Podziękowania, podziękowania i jeszcze raz podziękowania !
Przede wszystkim Joannie ! Gdyby nie ty to opowiadanie nigdy nie ujrzałoby światła dziennego. Dziękuję, że mnie inspirujesz, że tak wiele się od ciebie mogłam nauczyć, że dzięki tym blogom zbliżyłam się do ciebie i twojego życia. Dziękuję. Podziękuję ci jeszcze nie raz, kocham cię !
Martensikowy i Jóleczce - za komentarze , słowa wsparcia i obecność. Jesteście cudowne.
Adrinne za to, że przestawiłaby dla mnie Harrego Pottera. Uwielbiam cię, pisz dalej, bo kocham twoje opowiadanie. Dziękuję ci za wszystko.
Dla Vis i Hope, Unicorn, za to, że były ze mną do samego końca.
Oraz dla całej reszty, która nie dotrwała do końca, ale na początku była i również mnie motywowała.
Ostatni odcinek dla was wszystkich !
Przygotowania – intensywne i wyczerpujące – powoli dawały efekty. W malowniczym ogródku Megan już dzień przed ślubem stała dekoracja, w postaci białych krzesełek ustawionych rzędami, łuku w tym samym kolorze, ozdobionego tiulem i herbacianymi różyczkami. Wszystko oddawało nastrój chwili. Jenny doglądała każdej rzeczy i denerwowała się jak nigdy. Tak bardzo chciała tego ślubu, a teraz? Najchętniej przesunęłaby go o kilka lat świetlnych. Myśl tą jednak odmieniał Brian, który cieszył się tym wydarzeniem jak małe dziecko. Dyrygował zgromadzonym na placu boju. Wszyscy pomagali i uwijali się jak mrówki. W końcu nadszedł ten cudowny dzień.
Jenny obudziła się przez słodki pocałunek Briana.
-Wstawaj kicia, czas zostać piękną panią Connor.
-Daj pospać jeszcze pięć minut. – Naciągnęła kołdrę na głowę.
-Nie ma mowy! Wstawaj, czas się przygotować.
On był już ubrany i pewnie od wczesnego rana na nogach. Podniosła się ospale.
-Zadowolony?
-Bardzo – pocałował ją w nosek – Biegnę do siebie. Na dole czeka twoja mama ze śniadaniem. Aaa i nie przestrasz się, jest tam jeszcze zastęp dziewczyn, fryzjerka i makijażystka, powodzenia.
Ubrała się w wygodny dres i zbiegła na dół. Była Em, Lil, Court i Luise, które przyjechały już wczoraj wieczorem. Przygotowywały się w salonie Jenny, bo razem z chłopakami z ITD. miały tworzyć piękny zastęp świadków.
-Jak się czuje panna młoda ? – spytała Sarah – Wyspałaś się kochanie?
-Nie za bardzo – Przeciągnęła się leniwie.
-Denerwujesz się? – zagadnęła ją Emily, która właśnie była malowana przez blond makijażystkę.
-To chyba normalna. Nie mój Johnny i tak przebija wszystkich – zaśmiała się, zerkając na Johna, przechadzającego się z kuchni do pokoju. Nie usłyszał nawet.
Em wstała i przejrzała się w lustrze, podczas gdy Jenny kończyła miskę płatków kukurydzianych.
-Wyglądasz bosko ! – skwitowały chórem.
Włosy miała spięte w koczek po boku, co idealnie eksponowało kości policzkowe, przyrumienione lekko. Pełne usta pociągnięte czerwoną pomadką i ekstremalnie wytuszowane rzęsy.
-Teraz twoja kolej księżniczko.
Po wszystkich tych zabiegach dziewczyny wyglądały bosko, ale Jenny...zjawiskowo. Długie, czarne loki opadły na jej ramiona, a twarz miała wręcz porcelanową. Ciemna kreska podkreślała jej oczy, które lśniły z radości, a ustka różowiały uroczo. Wyglądała tak niewinnie, tak cudownie, tak pięknie.
Dziewczyny zajęły się przyjmowaniem gości i sadzaniem ich na odpowiednich miejscach w ogrodzie, a Jenny wróciła do siebie. Usiadła naprzeciw okna, za którym rozprzestrzeniał się widok morza. Falowało delikatnie, lśniło od słońca i łączyło się horyzontalnie z niebem. Wzięła do ręki album z fotografiami, który dostała na siedemnaste urodziny od Briana. Przyglądała się fotografią, muskając je palcami. Chciała uchwycić wszystkie szczegóły, na zawsze zachować je w pamięci. Ostatnie zdjęcie to ona i chłopaki z Avenged Sevenfold. Właśnie ktoś zapukał do drzwi.
