Gorący asfalt
parzył ich stopy. Nawet oporne, blade skóry przybrały lekko brązową barwę, a
podatne słonecznym promieniom miały kolor czekolady. W takim upale racjonalne
myślenie graniczyło wręcz z cudem.
Od dawna nie byli w domu. Pojawili się w Huntington Beach po pierwszej trasie z udziałem Jenny i Emily, i zostali tam kilka miesięcy, aż dziewczyny ostatecznie się odpoczęły i nie spotkały ze wszystkimi znajomymi w słonecznym mieście. Chłopaki za to imprezowali hucznie, oblewając rekordową sprzedaż płyt – jak na zespół dotąd mało znany – oraz nadzwyczajnie udaną trasę, podczas której dziewczyny nauczyły się wszystkiego co powinny umieć, aby pracować z In The Darkness. Efektem zostały w zespole na stałe. Rodzice z samego początku byli przeciwni, lecz potem ich stanowczość topniała, aż w końcu z niemałą obawą i wyrzutami rodzicielskiego sumienia zgodzili się, aby dziewczyny przerwały naukę w liceum i rozpoczęły nowe, zupełnie inne życie.
Tak więc Jenny i Emily mając siedemnaście lat były postrzegane już jako dorosłe kobiety. Od tej pory minęło pięć lat, w czasie których nieczęsto bywały w domu, a In The Darkness stało się zespołem światowej sławy. Koncertowali już nie tylko w Ameryce, ale również Europie. Na początku jako suport zespołu Avenged Sevenfold, potem już na własny rachunek. Słynny Syn Gates również znalazł swoją miłość, niestety nie mieli okazji jeszcze jej poznać. Za to Jenny podczas jednego z koncertów nad morzem Czarnym zgodziła się zostać narzeczoną Briana. Chłopaki nabyli kilka nowych tatuaży. Chociaż na sukces pracowali dużo i bardzo ciężko – opłaciło się. Wydali dwie płyty, zwiedzili wiele pięknych miejsc, byli sławni na całym świecie, bawili się na nieziemskich imprezach, ale najważniejsze było to, że mogli być blisko siebie.
Jenny i Brian stali się parą bardzo dorosłych, szczęśliwych ludzi, mimo, że chłopakom w głowach wciąż były wygłupy. Ich wspólne dni były bardzo kolorowe, za to noce namiętne, nie licząc oczywiście tych, kiedy ze zmęczenia padali jak muchy i zasypiali wpół objęci. Kłócili się często o najróżniejsze bzdury : o to, że kabel nie został podpięty, że gitara niedokładnie nastrojona, że bluzka z dekoltem Jenny jest zbyt wyzywająca, czy też, że Brian obejrzał się za szalejącą za nim fanką. Wszystkie te kłótnie kończyły się jednak krótkim buziakiem gdzieś na postoju na papierosa. Tym razem jednak było nieco inaczej.
Od dawna nie byli w domu. Pojawili się w Huntington Beach po pierwszej trasie z udziałem Jenny i Emily, i zostali tam kilka miesięcy, aż dziewczyny ostatecznie się odpoczęły i nie spotkały ze wszystkimi znajomymi w słonecznym mieście. Chłopaki za to imprezowali hucznie, oblewając rekordową sprzedaż płyt – jak na zespół dotąd mało znany – oraz nadzwyczajnie udaną trasę, podczas której dziewczyny nauczyły się wszystkiego co powinny umieć, aby pracować z In The Darkness. Efektem zostały w zespole na stałe. Rodzice z samego początku byli przeciwni, lecz potem ich stanowczość topniała, aż w końcu z niemałą obawą i wyrzutami rodzicielskiego sumienia zgodzili się, aby dziewczyny przerwały naukę w liceum i rozpoczęły nowe, zupełnie inne życie.
Tak więc Jenny i Emily mając siedemnaście lat były postrzegane już jako dorosłe kobiety. Od tej pory minęło pięć lat, w czasie których nieczęsto bywały w domu, a In The Darkness stało się zespołem światowej sławy. Koncertowali już nie tylko w Ameryce, ale również Europie. Na początku jako suport zespołu Avenged Sevenfold, potem już na własny rachunek. Słynny Syn Gates również znalazł swoją miłość, niestety nie mieli okazji jeszcze jej poznać. Za to Jenny podczas jednego z koncertów nad morzem Czarnym zgodziła się zostać narzeczoną Briana. Chłopaki nabyli kilka nowych tatuaży. Chociaż na sukces pracowali dużo i bardzo ciężko – opłaciło się. Wydali dwie płyty, zwiedzili wiele pięknych miejsc, byli sławni na całym świecie, bawili się na nieziemskich imprezach, ale najważniejsze było to, że mogli być blisko siebie.
