No dobrze, wiem, że nic nie przebiję odcinka Joanny, bo dziś przeszła już samą siebie, a przez cały czas czytania miałam - jak to mówi FuckinBlack - karpia :D Ode mnie tym razem skromny odcineczek. I bez żadnych rewelacji. Asia nam wszystkim zasłodziła tymi cudownymi chwilami, a ja nas sprowadzę trochę na ziemię. Drodzy czytelnicy, macie dziś dzień słodko-gorzki. Dziękuję wszystkim moim kochanym dziewczyną, że czytają te moje wypociny i ba! komentują je ! Mam nadzieję, że będziecie ze mną jak najdłużej :) Przy okazji, również witam Hope na swoim blogu :) No to zaczynamy, odcinek 9 .
Październik już
dwa tygodnie temu zrobił miejsce dla listopada. Przez ten czas nad Huntington
Beach słońce pojawiło się tylko dwa razy. Ten poranek również oprawiony był w
mgłę i delikatny deszcz. Jenny odsunęła rolety i powiedziała cicho:
-Jeszcze tylko półtorej miesiąca.
Poczuła się jak w Phoenix. Wszystko było tak samo, jak wtedy, kiedy tam mieszkała. Brzydka pogoda, rodzice razem, tata zajęty próbami, brak Briana. Ale przecież była Emily. Ostatnio praktycznie ze sobą nie rozmawiały. Zarówno podróż do szkoły jak i z powrotem odbywała się w milczeniu. To był ciężki czas, ale Jenny bardzo chciała to zmienić. Wybrała numer.
-Cześć Em, wpadniesz na śniadanie? – zapytała
-Tak, jeżeli chcesz.
-Bądź za piętnaście minut.
Gotowa zbiegła na dół i wzięła się za przygotowywanie gofrów.
-Czuję coś pysznego – w drzwiach kuchni zjawiła się Sarah – pomóc ci kochanie?
-Jeżeli możesz, to zaparz kawę mamo. Usiądziesz ze mną i z Em?
-Pewne.
Emily polubiła mamę Jenny. Poznała ją ze strony bardzo miłej kobiety i starającej się matki. Jenn opowiadała jej jak było wcześniej, ale teraz obie znały powód tamtego zachowania. Zresztą same bardzo często zastanawiały się, co będzie, jeżeli Brian i Maks również całkowicie poświęcą się muzyce.
Tego dnia drzwi Emily otworzyła właśnie mama Jenny. Była jeszcze w szlafroku, zupełnie nie umalowana, a taka piękna. Miała krótką, kruczoczarną fryzurę, a jej oczy emanowały przenikliwym blaskiem. Zupełnie jak u Jenny.
-Dzień dobry Emily, gofry i kawa już gotowe – przywitała ją promiennie.
Jenny ucałowała ją , lekko odsuwając krzesło i podśpiewując „Scream”.
-Jeszcze tylko półtorej miesiąca.
Poczuła się jak w Phoenix. Wszystko było tak samo, jak wtedy, kiedy tam mieszkała. Brzydka pogoda, rodzice razem, tata zajęty próbami, brak Briana. Ale przecież była Emily. Ostatnio praktycznie ze sobą nie rozmawiały. Zarówno podróż do szkoły jak i z powrotem odbywała się w milczeniu. To był ciężki czas, ale Jenny bardzo chciała to zmienić. Wybrała numer.
-Cześć Em, wpadniesz na śniadanie? – zapytała
-Tak, jeżeli chcesz.
-Bądź za piętnaście minut.
Gotowa zbiegła na dół i wzięła się za przygotowywanie gofrów.
-Czuję coś pysznego – w drzwiach kuchni zjawiła się Sarah – pomóc ci kochanie?
-Jeżeli możesz, to zaparz kawę mamo. Usiądziesz ze mną i z Em?
-Pewne.
Emily polubiła mamę Jenny. Poznała ją ze strony bardzo miłej kobiety i starającej się matki. Jenn opowiadała jej jak było wcześniej, ale teraz obie znały powód tamtego zachowania. Zresztą same bardzo często zastanawiały się, co będzie, jeżeli Brian i Maks również całkowicie poświęcą się muzyce.
Tego dnia drzwi Emily otworzyła właśnie mama Jenny. Była jeszcze w szlafroku, zupełnie nie umalowana, a taka piękna. Miała krótką, kruczoczarną fryzurę, a jej oczy emanowały przenikliwym blaskiem. Zupełnie jak u Jenny.
-Dzień dobry Emily, gofry i kawa już gotowe – przywitała ją promiennie.
Jenny ucałowała ją , lekko odsuwając krzesło i podśpiewując „Scream”.
Zajęcia w szkole
trwały w nieskończoność. Em pod koniec lekcji angielskiego szepnęła:
-Dobrze, że wypiłyśmy tą kawę.
-Proponuję odpuścić sobie matmę i iść na ciastko.
-Świetny pomysł.
Wreszcie mogły założyć skóry i glany, więc wyglądały naprawdę groźnie, kiedy uciekały z ostatniej lekcji, zupełnie nie zwracając uwagi na patrzących na nie nauczycieli. Zahaczyły o swoją ulubioną cukiernie i przysiadły na ławce w parku.
-Lubię takie dni, jak dzisiejszy. Czuję, że natura współgra z moim nastrojem – zaczęła Emily.
-Ja też.