-Mogę?
Tak, to właśnie ta barwa głosu, kiedy chce się krzyknąć „amazing”.
-Jeśli masz jakieś niecne plany, to nie. – Uśmiechnęła się w jego kierunku.
-Spokojnie. Mam dla ciebie prezent.
-Przed ślubem? Syn, co to takiego? – westchnęła na widok ogromnego, fioletowego pudła , przewiązanego czarną kokardką.
-Otwórz! – Mrugnął.
-O mój Boże!!! – krzyknęła, kiedy pozbyła się wieka.
-Wystarczy „Dziękuję Syn”, ale to miłe z twojej strony. O takiej marzyłaś?
Wyciągnęła śnieżnobiałą suknię z uroczymi falbankami, zgrabnym i delikatnym gorsetem, sięgającą podłogi.
-Oglądaliśmy już razem, pamiętałeś! Jest cudowna, dziękuję ! – Pocałowała go w policzek.
-Przebieraj się i schodź na dół. Wszyscy już czekają – powiedział i skierował się do drzwi.”
-Syn... – zatrzymała go.
-Hm?
-Dziękuję.
-Już dziękowałaś mała.
-Nie za sukienkę.
-A za co?
-Za to, że jesteś takim cudownym przyjacielem, o jakim zawsze marzyłam. Obiecaj mi tylko, że tego nie zniszczysz.
-Obiecuję. Ale ty też mi coś obiecaj.
-Co takiego?
-Że będziesz bezwarunkowo szczęśliwa.
-Obiecuję – uśmiechnęła się lekko.
-Chodź, czas wyjść za swojego księcia.
-Dajcie mi chwilkę.
Ogród zieleniał, a Jenny promieniała. Szła pod rękę z Johnem, który trząsł się jak galareta, prowadząc ją do ołtarza, przy którym czekali już świadkowie i Brian, w idealnie skrojonym garniturze. Goście patrzyli na nich z zachwytem. Byli parą idealną. Słowa przysięgi brzmiały w ich ustach jak obietnica wiecznego szczęścia.
-Ślubuję ci miłość, wierność i uczciwość małżeńską – powiedział pewnie.
-Oraz, że cię nie opuszczę aż do śmierci – wyszeptała, a w jej oczach pojawiły się łzy wzruszenia.
Sarah płakała jak bóbr. Jej Zycie ułożyło się w tak nieprzewidywalną całość. Straciła dużo czasu, ale teraz była szczęśliwa jak nigdy. John otarł jej łezkę i otulił ramieniem, wspominając początki związku Jenn i Briana. To musiało się tak skończyć, nie było innej możliwości. Do Megan za to wróciła chwila, kiedy jej syn stał nad życiową przepaścią. Kiedy miłość prawie doprowadziła go do śmierci, a potem uratowała.
-Ogłaszam was mężem i żoną. Możesz pocałować pannę młodą.
W tym momencie wszyscy usłyszeli dźwięk fortepianu, a chwilę potem cudowny głoś Shadowsa w „ Warmness on the soul” . Całe A7X stało na białej scenie za ich plecami.
-To najpiękniejsza chwila w moim życiu – szepnęła do Briana.
-Zrobię wszystko, żebyś mówiła tak o każdej naszej chwili.
Impreza trwała w najlepsze. Młodzi zabawiali wszystkich, dużo rozmawiali, tańczyli i pili. Nagle Brian zauważył Kate, samą przy stoliku, bo Gates właśnie tańczył z Jenny.
-Jak się bawisz na moim weselu – spytał.
-Bosko. Powiem ci Briana, że miałeś świetny pomysł. Nieźle to wykombinowaliśmy.
-Wesele?
-Też, ale chodzi mi o te rozmowy, wiesz, ja z Jenny, a ty z Synem.
-Aa... no tak, poskutkowało – uśmiechnął się – Ja przed ołtarzem, a ty...
-A ja rozpieszczana przez mojego Gatesa.
Tylko się cieszyć. Muszę lecieć Kate, Maks coś kombinuje przy scenie. Baw się dobrze – powiedział i czmychnął przyjrzeć się sytuacji.