Jenny i Brian stali się parą bardzo dorosłych, szczęśliwych ludzi, mimo, że chłopakom w głowach wciąż były wygłupy. Ich wspólne dni były bardzo kolorowe, za to noce namiętne, nie licząc oczywiście tych, kiedy ze zmęczenia padali jak muchy i zasypiali wpół objęci. Kłócili się często o najróżniejsze bzdury : o to, że kabel nie został podpięty, że gitara niedokładnie nastrojona, że bluzka z dekoltem Jenny jest zbyt wyzywająca, czy też, że Brian obejrzał się za szalejącą za nim fanką. Wszystkie te kłótnie kończyły się jednak krótkim buziakiem gdzieś na postoju na papierosa. Tym razem jednak było nieco inaczej.
Właśnie wracali
do Huntington po kolejnym koncercie i mieli nadzieję, że już niedługo prześpią
się w swoich własnych łóżkach, czy też w przypadku Simona, Patricka i Davida –
zobaczą swoje dziewczyny. Los jednak pokrzyżował ich plany, do czego już
zdążyli się przyzwyczaić.
A więc słońce piekło niemiłosiernie. Po twarzach zrezygnowanych dziewczyn spływały kropelki potu, a do granic możliwości zdenerwowani faceci chodzili w tę i z powrotem wokół autokaru na zupełnym bezludziu.
-Tyle facetów, a żaden nie może sobie poradzić ze zmianą koła...- przerwała ciszę Jenny.
-Jennifer proszę, nie odzywaj się. – Brian starał się zachować spokój. Jego zaczerwieniona twarz zdradzała jednak zdenerwowanie, a może po prostu opalił się w ten sposób.
-Nawet jeśli zmienimy to koło, nic nam to nie da. Bak jest pusty, a najbliższa prowincja 20 kilometrów stąd – powiedział zrezygnowany David.
-Umrzemy tu ! – Simon opadł na gorący asfalt, a na głowę zarzucił zdjętą wcześniej koszulkę.
-Nie panikuj stary. Poza tym to właśnie ty miałeś sprawdzić jak stoimy z paliwem – powiedział Patrick.
Jenny i Emily wraz z Suzy wachlowały się set listami chłopaków z wczorajszego koncertu. Todd i Garry krążyli wokół przebitej opony.
-Na szczęście mamy zapasową – powiedział młody menager sceniczny – Niestety o awaryjnej benzynie nikt nie pomyślał.
Słońce dawało im popalić. Powietrze było gorące, mieli wrażenie, że za chwilę spłoną żywcem przez ten żar z nieba. Brian wierzchem dłoni otarł pot z czoła, wszedł do autobusu, gdzie było jeszcze bardziej duszno niż na dworze. W małej, podróżnej lodówce były jeszcze dwie butelki wody. Wziął jedną z nich, a łyk orzeźwiających kropek był jak zbawienie. Wyszedł na dwór , gdzie wszyscy sprawiali wrażenie, jakby woleli umrzeć, niż smażyć się w pełnym słońcu. Podał Jenn butelkę i ucałował jej włosy.
-Nie mamy wyjścia, ktoś musi iść po tą pieprzoną benzynę – powiedział i zbliżył się do szamoczących się z oponą facetów – Załatwimy to po męsku. Marynarz czy ciągnięcie zapałek? Zaproponowałbym zawodu w bekaniu, ale dziewczyny chyba nie chcą tego słyszeć.
Simon podniósł się ciężko i wyjął z kieszeni spodni zapałki. W wyniku konkursu sam jego inicjator musiał wybrać się po paliwo.
-Kurwa! Chłopaki, niech któryś pójdzie ze mną.
-Chyba żartujesz stary. – Maks przyglądał się oponie, z której założeniem musieli sobie poradzić.
-Jen, ale ty chyba nie zostawisz mnie samego na polu bitwy kochanie ? – Spojrzał w jej kierunku maślanymi oczami, jednak ona udawała, że nie słyszy. Przykląkł przed nią, eksponując niezwykle opaloną klatkę piersiową, a po jego ramionach i twarzy spływały kropelki potu – Jenny, kotku, błagam –wymruczał nad jej uchem.
Długo nie potrafiła się opierać. Zabrała swoje przeciwsłoneczne okulary i ostatnią ocalałą butelkę wody.
Słońce mocno grzało ich w kark, kiedy maszerowali opustoszałą drogą.
-Jestem twoją narzeczoną, a ty w ogóle nie masz dla mnie litości – jęknęła.
-Przestań Jenn, właśnie dlatego, że jesteś moją narzeczoną powinnaś mi towarzyszyć w zdrowiu i w chorobie, w dobrych i złych chwilach. – Objął ją masywnym ramieniem – Właśnie tak niedługo będziemy sobie przysięgać. – Uśmiechnął się promiennie przez co również na jej twarzy zagościł uśmiech.