-Boję się Jenny. Ty i Brian to coś pewnego, zdaję się, że przetrwacie wszystko i pewnie padniecie sobie w ramiona, kiedy wróci. Ja nie wiem czego się spodziewać. Obawiam się, że Maks nie będzie taki jak dawniej. Być może pomyśli, że lepiej pozostać w strefie przyjaźni. Nie chcę się oszukiwać, wiem, że na tej całej trasie otaczają go setki dziewczyn takich jak ja.
-Nie ma drugiej takiej jak ty.
-Ale skąd on może to wiedzieć? Niby spędzaliśmy razem dużo czasu, znamy się od dziecka, rozmawiamy o wszystkim, tylko nie o nas. Tak jakby ten temat nie istniał.
-To prawda, że Maks jest trochę inny niż chłopaki, myślę jednak, że jest to kwestia nieśmiałości. Jeżeli on czegoś się wstydzi, to ty zrób ten pierwszy krok.
-Przecież zrobiłam. Pocałowałam go i powiedziałam, że mi zależy.
-Wiem, jednak chodzi mi teraz o coś innego. Otwórz go jakoś, niech będzie taki jak wtedy, kiedy gra na perkusji. Niech wyraża tysiące emocji. Pociągnij go za włosy, czy pocałuj namiętniej niż zazwyczaj. Zaszalejcie. A póki co, mam pewien pomysł...
-To znaczy?
-Tęsknisz za nim, to pewne. W dodatku chcesz mu pokazać, że warto czasem nie martwić się o konsekwencje. Pójdziemy zrobić ci twój pierwszy tatuaż !
-Jenny, nie wiem czy to dobry pomysł. Tatuaż to rzecz na całe życie.
-Przecież nie musisz tatuować sobie jego twarzy, ani nawet imienia. Wystarczy, że zawsze będziesz miała cząstkę Maksa przy sobie.
-Można spróbować.
-No to już, po co tracić czas.
Dziewczyny wybrały się do Erica, ponieważ on nie wymagał zgody rodziców. Ci na pewno zgodziliby się na pierwszy tatuaż, jednak mieli próbę, więc sprawa przeciągnęłaby się do następnego dnia. Przy dźwiękach „ Blinded in Chains” Eric zrobił wzór, teraz wystarczyło go tylko przenieść na ciało Emily. Dziewczyny poszły na kompromis, według którego Jenny mogła wybrać miejsce, a Em napis. Jenn wskazała umiejscowienie tatuażu nisko na brzuchu, dokładnie tam, gdzie sama posiadała dziarę. Emily za to zdecydowała się na napis „My love is your love” z literką „M” pod spodem. Zgodnie z ideą Patricka o nierobieniu sobie jednego tatuażu, Emily wytatuowała sobie również nadgarstki w identyczny sposób, w jaki zrobiła to Jenny, zastępując swoje imię jej imieniem. Postanowiła jednak nie zdradzać szczegółów Maksowi, czekając z tym do jego powrotu.
-Dobrze, że wypiłyśmy tą kawę.
-Proponuję odpuścić sobie matmę i iść na ciastko.
-Świetny pomysł.
Wreszcie mogły założyć skóry i glany, więc wyglądały naprawdę groźnie, kiedy uciekały z ostatniej lekcji, zupełnie nie zwracając uwagi na patrzących na nie nauczycieli. Zahaczyły o swoją ulubioną cukiernie i przysiadły na ławce w parku.
-Lubię takie dni, jak dzisiejszy. Czuję, że natura współgra z moim nastrojem – zaczęła Emily.
-Ja też.
-Boję się Jenny. Ty i Brian to coś pewnego, zdaję się, że przetrwacie wszystko i pewnie padniecie sobie w ramiona, kiedy wróci. Ja nie wiem czego się spodziewać. Obawiam się, że Maks nie będzie taki jak dawniej. Być może pomyśli, że lepiej pozostać w strefie przyjaźni. Nie chcę się oszukiwać, wiem, że na tej całej trasie otaczają go setki dziewczyn takich jak ja.
-Nie ma drugiej takiej jak ty.
-Ale skąd on może to wiedzieć? Niby spędzaliśmy razem dużo czasu, znamy się od dziecka, rozmawiamy o wszystkim, tylko nie o nas. Tak jakby ten temat nie istniał.
-To prawda, że Maks jest trochę inny niż chłopaki, myślę jednak, że jest to kwestia nieśmiałości. Jeżeli on czegoś się wstydzi, to ty zrób ten pierwszy krok.
-Przecież zrobiłam. Pocałowałam go i powiedziałam, że mi zależy.
-Wiem, jednak chodzi mi teraz o coś innego. Otwórz go jakoś, niech będzie taki jak wtedy, kiedy gra na perkusji. Niech wyraża tysiące emocji. Pociągnij go za włosy, czy pocałuj namiętniej niż zazwyczaj. Zaszalejcie. A póki co, mam pewien pomysł...
-To znaczy?
-Tęsknisz za nim, to pewne. W dodatku chcesz mu pokazać, że warto czasem nie martwić się o konsekwencje. Pójdziemy zrobić ci twój pierwszy tatuaż !
-Jenny, nie wiem czy to dobry pomysł. Tatuaż to rzecz na całe życie.
-Przecież nie musisz tatuować sobie jego twarzy, ani nawet imienia. Wystarczy, że zawsze będziesz miała cząstkę Maksa przy sobie.
-Można spróbować.
-No to już, po co tracić czas.
