończonym śniadaniu i luźnych rozmowach o muzyce Jenny stwierdziła, że nie wypada się spóźnić na rozmowę kwalifikacyjną.
-Nie stresuj się, wszystko będzie dobrze, jeżeli będziesz sobą. - Emily objęła ją ramieniem.
-Mam pytanie. Czy zdajecie sobie sprawę jak bardzo jesteście do siebie podobne?- John nie mógł opanować głupawego uśmiechu, który pojawił się na jego twarzy - Co ja teraz zrobię? Jeden metal w domu to wyzwanie, ale dwa to już kataklizm!
Dziewczyny również uśmiechnęły się promiennie, a Emily wyjęła z torby małe zawijątko i dała je Jenny.
-Mam coś dla ciebie Jenn. Przyda ci się taki mały gadżet na motocykl.
Dziewczyna rozwiązała małą kokardkę i zobaczyła dokładnie takie same rękawiczki, jak na dłoniach Emily.
-Dzięki Em, zauważyłam je jak tylko weszłaś. Są cudowne. Teraz jesteśmy podobne jeszcze bardziej.
Jenny była bardzo zadowolona, na początku nawet pozazdrościła Em jej rękawiczek.
-Dobrze, lećcie już dziewczyny, bo naprawdę się spóźnicie. Powodzenia kotek! - John pocałował córkę w czoło i dał jej kopniaka na szczęście.
Dziewczyny po
piętnastu - dwudziestu minutach były już na miejscu z uwagi na to, że Emily
jechała wyjątkowo szybko. Chłopcy siedzący w parku gapili się na Em i Jenny
zsiadające z czarnego cuda. Szczególnie Emily wyglądała wyjątkowo seksownie w
czarnej, krótkiej spódniczce.
-Ej, panienki, może się umówimy?- krzyknął jeden, ubrany w różowy t-shirt.
-Chyba śnisz frajerze! - krótko, ale klarownie odpowiedziała mu Em.
-Hej Emily, kim jest twoja nowa koleżanka? - zapytał drugi, dużo mniej zniewieściały niż jego poprzednik.
Lecz nawet mu nie odpowiedziała, wyciągnęła jedynie środkowy palec w jego stronę.
Dziewczyny weszły do sklepu. Przeszyły obok kilku półek z różnymi płytami, minęły parę modeli gitar i innych instrumentów, na które Jenny mniej zwracała uwagę. W końcu zatrzymały się przed szklanymi drzwiami. Weszły do środka, gdzie już czekał na nie właściciel sklepu. Jego biuro było krwistoczerwone, wypełnione niezliczoną ilością płyt, wielkim sprzętem grającym i półkami z pamiątkami z różnych stron świata. Jednak Jenny zwróciła uwagę na coś innego. Tuż obok biurka stała gitara jej marzeń, najpiękniejszy i najlepszy sprzęt grający na świecie.
-Przecież to Schecter Synyster Custom ! Nie wierze, dokładnie taka sama jak gitara Gatesa! – krzyknęła Jenny, nie mogąc się opanować
-Nie taka sama. - Właściciel obrócił się przodem do nich - Na tej gram tylko ja, jej strun nie muskają magiczne place Gatesa.
Emily od razu zauważyła, że Jenn już pierwszy zdaniem wywarła dobre wrażenie. Rozmowa trwała tylko pięć minut. Jenny podpisała umowę, dostała firmową etykietkę i mogła zacząć prace od zaraz.
-Masz świetny styl, nic nie trzeba zmieniać - usłyszała od pana Stringsa.
Emily powiedziała jej wszystko co musiała wiedzieć. Kiedy Jenny wzięła się za jakąś pracę, musiała wykonywać ją perfekcyjnie. Zupełnie jak matka. W czasie przerwy wyszły z Em na cole, żeby jakoś przetrwać ten upalny dzień.
Po osiemnastej Jenny wtoczyła się do domu. Była strasznie zmęczona, do tego ten skwar.
-Zrobię ci herbatę kocie - powiedział zmartwiony John - Mówiłem, że praca to nie żarty. A co zrobicie, kiedy zacznie się rok szkolny?
-Będziemy pracować co drugi dzień, bez weekendów, więc to tylko trzy dni pracy w tygodniu. Nie martw się tato, dam sobie radę.
-Mam taką nadzieję. Idź już spać, rozłożyłem ci łóżko.
-Dziękuję, dobranoc Johnny - Jenny lubiła mówić do ojca w taki pieszczotliwy sposób.