Maks faktycznie stał na scenie. Podwyższył sobie mikrofon i zaczął:
-Sześć lat temu, kiedy poznałem Jenn, od razu wiedziałem, że jest stworzona dla Briana. Uwiercie, pierwszy raz widziałem go takiego. Kiedy tylko wchodziła na próbę, uśmiechał się głupkowato i grał najlepiej jak tylko potrafił. Zaczął pisać cudowne piosenki. Stał się innym człowiekiem. To miłość go zmieniła. Kiedy tak na nich patrzyłem, zapragnąłem tak samo otworzyć się na uczucia. Przeklinałem, że nie mam kogoś takiego jak Jenny. I właśnie wtedy zauważyłem, jak ważna jest dla mnie moja mała Emi. Chciałem ją chronić, być przy niej w każdej sekundzie, nie spuszczać jej z oka. Bałem się tego, uczucie wydawało mi się zgubne, ale popłynąłem przy niej. Zakochałem się jak szalony i... i chcę być przy niej „dopóki śmierć nas nie rozłączy”. Emily Connor, wyjdziesz za mnie?
Wyłoniła się z tłumu, który rozstąpił się nagle, zostawiając ją na samym środku. Niepewnie spojrzał jej w oczy.
-Tak!
Zeskoczył ze sceny i obsypał ją pocałunkami.
Kate przyglądała się temu z pewnej odległości, gdy ktoś mocno objął ją w talii.
-Romantyczne, prawda? – Poczuła usta Gatesa na swojej szyi.
-Ta rodzina jest szalona – uśmiechnęła się, ukołysana w jego ramionach.
-Ja też jestem szalony, bo również należę do tej rodziny – zatrzymał się – Kasiu –uklęknął przed nią, wyjmując czerwone pudełeczko z kieszeni marynarki – czy zgodzisz się zostać żoną takiego szaleńca jak ja?
-Ale...- dosłownie ją zamurowało.
-Nie rób mi tego, żadnych „ale”!
-Panie Brianie Elvinie Hanerze Juniorze , zostanę twoją żoną.
Porwał ją w objęcia i całował do utraty tchu, a obserwująca to Jenny uśmiechnęła się w stronę gwiazd.
-Teraz wszyscy jesteśmy szczęśliwi – powiedziała i poczuła dłoń męża na ramieniu.
-Popatrz ile gwiazd. Mamy jeszcze wiele marzeń do spełnienia.
Jak potoczyła się ich życie? Jenny urodziła słodkie bliźniaki – chłopca i dziewczynkę. Zgodnie z umową synek dostał imię wybrane przez tatę – Saint Alex – a dziewczynka przez mamę – Dominica Victoria. Jenny została w „Kerrenga”. Awansowała nawet na redaktora naczelnego po odejściu pani Jackman. Chłopaki nagrali razem jeszcze wiele płyt. Brian kupił cudowny dom z marzeń Jenny. Emily poślubiła Maksa, a Kate Hanera. Obydwie pary doczekały się dzieci. Gdybyście zobaczyli Gatesa w roli tatusia małego Adama i Joanny...
Wszyscy wynieśli lekcje z ostatnich kilku lat. Nie warto bać się porażki, która straszy nas w zakamarkach podświadomości, a trzeba ciągle iść do przodu i walczyć o swoje marzenia. Miłość daje siłę, dzięki której możemy pokonać samych siebie, swoje słabości, a nawet śmierć, która zakłada nam na ramiona swoje kościste dłonie. Możemy zwyciężać, jeżeli mamy wokół siebie ludzi, którzy w nas wierzą. A muzyka? Muzyka tworzy historię, piękną piosenkę, którą można śpiewać od nowa i od nowa, dopisywać nowe zwrotki, a kiedy już odejdziemy, ona wciąż będzie żyć w sercach ludzi, którzy nas kochają.
In The Darkness i Avenged Sevenfold siedzą w samolocie razem ze swoimi technicznymi, żonami i dziećmi.
-To co Kate, pokażesz nam tą swoją Warszawę? – uśmiechnął się Brian.
-Uwierzcie, że ludzie z Polski kochają was jak chyba nikt inny na świecie. Gwarantuję, że po koncercie będziecie zachwyceni.
-Ostatni koncert w trasy A7X & ITD. czas zacząć! Kierunek – Warszawa ! – krzyknął z tyłu Johnny.
Gates objął Kate ramieniem i pogłaskał dzieci po główkach.
-Wrócimy tu jeszcze nie raz.
The End