Dziewczyny wybrały się do Erica, ponieważ on nie wymagał zgody rodziców. Ci na pewno zgodziliby się na pierwszy tatuaż, jednak mieli próbę, więc sprawa przeciągnęłaby się do następnego dnia. Przy dźwiękach „ Blinded in Chains” Eric zrobił wzór, teraz wystarczyło go tylko przenieść na ciało Emily. Dziewczyny poszły na kompromis, według którego Jenny mogła wybrać miejsce, a Em napis. Jenn wskazała umiejscowienie tatuażu nisko na brzuchu, dokładnie tam, gdzie sama posiadała dziarę. Emily za to zdecydowała się na napis „My love is your love” z literką „M” pod spodem. Zgodnie z ideą Patricka o nierobieniu sobie jednego tatuażu, Emily wytatuowała sobie również nadgarstki w identyczny sposób, w jaki zrobiła to Jenny, zastępując swoje imię jej imieniem. Postanowiła jednak nie zdradzać szczegółów Maksowi, czekając z tym do jego powrotu.
Jak co dzień
Brian zadzwonił do Jenny wieczorem. Leżała już na łóżku a jej brzuch ogrzewał
Jimmy, który spał w najlepsze
-Jak się udał koncert? – zapytała.
-Chyba w porządku, nie licząc tego, że Simonowi poszła struna, a Larry nie był na to kompletnie przygotowany i buszował na kulisami dobre dziesięć minut zanim znalazł zastępstwo. Każdy z nas odegrał w tym czasie pewnie najdłuższe solo w swoim życiu. A co tam u was?
-Emi zrobiła sobie swój pierwszy tatuaż. A raczej trzy.
-Trzy?! Ma przerąbane jak wrócę. Niech zgadnę czyj to był pomysł Jenny. Sprowadzasz moją siostrę na złą drogę – zaśmiał się do słuchawki.
- No daj spokój. Myślę, że sprawę załagodzi fakt, że na jednym z nich jesteś uwzględniony.
-W takim razie nie zabiję jej, ale poddam torturom. Jenn, napisałem dziś nową piosenkę, oceń czy ci się podoba.
Odłożył telefon , chwycił gitarę i mikrofon, i zaczął śpiewać
-Jak się udał koncert? – zapytała.
-Chyba w porządku, nie licząc tego, że Simonowi poszła struna, a Larry nie był na to kompletnie przygotowany i buszował na kulisami dobre dziesięć minut zanim znalazł zastępstwo. Każdy z nas odegrał w tym czasie pewnie najdłuższe solo w swoim życiu. A co tam u was?
-Emi zrobiła sobie swój pierwszy tatuaż. A raczej trzy.
-Trzy?! Ma przerąbane jak wrócę. Niech zgadnę czyj to był pomysł Jenny. Sprowadzasz moją siostrę na złą drogę – zaśmiał się do słuchawki.
- No daj spokój. Myślę, że sprawę załagodzi fakt, że na jednym z nich jesteś uwzględniony.
-W takim razie nie zabiję jej, ale poddam torturom. Jenn, napisałem dziś nową piosenkę, oceń czy ci się podoba.
Odłożył telefon , chwycił gitarę i mikrofon, i zaczął śpiewać
Kiedy mrok otoczył ziemię
A wiatr chciał odebrać nam wszystko co mamy
Stanąłem na samej górze swoich możliwości
krzycząc : „Nie pozwolę na to”
A wiatr chciał odebrać nam wszystko co mamy
Stanąłem na samej górze swoich możliwości
krzycząc : „Nie pozwolę na to”
Objąłem cię swoimi ramionami
Wpuszczając do twojego serca więcej światła niż zazwyczaj
Ucałowałem twoje włosy szalejące na wietrze
Wpuszczając do twojego serca więcej światła niż zazwyczaj
Ucałowałem twoje włosy szalejące na wietrze
I gdyby ktoś mi powiedział, że jutra nie będzie
Ostatni dzień swojego życia chciałbym spędzić z tobą
Ostatni dzień swojego życia chciałbym spędzić z tobą
Kiedy deszcz zalał cały ten pieprzony świat
A śnieg zamroził nasze nieczułe serca
Krzyknąłem z przestrzeni, że jeszcze nie czas na to
Gubiąc powietrze ze swoich płuc
A śnieg zamroził nasze nieczułe serca
Krzyknąłem z przestrzeni, że jeszcze nie czas na to
Gubiąc powietrze ze swoich płuc
Przytuliłem cię po raz ostatni
Osuszając twoje mokre ramiona
Chwyciłem twoje ręce, dając im ostatnią odrobinę mojego ciepła
Osuszając twoje mokre ramiona
Chwyciłem twoje ręce, dając im ostatnią odrobinę mojego ciepła
I właśnie ktoś powiedział mi, że jutra nie będzie
Więc ostatni dzień swojego życia spędzam z tobą
Więc ostatni dzień swojego życia spędzam z tobą
Żegnam cie, lecz będę w pobliżu
Dbaj o moje serce, zostawiłem je przy tobie
Dbaj o moje serce, zostawiłem je przy tobie
Minęła chwila, lecz Jenny nie mogła wydusić z siebie ani
jednego słowa.
-Jenny i jak?
-Brian, to jest przepiękne.
-To piosenka specjalnie dla ciebie. Nazwałem ją nawet „ Dla Jenn”. Pewnie znajdzie się na kolejnej płycie. Cieszę się, że ci się podoba.
-Chciałabym, żebyś był teraz obok.
-„Dbaj o moje serce, zostawiłem je przy tobie” – zanucił raz jeszcze – Już późno Jenny. Śpij dobrze. Kocham cię.
-Ja ciebie tez. Dobranoc.