Usnęła bardzo szybko, nie miała nawet siły zmyć makijażu. Z dołu słychać było cichutkie: „ Don’t you cry tonight ...”
-Ej, panienki, może się umówimy?- krzyknął jeden, ubrany w różowy t-shirt.
-Chyba śnisz frajerze! - krótko, ale klarownie odpowiedziała mu Em.
-Hej Emily, kim jest twoja nowa koleżanka? - zapytał drugi, dużo mniej zniewieściały niż jego poprzednik.
Lecz nawet mu nie odpowiedziała, wyciągnęła jedynie środkowy palec w jego stronę.
Dziewczyny weszły do sklepu. Przeszyły obok kilku półek z różnymi płytami, minęły parę modeli gitar i innych instrumentów, na które Jenny mniej zwracała uwagę. W końcu zatrzymały się przed szklanymi drzwiami. Weszły do środka, gdzie już czekał na nie właściciel sklepu. Jego biuro było krwistoczerwone, wypełnione niezliczoną ilością płyt, wielkim sprzętem grającym i półkami z pamiątkami z różnych stron świata. Jednak Jenny zwróciła uwagę na coś innego. Tuż obok biurka stała gitara jej marzeń, najpiękniejszy i najlepszy sprzęt grający na świecie.
-Przecież to Schecter Synyster Custom ! Nie wierze, dokładnie taka sama jak gitara Gatesa! – krzyknęła Jenny, nie mogąc się opanować
-Nie taka sama. - Właściciel obrócił się przodem do nich - Na tej gram tylko ja, jej strun nie muskają magiczne place Gatesa.
Emily od razu zauważyła, że Jenn już pierwszy zdaniem wywarła dobre wrażenie. Rozmowa trwała tylko pięć minut. Jenny podpisała umowę, dostała firmową etykietkę i mogła zacząć prace od zaraz.
-Masz świetny styl, nic nie trzeba zmieniać - usłyszała od pana Stringsa.
Emily powiedziała jej wszystko co musiała wiedzieć. Kiedy Jenny wzięła się za jakąś pracę, musiała wykonywać ją perfekcyjnie. Zupełnie jak matka. W czasie przerwy wyszły z Em na cole, żeby jakoś przetrwać ten upalny dzień.
Po osiemnastej Jenny wtoczyła się do domu. Była strasznie zmęczona, do tego ten skwar.
-Zrobię ci herbatę kocie - powiedział zmartwiony John - Mówiłem, że praca to nie żarty. A co zrobicie, kiedy zacznie się rok szkolny?
-Będziemy pracować co drugi dzień, bez weekendów, więc to tylko trzy dni pracy w tygodniu. Nie martw się tato, dam sobie radę.
-Mam taką nadzieję. Idź już spać, rozłożyłem ci łóżko.
-Dziękuję, dobranoc Johnny - Jenny lubiła mówić do ojca w taki pieszczotliwy sposób.
Usnęła bardzo szybko, nie miała nawet siły zmyć makijażu. Z dołu słychać było cichutkie: „ Don’t you cry tonight ...”
Fajne, podoba mi się postać Emily ;) Mam jakieś takie przeczucie, że tajemniczy chłopak z plaży pojawi się w sklepie muzycznym ^^ W ogóle to mam pewne podejrzenia co do jego tożsamości :D Więc wiesz, dodawaj nowe odcinki szybko, bo mnie tu ciekawość zżera ;)
OdpowiedzUsuńzobaczymy, czy Twoje przeczucia się spełnią :) Jutro postaram się coś dodać :)
OdpowiedzUsuńHa ha przeczucia, przeczucia czasami mogą mylić :)
OdpowiedzUsuńUwielbiam Johna i jego miłość do moich ukochanych piosenek
Guns'n'Roses!! Kocham tego gościa i jego teksty. Przypomina mi trochę zakręconego dziadka Paula :) Szkoda mi go, widać że kocha swoją żonę, ale ona odgradza się od niego murem.
Gdy czytam o Emily to tak, jakbym widziała siebie :)Chciałabym też znaleźć taką przyjaźń od pierwszego wejrzenia. Widać, że dziewczyny polubiły się od pierwszego słowa. "Jeden metal w domu to wyzwanie, a dwa to już kataklizm" John da radę :) Nawet z większą liczbą metali w swym domu:) Uwielbiam Twoją Jenny, chciałabym być taka jak ona. w sumie chyba trochę taka jestem ...
Czekam na ciąg dalszy :)