-Tylko kiedy to będzie? – spytała.
-Wiesz, że chciałbym jak najszybciej, jednak ślub trzeba odpowiednio przygotować, a teraz nie ma na to czasu. Nie możemy zawieść fanów. Nie nagraliśmy nic od dłuższego czasu, więc musimy zabrać się za tworzenie nowej płyty.
-Tyle, że to będzie czwarta płyta, a ślub jest tylko raz.
-Nie możemy zabrać się za jedną i drugą sprawę w tym samym momencie, bo ani ślub nie będzie przygotowany tak, jakbyśmy tego chcieli, ani płyta nie będzie dobra.
-Ale dlaczego to właśnie ślub musi czekać? Zawsze wszystko jest ważniejsze ode mnie! – Wyrwała się spod jego ręki.
-Jenn, co ty wygadujesz? – Zatrzymał się i złapał ją silnie za ramiona – To nieprawda. Ty jesteś dla mnie najważniejsza i chcę, żebyś została moją żoną, dlatego ci się oświadczyłem, jednak Jenn... to tylko papierek i złoty krążek na palcu. Przecież już żyjemy razem i traktuję cię jak swoją żonę. Dlatego po ślubie wiele się nie zmieni. Można z tym poczekać. Chyba nie potrzebujesz mnie zaobrączkować, aby mieć pewność, że cały należę do ciebie?
-Nie, ale...
-Właśnie. A płyta – mniej ważna niż nasz ślub – nie może czekać. Nie nagraliśmy nic od półtora roku Jenny. Gramy odgrzewane numery i nie mamy żadnych pomysłów ani weny na nowy materiał. Musimy wziąć się w garść, bo będzie z nami kiepsko. Musimy coś napisać.
Słońce zaszło, lecz przed nimi jeszcze połowa drogi. Mocno trzymali się za ręce. Brian wysłuchiwał marzeń Jenny związanych ze ślubem. Miała bajeczną wizję tej cudownej chwili : piękna biała suknia, cudowna muzyka i pierwszy taniec, wyśmienite potrawy, a potem... namiętna noc poślubna. Brian prowokująco uśmiechnął się na te słowa. Ani się obejrzeli, a byli już przy stacji benzynowej. Był tam również sklep, więc kupił Jenny schłodzony sok, a sobie zimne piwo. Na miejsce dotarli dopiero późnym popołudniem. Tam koło zostało już wymienione, a wszyscy członkowie In The Darkness siedzieli przed autokarem i rozmawiali o nazwie dla nowej płyty.
-Uważam, że to powinno być coś związanego z miłością. Każdy w końcu kogoś kocha, albo kochał. A jeżeli nie, to pewnie pokocha.
-Patrick, In The Darkness i płyta o nazwie „ Sweet Loveline”. Odpada – od razu zaprotestował David.
-Ja proponuję „Dom woskowych ciał”! – ochoczo krzyknął Simon.
-Stary, oszalałeś?! Nie jesteśmy jakimiś psychopatami. To znaczy, pomysł fajny, ale raczej nie dla nas – powiedział Maks.
-O patrzcie, idą nasi wybawcy! – Wstali na widok Jenn i Briana z karnistrem.
-Załatwcie to i jedziemy – powiedział Garry.
Wieczorem przekroczyli granice ukochanego Huntington Beach. Jenny nie marzyła o niczym innym niż długa kąpiel i sen we własnym łóżku. Sarah czekała na nią, z niecierpliwością wypatrując ją z okna kuchni. Właśnie w tym momencie pod dom podjechał autokar ITD.
-John wstawaj! – krzyknęła nad uchem męża, który drzemał w najlepsze – Chodź, pomożemy Jenny wziąć bagaże!
A były one niemałych rozmiarów. W końcu ostatni raz Jenn była w domu jakiś rok temu. Wyskoczyła z autobusu razem z Jimmym, który też jeździł z nimi w trasy, a Brian wytoczył się za nią z dwiema ogromnymi walizkami.
-Cześć mamuś ! – Rzuciła się jej na szyję.
-Witaj kochanie! Nie było cię tak długo, że prawie zapomniałam jak wyglądasz. – Ucałowała ją w oba policzki – Cześć Brian! – Przytuliła chłopaka i pogłaskała go po głowie – Wejdziesz na kawę?
-Chciałbym, ale padam z nóg. Poza tym, Jenn pewnie chce ode mnie trochę odpocząć. – Dał dziewczynie słodkiego buziaka.
-Ale zapraszamy jutro na obiad – powiedział John.
-Na pewno skorzystam. Dobranoc – podał mu rękę i jeszcze raz objął Jenny – Po gitary wpadnij jutro kochanie.
-Dobrze, pa.