Pierwszy raz od jego wyjazdu zasnęła z uśmiechem na ustach, otulona dźwiękiem. Był teraz tak daleko, lecz czuła się, jakby leżał tuż obok. Tej nocy śniła o nim, o jego ciemnych włosach, silnych ramionach trzymających gitarę. A z nieba sypał śnieg opadający na jego dłonie.
-Jenny i jak?
-Brian, to jest przepiękne.
-To piosenka specjalnie dla ciebie. Nazwałem ją nawet „ Dla Jenn”. Pewnie znajdzie się na kolejnej płycie. Cieszę się, że ci się podoba.
-Chciałabym, żebyś był teraz obok.
-„Dbaj o moje serce, zostawiłem je przy tobie” – zanucił raz jeszcze – Już późno Jenny. Śpij dobrze. Kocham cię.
-Ja ciebie tez. Dobranoc.
Pierwszy raz od jego wyjazdu zasnęła z uśmiechem na ustach, otulona dźwiękiem. Był teraz tak daleko, lecz czuła się, jakby leżał tuż obok. Tej nocy śniła o nim, o jego ciemnych włosach, silnych ramionach trzymających gitarę. A z nieba sypał śnieg opadający na jego dłonie.
Cały kolejny
tydzień spędziła z Emily na wspólnej nauce, każdego dnia miały jakiś test. W
przerwach oczywiście muzykowały, czasem nawet przyłączali się do nich rodzice. Z
„kilku dni” pobytu mamy Jenny zrobiło się kilka tygodni. John i Sarah podjęli
decyzje o zamieszkaniu razem. Miała to być rzecz jasna próba, szansa na to, aby
mogli jeszcze normalnie żyć. Nie sprzedali domu w Phoenix, ale wynajęli. Tej
soboty mieli podpisać umowę z nowymi lokatorami, przy okazji postanowili zabrać
rzeczy Sary z domu. Jenny została sama, więc razem z Emily pojechały do sklepu
muzycznego, a popołudnie spędziły na długich rozmowach. Wieczorem Jenn i Em
pożegnały się.
Rodzice jeszcze nie wrócili, więc Jenny zrobiła sobie kolację i usiadła na werandzie. Było już bardzo późno, a Jimmy skomlał niemiłosiernie. Był przyzwyczajony do wieczornych spacerów po plaży, a tego dnia Jenny nie miała czasu z nim wyjść. Kiedy Brian był jeszcze w domu, chodzili na nie razem, potem zastąpili go rodzice lub Emily. Ale dzisiejszy wieczór Jenn spędzała sama.
-Nie mam serca ci odmówić – powiedziała, przypinając mu smycz.
Ruszyli w stronę plaży, chwilowo nawet przysiedli na zimnym piasku. Jimmy podbiegał do morza, potem wracał uciekając przed goniącą go falą. Zrobiło się strasznie zimno, więc Jenny przypięła mu smycz i skierowali się do domu.
Kiedy przechodzili obok rzędu drzew, gdzie kończyła się plaża, ktoś mocno złapał Jenny za rękę i pociągnął za sobą.
-Zostaw mnie ! Puść ! – krzyczała najgłośniej jak potrafiła.
-Zamknij się, bo będzie gorzej – usłyszała w odezwie.
Barczysty mężczyzna przyparł ją do jednego z drzew, policzkując przy tym i rozcinając jej wargę. Jenn puściła smycz z Jimmym, który szczekał jak szalony. Mężczyzna ściągnął z niej bluzę i rozerwał koszulkę. Nie miała siły się bronić, a wymachiwanie rękami i niecelne ciosy wyglądały wręcz śmiesznie. Myślała, że to koniec, że nie będzie w stanie nic zrobić. Z oczu popłynęły jej łzy. Nagle usłyszała donośny głos :
-Ej, może chcesz pogadać ze mną?
Podszedł i z całej siły odepchnął go. Ten wylądował na piasku. Zdołał się podnieść, lecz szybko został powalony kolejnym ciosem w twarz.
Chłopak zabrał smycz z Jimmym, objął Jenny ramieniem i przyspieszył kroku.
-Gdzie mieszkasz? – zapytał.
-W domu obok – odpowiedziała, cała się trzęsąc.
Jenn była w amoku. Nie potrafiła powstrzymać kapiących łez. Niezdarnie próbowała zatamować krew płynącą z jej wargi i w jakiś sposób okryć bluzą klatkę piersiową, gdzie koszulka była podarta.
Trochę jej ulżyło, że rodziców nie było jeszcze w domu, chociaż wiedziała, że całej sytuacji nie będzie dało się ukryć przez posiniaczone ciało i rozwaloną wargę.
-Pójdę się przebrać – powiedziała Jenn do chłopaka, który stał teraz w jej kuchni.
-Gdzie trzymasz herbatę? Pewnie bardzo zmarzłaś.
-W szafce obok lodówki.
Jenny zdjęła resztki koszulki i założyła szeroki t-shirt. Zatamowała cieknącą krew i zmyła doszczętnie rozmazany przez łzy makijaż. Przysiadła na łóżku i znów zaczęła płakać. W głowie kołatała się jej tylko jedna myśl : „ Dlaczego Briana nie było ze mną?”. Nagle przypomniała sobie, że na dole czeka chłopak, który jej pomógł.
Usiadła na barowym krześle, a chłopak podał jej napój.
-Dziękuję ci. Rzecz jasna nie tylko za herbatę. Jak ci na imię?
-Charlie. A ty jesteś...?
-Jenny. Naprawdę dzięki. Gdyby nie ty to ...
-Nie myśl o tym. Na szczęście byłem w pobliżu. Musisz podziękować też swojemu psiakowi . Szczekał w niebogłosy – uśmiechnął się szeroko.
Jenny dopiero teraz skupiła się na jego wyglądzie. Miał bardzo delikatną twarz i pasujące mu błękitne oczy, które czasem przysłaniała blond grzywka. I jeszcze usta, które miały barwy malinową. Miał na sobie koszulę koloru jego oczu.
-Jest już późno, więc będę się zbierał, a ty odpocznij i pamiętaj, żeby więcej nie wychodzić wieczorem sama. Tutaj nie zawsze jest bezpiecznie.
-Niestety miałam okazję się przekonać. Dzięki jeszcze raz. Dobranoc.
-Dobranoc Jenny.
Nie zdążyła położyć się spać, nim rodzice wrócili do domu. Opowiedziała im wszystko i chociaż skarcili ją za lekkomyślność to bardzo się przejęli. Sarah zdecydowała, że Jenny zostanie parę dni w domu, zanim siniaki nie znikną.
Brian dzwonił kilkukrotnie, ale Jenn bała się odebrać. Nie chciała jednocześnie wzbudzać podejrzeń.
-Tak?
-Cześć Jenny. Czemu nie odbierałaś?
-Byłam z Emily i zapomniałam telefonu.
-Z Emily? Rozmawiałem z nią , nie mówiła, że jest z tobą.
-Bo... widziałyśmy się popołudniu a ... wieczorem grałam, więc nie słyszałam, że dzwoniłeś.
-Jenn, na pewno wszystko w porządku?
-Tak, po prostu jestem zmęczona. Porozmawiamy jutro. Dobranoc.
-Jenn, czekaj...
Ale ona już odłożyła słuchawkę.
„Dziwne”- pomyślał.
Rodzice jeszcze nie wrócili, więc Jenny zrobiła sobie kolację i usiadła na werandzie. Było już bardzo późno, a Jimmy skomlał niemiłosiernie. Był przyzwyczajony do wieczornych spacerów po plaży, a tego dnia Jenny nie miała czasu z nim wyjść. Kiedy Brian był jeszcze w domu, chodzili na nie razem, potem zastąpili go rodzice lub Emily. Ale dzisiejszy wieczór Jenn spędzała sama.
-Nie mam serca ci odmówić – powiedziała, przypinając mu smycz.
Ruszyli w stronę plaży, chwilowo nawet przysiedli na zimnym piasku. Jimmy podbiegał do morza, potem wracał uciekając przed goniącą go falą. Zrobiło się strasznie zimno, więc Jenny przypięła mu smycz i skierowali się do domu.
Kiedy przechodzili obok rzędu drzew, gdzie kończyła się plaża, ktoś mocno złapał Jenny za rękę i pociągnął za sobą.
-Zostaw mnie ! Puść ! – krzyczała najgłośniej jak potrafiła.
-Zamknij się, bo będzie gorzej – usłyszała w odezwie.
Barczysty mężczyzna przyparł ją do jednego z drzew, policzkując przy tym i rozcinając jej wargę. Jenn puściła smycz z Jimmym, który szczekał jak szalony. Mężczyzna ściągnął z niej bluzę i rozerwał koszulkę. Nie miała siły się bronić, a wymachiwanie rękami i niecelne ciosy wyglądały wręcz śmiesznie. Myślała, że to koniec, że nie będzie w stanie nic zrobić. Z oczu popłynęły jej łzy. Nagle usłyszała donośny głos :
-Ej, może chcesz pogadać ze mną?
Podszedł i z całej siły odepchnął go. Ten wylądował na piasku. Zdołał się podnieść, lecz szybko został powalony kolejnym ciosem w twarz.
Chłopak zabrał smycz z Jimmym, objął Jenny ramieniem i przyspieszył kroku.
-Gdzie mieszkasz? – zapytał.
-W domu obok – odpowiedziała, cała się trzęsąc.
Jenn była w amoku. Nie potrafiła powstrzymać kapiących łez. Niezdarnie próbowała zatamować krew płynącą z jej wargi i w jakiś sposób okryć bluzą klatkę piersiową, gdzie koszulka była podarta.
Trochę jej ulżyło, że rodziców nie było jeszcze w domu, chociaż wiedziała, że całej sytuacji nie będzie dało się ukryć przez posiniaczone ciało i rozwaloną wargę.
-Pójdę się przebrać – powiedziała Jenn do chłopaka, który stał teraz w jej kuchni.
-Gdzie trzymasz herbatę? Pewnie bardzo zmarzłaś.
-W szafce obok lodówki.
Jenny zdjęła resztki koszulki i założyła szeroki t-shirt. Zatamowała cieknącą krew i zmyła doszczętnie rozmazany przez łzy makijaż. Przysiadła na łóżku i znów zaczęła płakać. W głowie kołatała się jej tylko jedna myśl : „ Dlaczego Briana nie było ze mną?”. Nagle przypomniała sobie, że na dole czeka chłopak, który jej pomógł.
Usiadła na barowym krześle, a chłopak podał jej napój.
-Dziękuję ci. Rzecz jasna nie tylko za herbatę. Jak ci na imię?
-Charlie. A ty jesteś...?
-Jenny. Naprawdę dzięki. Gdyby nie ty to ...
-Nie myśl o tym. Na szczęście byłem w pobliżu. Musisz podziękować też swojemu psiakowi . Szczekał w niebogłosy – uśmiechnął się szeroko.