Sarah i Jenny przysiadły w kuchni i długo rozmawiały o tym, co przez ten czas zmieniło się w Huntington, jaki pracuje się dziewczynom, co słuchać w zespole. Jenny opowiadała o wszystkich cudownych miejscach, które zwiedzili, o ludziach, których spotkali oraz o tym, że z siedmioma facetami ciężko się żyję. Mówiła też o wszystkich wpadkach Simona, o koncertach i różnych sytuacjach, które przydarzyły się im z fanami.
-Jeszcze niedawno sama byłam taką nastoletnią fanką – Jenny uśmiechnęła się pod nosem.
-A teraz jesteś już dojrzałą kobietą. A właśnie Jenny, miałam spytać cię już na samym początku, ale nie dałaś mi dojść do słowa...czy ja widzę piękny, brylantowy pierścionek na twoim palcu? – Wymownie spojrzała na jej dłoń.
-Cholera, mamo opowiedziałam ci wszystko z wyjątkiem najważniejszego. Zaręczyliśmy się z Brianem!
-To cudownie kochanie! Prawda John, że to wspaniała wiadomość? – zwróciła się do męża, przysłuchującego się wszystkiemu z salonu.
-Dobrze, że przynajmniej nie wzięliście ślubu bez wiedzy staruszków – odpowiedział.
-Johnny, jesteś zły? – Córka spojrzała na niego smutnymi oczami.
-Kocie, oczywiście, że nie. Wiesz przecież, że traktuję Briana jak syna. Wiem, że jest odpowiedzialny i nigdy by cię nie krzywdził. Można mu ufać. Zastanawiam się raczej jak ty się sprawdzisz w roli żony. Dopiero tak niedawno wpadłaś do tej kuchni i powiedziałaś, że pierwszy raz się całowałaś, a teraz...małżeństwo?
-To było sześć lat temu tato – zaśmiała się – Poza tym to ślub wcale nie odbędzie się tak szybko. Im The Darkness mają teraz ważniejsze sprawy na głowie.
-A co takiego? – spytała Sarah.
-Wielka burza mózgów nad nową płytą. Potem samo jej nagrywanie, a kiedy już ją wydadzą to pewnie ruszymy w trasę. Nie będzie czasu na ślub.
-Może to i dobrze. Po co się spieszyć kocie? W końcu i tak jesteście nierozłączni o każdej porze. – John pogłaskał ją po ramieniu.
-Dziwię się, że to jeszcze wytrzymuję i nie znudziła mi się taka codzienność. W każdej minucie dnia i nocy – Brian. Naprawdę mam ochotę od niego troszkę odpocząć. W domu na pewno mi się to uda.
-Nawet nie wiesz jak się za tobą stęskniliśmy.- Sarah przytuliła ją z całej siły.
-Ja za wami też. I oczywiście za moim łóżkiem.
-Pewnie jesteś zmęczona. Przygotowałam ci pokój. Dobrej nocy córciu. Najlepiej śpij do południa.
-Tak zrobię.
A więc słońce piekło niemiłosiernie. Po twarzach zrezygnowanych dziewczyn spływały kropelki potu, a do granic możliwości zdenerwowani faceci chodzili w tę i z powrotem wokół autokaru na zupełnym bezludziu.
-Tyle facetów, a żaden nie może sobie poradzić ze zmianą koła...- przerwała ciszę Jenny.
-Jennifer proszę, nie odzywaj się. – Brian starał się zachować spokój. Jego zaczerwieniona twarz zdradzała jednak zdenerwowanie, a może po prostu opalił się w ten sposób.
-Nawet jeśli zmienimy to koło, nic nam to nie da. Bak jest pusty, a najbliższa prowincja 20 kilometrów stąd – powiedział zrezygnowany David.
-Umrzemy tu ! – Simon opadł na gorący asfalt, a na głowę zarzucił zdjętą wcześniej koszulkę.
-Nie panikuj stary. Poza tym to właśnie ty miałeś sprawdzić jak stoimy z paliwem – powiedział Patrick.
Jenny i Emily wraz z Suzy wachlowały się set listami chłopaków z wczorajszego koncertu. Todd i Garry krążyli wokół przebitej opony.
-Na szczęście mamy zapasową – powiedział młody menager sceniczny – Niestety o awaryjnej benzynie nikt nie pomyślał.
Słońce dawało im popalić. Powietrze było gorące, mieli wrażenie, że za chwilę spłoną żywcem przez ten żar z nieba. Brian wierzchem dłoni otarł pot z czoła, wszedł do autobusu, gdzie było jeszcze bardziej duszno niż na dworze. W małej, podróżnej lodówce były jeszcze dwie butelki wody. Wziął jedną z nich, a łyk orzeźwiających kropek był jak zbawienie. Wyszedł na dwór , gdzie wszyscy sprawiali wrażenie, jakby woleli umrzeć, niż smażyć się w pełnym słońcu. Podał Jenn butelkę i ucałował jej włosy.