Jenny dopiero teraz skupiła się na jego wyglądzie. Miał bardzo delikatną twarz i pasujące mu błękitne oczy, które czasem przysłaniała blond grzywka. I jeszcze usta, które miały barwy malinową. Miał na sobie koszulę koloru jego oczu.
-Jest już późno, więc będę się zbierał, a ty odpocznij i pamiętaj, żeby więcej nie wychodzić wieczorem sama. Tutaj nie zawsze jest bezpiecznie.
-Niestety miałam okazję się przekonać. Dzięki jeszcze raz. Dobranoc.
-Dobranoc Jenny.
Nie zdążyła położyć się spać, nim rodzice wrócili do domu. Opowiedziała im wszystko i chociaż skarcili ją za lekkomyślność to bardzo się przejęli. Sarah zdecydowała, że Jenny zostanie parę dni w domu, zanim siniaki nie znikną.
Brian dzwonił kilkukrotnie, ale Jenn bała się odebrać. Nie chciała jednocześnie wzbudzać podejrzeń.
-Tak?
-Cześć Jenny. Czemu nie odbierałaś?
-Byłam z Emily i zapomniałam telefonu.
-Z Emily? Rozmawiałem z nią , nie mówiła, że jest z tobą.
-Bo... widziałyśmy się popołudniu a ... wieczorem grałam, więc nie słyszałam, że dzwoniłeś.
-Jenn, na pewno wszystko w porządku?
-Tak, po prostu jestem zmęczona. Porozmawiamy jutro. Dobranoc.
-Jenn, czekaj...
Ale ona już odłożyła słuchawkę.
„Dziwne”- pomyślał.
Następnego dnia
Jenny nie mogła nawet spojrzeć na siebie w lustrze. „Gdyby Brian mnie teraz
zobaczył ...”. Wiedziała, że gdyby chłopak był tutaj to niczego takiego by nie
doszło. „Jednak go nie było...”. Jenn zakryła pudrem podbite oko, a siniaki
przykryła szeroką bluzą. Wczorajsza historia pewnie na długo zostanie w jej
pamięci. Usłyszała głos Johna:
-Jenny, ktoś do ciebie.
W kuchni stał Charlie. Dziś ubrany był w zieloną bluzę i podarte gdzieniegdzie jeansy.
-Cześć. Mamo, tato to jest Charlie. To właśnie on pomógł mi wczoraj.
-Przyszedłem tylko zobaczyć jak się czujesz.
-Tak jak widać. Nienajlepiej.
-W takim razie zapraszam na kawę – uśmiechnął się obłędnie.
-Nie chcę się pokazywać w takim stanie.
-Nic się nie martw. Ubierz się ciepło i idziemy.
-Jenny, ktoś do ciebie.
W kuchni stał Charlie. Dziś ubrany był w zieloną bluzę i podarte gdzieniegdzie jeansy.
-Cześć. Mamo, tato to jest Charlie. To właśnie on pomógł mi wczoraj.
-Przyszedłem tylko zobaczyć jak się czujesz.
-Tak jak widać. Nienajlepiej.
-W takim razie zapraszam na kawę – uśmiechnął się obłędnie.
-Nie chcę się pokazywać w takim stanie.
-Nic się nie martw. Ubierz się ciepło i idziemy.
Stanęli przed
bramą maleńkiego domku.
-Witam w moich skromnych progach.
Domek był mały, ale bardzo przytulny. W kuchni stał drewniany stolik z dwoma krzesłami, niska lodówka i zielony blat kuchenny.
-Usiądź. Kawa z mlekiem?
-Poproszę. Wiesz ja nic o tobie nie wiem, czuję się trochę niepewnie.
-No wiesz, jesteś w domu u nieznajomego , ale to się zaraz zmieni. Co chcesz wiedzieć?
-Ile masz lat, co robisz na co dzień?
-Mam dwadzieścia lat i jestem surferem.
-Zawodowo czy z zamiłowania?
-Żyję z tego, jak zresztą widać. A ty, co robisz w życiu?
-Chodzę do liceum, w wolnych chwilach pracuję w muzycznym. Gram na gitarze, śpiewam.
-Dla siebie?
-Nie tylko. Dogrywałam nawet głos i gitarę na płytę zaprzyjaźnionego zespołu.
-Musisz mi ją podrzucić, chętnie przesłucham. Widać, że rockowa z ciebie dziewczyna.
-Nie wyobrażam sobie bez tego życia. A ty czego słuchasz?
-Lubię reggae. Muzyka surferów.
-Mieszkasz tutaj sam?
-Tak. Rodzice zginęli w wypadku , kiedy byłem w twoim wieku. Od tej pory muszę sobie radzić sam. Musiałem szybko dojrzeć.
-Nie mów mi tylko, że masz żonę – zażartowała Jenn.
-Nie, tego jeszcze nie planuję. A ty Jenny , masz kogoś?
-Tak , mam. Brian jest gitarzystą w zespole, o którym ci mówiłam.
-I pozwala ci wychodzić samej w nocy?
-Aktualnie jest w trasie koncertowej.
-Ja bym się bał zostawić taką dziewczynę samą w Huntington Beach.
-To znaczy?
-Nie dość, że widać, że niegrzeczna, to niesamowicie piękna.
Po południu odprowadził ją do domu. Na werandzie czekała na nią Emily.
-Jenny, jak ty wyglądasz? Co się stało? I ... kto to jest?
-Emi, za chwilę wszystko ci opowiem. Dzięki za dziś Charlie.
-Do zobaczenia Jenn.
-Jenny możesz mi do jasnej cholery wytłumaczyć, co się tutaj dzieje? Masz podbite oko, rozwaloną wargę, spod rękawów bluzy widać ci siniaki, prowadzasz się z jakimś obcym gościem i cały dzień nie odbierasz telefonu. Co się z tobą dzieję?
-Nie denerwuj się Emily. Zaraz wszystko ci wytłumaczę.
Dziewczyna opowiedziała jej wczorajszą historię.
-Zachowałaś się nieodpowiedzialnie. Trzeba było po mnie zadzwonić. Ale czego ja oczekuję, skoro ty nawet nie raczyłaś poinformować mnie o wszystkim wczoraj, ani nawet dziś. Wolałaś spędzić dzień ze swoim wybawcą. Myślałam, że uważasz mnie za kogoś ważnego Jenny. Chyba się pomyliłam – odwróciła się i ruszyła do domu.
-Emily, zaczekaj !
-Kiedy naprawdę będziesz chciała pogadać to zadzwoń.
Jenny stanęła jak wryta. Faktycznie, powinna opowiedzieć o wszystkim przyjaciółce, ale bała się, że ta poinformuje Briana. „Teraz i tak pewnie wszystko mu opowie” – pomyślała. I nie myliła się.
Wieczorem zadzwonił telefon.
-Czemu mi nie powiedziałaś? – krzyknął Brian już na samym początku.
-Daj mi wytłumaczyć.
-No proszę, słucham.
-Brian, Jimmy skomlał , musiałam z nim wyjść. Wiem, że to było niemądre ale ...
-Pomijając fakt, że to było nieodpowiedzialne, to dlaczego nie zadzwoniłaś? Nie opowiedziałaś co się stało? Nie odbierałaś od nas telefonu. Zostawiłaś Emi w niepewności na cały dzień. Ja sam od dwóch dni umieram ze strachu. A co gdyby stało się coś gorszego Jennifer?
-Nie ma cię tutaj Brian ! Nie wiesz jak ciężko mi bez ciebie. Uważasz, że to tylko jedna sytuacja, przez którą możesz mnie pouczać. Ja nie miałam pretensji, kiedy powiedziałeś, że wyjeżdżasz, chociaż wiedziałam, że sobie tutaj nie poradzę.
-To zupełnie inna sprawa.
-Inna? Dałeś mi nadzieję, że będę wreszcie bezpieczna, a potem mi ja odebrałeś.
-Gdyby to ode mnie zależało, całe moje życie zostawiłbym dla ciebie. Kocham cię Jenny i dlatego się martwię.
-Martwisz się... nie zapytałeś nawet, jak się czuję, czy mnie boli. Znam cię, wiedziałam, że tak właśnie zareagujesz. Powinieneś tu być, z każdym dniem potrzebuję cię coraz bardziej. Czy ty wiesz w ogóle co to znaczy miłość? Bo ja myślę, że to znaczy bycie razem. A jeżeli jesteśmy daleko od ciebie fizycznie, to miałam nadzieję, że będziesz blisko swoją troską.
-Przecież wiesz, że cię kocham Jenny. Przecież mówię, że się martwię, a to, że trochę na ciebie nakrzyczałem... Jenn, przecież wiesz jaki jestem.
-A skąd niby mam to wiedzieć? Wyczytać to z twojego krzyku? Tłumaczyć sobie twoje zachowanie zawsze w ten sam sposób? „On po prostu taki jest. Nasza miłość jest właśnie taka” ?
-Bo to prawda.
-To ty tak myślisz. Zastanów się Brian. W końcu to ty mnie tu zostawiłeś, a nie ja ciebie.
-Więc to moja wina?
-Nie mówię tego. Brian, mam cię przeprosić za to, co się wydarzyło?
-To ja powinienem przeprosić ciebie. Może faktycznie trochę przegiąłem ale ...
-Teraz już za późno. Śpij dobrze Brian.
-Jenny...
-Tak?
-Mam nadzieję, że kiedy wrócę, wszystko będzie jak dawniej.
-Dobranoc Brian.
Po tych słowach włączył „ Tears don’ t fall” , tak głośno jak pozwalały mu na to głośniki. Miał wyrzuty sumienia, że nie ma go tam, gdzie powinien być. „Co będzie dalej” – pomyślał, ale chyba nie chciał znać odpowiedzi na to pytanie.
-Witam w moich skromnych progach.
Domek był mały, ale bardzo przytulny. W kuchni stał drewniany stolik z dwoma krzesłami, niska lodówka i zielony blat kuchenny.
-Usiądź. Kawa z mlekiem?
-Poproszę. Wiesz ja nic o tobie nie wiem, czuję się trochę niepewnie.
-No wiesz, jesteś w domu u nieznajomego , ale to się zaraz zmieni. Co chcesz wiedzieć?
-Ile masz lat, co robisz na co dzień?
-Mam dwadzieścia lat i jestem surferem.
-Zawodowo czy z zamiłowania?
-Żyję z tego, jak zresztą widać. A ty, co robisz w życiu?
-Chodzę do liceum, w wolnych chwilach pracuję w muzycznym. Gram na gitarze, śpiewam.
-Dla siebie?
-Nie tylko. Dogrywałam nawet głos i gitarę na płytę zaprzyjaźnionego zespołu.
-Musisz mi ją podrzucić, chętnie przesłucham. Widać, że rockowa z ciebie dziewczyna.