-Nie mamy wyjścia, ktoś musi iść po tą pieprzoną benzynę – powiedział i zbliżył się do szamoczących się z oponą facetów – Załatwimy to po męsku. Marynarz czy ciągnięcie zapałek? Zaproponowałbym zawodu w bekaniu, ale dziewczyny chyba nie chcą tego słyszeć.
Simon podniósł się ciężko i wyjął z kieszeni spodni zapałki. W wyniku konkursu sam jego inicjator musiał wybrać się po paliwo.
-Kurwa! Chłopaki, niech któryś pójdzie ze mną.
-Chyba żartujesz stary. – Maks przyglądał się oponie, z której założeniem musieli sobie poradzić.
-Jen, ale ty chyba nie zostawisz mnie samego na polu bitwy kochanie ? – Spojrzał w jej kierunku maślanymi oczami, jednak ona udawała, że nie słyszy. Przykląkł przed nią, eksponując niezwykle opaloną klatkę piersiową, a po jego ramionach i twarzy spływały kropelki potu – Jenny, kotku, błagam –wymruczał nad jej uchem.
Długo nie potrafiła się opierać. Zabrała swoje przeciwsłoneczne okulary i ostatnią ocalałą butelkę wody.
Słońce mocno grzało ich w kark, kiedy maszerowali opustoszałą drogą.
-Jestem twoją narzeczoną, a ty w ogóle nie masz dla mnie litości – jęknęła.
-Przestań Jenn, właśnie dlatego, że jesteś moją narzeczoną powinnaś mi towarzyszyć w zdrowiu i w chorobie, w dobrych i złych chwilach. – Objął ją masywnym ramieniem – Właśnie tak niedługo będziemy sobie przysięgać. – Uśmiechnął się promiennie przez co również na jej twarzy zagościł uśmiech.
-Tylko kiedy to będzie? – spytała.
-Wiesz, że chciałbym jak najszybciej, jednak ślub trzeba odpowiednio przygotować, a teraz nie ma na to czasu. Nie możemy zawieść fanów. Nie nagraliśmy nic od dłuższego czasu, więc musimy zabrać się za tworzenie nowej płyty.
-Tyle, że to będzie czwarta płyta, a ślub jest tylko raz.
-Nie możemy zabrać się za jedną i drugą sprawę w tym samym momencie, bo ani ślub nie będzie przygotowany tak, jakbyśmy tego chcieli, ani płyta nie będzie dobra.
-Ale dlaczego to właśnie ślub musi czekać? Zawsze wszystko jest ważniejsze ode mnie! – Wyrwała się spod jego ręki.
-Jenn, co ty wygadujesz? – Zatrzymał się i złapał ją silnie za ramiona – To nieprawda. Ty jesteś dla mnie najważniejsza i chcę, żebyś została moją żoną, dlatego ci się oświadczyłem, jednak Jenn... to tylko papierek i złoty krążek na palcu. Przecież już żyjemy razem i traktuję cię jak swoją żonę. Dlatego po ślubie wiele się nie zmieni. Można z tym poczekać. Chyba nie potrzebujesz mnie zaobrączkować, aby mieć pewność, że cały należę do ciebie?
-Nie, ale...
-Właśnie. A płyta – mniej ważna niż nasz ślub – nie może czekać. Nie nagraliśmy nic od półtora roku Jenny. Gramy odgrzewane numery i nie mamy żadnych pomysłów ani weny na nowy materiał. Musimy wziąć się w garść, bo będzie z nami kiepsko. Musimy coś napisać.
Słońce zaszło, lecz przed nimi jeszcze połowa drogi. Mocno trzymali się za ręce. Brian wysłuchiwał marzeń Jenny związanych ze ślubem. Miała bajeczną wizję tej cudownej chwili : piękna biała suknia, cudowna muzyka i pierwszy taniec, wyśmienite potrawy, a potem... namiętna noc poślubna. Brian prowokująco uśmiechnął się na te słowa. Ani się obejrzeli, a byli już przy stacji benzynowej. Był tam również sklep, więc kupił Jenny schłodzony sok, a sobie zimne piwo. Na miejsce dotarli dopiero późnym popołudniem. Tam koło zostało już wymienione, a wszyscy członkowie In The Darkness siedzieli przed autokarem i rozmawiali o nazwie dla nowej płyty.
-Uważam, że to powinno być coś związanego z miłością. Każdy w końcu kogoś kocha, albo kochał. A jeżeli nie, to pewnie pokocha.
-Patrick, In The Darkness i płyta o nazwie „ Sweet Loveline”. Odpada – od razu zaprotestował David.
-Ja proponuję „Dom woskowych ciał”! – ochoczo krzyknął Simon.
-Stary, oszalałeś?! Nie jesteśmy jakimiś psychopatami. To znaczy, pomysł fajny, ale raczej nie dla nas – powiedział Maks.
-O patrzcie, idą nasi wybawcy! – Wstali na widok Jenn i Briana z karnistrem.
-Załatwcie to i jedziemy – powiedział Garry.
Wieczorem przekroczyli granice ukochanego Huntington Beach. Jenny nie marzyła o niczym innym niż długa kąpiel i sen we własnym łóżku. Sarah czekała na nią, z niecierpliwością wypatrując ją z okna kuchni. Właśnie w tym momencie pod dom podjechał autokar ITD.
-John wstawaj! – krzyknęła nad uchem męża, który drzemał w najlepsze – Chodź, pomożemy Jenny wziąć bagaże!
A były one niemałych rozmiarów. W końcu ostatni raz Jenn była w domu jakiś rok temu. Wyskoczyła z autobusu razem z Jimmym, który też jeździł z nimi w trasy, a Brian wytoczył się za nią z dwiema ogromnymi walizkami.
-Cześć mamuś ! – Rzuciła się jej na szyję.
-Witaj kochanie! Nie było cię tak długo, że prawie zapomniałam jak wyglądasz. – Ucałowała ją w oba policzki – Cześć Brian! – Przytuliła chłopaka i pogłaskała go po głowie – Wejdziesz na kawę?
-Chciałbym, ale padam z nóg. Poza tym, Jenn pewnie chce ode mnie trochę odpocząć. – Dał dziewczynie słodkiego buziaka.
-Ale zapraszamy jutro na obiad – powiedział John.
-Na pewno skorzystam. Dobranoc – podał mu rękę i jeszcze raz objął Jenny – Po gitary wpadnij jutro kochanie.
-Dobrze, pa.
Sarah i Jenny przysiadły w kuchni i długo rozmawiały o tym, co przez ten czas zmieniło się w Huntington, jaki pracuje się dziewczynom, co słuchać w zespole. Jenny opowiadała o wszystkich cudownych miejscach, które zwiedzili, o ludziach, których spotkali oraz o tym, że z siedmioma facetami ciężko się żyję. Mówiła też o wszystkich wpadkach Simona, o koncertach i różnych sytuacjach, które przydarzyły się im z fanami.
-Jeszcze niedawno sama byłam taką nastoletnią fanką – Jenny uśmiechnęła się pod nosem.
-A teraz jesteś już dojrzałą kobietą. A właśnie Jenny, miałam spytać cię już na samym początku, ale nie dałaś mi dojść do słowa...czy ja widzę piękny, brylantowy pierścionek na twoim palcu? – Wymownie spojrzała na jej dłoń.
-Cholera, mamo opowiedziałam ci wszystko z wyjątkiem najważniejszego. Zaręczyliśmy się z Brianem!
-To cudownie kochanie! Prawda John, że to wspaniała wiadomość? – zwróciła się do męża, przysłuchującego się wszystkiemu z salonu.
-Dobrze, że przynajmniej nie wzięliście ślubu bez wiedzy staruszków – odpowiedział.
-Johnny, jesteś zły? – Córka spojrzała na niego smutnymi oczami.
-Kocie, oczywiście, że nie. Wiesz przecież, że traktuję Briana jak syna. Wiem, że jest odpowiedzialny i nigdy by cię nie krzywdził. Można mu ufać. Zastanawiam się raczej jak ty się sprawdzisz w roli żony. Dopiero tak niedawno wpadłaś do tej kuchni i powiedziałaś, że pierwszy raz się całowałaś, a teraz...małżeństwo?
-To było sześć lat temu tato – zaśmiała się – Poza tym to ślub wcale nie odbędzie się tak szybko. Im The Darkness mają teraz ważniejsze sprawy na głowie.
-A co takiego? – spytała Sarah.
-Wielka burza mózgów nad nową płytą. Potem samo jej nagrywanie, a kiedy już ją wydadzą to pewnie ruszymy w trasę. Nie będzie czasu na ślub.
-Może to i dobrze. Po co się spieszyć kocie? W końcu i tak jesteście nierozłączni o każdej porze. – John pogłaskał ją po ramieniu.
-Dziwię się, że to jeszcze wytrzymuję i nie znudziła mi się taka codzienność. W każdej minucie dnia i nocy – Brian. Naprawdę mam ochotę od niego troszkę odpocząć. W domu na pewno mi się to uda.
-Nawet nie wiesz jak się za tobą stęskniliśmy.- Sarah przytuliła ją z całej siły.
-Ja za wami też. I oczywiście za moim łóżkiem.
-Pewnie jesteś zmęczona. Przygotowałam ci pokój. Dobrej nocy córciu. Najlepiej śpij do południa.
-Tak zrobię.