-Nie wyobrażam sobie bez tego życia. A ty czego słuchasz?
-Lubię reggae. Muzyka surferów.
-Mieszkasz tutaj sam?
-Tak. Rodzice zginęli w wypadku , kiedy byłem w twoim wieku. Od tej pory muszę sobie radzić sam. Musiałem szybko dojrzeć.
-Nie mów mi tylko, że masz żonę – zażartowała Jenn.
-Nie, tego jeszcze nie planuję. A ty Jenny , masz kogoś?
-Tak , mam. Brian jest gitarzystą w zespole, o którym ci mówiłam.
-I pozwala ci wychodzić samej w nocy?
-Aktualnie jest w trasie koncertowej.
-Ja bym się bał zostawić taką dziewczynę samą w Huntington Beach.
-To znaczy?
-Nie dość, że widać, że niegrzeczna, to niesamowicie piękna.
Po południu odprowadził ją do domu. Na werandzie czekała na nią Emily.
-Jenny, jak ty wyglądasz? Co się stało? I ... kto to jest?
-Emi, za chwilę wszystko ci opowiem. Dzięki za dziś Charlie.
-Do zobaczenia Jenn.
-Jenny możesz mi do jasnej cholery wytłumaczyć, co się tutaj dzieje? Masz podbite oko, rozwaloną wargę, spod rękawów bluzy widać ci siniaki, prowadzasz się z jakimś obcym gościem i cały dzień nie odbierasz telefonu. Co się z tobą dzieję?
-Nie denerwuj się Emily. Zaraz wszystko ci wytłumaczę.
Dziewczyna opowiedziała jej wczorajszą historię.
-Zachowałaś się nieodpowiedzialnie. Trzeba było po mnie zadzwonić. Ale czego ja oczekuję, skoro ty nawet nie raczyłaś poinformować mnie o wszystkim wczoraj, ani nawet dziś. Wolałaś spędzić dzień ze swoim wybawcą. Myślałam, że uważasz mnie za kogoś ważnego Jenny. Chyba się pomyliłam – odwróciła się i ruszyła do domu.
-Emily, zaczekaj !
-Kiedy naprawdę będziesz chciała pogadać to zadzwoń.
Jenny stanęła jak wryta. Faktycznie, powinna opowiedzieć o wszystkim przyjaciółce, ale bała się, że ta poinformuje Briana. „Teraz i tak pewnie wszystko mu opowie” – pomyślała. I nie myliła się.
Wieczorem zadzwonił telefon.
-Czemu mi nie powiedziałaś? – krzyknął Brian już na samym początku.
-Daj mi wytłumaczyć.
-No proszę, słucham.
-Brian, Jimmy skomlał , musiałam z nim wyjść. Wiem, że to było niemądre ale ...
-Pomijając fakt, że to było nieodpowiedzialne, to dlaczego nie zadzwoniłaś? Nie opowiedziałaś co się stało? Nie odbierałaś od nas telefonu. Zostawiłaś Emi w niepewności na cały dzień. Ja sam od dwóch dni umieram ze strachu. A co gdyby stało się coś gorszego Jennifer?
-Nie ma cię tutaj Brian ! Nie wiesz jak ciężko mi bez ciebie. Uważasz, że to tylko jedna sytuacja, przez którą możesz mnie pouczać. Ja nie miałam pretensji, kiedy powiedziałeś, że wyjeżdżasz, chociaż wiedziałam, że sobie tutaj nie poradzę.
-To zupełnie inna sprawa.
-Inna? Dałeś mi nadzieję, że będę wreszcie bezpieczna, a potem mi ja odebrałeś.
-Gdyby to ode mnie zależało, całe moje życie zostawiłbym dla ciebie. Kocham cię Jenny i dlatego się martwię.
-Martwisz się... nie zapytałeś nawet, jak się czuję, czy mnie boli. Znam cię, wiedziałam, że tak właśnie zareagujesz. Powinieneś tu być, z każdym dniem potrzebuję cię coraz bardziej. Czy ty wiesz w ogóle co to znaczy miłość? Bo ja myślę, że to znaczy bycie razem. A jeżeli jesteśmy daleko od ciebie fizycznie, to miałam nadzieję, że będziesz blisko swoją troską.
-Przecież wiesz, że cię kocham Jenny. Przecież mówię, że się martwię, a to, że trochę na ciebie nakrzyczałem... Jenn, przecież wiesz jaki jestem.
-A skąd niby mam to wiedzieć? Wyczytać to z twojego krzyku? Tłumaczyć sobie twoje zachowanie zawsze w ten sam sposób? „On po prostu taki jest. Nasza miłość jest właśnie taka” ?
-Bo to prawda.
-To ty tak myślisz. Zastanów się Brian. W końcu to ty mnie tu zostawiłeś, a nie ja ciebie.
-Więc to moja wina?
-Nie mówię tego. Brian, mam cię przeprosić za to, co się wydarzyło?
-To ja powinienem przeprosić ciebie. Może faktycznie trochę przegiąłem ale ...
-Teraz już za późno. Śpij dobrze Brian.
-Jenny...
-Tak?
-Mam nadzieję, że kiedy wrócę, wszystko będzie jak dawniej.
-Dobranoc Brian.
Po tych słowach włączył „ Tears don’ t fall” , tak głośno jak pozwalały mu na to głośniki. Miał wyrzuty sumienia, że nie ma go tam, gdzie powinien być. „Co będzie dalej” – pomyślał, ale chyba nie chciał znać odpowiedzi na to pytanie.