Pierwszy raz od dłuższego czasu obudziła się wyspana i
wypoczęta. Uśmiechnęła się na myśl o tym, że jest w rodzinnym domu i absolutnie
nic nie musi. Żadnych obowiązków ani pośpiechu. A najważniejsze – zero facetów.
Wstała i przeciągnęła się przed lustrem, jednocześnie zerkając na zegarek,
który wskazywał godzinę dwunastą. Rozczesała włosy, a rzęsy pociągnęła tuszem i
zeszła na parter.
-Dzień dobry kochanie. – Sarah już nalewała kawę do jej ulubionego kubka. Śniadanie również było przygotowane. Góra naleśników ze świeżymi owocami i czekoladą.
-Rozpieszczasz mnie mamo.
-W końcu mam tylko jedną córkę i widzę ją raz w roku. – Przysiadła obok niej.
-Tylko jak ja potem przyzwyczaję się do krótkich, kontynentalnych śniadać i szybkiej kawy gdzieś na postoju między granicą stanów?
-Mam nadzieję, że dbasz o sobie i dobrze się odżywiasz? A przede wszystkim, że chłopaki nie piją dużo?
-Mamo, naprawdę wszystko jest pod kontrolą – zaśmiała się Jenny.
-Jesteś pewna? Kochanie, nie zrozum mnie źle, ale nienajlepiej wyglądasz ; bardzo schudłaś, widać ci kości policzkowe, masz podkrążone i zgaszone oczy. Na pewno dbasz o siebie?
-Po prostu jestem przemęczona. Często nie mamy czasu na porządny posiłek i zastępujemy go kawą. Oprócz tego naprawdę wszystko jest ok.
-Na ile przyjechaliście? – Sarah dolała sobie świeżo zaparzonej kawy.
-Zostaniemy miesiąc, może dłużej. Potem In The Darkness ma zaplanowane parę koncertów. Będą starać się przez ten czas coś napisać, a potem zatrzymamy się w domu na dłużej, aż chłopaki nie nagrają płyty – powiedziała i przygryzła kolejnego naleśnika – Dość już o nas! Opowiadaj lepiej co słychać w domu.
-Są wakacje, więc ja odpoczywam od pracy. Tata razem z zespołem nagrali drugą płytę i koncertują, więc Johna wcale nie ma w domu. Na jedno to dobrze, bo mogę odpocząć i zająć się sobą, ale po weekendzie bez niego dopada mnie samotność i zaczynam za nim tęsknić.
-Tak mi przykro, że jesteś tu całkiem sama. – Jenny objęła ją ramieniem.
-Czasami żałuję, że nie podjęliśmy decyzji o drugim dziecku, ale sama wiesz, najpierw się kłóciliśmy, Johna ani mnie wiecznie nie było w domu, a kiedy przeprowadziliśmy się tutaj było już chyba za późno. Nie zdawałam sobie sprawy, że ty tak szybko dorośniesz, a ja zostanę tu sama.
-Teraz będziesz mieć mnie na wyłączność przez cały miesiąc. – Wstała od stołu i przytuliła matkę. W tym momencie w ich domu pojawił się Brian.
-Chyba powiedziałaś to w złym momencie – zaśmiała się Sarah.
-Po prostu mój narzeczony nie potrafi beze mnie żyć. – Dała mu całusa – Napijesz się kawy?
-Chętnie. Wyspałaś się?- zapytał.
-Jak nigdy. Nie ma to jak własne łóżko.- Podała mu kubek- Co u rodziców?
-Mama skacze wokół Emi i marudzi, że zmizerniała. Już nie mogą się doczekać, kiedy do nas przyjdziesz.
-Wpadnę wieczorem, jak tylko poukładam tutaj wszystkie swoje rzeczy.
-Co słychać u Emily i Maksa? – spytała ich Sarah.
-Jak to u nich...
-Emi się na niego złości, a on świata poza nią nie widzi. Potrafi przepraszać ją za rzeczy, których nie zrobił – powiedziała Jenny i wzięła się za zmywanie naczyń.
-Maks dosłownie nosi tę małą złośnicę na rękach. Gdyby mógł, przychyliłby jej nieba – dodał Brian – Nie mam pojęcia czemu ostatnio Emi cały czas na niego pokrzykuje.
-Przecież to oczywiste. Em jest trochę zazdrosna o nasze zaręczyny. Pewnie też chciałaby takiego gestu ze strony Maksa.
-Powiedziała ci to? – spytał zdziwiony chłopak.
-Nie głuptasie, jednak kobiety wiedzą takie rzeczy. – Uśmiechnęła się słodko.
-Zapomniałem, wy i ta wasza intuicja.
-Chyba w nią nie wątpisz? – Podeszła do niego i zarzuciła mu ręce na szyję, w sposób, jakby za chwilę miała go udusić – Już nie raz się sprawdziło. O ile nie na każdym razem. A tak właściwie Brian, to po co przyszedłeś?
-Chciałem zaprosić ciebie i twoich rodziców na kolacje. Znajdziecie czas? – Uśmiechnął się do nich.
-Mamy go całe mnóstwo!
-Dzień dobry kochanie. – Sarah już nalewała kawę do jej ulubionego kubka. Śniadanie również było przygotowane. Góra naleśników ze świeżymi owocami i czekoladą.
-Rozpieszczasz mnie mamo.
-W końcu mam tylko jedną córkę i widzę ją raz w roku. – Przysiadła obok niej.
-Tylko jak ja potem przyzwyczaję się do krótkich, kontynentalnych śniadać i szybkiej kawy gdzieś na postoju między granicą stanów?
-Mam nadzieję, że dbasz o sobie i dobrze się odżywiasz? A przede wszystkim, że chłopaki nie piją dużo?
-Mamo, naprawdę wszystko jest pod kontrolą – zaśmiała się Jenny.
-Jesteś pewna? Kochanie, nie zrozum mnie źle, ale nienajlepiej wyglądasz ; bardzo schudłaś, widać ci kości policzkowe, masz podkrążone i zgaszone oczy. Na pewno dbasz o siebie?
-Po prostu jestem przemęczona. Często nie mamy czasu na porządny posiłek i zastępujemy go kawą. Oprócz tego naprawdę wszystko jest ok.
-Na ile przyjechaliście? – Sarah dolała sobie świeżo zaparzonej kawy.
-Zostaniemy miesiąc, może dłużej. Potem In The Darkness ma zaplanowane parę koncertów. Będą starać się przez ten czas coś napisać, a potem zatrzymamy się w domu na dłużej, aż chłopaki nie nagrają płyty – powiedziała i przygryzła kolejnego naleśnika – Dość już o nas! Opowiadaj lepiej co słychać w domu.
-Są wakacje, więc ja odpoczywam od pracy. Tata razem z zespołem nagrali drugą płytę i koncertują, więc Johna wcale nie ma w domu. Na jedno to dobrze, bo mogę odpocząć i zająć się sobą, ale po weekendzie bez niego dopada mnie samotność i zaczynam za nim tęsknić.
-Tak mi przykro, że jesteś tu całkiem sama. – Jenny objęła ją ramieniem.
-Czasami żałuję, że nie podjęliśmy decyzji o drugim dziecku, ale sama wiesz, najpierw się kłóciliśmy, Johna ani mnie wiecznie nie było w domu, a kiedy przeprowadziliśmy się tutaj było już chyba za późno. Nie zdawałam sobie sprawy, że ty tak szybko dorośniesz, a ja zostanę tu sama.
-Teraz będziesz mieć mnie na wyłączność przez cały miesiąc. – Wstała od stołu i przytuliła matkę. W tym momencie w ich domu pojawił się Brian.
-Chyba powiedziałaś to w złym momencie – zaśmiała się Sarah.
-Po prostu mój narzeczony nie potrafi beze mnie żyć. – Dała mu całusa – Napijesz się kawy?
-Chętnie. Wyspałaś się?- zapytał.
-Jak nigdy. Nie ma to jak własne łóżko.- Podała mu kubek- Co u rodziców?
-Mama skacze wokół Emi i marudzi, że zmizerniała. Już nie mogą się doczekać, kiedy do nas przyjdziesz.
-Wpadnę wieczorem, jak tylko poukładam tutaj wszystkie swoje rzeczy.
-Co słychać u Emily i Maksa? – spytała ich Sarah.
-Jak to u nich...
-Emi się na niego złości, a on świata poza nią nie widzi. Potrafi przepraszać ją za rzeczy, których nie zrobił – powiedziała Jenny i wzięła się za zmywanie naczyń.
-Maks dosłownie nosi tę małą złośnicę na rękach. Gdyby mógł, przychyliłby jej nieba – dodał Brian – Nie mam pojęcia czemu ostatnio Emi cały czas na niego pokrzykuje.
-Przecież to oczywiste. Em jest trochę zazdrosna o nasze zaręczyny. Pewnie też chciałaby takiego gestu ze strony Maksa.
-Powiedziała ci to? – spytał zdziwiony chłopak.
-Nie głuptasie, jednak kobiety wiedzą takie rzeczy. – Uśmiechnęła się słodko.
-Zapomniałem, wy i ta wasza intuicja.
-Chyba w nią nie wątpisz? – Podeszła do niego i zarzuciła mu ręce na szyję, w sposób, jakby za chwilę miała go udusić – Już nie raz się sprawdziło. O ile nie na każdym razem. A tak właściwie Brian, to po co przyszedłeś?
-Chciałem zaprosić ciebie i twoich rodziców na kolacje. Znajdziecie czas? – Uśmiechnął się do nich.
-Mamy go całe mnóstwo!